S. GINZBURG

Powstanie i początki chasydyzmu

W połowie w. XVIII powstał wśród Żydów polskich ruch religijno-mistyczny, który, zdobywszy sobie niezwykłą wziętość, wywierał głęboki, a trwały wpływ na bieg życia żydowskiego. Podczas gdy inne ruchy mistyczne w końcu XVII i w XVIII w. (Sabataizm, Frankizm) zdołały zaciągnąć pod swoje sztandary zaledwie nieznaczną część zwolenników, poczem rychło zniknęły bez śladu z areny dziejów, – opanowuje chasydyzm z niezwykłą szybkością umysły mas, zyskuje niezliczonych adeptów, odnosi zwycięstwa we wszystkich walkach z przeciwnikami i, rozszerzając wszędzie swoje wpływy, owłada ostatecznie całem niemal żydostwem polskiem. Twórca chasydyzmu i jego najbliżsi następcy – pomimo, że oddziela nas od nich zaledwie półtora wieku – stają się dzięki fantazji ludu bohaterami legendarnymi i pozostaną jeszcze na długie lata przedmiotem czci i zachwytu dla przyszłych pokoleń. Dziwny ten bieg rozwojowy w porównaniu z poprzedniemi ruchami mistycznemi, nie daje się objaśnić jedynie okolicznością, iż sabataizm i frankizm zerwały z judaizmem historycznym, podczas gdy chasydyzm pozostał wiernym jego tradycjom, będąc dalekim od wprowadzenia doń nowych dogmatów. Jakkolwiek doniosłość tego faktu nie daje się zaprzeczyć, jest on jednak niedostateczny dla wyjaśnienia bezprzykładnego powodzenia, który przypadł chasydyzmowi w udziale. Jest rzeczą oczywistą, że w społecznej i duchowej strukturze owej epoki oraz w indywidualnych cechach twórcy chasydyzmu i w głoszonej przezeń nauce tkwiły pewne warunki dla przygotowania sobie gruntu podatnego do rozpowszechnienia jego idei.

Chasydzi

Cały szereg czynników ujemnych, znanych badaczom owej epoki, wzrost anarchji w kraju, nadmierne obciążanie podatkami, głębokie wstrząśnienia, którym uległy gminy żydowskie w Polsce w okresie napadów Chmielnickiego, pogorszenie położenia prawnego i – co za tem idzie – zubożenie ludności żydowskiej, – złożył się na to, że samorząd żydowski w Polsce i na Litwie wieku XVII wyrodził się w oligarchję kahalną. Przepaść dzieląca klasę rządzącą w kahałach: arystokrację duchową i pieniężną – od mas ludowych, pogłębia się coraz bardziej. Władza i kierunek w gminach żydowskich skupia się w ręku nielicznej grupy bogaczy, którzy wytwarzają sobie cały szereg różnego rodzaju przywilejów, nie wyłączając podatkowych. Jeżeli niekiedy plutokracja zgadza się dzielić z kimś wpływami na gminę, to czyni to jedynie w stosunku do „lamdanów”, uczonych talmudystów. Tytuły „chaber”, „morenu”1) i t. p. w owych czasach udzielane przedstawicielom tej klasy, nie są tylko honorowe, albowiem są związane z istotnemi, bo materjalnemi korzyściami, jak np.: zmniejszeniem cenzusu podatkowego dla biorących udział w wyborach kahalnych. Prostak niewykształcony był odsuwany od wszelkiego wpływu na rządy gminne, – jego zadaniem było – bezgraniczne poddanie się. Cały ciężar niezliczonych podatków spadał na barki mas ludowych. Im bardziej rosły ciężary podatkowe, wymagane przez państwo od kahałów, tem bardziej i srożej wzmagał się ucisk wywierany na masy ludowe. Zwyczajny członek gminy: drobny handlarz, rzemieślnik, arendarz, szynkarz i. t. p. był w najwyższym stopniu ograniczony w prawach przesiedlania się, jak również w swobodnego wyboru zajęcia. Po za obrębem swego kahału, jako „obcy”, nie miał prawa osiedlenia się. We własnej zaś gminie napotykał na każdym kroku na wszelkiego rodzaju przeszkody w postaci „chazaki”2), krępujące go w prawie zarobkowania, tak, że upadał wprost pod brzemieniem ograniczeń i niezliczonego mnóstwa podatków bezpośrednich i pośrednich. Od początku wieku XVIII stale się mnożą skargi na nadużycia władz kahalnych w stosunku do płacących podatki, wskutek czego obniża się powaga kahału, a niezadowolenie ze strony masy zaostrza się coraz bardziej.

