J. STRZYŻEWSKI

Inż. Leonardo da Vinci

 

Przedziwne koleje życia, jakie było udziałem Leonarda da Vinci, jako też jego nawskroś odrębna umysłowość, odcinają go z ogromną wyrazistością od jego otoczenia. Po Leonardzie jako artyście nie pozostało prawie nic, prócz Mony Lizy i Ostatniej Wieczerzy. Wszystko, co tylko jego wszechstronny genjusz wytworzył, zniszczało, zaginęło, pozostało niekiedy zaledwie jako szkic. Jednakże pomimo wielkich przeciwności losu, Leonardo w naszych oczach niejako zmartwychwstaje z pyłów archiwalnych i szaf bibljotecznych, powraca do nas jako przyrodnik, inżynier, myśliciel i poeta.

Rysunki projektów Leonardo da Vinci

Niema prawie dziedziny wiedzy, dla której Leonardo nie przysporzył nowych wartości. Nietylko że na długo przed lordem Baconem uczy metody experymentalnej, ale i sam ją stosuje, czyto preparując własnego wynalazku farby, czy też budując model oka ludzkiego dla studjów nad załamywaniem się promieni świetlnych po przejściu do innego ośrodka. Gdy Kopernik jeszcze mozolił się nad tem, by „poruszyć ziemię, a słońce zatrzymać”, Leonardo w jednym ze swych notatników, pomiędzy formułkami matematycznemi, wypisuje wielkiemi literami: „Słońce nie porusza się”. Niczego nie podkreśla z taką dumą, jak to, że jest wynalazcą.

W głębi swego wspaniałego umysłu kuł Leonardo plany wprost fantastyczne na owe czasy. „On był pierwszym”, mówi Vasari, jego biograf, „który projektował skanalizowanie rzeki Arno, od Pizy do Florencji”. Starał się też przekonać ówczesnych władców Florencji, że możliwem jest przesunięcie na inne miejsce chylącego się ku upadkowi kościoła św. Jana, przyczem zaręczał, że świątynia nie poniesie wskutek tego żadnej szkody. Mniejsze prace w tym zakresie były już coprawda wykonywane przez ówczesnych techników, jednakże Leonardo był pierwszym, który swoje obliczenia i pomysły z dziedziny mechaniki praktycznej potrafił naukowo uzasadnić. „Zawsze musi praktyka budować na teorji”, mówił; szanowano go jako teoretyka, ale wykpiwano pocichu jako spekulanta i fantastę, goniącego za mrzonkami.

Dopiero Ludovico Moro, książę Medjolanu, zainteresował się projektami technicznemi sławnego już wówczas 28-letniego artysty. W liście, w którym Leonardo poleca swoje usługi, wylicza m. i. swe wynalazki, bardzo przydatne księciu, który w tej chwili jest na stopie wojennej z Wenecjanami: przenośne mosty, machiny oblężnicze potężnych rozmiarów, kryte wozy wojenne – coś w rodzaju dzisiejszych czołgów, podkopy minowe, miotacze bomb, moździerze itd. Pozatem poleca się jako budowniczy, potrafi zakładać wodociągi i kanalizować moczary.

Zaangażowany do Medjolanu, był czynny razem z Bramantem przy budowie katedry. Jako teoretyk budownictwa był wielkim autorytetem, skoro Padwa, a później nawet Florencja – ta sama Florencja, która dawniej wyśmiewała jego koncepcje – zasięga jego opinji w sprawach budowlanych. Leonardo jest bowiem praojcem dzisiejszego t. zw. urbanizmu. Idealne według poglądów mistrza miasto ma stanąć nad morzem lub nad jaką piękną rzeką, która nie wysycha ani nie wylewa, przeciw czemu można zresztą zabezpieczyć się przez wybudowanie w bocznych dolinach obszernych basenów, przechowujących nadmiar wody. Okolica ma być pagórkowata, urozmaicona licznemi lasami i gajami. Mistrz mówi dalej, że „ulice mają być tak szerokie, jak wysokie są domy”. Ulice mają dwie kondygnacje; górna jest przeznaczona tylko dla pieszych, w szczególności dla państwa – gentili nomini! – ulice dolne przeznaczone są dla ruchu kołowego i „dla użytku i wygody pospólstwa”. Każdy dom jest wyposażony w instalację wodociągową, jest przyłączony do sieci kanalizacyjnej i ma ogrzewanie centralne, oraz urządzenie higjeniczne, które nam zrealizował dopiero wiek XIX.

