Kulisy rewolucji francuskiej

Przygotwuje się we Francji uroczysty obchód 150-lecia zburzenia Bastylii. Jako impresario tych fêtes du peuple wysuwa się na czoło Jean Zay, minister oświecenia publicznego, rodak b. premiera Leona Bluma. Z tej okazji trudno nie przyznać racji publicyście „Merkuryusza Polskiego” p. Z., który pisze (w nrze z 7. 5. 1939):

Czy warto gloryfikować ten haniebny epizod z historii Francji? Zwłaszcza teraz, kiedy lada dzień wybuchnie wojna i niezbędne będzie zjednoczenie narodu. Czy warto gloryfikować gwałt, terror, topienie kobiet w Sekwanie, sądy ludowe, tańce dokoła gilotyn, pogrom inteligencji, krwawe orgie, pożeranie się wilków między sobą, jednym słowem najokropniejszą z wojen domowych, nazwaną figlarnie przez jej chwalców Wielką Rewolucją…

Powiada się, że rewolucja 1789 r. pchnęła Francję i ludzkość na nowe drogi rozwoju. Istotnie, Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela była wydarzeniem historycznym dużej miary, jako stwierdzenie, że wolność polityczna jednostek jest jednym z nieodzownych elementów ustroju. Jednocześnie jednak z ogłoszeniem tej deklaracji obalono we Francji wszelki autorytet nadprzyrodzony, zanegowano prawo moralne, jako źródło władzy państwowej i wysunięto absurdalną tezę o „umowie społecznej”, która zburzyła w następstwie wszelki ład społeczny i polityczny w świecie cywilizowanym.

Tej katastrofy moralnej i tego ohydnego rozlewu krwi nie zrównoważy deklaracja Praw Człowieka i męstwo armii rewolucyjnych we frygijskich czapkach.

Francja wieczna

Francja nie narodziła się w dniach rewolucji, jak to sugerują światu „Francuzi” typu L. Bluma i J. Zaya. „La France eternelle”, ojczyzna Joanny d’Arc i Kartezjusza przodowała niegdyś naprawdę światu żarem religijnym, polotem sztuki i logiczną precyzją swej myśli spekulatywnej. Wszak to Kartezjusz, w swym nieśmiertelnym entymemacie: Cogito ergo sum, założył podwaliny nowożytnej metody transcendentalnej, diametralnie obcej późniejszym „zbestwieniom”, rozumowi, materializmowi de la Mettrie’ego i sensualizmowi Condillaca.

Wiek XVII jest chwałą Francji, najwyższym objawieniem jej geniuszu.

W ciągu pięćdziesięciu lat – pisze Gaxotte w swej „La revolution française” – Francja podziwia siebie w Ludwiku XIV, bo jest on rozumny, umiarkowany, ścisły, metodyczny, panuje nad sobą, bo jego uczucia są szlachetne, jego życie opromienione sławą i dobrze rozplanowane. Ten sam ideał porusza całe stulecie. Colbert i Vauban wyrażają go z tą samą mocą, co Racine, Pousset i Boussuet… On dał Francji królestwo tego świata przez które kontynuuje ona przedziwne dzieło Aten i Kzymu (str. 49-50).

Jak to się mogło stać, że ta potęga duchowa i polityczna popadła w tak sromotne rozprzężenie i zamiast promieniować ładem i pięknem, stała się siewcą fałszywych doktryn i najdzikszego zamętu.

Złowrogie argumenty

Zło przyszło z góry, częściowo od dworu, na który zakrada się zepsucie, przede wszystkim jednak od strony elity intelektualnej. Gdzieś pośród niej działały ukryte siły, świadome swych celów, które kruszyły konsekwentnie te wielkie zasady moralne i umysłowe, na których wspierała się Francja Bernarda z Clairvaux i Malebranche’a.

