JAN SZULC

„Samogon”

Malkontenci, narzekający na powszechny zastój w przemyśle i handlu, nie mają racji – istnieje bowiem dziedzina przemysłu, prosperująca świetnie naprzekór wszelkim narzekaniom, mianowicie: potajemne gorzelnictwo.

Anonimowy ów przemysł prosperuje tem lepiej, im bardziej pogłębia się kryzys gospodarczy. Jest to zrozumiałe, gdy się zważy, iż w miarę pogarszania się swej sytuacji finansowej przeciętny obywatel coraz rzadziej może sobie pozwolić na luksus picia drogiej wódki monopolowej. A że nawet w ostatecznej nędzy stworzenie ułomne, jakiem jest człowiek, bynajmniej nie wyrzeka się „rozkoszy” picia, pozostaje mu więc tylko picie wódki tańszej. Tę właśnie tańszą wódkę dostarczają mu potajemne fabryczki spirytusu.

Kalkulacja takiej fabryczki jest niezmiernie prosta. Państwowy Monopol Spirytusowy kupuje po niespełna 1 złoty za litr spirytus produkowany przez legalne gorzelnie – i w tej kwocie mieści się już zysk producenta. Spirytus ten, po doliczeniu kosztów administracyjnych, oraz rektyfikacji, rozlewu i wreszcie wysokiej opłaty akcyzowej na rzecz Skarbu, Monopol sprzedaje po 10.80 zł za litr. Tymczasem anonimowy fabrykant, ponoszący jedynie niewielkie stosunkowo koszty wyrobu spirytusu, może sprzedawać swój towar za połowę tej ceny i jeszcze zarabia na tem paręset procent!

Interes tedy opłaca się znakomicie, nic dziwnego więc, że mimo licznych represyj, stosowanych przez władze, tysiące potajemnych gorzelni pracuje „całą parą”, produkując rokrocznie setki tysięcy litrów samogonu. I rokrocznie Skarb Państwa ponosi z tego tytułu miljonowe straty…

Ilości anonimowych fabryczek spirytusu w Polsce niesposób obliczyć nawet w przybliżeniu. Najwięcej jest ich na Kresach wschodnich, dzie procederowi temu sprzyja rozwielmożnione tam niebywale pijaństwo wśród ludności wiejskiej. Przysłowiowa nędza wsi kresowej sprawia, że chłop zapija się tam „samogonem”, nie mając pieniędzy na wódkę monopolową. A że najczęściej chłop ów nie jest w stanie kupić nawet taniego stosunkowo samogonu, radzi sobie przeto w ten sposób, że sam zajmuje się pędzeniem wódki na własny użytek.

To też w wielu wsiach na Wileńszczyźnie, Polesiu i Wołyniu w każdej niemal chałupie znajduje się mniej lub więcej prymitywne urządzenie do wyrobu „samogonu”. Najczęściej fabrykuje się tam wódkę ze spirytusu skażonego (denaturatu) przez odciągnięcie z niego drogą destylacji składników trujących. Sposób ten często zawodzi, dyż zupełne odkażenie denaturatu wymaga bardzo precyzyjnych urządzeń, których chłop, oczywiście, nie posiada. W rezultacie – wypadki utraty wzroku, a nawet śmiertelnego zatrucia wskutek używania niedokładnie odkażonego denaturatu, są tam zjawiskiem nader częstem.

Rzadziej – jeśli chodzi o „produkcję” na własny użytek – spotyka się urządzenia do pędzenia wódki z melasy lub zboża. Są one zbyt kosztowne dla wieśniaka, to też posiadają je przedewszystkiem takie fabryczki, które są obliczone na zbyt swych wyrobów.

Fabryczki te są gęsto rozsiane po całej Polsce, największe wszakże ich skupienie przypada na Kresy wschodnie. Niedostępne błota i bagna, rozlewiska rzek i jezior, zarosłe gęsto sitowiem, podmokłe lasy trudne do przebycia, znaczne oddalenie wsi od szlaków komunikacyjnych wszystkie te właściwości terenowe Polesia znakomicie ułatwiają ukrycie licznych „fabryczek” przed okiem władz. Wielkie niezamieszkałe przestrzenie Wołynia i Wileńszczyzny dostarczają potajemnym gorzelniom równie bezpiecznego schronienia.