Z polecenia Ludovico Moro, buduje wielkie śluzy koło S. Christofano, co uchroniło Medjolan od powodzi; równocześnie pracuje na polu artystycznem i kończy „Ostatnią Wieczerzę”. W tym czasie (1506) kończy większość swych notatek o teorji fizyki, astronomji i anatomji. Leonardo słusznie uchodzi za twórcę nauki o hydrostatyce. Zna doskonale prawa Archimedesa i daje ich matematyczne uzasadnienie. Jako pierwszy bada ruch falowy wody, a prawa ruchu falowego zastosowuje do akustyki, optyki, magnetyzmu, nawet do myśli ludzkiej! Trudno nie podziwiać genjalnej intuicji artysty, który może dał impuls do powstania nowoczesnej teorji undulacyjnej.

Leonardo jest nietylko mistrzem teorji; buduje przyrząd do mierzenia szybkości wiatru i do dziś używamy anemometrów jego pomysłu. Obserwuje niesłychanie bystro i chociaż nie umie wytłumaczyć istoty płomienia, to jednak fabrykuje pierwszy na świecie cylinder do lampy, bez którego dzisiejszy stan rozwoju oświetlenia naftowego, lub gazowego nie byłby do pomyślenia. Na 250 lat przed Lavoisierem przeczuwa istnienie tlenu i zapisuje, że „gdzie nie żyje płomień, nie może żyć istota, która oddycha”.

Rozważania teoretyczne o tarciu, dźwigniach i krążkach umie zastosować w praktyce i konstruuje machiny, których pomysłowa budowa o całe stulecia prześciga konstrukcje współczesnych mu mechaników.

Wiertarki, tokarki, automatyczne heble, piły mechaniczne, tartaki – oto próbki wirtuozerji technicznej sławnego artysty.

Nie można sobie wyobrazić, by mógł tego dokonać człowiek bez gruntownych wiadomości z matematyki. Leonardo uzupełnił je, mieszkając około 1500 r. we Florencji, pod jednym dachem z matematykiem Luca Pacioli, dla którego wykonał rysunki perspektywiczne i modele bryłowe ciał regularnych i nieregularnych do dzieła p. t. „De divinis proportionibus”.

Obok praw mechaniki interesują artystę przedewszystkiem wrażenia wzrokowe optyka, podciągana dawniej pod miano perspektywy. Widzimy go wszędzie na dobrej drodze. Rozszerzanie się prostolinijne światła we wszystkich kierunkach, refleksje, refrakcja, terminy, nad których sprecyzowaniem mozoli się Leonardo, szukając właściwych krótkich określeń i tworząc poprostu nowy słownik techniczny – oto wyniki jego pracy.

Oko ludzkie określa jako rodzaj wynalezionej przez Albertiego „camera obscura”, z którą przeprowadza doświadczenia; znajduje też prawdziwą przyczynę, dlaczego „camera obscura” daje obraz odwrócony, jak na matówce aparatu fotograficznego i stara się wytłumaczyć, dlaczego mimo wszystko oko nasze rejestruje obraz nieodwrócony; wie, że końce nerwów wzrokowych chwytają wrażenia wzrokowe i przekazują do wspólnego centrum w mózgu, gdzie dopiero powstaje świadomość widzianych przedmiotów.