Aby przygotować rozkład budowy społecznej w sposób niewidoczny dla ogółu, trzeba uderzyć w dwa fundamentalne filary, które ją podtrzymują, tj. w myśl i wiarę, w religię i filozofię. Tę drogę właśnie obrały sobie żywioły destrukcyjne we Francji XVII i XVIII stulecia. Wyprodukowały one dwa zasadnicze argumenty, przy pomocy których kruszyły wytrwale swą sekretną zrazu, a potem jawną propagandą owe filary zdrowia duchowego narodu. Wskazuje na to filozof nasz z XIX w. Hoene-Wroński, który niemal całe życie spędził na ziemi francuskiej (ob. „Metapolityka”, str. 52-53):

…Naprzód, by walczyć z rozwojem protestantyzmu,… sprawcy niewidzialni doktryn rewolucyjnych we Francji, wyczerpawszy środki gwałtowne Ligi. nocy św. Bartłomieja, odstępstwa i zabójstwa Henryka IV, i inne podobne, zwrócili się przeciw samemu Kościołowi katolickiemu, który nie mógł już ani nie chciał już iść za nimi w skrytobójczych tych zboczeniach. I wówczas oto, przeciwstawiając kurii rzymskiej doktrynę mistyczną JANSENIZMU, sprawcy ci niewidzialni doszli do wytworzenia i założenia publicznego we Francji słynnego argumentu Pascala, że człowiek w swym stanie grzechu pierworodnego nie jest zdolny do pojęcia, poza objawieniem, żadnej prawdy i że ta niezdolność absolutna stanowi w świecie tym zmazanie jego grzechu pierworodnego…

…Następnie, by walczyć z wpływem moralnym katolicyzmu, a zwłaszcza z objawieniem wysokim Słowa, którego przeznaczeniem było rozbudzać w człowieku samorzutność stwórczą jego rozumu, ci sami sprawcy niewidzialni doktryn rewolucyjnych we Francji… doszli, przy udziale encyklopedystów francuskich, do wytworzenia… głośnego argumentu Voltairea, że wszystko, co jest niepojęte dla człowieka, tj. niepochwytne przez jego zmysły, jest niedorzecznością, lub przynajmniej chimerą, nie mającą zgoła rzeczywistości…

Bez tych argumentów Pascala i Voltaira i bez ich skutków głębokich w umysłowości francuskiej trudno pojąć, w jaki sposób potężna, kwitnąca kultura francuska mogła być doprowadzona tak szybko do ruiny moralnej. Na argumentach tych opiera się cała dalsza propaganda, przeżerająca zarówno szeregi kleru francuskiego i stronnictw legitymistycznych, jak i kadry liberalizujących radykałów. W ich świetle zrozumiałe się stają późniejsze zwyrodnienia myśli religijnej w rodzaju „Słów wierzącego” ks. Lammenais, lub kariera lożowa ks. Sieyésa, a z drugiej strony doktryny socjalizmu utopijnego, od St. Simona i Fourriera aż do komunizmu Babeufa.

„Duch czasu”

Propaganda szła od góry. Szerzyła ją „partia filozoficzna”, w której dyktaturę sprawowała wszechmocna „Encyklopedia”: Rousseau, Voltaire, Diderot, d’Alembert, a której narzędzie posłuszne stanowił opanowany przez „kamaraderę” parlament: „Encyklopedia” nadawała ton, w myśl sentencji d’Alemberta „Opinia rządzi światem, filozofowie rządzą opinią”. A na usługach jej stały kadry wyznawców „ducha czasu”, dziennikarze i noweliści, libertyni i kabotyni, gwiazdy teatrów i zmyślni układacze pamfletów. Propaganda osaczała dwór, propaganda epatowała tłum, wkładając mu w usta i mózgi to, co jej się podobało. A tłum szalał, płakał nad „Emilem” Rousseau, rozczulał się „przyrodzoną dobrocią natury ludzkiej”, wygrażał pięścią tyranom i paplał głupio o powrocie do stanu pierwotnego cywilizacji, dla którego wymyślono nazwę „stanu społecznego”.

„Wolność! równość! braterstwo!” – sugerował ktoś niewidzialny. Już Fénelon woła: „Cóż za szaleństwo upatrywać swe szczęście w rządzeniu ludźmi!” Jean Jacques Rousseau, histeryk, awanturnik i furiat, a zarazem wielbiciel „powrotu do natury” zastaje grunt przygotowany. Łatwo mu obalić autorytet władzy i głosić ewangelię absolutnej równości i kontraktu społecznego, opartego na założeniu abstrakcyjnej „woli powszechnej” (= kolektyw). W tej doktrynie są już wszystkie przesłanki bolszewizmu: zniszczyć własność, rodzinę, korporację, państwo i Kościół, pojęcie ojczyzny i przede wszystkim pojęcie Boga!

