Istota problemu polsko-żydowskiego

Zostawiając na boku wszelkie aspekty polityczne i gospodarcze – aż do znudzenia powtarzane w niezliczonych dyskusjach i polemikach, sprobójmy na tem miejscu sprowadzić problem polsko-żydowski do najprostszych, ostatnich jego elementów. Spróbójmy skomplikowane – tragicznie skomplikowane – zagadnienie o charakterze tak różnorodnym: narodowym, politycznym, ekonomicznym, kulturalnyn i t. d. wziąć pod mikroskop rzeczy czysto ludzkich i zrozumieć je jako sprawę między człowiekiem a człowiekiem, między jedną grupa ludzi a drugą. Nie chodzi nam przytem o żaden cel praktyczny: o obronę Żydów, o przekonanie Polaków lub o ułatwienie „rozwiązania” kwestji. Chodzi li tylko o rozjaśnienie sprawy, o zaczepienie o podłoże ogólno-ludzkie, o ujęcie jej ze stanowiska dzisiejszego człowieka i dzisiejszego świata. – Inaczej wogóle sprawy tej bez reszty zrozumieć niepodobna.

Punktem wyjścia jest dla nas komunał ze stanowiska historji, pozostający jednak w rażącej sprzeczności z innym komunałem, powszechnie przyjętym w historji polskiej i w żywej śwadomości społeczeństwa polskiego. Punktem wyjścia jest dla nas przekonanie, iż przyjęcie Żydów do Polski było „interesem” dobrym nie tylko dla Żydów, ale tak samo i dla Polski, – aczkolwiek rodzime dziejopisarstwo fakt ten apoteozuje jako szlachetną, typową niemal bezinteresowność. – Historja nie zna tego rodzaju szlachetności i bezinteresowności. Z dobrego serca nie dawało się dotąd nigdy praw i przywilejów. Polska nierozwinięta gospodarczo, zniszczona wojnami, „drewniana” – potrzebowała Żydów, a Żydzi, prześladowani i pędzeni z Zachodu – potrzebowali ziemi, na której mogliby żyć i pracować.

Nie należy dopatrywać się w tem sformułowaniu procesu historycznego – „niewdzięczności żydowskiej”. O „wdzięczności” lub „niewdzięczności” mówić tu nie można. Byłoby z naszej strony naiwnem, gdybyśmy, odkrywając głęboki rozum stanu, gdzie naiwność lub tendencja dopatrują się sentymentów, odmawiać mieli z tego powodu wielkoduszności owym władcom o dalekim widnokręgu i mądrem na świat spojrzeniu, którzy w interesie swego państwa i jego rozkwitu prowadzili politykę celową i skuteczną, a przytem – humanitarną. Nie umniejsza humanitarności danej akcji praktyczna jej celowość. Lecz z drugiej strony każe prawda historyczna odkrywać prawdziwe pobudki wielkich czynów dziejowych – dobrych i złych. Praktyczna zaś celowość dobrego czynu nie czyni bynajmniej tego czynu złym.

Stosunek Polski historycznej do Żydów był tedy oparty na wzajemnej potrzebie. Niemal do końca bytu państwowego stanowili Żydzi stan trzeci w Polsce i jako tacy spełniali swoje zadania bez zarzutu. Jeśli pewien historyk polski dopatruje się w fakcie, iż stan trzeci nie był w Polsce związany należycie mocno z polskością, jednej z przyczyn upadku państwa, to winę tego braku zespolenia z ideą państwowości (znachodzącego się zresztą i po stronie całego ludu chłopskiego!) można snadniej zwalić na Polskę niż na Żydów. Nie powiada jednak ów historyk, który element mógłby był Żydów zastąpić. I nie zdaje on sobie z tego sprawy, że gdyby taki bardziej od Żydów pożyteczny element był się znalazł, to bez wątpienia zdołałby on był Żydów wyrugować. Widocznie byli więc Żydzi nieodzownie potrzebni, skoro nietylko ich tolerowano w czasach krwawej nietolerancji, ale nawet specjalnymi obdarzano względami.