Aby zmylić czujność władz policyjnych i skarbowych, które ścigają niezmordowanie „konkurentów” monopolu spirytusowego, ci ostatni stosują niezwykle pomysłowe sposoby konspirowania swych fabryczek. Na Polesiu np. montuje się często aparaturę do pędzenia wódki na łodziach; fabryczka taka, zaszyta w sitowiu zdała od ludzkich osiedli, pracuje bez obawy „wsypy”. Gdy zagraża jej niebezpieczeństwo – poprostu zatapia się aparaturę, oznaczając odpowiednio miejsce zatopienia, a gdy niebezpieczeństwo minie – „fabryczkę” wyciąga się z wody i puszcza się ją na nowo w ruch!

Istnieją też lotne wytwórnie „samogonu”, zmontowane na wozach chłopskich. Taka „gorzelnia na kółkach” wędruje z miejsca na miejsce po niedostępnych lasach i po drodze fabrykuje wódkę. O fortelach, stosowanych przez „asów” potajemnego gorzelnictwa, głośno było przed paru laty w całej prasie polskiej. Aparaty do pędzenia wódki znajdowano już nawet na… cmentarzu, ukryte dowcipnie w obmurowanym grobie. Szczytem wszakże pomysłowości było urządzenie tajnej gorzelni na strzelnicy wojskowej w Kołodence pod Równem – przyczem aparatura znajdowała się tam pod wałem chwytającym kule. Pędzono tedy „samogon” dosłownie pod ochroną kul!

Fabryczki tego typu są nader różnorodne. Od najprymitywniejszych, składających się z kotła, paleniska, kilku naczyń i rur – do kompletnych gorzelni, wyposażonych we wszelkie nowoczesne aparaty techniczne. Niemniej rozmaita jest zdolność produkcyjna tych fabryczek: podczas gdy jedne wytwarzają dziennie zaledwie kilka czy kilkanaście litrów spirytusu, inne mogą produkować dziennie pięćset i więcej litrów! Przed paru laty wykryto w lasach tuż przy granicy bolszewickiej „lotną” gorzelnię na wozach, w której znaleziono 8 tysięcy litrów zacieru!

Warto tu wspomnieć o innym jeszcze wypadku wykrycia potajemnej gorzelni – tym razem w Warszawie. Zaczęło się od tego, że władze skarbowe systematycznie natrafiały w różnych podejrzanych szynkach na wódkę nielegalnego pochodzenia, sprzedawaną po cenach znacznie niższych od monopolowych. Wszczęto tedy dochodzenie, które trwało kilka tygodni. Żmudne obserwacje doprowadziły wreszcie wywiadowców do domu nr. 34 przy ul. Świętojerskiej, w którym mieszczą się hale.

Pewnej nocy otoczono ten dom i rozpoczęto drobiazgową rewizję wszystkich pomieszczeń. Przetrząśnięto cały dom – jednak bez skutku. Wówczas wywiadowcy udali się do piwnic pod domem mieszkalnym i halami. Piwnice te ciągnęły się na dłuższej przestrzeni, tworząc rozgałęzione lochy, ciemne, zalane wodą i pełne szczurów. Przeciskając się przez nie z trudem, wywiadowcy natrafili wreszcie na drzwi, zamknięte na kłódkę. Wyłamano je, wyważono następne, ukryte za pierwszemi -i oto przedstawiciele władz znaleźli się w wielkiej, nowocześnie urządzonej gorzelni. Przy „pracy” zastano trzech wspólników: Izraela Chodaka, Joska Rosenfelda i Srula Rozenbauma.

W gorzelni tej pędzono spirytus z cukru, a nie z melasy lub ze zboża, jak to się zwykle praktykuje w tego rodzaju „fabrykach”. Na miejscu znaleziono trzy wielkie kadzie z zacierem i kilkadziesiąt litrów gotowego spirytusu. Jak wykazało dalsze dochodzenie, „fabryka” ta funkcjonowała już około dwóch miesięcy, wyrabiając do 200 litrów spirytusu dziennie!