Ten psychopata, trawiony jakąś febrą duchową, cierpiący na manię prześladowczą zaciążył nad całą epoką ówczesną, zaszczepiając jej swoje wyobrażenie „raju ziemskiego”, polegającego na wyzwoleniu ze wszystkich form społeczno-ustrojowych i wszelkich hamulców etycznych.

Mit „raju ziemskiego”

Ale czy ten mit „raju ziemskiego” był osobistą własnością Rousseau’a, pierwszego mistyka rewolucji? Z pewnością nie. Znamy już tę utopię z dzieł lorda Bacona, twórcy metody eksperymentalnej, patrona masonerii angielskiej. W Anglii, tym klasycznym kraju rewolucji przemysłowej, młotek wolnomularski od dawna już wystukał ten szyfr dla wtajemniczonych, wywodzący się z żydowskiej idei „powrotu do raju”, a wierzący w jej dopełnienie metodami organizacji naukowej.

Była to epoka narodzin nowej klasy społecznej, warstwy intektualnej, której ojcem był renesans, a matką wolna myśl, zbuntowana przeciwko autorytetom ziemskim i nadprzyrodzonym. Tę warstwę „bez przydziału”, zawieszoną w próżni, wciągają wolnomularze do lóż, olśniewają niezliczonymi wtajemniczeniami i wysokimi stopniami w hierarchii masońskiej i podniecają jej ambicję obietnicami władzy nad światem „profanów”.

Jest to w historii Loży jej „Sturm u. Drang Periode”. Macki jej oplatają kontynent i przedostają się poza Ocean. Hasło ludzkości i powszechnego braterstwa upaja i podżega do walki z Tiarą i Koroną, choćby w imię zemsty za spalonego na stosie z nakazu Inkwizycji w. mistrza Templariuszów, Jakuba de Molay’a. Nastroje rewolucyjne fermentują w lożach, w których zasiadają razem Voltaire i Cagliostro, ks. Orleanu i sierżant Lefevbre, Lafayette i d’Alembert, kardynał Rohan obok dra Guillotin, Danton i Marat obok Talleyranda i ks. Siejésa.

Ameryka daje bezpośredni impuls rewolucyjny. Pierwszy ambasador Nowego Świata, Franklin, jest wysokim dygnitarzem 3-stopniowej masonerii amerykańskiej, zbudowanej na wzorach angielskich.

Zaledwie zainstalowany w Paryżu – pisze Pierre Gaxotte – skomunikował on się z braćmi francuskimi i bierze żywy udział w pracach nad oczyszczeniem i unifikacją, która, po wielu trudnościach, zapewniła w lożach triumf elementom postępowym i zakończyła się w r. 1780 ustaleniem supremacji i kontroli Wielkiego Zachodu, stworzonego w r. 1773. Dom jego w Passy staje się od razu główną kwaterą agitatorów. On jest arcykapłanem filozofów, mesjaszem malkontentów, patronem twórców systemów…

Rewolucja permanentna

„Impulsy” płyną i z Niemiec. Oprócz zakonu „Ścisłej Obserwy”, współpracującego z lożami francuskimi, przenikają tu także wpływy straszliwego Weishaupta, twórcy zakonu Illuminatów bawarskich. Ten zaciekły burzyciel wszelkiego ładu społecznego, wróg Jezuitów, komunista integralny, wypracowuje system niesłychanie przebiegły i precyzyjny, mający służyć z jednej strony do hodowli zdeklarowanych wywrotowców, a z drugiej strony do podważania wszelkich prawd i autorytetów. Hasłem Weishaupta jest permanentna rewolucja, aż do zupełnego zniszczenia religii i Kościoła, władzy i ustroju społecznego, filozofii i nauk, własności i rodziny.

Przypomina się tu okrzyk współczesnego nam bolszewika-Żyda, Ilii Erenburga: „Kiedyż nadejdzie ten dzień, w którym ludzkość, jak stado dzikich koni, będzie hasała po gołym stepie!” Warto też zacytować wykładnię kamienia symbolicznego ze starego dzieła o Illuminatach Weishaupta:

„Kamień prosty czyli niepolerowany masonów staje się u niego znakiem pierwszego stanu człowieka dzikiego, wolnego. Ich kamień przełupany czyli stłuczony jest stanem natury upodlonej ludzi żyjących w Cywilnej familii, lecz podzielonych podług ich Ojczyzny, Rządów i Religii. Kamień polerowany oznacza człowieka wróconego do swej pierwiastkowej godności i niepodległości.”