I ten stan trwał dopóty, dopóki właśnie Żydów potrzebowano. Dopóki nie począł wytwarzać się narodowy, „rdzenny” stan trzeci. Tylko drugorzędną rolę odgrywa tu tło polityczne: upadek państwa, czasy rozbiorowe i odbudowa za dni naszych. Decydującym był i jest proces różniczkowania gospodarczego w łonie społeczeństwa polskiego, który to proces, od pewnej chwili począwszy, dostrzegł w Żydach konkurentów. I w tej to chwili urodził się problem polsko-żydowski. Problem, który w najprostszem ujęciu sprowadza się do następującej formuły: współżycie na platformie wzajemnej potrzeby było możliwe i znośne; jak się ukształtuje współżycie na platformie bezinteresownej tolerancji ludzkiej z jednej, a swobodnej konkurencji gospodarczej z drugiej strony? Czy współżycie takie jest możliwe?

Dotychczas nie znamy w historji takiego współżycia. Proces, który przebywa żydostwo w Polsce, przebyło ono i w całym szeregu innych państw, miast, terytorjów. Regularnie powtarzał się proces, iż w tem samem państwie, w którem darzono ich daleko idącemi przywilejami, w kilkadziesiąt lub kilkaset lat później palono ich na stosach, wyrzynano i wypędzano. A przecież nie byli aniołami, gdy ich zapraszano do siebie, ani szatanami, gdy ich torturowano. Nie oni stawali się innymi, ale zmieniali się – ekonomicznie – ich „gospodarze”. Zrazu Żydów potrzebowano, potem, gdy spełnili swoją misję gospodarczą, przestano ich potrzebować. W miarę, gdy coraz widoczniej przestawali być koniecznymi, rodziła się w danym kraju „kwestja żydowska”. Z biegiem czasu ta kwestja się „zaogniała”, domagając się coraz natarczywiej „rozwiązania”. I rozwiązywano ją w sposób wiadomy… Tak było stale dotychczas.

Tu docieramy do jądra rzeczy, do istoty problemu polsko-żydowskiego.

Gdyby nie to, iż „nadeszły inne czasy”, Polska uczyniłaby obecnie to samo, co swego czasu Hiszpanja, Francja, Niemcy. W przekonaniu, (mniejsza o to, słusznem, czy mylnem), że Żydów więcej nie potrzebuje, że murzyn spełnił swoją powinność, pozbyłaby się murzyna. Ale -nadeszły inne czasy. Czasy przełomu. Epoka, która pogrzebała stare „prawdy” i „świętości”, lecz – jeszcze nie wytworzyła nowych. Idee imperjalizmu zbankrutowały w świadomości lepszej (choć bardzo drobnej narazie) części społeczeństw ludzkich, idee szowinizmu, pielęgnowane ciągle jeszcze przez oficjalną politykę, zdyskredytowane zostały na całej linji – atoli nowe dyrektywy, nowa (że tak powiemy) umiejętność współżycia ludzi i narodów, nowe wskazania, nowe wierzenia znajdują się dopiero w stadjum pierwocin, mgławic, ideałów nieuchwytnych. Sprawiedliwość społeczna, samostanowienie narodów, porozumienie ludów, Nowa Europa, Clarté – wszystko to są słowa, wyrazy tęsknoty – ale jeszcze nie fakty.

