Nieznany list Cyprjana Norwida

Wyjazd Norwida do Ameryki, przedsięwzięty i dokonany znagła (pod koniec 1852 r.) jako pewnego rodzaju ucieczka przed dolegliwością i rozpaczą życia, okazał się rychło chybiony w skutkach; nie przyniósł ani życiu poety – poprawy, ani sercu – ukojenia. Po niespodzianej a dokuczliwej chorobie jął poeta zarabiać ciężko na życie rysunkiem jako dzienny wyrobnik, a arkan tęsknoty i poprzez ocean ciągnął duszę jego do ojczyzny i do nieszczęśnie umiłowanej, „do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów Nieba”, tudzież do owej „rzeczy innej, której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie”. Nie mógł też poeta oczywiście przystać do zastanego w nowym świecie surowego materjalizmu życiowego i do typu uczuciowości, raczej prymitywnej i płytkiej, reagującej tylko na podniety jaskrawe, tak więc diamentalnie przeciwstawnej kulturze duchowej poety, ściszonej, głębokiej, w najlepszem znaczeniu arystokratycznej.

W takich warunkach i w takiej atmosferze cóż innego pozostawało nieszczęsnemu dezerterowi jak niejedna myśl – o powrocie do Europy! To też istotnie pojawia się ona wcześnie, zaraz w pierwszym roku pobytu i działa silnie, zwłaszcza gdy skądinąd wystąpią podniety w tym kierunku współdziałające. Rychło mianowicie dopędziła Norwida w Ameryce wiadomość, która go zelektryzowała i myśl powrotu wysunęła jako wołanie powinności. Doszła go wieść o wojnie krymskiej (maj 1853 r.).

Najwyraźniej w pierwszem ujęciu wyobraził sobie Norwid wojnę tą jako wielką wyprawę ligi państw europejskich przeciwko Rosji, jako zdarzenie dziejowe, w którem sprawa Polski znowu zostanie wywołana przed sąd miecza i polityki. Stąd więc nie ma on wahań co do udziału sił polskich w tej wojnie, co więcej, ma jasne zdanie co do swojego w tej sprawie udziału. On, którego nie pociągnął był do służby zbrojnej rok 1848, którego nie rozpali i nie porwie rok 1863, teraz, w r. 1853 z dalekiej obczyzny rwie się do szeregu, na pole walki, gdzieby można złożyć życie za sprawę.

W ten sposób w chwili owej wszystko skłaniało poetę do powrotu. Wszystko, prócz jednego: prócz fizycznej możności, prócz środków na taką podróż. Tych brakło mu całkowicie. W takiej potrzebie, dużej a niezwłocznej, przyszło mu na myśl, żeby się uciec z prośbą o pomoc, a raczej o pośrednictwo w celu uzyskania pomocy, do Adama Mickiewicza. Dlaczego do niego właśnie? Czy że doszła była równocześnie Norwida jakąś drogą informacja o poglądzie Mickiewicza na wojnę tę i na stanowisko emigracji wobec niej? Czy może raczej Norwid sam z siebie nie miał wątpliwości co do zamysłów dawnego Przewodnika legjonu polskiego we Włoszech? Mniejsza o to. Dość, że właśnie do Mickiewicza uciekł się Norwid z prośbą o ułatwienie powrotu do Europy i o pomoc w dostaniu się do Turcji, na terytorjum wojenne.

Z listu, jaki w tym celu wysłał Norwid z Ameryki do Mickiewicza, zachował się tylko fragment, dostateczny on jednak, żeby pokazać jasno myśl i postanowienie autora. …„Zaiste, – czytamy tam – dosyćby mi było zbliżyć się do Europy, ażeby znaleźć miejsce, na którem powinienbym w tych okolicznościach się postawić, gdzie powinienbym zginąć, – aleć muszę pierwej na kontynencie stanąć, bo to nawet wiadmościom przychodzącym wierzyć nie można, tak dalece wszystko w formie affiszowanej, krzykliwej i zogromnionej przedstawują, zarówno będąc hojnymi w ogłoszeniach, jak są skąpymi w życiu.

„Owoż u ludu, który nigdy jeszcze jawnie i otwarcie jako całość polityczna w ruch europejski nie wszedł, -naturalnie iż każdy Kossut pobity hojnie będzie przyjęty, ale musi pierwej mieć nieszczęście być pobitym Kossutem i tu uciec. „Zresztą ja właśnie dlatego z taką pewnością o potrzebie zbliżenia się do czynu mówię i tak jasno powiadam, iż należy, ażebym na miejscu swojem stanął, albowiem – chwała Bogu – nie żądam żadnej możebnej karjery i promocji, przyzwyczajony najzupełniej do odmawiania sobie od rana do nocy przez całą młodość moją tego nawet, co mi należy się. Owoż któż tu kwalifikacje tej natury pojmie i zrozumie?

„Zaiste, jeszcześmy nie doszli do takiego wydewelopowania spekulacji i handlu!

„Racz więc, Szanowny Panie, dla ojcowskiego sumienia Twojego pomyśleć o tem, o co, ażebym do wyrzucenia sobie nie miał przed obliczem Przedwiecznego, w ostatniej konieczności upraszam i zawzywam: ażebym już tak nieodwołalnie zmarnował całą exystencję, jak ją marnować naznaczono było dotąd całemu mojemu pokoleniu, które ani Bogu, ani narodowi, ani rodzinie, ani sobie nie miało nigdy prawa ni możności nic uczynić, – stając się pierzchliwem, jak stworzenie, które nie ma gdzie oprzeć głowy swej.