Równocześnie doznaje zachwiania powaga klasy uczonych, a po części i rabinów. Głównej przyczyną tego objawu był zwyczaj kupowania posad rabinów, bez względu na ciągłe i bardzo ostre protesty lepszych przedstawicieli rabinizmu. Dość często dają się słyszeć narzekania na nadużycia rabinów i na ich obłudę. Rabinat postępuje ręka w rękę z plutokracją, a gdy się niekiedy zdarzy, że toczy walkę z kierownikami kahałów, to pobudzają go do tego względy nie obrony interesów masy jęczącej pod brzemieniem nadmiernych ciężarów, lecz dążenie do zachowania swej władzy wobec zamachów ze strony rządzącej oligarchji. Wogóle panuje tendencja, by uczony tytuł górował nad otoczeniem, a stopień jego zapewnia człowiekowi stanowisko w społeczeństwie. Klasa uczonych spogląda z góry na prostaków nie mających czasu czy ochoty poświęcać się nauce Zakonu; dla nich istnieje przezwisko upokarzające: „am-haarec”3), a w hierarchji społecznej zajmują oni miejsce najpośledniejsze. Upadek moralny rabinizmu, datujący od XVII wieku, staje się w następnym bardziej widoczny. Uczoność religijna wyradza się w martwą scholastykę, w karkołomną djalektykę, praktyka zaś rabiniczna -w gderliwy i bezduszny pedantyzm, upatrujący główne swe zadanie w pomnażaniu różnych norm krępujących. Brzemię nadmiernej liczby drobiazgowych przepisów religijnych ciągle wzrasta i obciąża i bez tego już dość ciężkie życie prostaka, walczącego o swój byt. W ciągłych stosunkach z ludnością chrześcijańską drobny handlarz, szynkarz lub arendarz nie zawsze miał możność skrupulatnego przestrzegania wszystkich niezliczonych przepisów rytualnych. Toteż rabini ówcześni utyskują ciągle na rozluźnienie norm soboty przez Żydów zwłaszcza ukraińskich.

Ucisk społeczny i ekonomiczny odczuwa Żyd z masy jeszcze silniej wskutek swego niezadowolenia z ogólnego braku zrozumienia dla jego interesów duchowych. Rabinizm ówczesny, przesiąknięty nawskroś suchym racjonalizmem, uważający za główny obowiązek człowieka naukę Zakonu i skrupulatne spełniane przepisów rytualnych, bardzo mało przemawiał do serca wierzącego prostaka, nie mającego ani możności, ani ochoty zaprzątania się łamigłówkami sofistyki, reprezentowanej przez ówczesna teologję. Nienaganne wypełnianie przepisów rytualnych zasłaniało przed oczyma rabinów bezpośrednie uczucie reljgijne; unormowana w najdrobniejszych szczegółach modlitwa przeobraziła się w obrządek martwy; uporządkowany drobiazgowo regulamin odpoczynkowy w święta stłumił w zarodku możność podniesienia nastroju duchowego. Czyż mógł, przy tych warunkach, zwykły śmiertelnik nieuczony znaleźć w rabinizmie zadośćuczynienie swoich szczerze głębokich uczuć religijnych? Nie więcej zadowolić go mogła kabała teoretyczna. Jej bowiem subtelności teozoficzne były równie niedostępne dla jego rozumu i serca, pragnącego wiary szczerej, gorącej, jak sofistyka rabiniczna. Co się tyczy kabały praktycznej z głoszonym przez nią ascetyzmem, umartwieniem ciała, to mroczna ta nauka, praktykowana przez jednostki egzaltowane, nie mogła oczywiście pociągnąć za sobą mas ludowych. Zwyczajny śmiertelnik, prześladowany i obrażany na każdym kroku, gnębiony ciągle trudnemi warunkami bytu, pragnął, nie wyrzeczenia się swego istnienia, lecz pociechy w smutku, którym go napełniała rzeczywistość, żądał on nie zaprzeczenia, lecz potwierdzenia i upiększenia swego życia. Tak rabinizm, jak i kabała, aczkolwiek różnemi drogami, miały głównie na względzie naród: rabinizm, ścisłą wszystko przenikającą dyscypliną religijną, starał się utrwalić jego byt samodzielny, kabała zaś Lurjańska – tłumieniem wszelkiej indywidualności – przyspieszyć jego zbawienie. Lecz jakkolwiek drogiemi były dla Żyda z masy interesy narodu, jednak własne jego gorycze i własne smutki były mu bliższe i droższe, i, pragnąc pociechy i ukojenia, nie znajdował odpowiedzi na trawiące go zagadnienia w tym pokarmie duchowym, który mu podówczas podawano.