Walkę z potajemnem gorzelnictwem prowadzi policja, straż graniczna, kontrola skarbowa i K.O.P. Co roku likwiduje się w całej Polsce po kilkaset placówek tego anonimowego „przemysłu” i co roku na ich miejsce powstają setki nowych fabryczek, jeszcze lepiej zakonspirowanych i coraz doskonalszych pod względem technicznym.

Przed paru laty obiegły prasę codzienną nazwiska kilku „asów” potajemnego gorzelnictwa na Wołyniu. Na czołowem miejscu wymieniano wówczas Helenę Bulbinę z Żytynia, która miała już 18 spraw sądowych za nielegalne pędzenie wódki. Następnym zkolei był Uszer Ponimański z Tuczyna — wybitny „spec” od organizowania lotnych gorzelń, pracujących na jego rachunek. Chłopom, zatrudnionym w swoich „fabrykach”, Ponimański płacił po 10 zł. dziennie, a gdy któryś z nich wpadł w ręce władz – otrzymywał dodatkowo po 10 zł. za każdy dzień zamknięcia w więzieniu. Nic więc dziwnego, iż żaden z wtajemniczonych nie próbował nawet „zasypać” swego szefa wobec władz, to też pan Uszer zawsze wychodził cało z najgorszych opresyj…

Na ziemiach zachodnich fabrykacja „samogonu” jest mniej rozpowszechniona, zato spotyka się tu dość znaczny przemyt wódki z Niemiec i Czechosłowacji, zakupywanej w tych krajach przez przemytników po specjalnie niskich cenach „eksportowych”. W okolicy Rybnika oraz w pow. częstochowskim kwitnie obok tego przemyt eteru, używanego przez miejscową ludność zamiast wódki, bądź też jako domieszkę do niej. Eter jest tańszy od wódki i posiada znacznie silniejsze własności upajające – tem się tłumaczy jego rozpowszechnienie wśród ludności wiejskiej, nie zdającej sobie sprawy z tego, że picie eteru jest wprost zabójcze dla organizmu ludzkiego.

Na Pomorzu natomiast spotyka się w obrocie nielegalnym spirytus monopolowy, sprzedawany po bardzo niskiej cenie. Jest to spirytus przeznaczony na eksport i sprzedawany przez Monopol eksporterom po cenie kilkakrotnie niższej od ceny obowiązującej wewnątrz kraju. Ośrodkiem wszelkich „kombinacyj” z tym spirytusem jest Gdynia. Trafiają się tam niesumienni eksporterzy, którzy wywożą spirytus eksportowy poza obręb naszych wód terytorjalnych (6 mil od brzegu) i tam przeładowują go na kutry rybackie – te zaś przemycają go spowrotem do Polski.

Małe i niepozorne kutry rybackie, myszkujące po zatoce, sprawiają wiele kłopotu straży granicznej! Płytko zanurzone, mogą one przybijać do brzegu w każdem miejscu i mogą też – pod osłoną nocy lub mgły -wślizgnąć się do którejś z wpadających do morza rzeczek i zatrzymawszy się w umówionem miejscu, wyładować swój cenny ładunek wprost do oczekujących już samochodów, które uwożą go wgłąb kraju. Proceder ten uprawia bardzo wiele kutrów rybackich.

W pewnych wypadkach używa się do przemycania spirytusu specjalnie skonstruowanych „torped przemytniczych”. Są to wysokie uchwyty, trzymające stos ustawionych jedna na drugiej metalowych skrzynek ze spirytusem. Torpedą taką przytwierdza się za specjalne ucho pod kutrem. Gdy zagraża niebezpieczeństwo – odczepia się ją poprostu i zatapia w morzu!

Wydawane w Poznaniu w latach 1927 – 1939 czasopismo kulturalno-społeczne. Początkowo tygodnik, od 1931 miesięcznik. Jedno z pierwszych pism przeznaczonych dla inteligencji katolickiej. Poruszało zagadnienia kulturalne, społeczne, etyczne, literackie. Wśród współpracowników przeważali pisarze katoliccy oraz przedstawiciele poznańskich środowisk literackich i uniwersyteckich. W „Tęczy” publikowali swoje utwory m.in. Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Hulewicz, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Kossak-Szczucka, Adolf Nowaczyński. Charakterystyczną cechą czasopisma był bardzo wysoki poziom wydawniczo-graficzny.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close