Historycy współcześni twierdzą, że doktryny Weishaupta odegrały decydującą rolę w wywołaniu rewolucji francuskiej. Mason Mirabeau był jego głównym agentem na terenie Francji.

Loże i kluby

Gdy zajrzymy poza kulisy „Wielkiej Rewolucji”, odsłoni się nam cała jej tajemnica: żmijowisko lóż, syczących nienawiścią do wszelkich praw boskich i ludzkich i skręcających się w dzikich konwulsjach. Tam czerpie inspiracje zdradziecki „duc d’Orlean”, wielki mistrz masonerii, późniejszy Filip Egalité, ten, który wtrącił do więzienia i zaprowadził na szafot nieszczęsnego Ludwika XVI i jego małżonkę. Tam grasuje arcyszarlatan, Józef Balsamo, Żyd włoski, znany pod fałszywym nazwiskiem Cagliostra, antenat dr Steinach, sprzedający recepty na sztuczne odmłodzenie i przedłużenie życia, rajfur kardynała de Rohan, który u niego odbywał swe schadzki z panią de Motta, damą dworu Marii Antoniny. On to był impresariem słynnej historii z naszyjnikiem, w której pani de Motta odegrała tak wielką rolę, a która miała na celu skompromitowanie pary królewskiej.

Pisze Jean Marqués-Riviere w swej książce: „Podwójne oblicze wolnomularstwa”:

Rewolucja 1789 r. rozpoczęła się według z góry ustalonego planu. Wybory do Trzeciego Stanu odbyły się za pieniądze Lóż i dzięki ich propagandzie. Mówi o tym B., ksiądz Sieyés. Memoriały układały Loże, a lud, jak zwykle, zatwierdzał to, co uważał za własne dzieło. Dzięki BB. „którzy szerzyli propagandę…, na 605 posłów wybrano 477 BB. „Co wtedy czynią loże? Illuminiści niemieccy sieją bezbożnictwo i podniecają do buntu BB. Sieyés, de Beauharnais, Beaumarchais przemawiają w klubie Propagandy; BB. Marat, Hébert, Babeuf, Laclos wydają rozkazy związkowi „Les Amis Réunis”; BB. Franklin, Petion, Bailly, Dufresne kierują związkiem „Les Neuf Soeurs”; przy „Umowie Społecznej” spotykają się arystokraci monarchiści. Na dobitkę rozpustny, cyniczny, wstrętny Filip Orleański, późniejszy Filip Egalité… spiskuje i podburza przeciw królowi, który okazuje się za słaby i którego w błąd wprowadzają dworzanie wolnomularze. Na umówione hasło wybucha komedia zajęcia Bastylii, a potem anarchia, chaos i krew się leje, gdyż rozpasanie zwierzęcia w człowieku nie może ujść bezkarnie. Loże walczą jedne z drugimi, zrazu dla zaspokojenia swych ambicji, a potem ze strachu. Tym tłumaczą się niepojęte wprost rzezie; wystarczy zastąpić nazwy takie, jak kluby Girondynów i Jakobinów przez słowo Loże, których były one zewnętrznym odpowiednikiem, a pojmiemy wszystkie niejasności rewolucji”…

Rewolucja jest jedna

Głębszą istotę tych potworności formułuje trafnie artykuł wstępny w n-rze 11 (1 lipca 1939) „Revue Internationale des Sociétés Secrétes”:

Nie istnieje jakaś rewolucja roku 1789, roku 1848, rewolucja rosyjska, rewolucja hiszpańska. 

Istnieje JEDNA REWOLUCJA.

A poszczególne jej wybuchy w różnych punktach czasu i przestrzeni są wszystkie powiązane między sobą zewnętrzną logiką doktryny i działania, jak również organiczną jednością przywódców tej gry…

Czemże tedy jest Rewolucja?

Rewolucja to bunt człowieka przeciw WIEKUISTEMU PRAWU.