To też Polska nie może dzisiaj w ten sposób „rozwiązać” kwestji żydowskiej u siebie, jak ją w analogicznych chwilach rozwiązywały inne państwa i narody. Na swoje szczęście lub nieszczęście – ale nie może. Choćby tego nawet pragnęły niektóre grupy i „ideologje”. Duch czasu, ów lżony i wyszydzany, ów nienawidzony i wyklinany, ów negowany, a jednak żywy i sił nabierający i życie sobie podbijający duch czasu na to nie pozwala. Atoli duch ten nie jest jeszcze na tyle silny, na tyle faktem, by w duszach ludzkich mógł był zaszczepić już ewangelję sprawiedliwego współżycia w pokoju i wzajemnem uznaniu prawa do bytu każdego człowieka na tym skrawku ziemi, na którym żyje i pracuje. Ewangelja ta kiełkuje dopiero na dnie dusz niewielu jednostek w Europie i na świecie. Jednostek.

Teraz zrozumiałem się stanie, że jednak tkwi nieco prawdy w „zarzucie” antysemitów, iż Żydzi żywiołowo popierają postęp i myśl wolną i ku przyszłości zmierzają. Choć do krainy oszczerczych legend należy nasz „podziemny kontakt” z masonerją, bolszewizmem i t. p., to jednak faktem jest, że zwycięstwo światła, prawa i postępu nie tylko leży w interesie Żydów jako ludzi, ale i w specyficznym interesie Żydów jako Żydów. Albowiem gwałt i niesprawiedliwość najbardziej odczuwać musi ta grupa ludzka, której byt nie opiera się na sile fizycznej, przemocy i pogotowiu wojennem, ale na prawie do bytu jako takiem. Jak długo prawo to nie wywalczy sobie obywatelstwa w świadomości ogólnej, tak długo żyć będziemy – na wulkanie.

Na wulkanie żyje żydostwo polskie od lat kilkudziesięciu. Nie potrzebujemy was więcej, możecie sobie pójść z Panem Bogiem! – ten sens tkwi we wszystkich owych „naukowych” rozważaniach, publicystycznych dygresjach, bojkotowych apelach i – last not least – mniej lub więcej dotkliwych ekscesach, które są właściwie wstydliwym surogatem dawniejszych środków „rozwiązania” kwestji żydowskiej. Surogatem -gdyż dawniejsze były szczere, otwarte, radykalne, podczas gdy dzisiejsze są – połowiczne. Dlatego też problem żydowski w Polsce jest w chwili obecnej, gdy barbarzyństwo przemocy abdykowało, a światłość prawa i sprawiedliwości jeszcze tronu nie objęła, niemal nie do rozwiązania. Wypędzić nas nie można. A żyć z nami w harmonji, uznawszy w nas ludzi i naród z prawem do bytu – jeszcze się nie umie. I stąd chaos, trudności, konflikty.

Ten chaos, te trudności, te konflikty nie są jednak czemś specyficznem dla stosunków polsko-żydowskich. Panują one na całym świecie, we współżyciu wszystkich narodów między sobą i wszystkich ludzi między sobą. Kwestja społeczna i polityka międzynarodowa zaostrzają się coraz groźniej. Wielki poeta indyjski, Rabindranath Tagore powiedział niedawno, iż prawdziwem źródłem wojny było to, że ludzie żyć ze sobą nie umieją, i że wojny dopóty toczyć się będą, dopóki człowiek nie nauczy się żyć z człowiekiem jak z bratem. Świat wyszedł z zawiasów, a my Żydzi najbardziej cierpimy na wszelkich przewrotach, tarciach i rewolucjach, jako czynnik najsłabszego oporu i kozioł ofiarny wszystkiego zła i nieszczęścia.

Tak tedy jest problem żydowski wogóle, a polsko-żydowski w szczególności problemem o ogólno-ludzkiem znaczeniu i sensie oraz częścią dzisiejszego kryzysu światowego. Cierpi cała ludzkość, a my z nią i wśród niej – najbardziej. Oby z tych cierpień zrodził się rychło Nowy Człowiek i Świat Nowy!

Dr. Wilhelm Berkelhammer.

Żydowski miesięcznik syjonistyczny wydawany w Łodzi w latach 1919 – 1921. Redaktorem naczelnym był Zygmunt Bromber-Bytkowski.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close