• Tęcza
  • / VIII 1939
  • / Poznań
  • / Rok 13, Nr 8

Hanza = rozbój

Kiedy się zwiedza miasta pomorskie, przede wszystkim Toruń i Gdańsk, przewodnik pokazuje najstarsze domy tych miast, budowle piękne i pełne wielkiego uroku. Wybudowało stary Toruń i stary Gdańsk średniowieczne mieszczaństwo, bogate, zamożne, z prowadzenia szerokiego handlu czerpiące dostatek pieniężny i wyczucie dobrego smaku.

I wystarczy podczas takiego zwiedzania napotkać przypadkiem jakiegoś Niemca, aby usłyszeć usłużne a nie pozbawione drwiny wyjaśnienie:

– Prachtvoll, nicht wahr? – zapyta. – Piękny jest Toruń, piękny jest Gdańsk, nieprawdaż?

– Owszem piękny.

– Tak, bo oba te miasta zbudowali Niemcy. Dziś Toruń jest miastem polskim, ale wszystkie budynki, jakie tu widać, były zbudowane przez Niemców. To jest pewne, to powszechnie wiadome. W Gdańsku niedawno odbywał się „Tydzień kultury niemieckiej”, „Gaukulturwoche”, mówił na nim min. Goebbels: Wszystko, co macie, macic od nas.

I rozpocznie rozsnuwać ów Niemiec szeroką opowieść o Hanzie. To magiczne słowo będzie się przewijać w opowiadaniu, jak w bajce zaczarowany pierścień, który za wymówieniem zaklęcia wznosił na ziemiach polskich, dzikich rzekomo, nieokrzesanych i barbarzyńskich – cywilizowane miasta, wspaniale budowle, kulturalne urządzenia. Hanza… Dziś tę nazwę nosi tylko pewien gatunek automobili niemieckich, dawniej, w XIII, w XIV wieku była to potężna organizacja kupiecka, która obejmowała swymi zasięgami dużą część ówczesnego świata.

Jej serce i jej mózg znajdował się w miastach Lubece, Bremie i Hamburgu i stąd, z tego trójkąta hanzeatyckich miast rozlewała się potęga kupców niemieckich na wszystkie strony. Obejmowała dzisiejsze północne Niemcy, Holandię, Belgię, Anglię i kraje skandynawskie, obejmowała również częściowo ziemie polskie, „którym niosła wraz z towarami cywilizację i kulturę”.

Tak będzie opowiadał każdy napotkany Niemiec, tak krzyczą na różne sposoby setki dzisiejszych niemieckich książek. Że wszystko, co jest w miastach polskich, to otrzymaliśmy za łaską niemieckiego kupca, że Słowianin był człowiekiem na pół dzikim, że zdolny był co najwyżej do życia pasterza i rolnika, że miast w ogóle sam ze siebie nie stworzył, nie budował.

Warto posłuchać kiedyś takiego opowiadania w Toruniu albo w Gdańsku i popatrzeć wtenczas na gromadę polskich turystów, jak stoją przed opowiadającym Niemcem. Obrazek jest taki: Niemiec w miarę opowiadania coraz bardziej puszy się i pęcznieje, a Polacy coraz bardziej opuszczają głowy, zacichają i milkną.

Zdarzenie nie takie znów rzadkie, nie takie wyjątkowe, powtarza się dość często, i nie tylko z okazji zwiedzania pomorskich miast. Kłamstwo, wypowiedziane bez zachłyśnięcia, jest zawsze więcej warte niż zwykła, szara prawda. Zwłaszcza dla Polaków.

Takim opuszczającym głowę wycieczkowiczom warto przypomnieć, że na uniwersytetach polskich istnieją pracownie prehistoryków i historyków, którzy dniem, a często-gęsto i nocą pracują nad tym, aby drogą prawdy, drogą niezbitych argumentów odżegnać czary niemieckiego zmyślania.

Właśnie niedawno temu odkryto w jednej takiej pracowni podstawy do prawdziwej historii miast słowiańskich. Ustalono oto ni mniej ni więcej, że na długo przedtem, zanim niemiecka Hanza zaczęła działać, a więc już w wieku ósmym, pewnie i wcześniej – istniały wielkie i doskonale zorganizowane miasta słowiańskie. Co więcej! te miasta prowadziły ze sobą handel i związane były ze sobą wspólnym porozumieniem kupieckim! W tych czasach, oraz w czasach późniejszych popularnym słowem wśród tych słowiańskich kupców było słowo chęsa, albo chąźba, co znaczyło – rozbój. Protoplaści Hanzy zjawiali się na tle miast słowiańskich w takiej postaci, że ich działalność trzeba było nazywać – chąźbą, rozbojem. Dalsza droga Hanzy jest już zrozumiała: rozbojem przybysze niemieccy zdobyli miasta słowiańskie, opanowali ich organizację kupiecką i stworzyli własną. A nazwa została – chąźba, hanza. Warto zapamiętać: źródłem handlu niemieckiego był – rozbój!

Wydawane w Poznaniu w latach 1927 – 1939 czasopismo kulturalno-społeczne. Początkowo tygodnik, od 1931 miesięcznik. Jedno z pierwszych pism przeznaczonych dla inteligencji katolickiej. Poruszało zagadnienia kulturalne, społeczne, etyczne, literackie. Wśród współpracowników przeważali pisarze katoliccy oraz przedstawiciele poznańskich środowisk literackich i uniwersyteckich. W „Tęczy” publikowali swoje utwory m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Hulewicz, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, Adolf Nowaczyński. Charakterystyczną cechą czasopisma był bardzo wysoki poziom wydawniczo-graficzny.

Close