Określone powyżej warunki, w znacznej mierze wspólne ogółowi żydostwa polsko-litewskiego, były szczególnie charakterystyczne dla Żydów zamieszkałych w południowych prowincjach Rzeczypospolitej Polskiej; na Ukrainie, Podolu i Wołyniu. Znajomość wiedzy talmudycznej, która tam zawsze była mniej rozpowszechniona, niż w Koronie i na Litwie, po wojnach kozackich doszła do jeszcze większego upadku. Przepaść między zwyczajnym obywatelem, a klasą uczonych była tu bardziej rażąca, niż na północy. Znaczniejsza część ludności żydowskiej w południowej Polsce składała się przeważnie z handlarzy wiejskich i krążących, arendarzy, karczmarzy i t. p. Ludzie ci nieoświeceni, wsiąknięci w środowisko wiejskie, byli zostawieni swemu losowi, i tylko bardzo rzadko, w wielkie święta, przyjeżdżając do miasta, aby się pomodlić wraz z całym ludem w synagogach, stykali się z rabinem i resztą przedstawicieli rabinatu, którzy ich traktowali z góry, jako ciemnych wieśniaków, „jeszybotników”. Lud ten nieoświecony i nie przemądrze religijny, niewiele się różniący od typu chłopa polskiego, bardziej niż ktokolwiek inny, potrzebował serdecznego i szczerze ciepłego moralno-duchowego kierownictwa. Straszne próby, których doświadczał w okresie Chmielnicczyzny zostawiły głębokie ślady w jego umyśle i zrodziły w nim wielką skłonność do mistycyzmu i przesądów, która wzmagała się jeszcze przez ciągle powtarzane w wieku XVIII napady hajdamackie. Łączność wszystkich wymienionych warunków przygotowała w żydowskiej masie, rozsiedlonej na południu Polski, grunt nadzwyczaj podatny dla idei, któreby przeniosły swój punkt ciężkości z dziedziny chłodnego rozumu w sferę egzaltowanego uczucia, oddziaływały na serce, stały się moralną podporą, podnosiły ciemnego prostaka we własnych jego oczach i jednocześnie zadośćuczyniły jego pragnieniom cudowności. Nie zwyczajnym przypadkiem jest fakt, że twórca chasydyzmu urodził się na południu Polski i pochodził ze sfer ludowych, a nauka jego znalazła na początku oddźwięk tylko w masach żydostwa południowego, skąd dopiero zaczęła się przenosić do innych prowincji.