„Jeżeli przeto miałem szczęście w podobnych momentach (nie własną możnością, ale stosunkami przyjaznemi, jakie miałem) użytecznym być innym, a sam dziś zaiste, – jak to może wiadomo Panu nieledwie, – nie mam nikogo z dawna mi przyjazych, upraszam więc Ciebie, Szanowny Panie, ażebyś chciał przedstawić to hr. Ksaweremu Branickiemu, albo hr. Rogerowi Raczyńskiemu, albo komukolwiek z tych możnych, którzy łacno słowa Pańskiego posłuchają, by o tyle mi w pomoc przyjść raczył, ile trzeba na to, ażebym stąd do Polski, albo do Turcji udał się.

„Chciej, Szanowny Panie, sumieniem swojem objąć, co tu przedstawiam i rozmyśleć to przed oblicznością Sprawiedliwego. Z poważaniem

C. Norwid

Zanim przejdziemy do dalszych uwag, należy się na chwilę zatrzymać dla spraw natury formalnej. List powyższy, raczej szczątek listu, zachował się w autografie w zbiorach archiwalnych Muzeum Mickiewiczowskiego w Paryżu. Z arkusza listowego, zapisanego niegdyś w całości, ocalała tylko druga kartka; tekst początkowy zaginął z oddartą kartą pierwszą.

Odwróciwszy arkusik, wpisał był Norwid przez całą szerokość przypisek, z którego, wskutek oddarcia jednej kartki, zostały tylko fragmenty zdań: …„[na po]moc w tym względzie rachować nie mogę w żaden spo[sób ……]..ści jest zamiana – tylko zrealizowane potęgi obcują z sobą [- – – -] mniemać, iż szanowny i młody (politycznie) naród ten tak wielu rzeczy jeszcze pojąć nie może! – a mianowicie tego, iż są rzeczy, których pojąć nie może”.

Wskutek uszkodzenia, list nie posiada ani daty, ani adresu. Adresata ustalamy na podstawie informacji Wł. Mickiewicza, który zanotował, że to list do jego ojca; potwierdzają to w tekście wzmianki o Branickim i Raczyńskim, magnatach, o których bliskim i życzliwym stosunku do Mickiewicza wiadomo było na emigracji. Datę ustalić można ogólnie tylko na podstawie danych tekstu; widać z nich, że list pisany w Ameryce (o niej także była mowa w przypisku, dziś zdefektowanym) i pod świeżem wrażeniem wieści o wojnie turecko – rosyjskiej, a zatem w lecie r. 1853.

Wpleciona w tekst listu wzmianka o Kossucie tłumaczy się tem, że ten krótkotrwały dyktator węgierski po nieszczęśliwym wyniku powstania 1848-1849 r. internowany chwilowo przez Turków w Azji Mniejszej, wyjechał stamtąd na okręcie amerykańskim, poczem bawił przez czas jakiś w Stanach Zjednoczonych i w Anglji, przyjmowany tam entuzjastycznie przez żywioły liberalne. Było to w r. 1851; pamięć tego przyjęcia zastał widać Norwid w Ameryce jeszcze świeżą. Nie zachwycał się niem najwyraźniej, jak wogóle nie miał przekonania do gruntowności wyrobienia politycznego Stanów.

Czy powyższa prośba Norwida, skierowana do Mickiewicza, osiągnęła jaki skutek, nie wiadomo. Przypuszczać należy raczej, że nie, że pomoc po tym kroku oczekiwana – zawiodła. Gdyby było inaczej, gdyby wstawiennictwo Mickiewicza nastąpiło i było skuteczne, nie omieszkałby chyba Norwid wspomnieć o tem w Czarnych Kwiatach, gdzie swym stosunkom osobistym z Mickiewiczem poświęcił słów parę. Większej miary dowód mamy w tem, że Norwid w r. 1853 upragnionej możności powrotu przecież nie uzyskał, bawić musiał w Ameryce jeszcze rok cały. A co najważniejsze, kiedy później po swym powrocie usłyszał gdzieś rozsiewaną po emigracji wiadomość, że jakoby „Pan Xawery Branicki dużą sumę mi przysłał do Ameryki”, Norwid, powściągając oburzenie, sprostował stanowczo i odparł tę plotkę1) w liście do Zaleskiego.

Przez rok przymusowego pobytu w Ameryce, z wieści tam napływających, nabrał był poeta odmiennego widać poglądu na wojnę wschodnią i na jej doniosłość dla Polski. To też pierwotny zamysł zaciągania się w jej służbę zmienił się zczasem i Norwid nie przedsięwziął go powtórnie, nawet po powrocie do Paryża, nawet wtenczas, gdy sam Mickiewicz pospieszył do legjonu wschodniego na służbę żołnierską i po śmierć. Niemniej ów pierwszy, tak zdecydowany odruch jego z r. 1853 godzien jest uwagi i pamięci.

Stanisław Pigoń

———
1) Krechowiecki: O C. Norwidzie, II 24.

Wydawane w Poznaniu w latach 1927 – 1939 czasopismo kulturalno-społeczne. Początkowo tygodnik, od 1931 miesięcznik. Jedno z pierwszych pism przeznaczonych dla inteligencji katolickiej. Poruszało zagadnienia kulturalne, społeczne, etyczne, literackie. Wśród współpracowników przeważali pisarze katoliccy oraz przedstawiciele poznańskich środowisk literackich i uniwersyteckich. W „Tęczy” publikowali swoje utwory m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Hulewicz, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, Adolf Nowaczyński. Charakterystyczną cechą czasopisma był bardzo wysoki poziom wydawniczo-graficzny.

Close