• Tęcza
  • / 31.12.1927
  • / Poznań
  • / Rok 1, Zeszyt 7

KRAJ WODNIKÓW

Fotografje zdjęte z samolotu, a zamieszczone na niniejszej karcie, nie przedstawiają ani rozlanego na miednicy wosku w wigilję św. Andrzeja, ani innej zabawki dziecinnej. Obrazki te przedstawiają holenderski pejzaż.

Holandia z lotu ptaka

Holandia z lotu ptaka (zdjęcie z artykułu)

Gdy Pan Bóg stworzył świat i każdemu narodowi dał kraj wedle jego prośby, ostatni był Holender. Wszyscy już swoje kraje objęli w posiadanie, a o biednym Holendrze zapomniano. Stał on sobie na brzegu morza, fajkę palił, śledziem zagryzał.

– Ach, biedny Holendrze -powiada Pan Bóg – stałeś na uboczu, zapomniałem o tobie. Gdzież ja cię teraz umieszczę, skoro już wszystkie kraje rozdałem?

– Nie martw się, dobry Boże – odpowie Holender. -Tyś stworzył świat, ja stworzę Holandję. Obdarz mnie tylko pracowitością i wytrwałością.

Taka jest w kraju tym legenda o powstaniu Holandji.

Właściwie – trudno jest mówić o powstaniu kraju Nizin – Niderlandów. Należy raczej mówić o powstawaniu, o ciągłem tworzeniu, gdyż tworzenie Holandji wcale nie jest zakończone. Ona się ciągle tworzy, powiększa, rozszerza.
Już ostatnio, podczas wojny, gdy narody Europy niszczyły jedne kraje, zabierały sąsiadom inne, Holendrzy zdobyli nową prowincję, zdobyli nie orężnie, tylko pracą. Wydarli ją morzu. Nikt na tem nie stracił, nikt o to pretensji nie ma, a im przybyła nowa połać ziemi.

Holandia z lotu ptaka

Holandia z lotu ptaka (zdjęcie z artykułu)

Morze u brzegów holenderskich nie jest głębokie, tworzy liczne zatoki. Jedna z takich wielkich a nie głębokich zatok nęciła Holendrów. Połączyli więc cyple wrzynającego się w morze lądu wałem, zamykając zatokę i czyniąc z niej jezioro. Potem wypompowali wodę z jeziora, wpuściwszy ją do morza i oto mają z dna tej zatoki nowy ląd, nową prowincję, zatoka bowiem Zuiderzee jest olbrzymia.

Ta prowincja, jak wiele innych prowincyj holenderskich, położona jest niżej poziomu morza. Zabawne też ma się wrażenie, gdy jadąc statkiem po rzece, ma się na prawo i lewo ląd niżej od poziomu statku. Rzeki jednak nie wylewają tam nigdy, gdyż ujęte są w dość wysokie wały.Ba, nietylko rzeki, ale i morze grozi ciągle zalewem całego państwa Holendrów. Raczej – groziłoby, bo Holendrzy skonstruowali taki system kanałów, śluz i wałów, który skutecznie zalewowi zapobiega. Lecz tylko dlatego, że dobrze się zabezpieczyli. Mają tysiące inżynierów-hydrotechników, którzy, jak prawdziwa armja, czuwają ciągle nad bezpieczeństwem ojczyzny.

Pod tym względem woda jest ich największym wrogiem. Jedynym, jaki im wogóle zagraża. Bo innych nie mają, będąc krajem neutralnym, a przynajmniej bardzo pokojowo usposobionym. W celu skoncentrowania walki z wodą, stworzyli u siebie, jedyne zdaje się na świecie – ministerstwo wodne.

Nietylko zresztą do obrony i walki z wrogiem, ale i do eksploatacji tego wroga.

Rotterdam - lata dwudzieste XX wieku

Rotterdam – lata dwudzieste XX wieku

Bo morze jest, raczej może być wrogiem, ale dla Holendrów jest ono i największym przyjacielem, źródłem całego ich bogactwa, jako społeczeństwa, całej potęgi jako państwa i – jedynym obrońcą na wypadek wojny. System kanałów i śluz jest tak urządzony, że w wypadku zajęcia przez wojska nieprzyjacielskie którejś prowincji, Holendrzy zalewają całe powiaty i topią wojska wrogie w ciągu kilku godzin.

Tak samo jak zalać, mogą potem osuszyć szybko dane terytorjum, spuszczając wodę do kanałów, których tu jest niezmierna ilość, tyle co w Polsce złych szos i gościńców. A to przelewanie wody, z kanałów do rzek, z nizin do kanałów i zpowrotem obywa się bez kosztów, siłą wiatru. Bo te niezliczone wiatraki, które się widzi na każdym holenderskim obrazku, to nie wiatraki nasze do mielenia mąki, lecz wiatraki poruszające pompy.

Cała Holandja leży nad morzem, a raczej – na morzu, ma długie, powycinane w zęby wybrzeże, moc wysp i wysepek.