Historji życia i działalności twórcy chasydyzmu towarzyszy zwykle cały cykl podań ludowych, zawierających bardzo małą dozę prawdopodobieństwa. Rab Izrael Baal-Szem-Tow, czyli Beszt (Beszt, skrócenie wyrazów: Baal – Szem – Tow, Ojciec dobrego imienia, t. j.: dobry, błogosławiony) urodził się około 1698 r. w miasteczku Okupie, leżącem na granicy między Polską a Wołoszczyzną. Rodzice jego byli bardzo biedni, a pobożni. Młodo osierocone dziecko oddano do chederu na koszt gminy. Chłopiec zdradzał nadzwyczajny pociąg do otaczającej go przyrody i do ciągłych rozmyślań w skupieniu; często uciekał ze szkoły do lasu. Groźby i kary nie miały nań najmniejszego wpływu, a jego opiekunom nie pozostawało nic innego, jak machnąć ręką na jego dziwactwa i pozostawić go samemu sobie. Mając lat dwanaście, przyjął dziwaczny chłopiec obowiązek pomocnika mełameda4), „belfera”. Zadaniem jego było prowadzić dzieci szkolne do chederu, odprowadzać je do domu, oraz do synagogi, uczyć je tam modlić się i odpowiadać „amen” w odpowiednich miejscach modlitwy kantora. Do dzieci czuł młodziutki „belfer” nadzwyczajne przywiązanie, serdecznie i melodyjnie uczył je odśpiewywać modlitwy. Niedługo potem zostaje pomocnikiem „szamesa”5) synagogi. I na tem stanowisku zdradza młodzieniec przeróżne dziwactwa. Podczas nabożeństwa lub nauki zwykle sypia lub udaje śpiącego; po nocach zaś, zostawszy sam w synagodze, modli się żarliwie lub zagłębia się w księgi. Podanie niesie, że z wyższego zrządzenia wpadły mu w ręce jakieś tajemnicze rękopisy, znalezione niegdyś przez jakiegoś cadyka6) w pieczarze. Studjował widocznie po nieprzespanych nocach kabałę. Mając lat 17 – ożenił się Izrael, lecz żona mu niedługo umarła. Osiedliwszy się w pewnem miasteczku w pobliżu Brodów, został tam mełamedem. Jego sumienność, dobroć i rozsądek zjednały mu ufność i poważanie otoczenia, a wielu ludzi udawało się doń często o rozstrzyganie sporów. Jeden z nich, Efraim Kutower, ojciec rabina brodzkiego, Gerszona Kutowera, był tak zadowolony sprawiedliwym wyrokiem i tak zachwycony jego osobą, że ofiarował mu rękę swej córki. Rab Izrael wkrótce się zgodził i stanęła między nimi umowa piśmienna o zaręczynach. W powrotnej do domu drodze r. Efraim rozstał się z życiem. Po niejakim czasie Rab Izrael, wdziawszy na siebie chłopski kożuch, powierzchownością swoją zupełnie do zwykłego wieśniaka podobny, zgłosił się do rabina brodzkiego, przedstawiając mu akt zaręczyn z podpisem jego ojca i żądając odeń wydania za niego siosty zamąż. Jakkolwiek mało ponętną była perspektywa skoligacenia się z wiejskim nieukiem, jednak rabin poddał się z konieczności wyraźnej woli swego ojca. Przed ślubem odkrył Rab Izrael przyszłej swej żonie piastowane w tajnikach swej duszy dążenia i zamiary, obowiązując ją do dochowania ścisłej tajemnicy. R. Gerszon, rabin brodzki, należał do typu uczonych talmudystów, przenikniętych nawskroś pogardą dla „am-haareców”. To też, gdy wszelkie próby zachęcenia szwagra do studjowania Talmudu rozbiły się o jego upór, dał r. Gerszon siostrze do wyboru: albo rozwieść się z mężem, albo porzucić wraz z nim Brody, aby go szwagier nie kompromitował wobec ludzi. Ta wybrała drugie. Rabin kupił im konia z wozem, a oni osiedli pomiędzy Kutowem a Kosowem, wśród gór Karpackich. Żona mieszkała na wsi, a Izrael – w samotności okolicznych gór, oddawał się modlitwie, rozmyślaniom oraz nauce kabały. Żona od czasu do czasu odwiedzała go w górach, wtedy on napełniał furę gliną, a ona zwoziła ją do miasta, gdzie sprzedawała, zdobywając w ten sposób swoje utrzymanie. Według podania, żył Izrael w takiem odosobnieniu lat siedm. Potem był przez czas jakiś „szochetem”7), następnie wynajął przy pomocy szwagra-rabina karczmę wraz z gospodą na wsi w pobliżu Kutowa; żona z dziećmi mieszkała stale w karczmie, zarządzając gospodarstwem, on zaś osiadł w domku leśnym, gdzie przepędzał czas na modlitwie, nocnem czuwaniu i studjach „tajemniczej mądrości”, przybywając do domu na święta, wszakże w dni powszednie wtedy, gdy żona sama rady sobie dać nie mogła. Widzimy go później mełamedem w domu bogatego arendarza.