Istnieją prawa przyrodzone i nadprzyrodzone, którym człowiek podlega jako istota stworzona. Rewolucja ma za dogmat ośrodkowy: „non serviam”. Z ludzkiej woli czyni ona miernik wyższy nad wszystko…

Rewolucja stroi się w hasła „wolności politycznej”, „wyzwolenia osoby ludzkiej”. Jej ustawą jest Deklaracja Praw Człowieka, prawdziwe zaś jej oblicze objawia się rozkiełznaniem instynktów za każdym razem, gdy nastanie nowy „wielki wieczór”…

Polityczną jej formą jest Demokracja, ta arcydźwignia działania wolnomularskiego, która za podstawową zasadę ma tezę, iż Prawo – to jedynie wyraz woli ludu; którą przeto woluntaryzm ludzi przeciwstawia istocie obiektywnej, to znaczy – Bogu…

Jej najsprawniejszymi ajentami są Żydzi polityczni, którzy walnie korzystają na wybuchach rewolucyjnych i którzy większość z nich sami organizują…

Te wybuchy rewolucyjne zawsze mają ten sam przebieg historyczny. Przygotowane przez tajne stowarzyszenia, ze wstydliwym współudziałem umiarkowanych… wyładowują się we krwi zbrojnego powstania i kończą się w zgniliźnie.

Rewolucja a Żydzi

Taż sama „Revue Int. de Sociétés Secrétes” podaje przebieg posiedzeń konwentu, na których uchwalono przyznać Żydom – zaraz po wybuchu rewolucji – aktywne prawo obywatelstwa. Nie będzie się temu dziwił nikt, kto wie, że za masonerią i rewolucją stoi zawsze i wszędzie synagoga.

Od kiedy żydostwo podniosło bunt przeciwko Chrystusowi i odrzuciło wskazaną przezeń drogę odkupienia i odrodzenia duchowego „ex aqua et Spiritu Sancto”, Sanhedryn wejść musiał w sojusz ze wszelkimi tajnymi związkami, które zresztą, jak stwierdza Wroński, są tylko potomstwem duchowym faryzeuszów i saduceuszów.

Podstawową ideą judaizmu jest dogmat o upadku człowieka i o powrocie do raju. Odwróciwszy się od Królestwa Bożego, Żydzi musieli wybrać fałsz przeciwko prawdzie, a mianowicie utopię „raju ziemskiego”. Ta utopia jest w gruncie rzeczy hasłem „powrotu do natury”, do stanu pierwotnego ludzkości, „wyzwolonego” od praw moralnych. To jeden i ten sam komunizm i anarchizm, pod rozmaitymi postaciami. Nic też dziwnego, że „Wielka Rewolucja” doprowadzić musiała w prostej linii do rewolucji bolszewickiej i jej straszliwych konsekwencyj, ustanawiających permanentny chaos i stan wojenny w całym świecie cywilizowanym.

Poza prawem

Słuszna jest tedy teza kardynalna Wrońskiego, że od wybuchu rewolucji francuskiej i ogłoszenia przez nią „wyłącznej zwierzchności ludu”, Europa znajduje się poza prawem, czego następstwem jest powszechna dyktatura towarzystw tajnych. Fatalny ten pęd odśrodkowy, pchający nas ku zagładzie, może być zahamowany dopiero wtedy, gdy jakiś naród czy państwo przestawia zwrotnicę, z powrotem stawiając na piedestale Prawo Boże, podeptane i usunięte de facto ze wszystkich ustrojów politycznych.

To ponowne powszechne uznanie Boga zdaje się być posłannictwem Polski i kierowanych przez nią narodów słowiańskich.

Wydawane w Poznaniu w latach 1927 – 1939 czasopismo kulturalno-społeczne. Początkowo tygodnik, od 1931 miesięcznik. Jedno z pierwszych pism przeznaczonych dla inteligencji katolickiej. Poruszało zagadnienia kulturalne, społeczne, etyczne, literackie. Wśród współpracowników przeważali pisarze katoliccy oraz przedstawiciele poznańskich środowisk literackich i uniwersyteckich. W „Tęczy” publikowali swoje utwory m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Hulewicz, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, Adolf Nowaczyński. Charakterystyczną cechą czasopisma był bardzo wysoki poziom wydawniczo-graficzny.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close