Obraz działalności życiowej Leonarda da Vinci byłby niekompletny, gdyby się nie uwzględniło jego badań anatomicznych. Ciało ludzkie znał Leonardo o wiele dokładniej, niżby tego wymagało się od artysty malarza i rzeźbiarza. Już sam fakt przeprowadzenia sekcji 30 zwłok, rzecz naonczas zakazana i w wyjątkowych wypadkach zaledwie tolerowana, świadczy nietylko o odwadze, ale i o olbrzymiem zainteresowaniu, jakie Leonardo miał dla anatomji. Uniwersytet w Bolonji np. otrzymywał rocznie zaledwie 2 ciała skazańców, na których przyszli lekarze zaznajomić się mieli z funkcjami organów cielesnych! Celem samym w sobie anatomja dla Leonarda nigdy nie była; budową ciała studjuje w pierwszym rzędzie jako artysta; jako człowiek – interesuje się funkcją poszczególnych narządów. Leonardo jest pierwszym i na długie lata jedynym anatomem, który umie rysunkowo odtworzyć właściwe wzajemne położenie kręgosłupa i miednicy, nachylenie żeber, tworzących klatkę piersiową, oraz położenie wewnętrznych narządów. Również i rysunki czaszki są mistrzowskie i zawsze skierowane ku tej płaszczyźnie, którą dziś świat lekarski uznaje za prawidłową. Że Leonardo po raz pierwszy w dziejach ludzkości uprawiał anatomję porównawczą, że stwierdził zależność funkcyj ciała i ruchów kończyn od praw mechaniki, – niech to świadczy o wielkości jego genjuszu i niech go pozwoli poznać z innej, niezmiernie frapującej strony.

Mało znanym jest fakt wykończenia przez Leonarda rysunków konstrukcyjnych łodzi podwodnej. Wielkoduszny mistrz tłumaczy się jednak, dlaczego nie daje uzupełniających opisów, gdyż „znając złą naturę ludzi, którzyby to wykorzystali do mordowania na dnie morskiem innych, w ten sposób, że przewiercaliby dna okrętów i zatapiali wraz z załogą”, nie chce zbrodniczym jednostkom dawać do ręki nowego śmiercionośnego narzędzia.

Pod koniec swego pracowitego życia doznaje wielkiego rozczarowania; nie udają mu się bowiem próby z aparatem, zewnętrznie podobnym do olbrzymiego nietoperza, którego zadaniem miało być umożliwienie lotu człowiekowi. Zbudował też zupełnie zdatny do swego celu spadochron, którego działanie wielokrotnie wypróbował wobec licznych widzów. O tych jego próbach latania pisze z lekką ironją sławny matematyk włoski Cardano, którego ojciec z Leonardem w wielkiej żył przyjaźni: „Także i Leonardo da Vinci próbował latać; jednak źle mu poszło: on był świetnym malarzem…”

„Gdzie największe uczucie, tam największa boleść”, zapisuje w swych notatnikach. To też niepokój własnego, prawdziwej wiedzy poszukującego umysłu, czyni go wrażliwym na uczucia wszystkich żyjących istot; dlatego powstrzymuje się nawet od potraw mięsnych, aby z jego przyczyny żadne stworzenie nie musiało cierpieć i śmierci ponieść. Już na łożu cierpienia, z którego dopiero śmierć miała go wybawić, notuje: „Tak jak dobrze spędzony dzień, przynosi zdrowy sen, tak uczciwie i pracowicie spędzone życie – daje śmierć radosną”. Zmarł dnia 2 maja 1519 r.

Wydawane w Poznaniu w latach 1927 – 1939 czasopismo kulturalno-społeczne. Początkowo tygodnik, od 1931 miesięcznik. Jedno z pierwszych pism przeznaczonych dla inteligencji katolickiej. Poruszało zagadnienia kulturalne, społeczne, etyczne, literackie. Wśród współpracowników przeważali pisarze katoliccy oraz przedstawiciele poznańskich środowisk literackich i uniwersyteckich. W „Tęczy” publikowali swoje utwory m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Hulewicz, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, Adolf Nowaczyński. Charakterystyczną cechą czasopisma był bardzo wysoki poziom wydawniczo-graficzny.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close