To naturalnie zdecydowało o całym charakterze narodu, jego historji, jego bycie państwowym, zajęciach i gospodarce. Rybołówstwo i żeglarstwo stało się zawodem narodowym. Rybołówstwem zajmuje się spora część narodu, ale z żeglarstwem związany jest cały naród. Ogromna i bardzo dawna flota handlowa zaprowadziła Holendrów przed wiekami już do Indyj i oddała w ręce ich kupców naprzód, a potem we władanie polityczne olbrzymie posiadłości na wyspach Borneo, Celebesie, Sumatrze i Jawie, zwane dziś Indjami Holenderskiemi.

Niektóre z tych wysp, jak np. Jawę, zamieniła praca Holendrów w kraje bardzo kulturalne, mlekiem i miodem płynące. Jawa dostarcza nietylko im, ale przez nich całemu światu najlepszą kawę, kakao, tytonie, ryż, cynamon, wanilję, najdrogocenniejsze drzewa, jak mahoń i heban i wiele innych cennych produktów, któremi przepełnione są holenderskie wspaniałe porty – Rotterdam i Amsterdam.

Posiadanie morza zaprowadziło Holendrów i do południowej Afryki, gdzie ufundowali duże kolonje rolnicze – Boerów w Oranje, w Transwalu. A choć Anglicy wyparli ich stamtąd jako niezawisłych politycznie kolonistów, to jednak mają tam Holendrzy swoją ekspansję kulturalną i znaczną handlową.

Woda zaprowadziła Holendrów i do Ameryki Północnej. Jednymi z pierwszych kolonistów europejskich w obecnych Stanach Zjednoczonych byli Holendrzy. Obecny New-York nazywał się początkowo New-Amsterdam i był założony przez Holendrów.

Budowa zapory na zatoce Zuiderzee

Budowa zapory na zatoce Zuiderzee (źródło: www.engwonders.byethost9.com)

Woda, morze dało im niezmierne bogactwa. Jeden z najbogatszych to dziś i najlepiej urządzonych krajów świata. Zamożność powszechna, biedy nie widzi się nigdzie. Liczne, duże i wspaniale urządzone miasta. Rolnictwo w wielkiej kulturze, przeważnie przemysłowe, jak hodowla cebulek kwiatowych. Każda niemal rodzina ma swój domek kilkopokojowy. W miastach przebogate muzea, mieszczące nietylko ich znakomity dorobek artystyczny z Rembrandtem, Halsem i Rubensem na czele, ale i niezliczone kolekcje i zbiory najciekawszych egzotycznych rzeczy przywiezionych z kolonij.

Morze i morze. Wszystko to dało im morze, które wypłaca stokrotne procenty temu, kto je ukocha i odda mu swoją pracę. A pracę musieli Holendrzy włożyć w kraj swój kolosalną. Bo z natury Niderlandy są znów jednym z najgorzej uposażonych krajów świata. Poprostu – niema w niem nic. Ziemia była mało urodzajna, lasów niema, rudy żadnej, ani nafty, ani soli, węgla troszeczkę, bardzo mało, ledwo parę kopalń. – Całość więc niezmiernego bogactwa, jakie mieści ten kraj – to praca i morze.

A ponieważ morze samo, nieujarzmione przez pracę, stałoby się ich zgubą, więc śmiało można stwierdzić za legendą, że Holandję stworzył Holender, z pozwolenia Pana Boga.

Holandia z lotu ptaka

Holandia z lotu ptaka (zdjęcie z artykułu)

Wielka szkoda, że do Holandji Polacy tak mało jeżdżą. Można się tam nauczyć niezmiernie wielu rzeczy, a nadewszystko tych dwu: że morze, gdy się je ma, trzeba bardzo cenić, bo przynieść ono może olbrzymie zyski i że najbardziej imponującą na świecie rzeczą jest rezultat systematycznej metodycznej pracy.

Holandja jest szkołą pracy.

Nie powinno zrażać turysty to, że Holendrzy mówią językiem nieznanym, niezrozumiałym. W Holandji rozpowszechniona jest znajomość obcych języków: niemieckiego, angielskiego, francuskiego nawet wśród tych, którzy tylko szkołę powszechną skończyli.

Niechże więc kto może – odwiedzi ten kraj uroczy i ciekawy.

Gustaw Olechowski

Wydawane w Poznaniu w latach 1927 – 1939 czasopismo kulturalno-społeczne. Początkowo tygodnik, od 1931 miesięcznik. Jedno z pierwszych pism przeznaczonych dla inteligencji katolickiej. Poruszało zagadnienia kulturalne, społeczne, etyczne, literackie. Wśród współpracowników przeważali pisarze katoliccy oraz przedstawiciele poznańskich środowisk literackich i uniwersyteckich. W „Tęczy” publikowali swoje utwory m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Hulewicz, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, Adolf Nowaczyński. Charakterystyczną cechą czasopisma był bardzo wysoki poziom wydawniczo-graficzny.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close