Jak głosi podanie, czas przeznaczony mu dla objawienia się światu nastąpił wtedy dopiero, gdy skończył lat 36. Staje się wtedy „baal-szemem” – jednym z wielu cudotwórców-znachorów, których było wówczas niemało na południu Polski. Podróżując po miasteczkach i wsiach, rozdaje amulety, wypędza złe duchy, wróży, leczy chorych za pomocą modlitw, suggestji i rozmaitych środków leczniczych. Życiorys Rabiego Izraela Baal-Szem-Tow, pełen jest opowiadań o dokonanych przezeń cudach. Widocznie zapoznał się on podczas długoletniego swego przebywania w górach z leczniczemi własnościami różnych ziół, mając ciągłe stosunki ze znachorami wiejskiemi. Posiadając, dzięki temu, pewne wiadomości z medycyny, nieraz leczył chorych skutecznie. Sława jego szybko się rozniosła, nie jako lekarza, lecz jako „błogosławionego baal-szema”, człowieka Bożego, posiadającego dar jasnowidzenia i tworzenia cudów.

Około 1740 r. Baal-Szem-Tow występuje już w roli nauczyciela-moralizatora. Mieszka w Międzyborzu, gdzie przebywa w przeciągu ostatnich lat dwudziestu swego życia. Do Międzyborza podążają ze wszystkich stron ludzie prości, szukający u niego lekarstw, podpory moralnej i światła. Tu skupia się około niego grono bliższych adherentów i uczniów (liczących według podania 60 osób), słuchających z upragnieniem głoszonych przezeń kazań, i rozpowszechniających je po szerokich masach ludowych. Beszt nigdy nie zdradzał wielkiej znajomości nauk rabinicznych i niemniej spotykamy w szeregach gorących jego zwolenników i uczniów, nietylko kabalistów, lecz i niektórych uznanych przedstawicieli rabinizmu, jak r. Jakóba Józefa Kohena (rabina w Szarygrodzie, Nemirowie i Polonnem), r. Meira Margoliota (rabin we Lwowie i Ostrogu, autora dzieła „Meir Netybim), jego brata r. Izaaka Margoliota (rabina w Brodach), r. Gerszona Kutowera, szwagra Beszta, który później stał się żarliwym jego wyznawcą, i wielu innych. Masy ludowe pociągały: sława cudotwórcy Beszta, jego prostota i dostępność, wielkie jego przywiązanie do ludu, serdeczne współczucie dla jego potrzeb i smutków, nieustanna gotowość pocieszenia i pokrzepienia. Dla tych talmudystów, w których sofistyka kazuistyczna nie wysuszyła jeszcze ostatków uczuć i wyobraźni, nauki Beszta posiadały siłę przyciągającą, wnoszącą ducha ożywczego w ich praktykę religijną. Przy bezpośredniem obcowaniu z Besztem nie mogli nie poddawać się czarowi jego indywidualności, płomiennej jego ekstazie, bezgranicznej i radosnej jego wierze w Stwórcę, przenikającej całą jego istotę. Szczególnie wielkie wrażenie czyniły jego kazania, które w prostocie swej formy obfitowały w opowieści pełne poezji i wypukłych, pełnych życia obrazów. Sądząc z niektórych opowiadań podanych w „Pochwałach – Beszta”, w ostatnich latach jego życia, gdy liczył już pokaźne grono zwolenników, powaga jego w wielu gminach tak wzrosła, że stanowiska rabinów oddawano w nich tylko według jego wskazań. Założyciel chasydyzmu umarł w roku 1760.

Beszt, który głosił zwykle swe nauki w formie ustnej, nie zostawił po sobie żadnych prac pisanych. O jego światopoglądzie sądzić można jedynie z oddzielnych jego wyrzeczeń, zapisanych przez jego najbliższych uczniów i podawanych w ogłoszonych przez nich drukiem dziełach. Największe pod tym względem znaczenie posiadają prace r. Jakóba Józefa Kohena, który pierwszy wystąpił z propagandą chasydyzmu za pomocą drukowanego słowa w dziełach: „Toledot-Jakób-Józef” (1780), „Cafnat-Paaneach” (1782), „Ben Porat – Józef”. Ważne dalej są dzieła r. Bera z Międzyrzec „Likute – Amarim” (około 1780), popularne dziełko „Keter -Szem-Tow” i „Testament Beszta”. Jakkolwiek materjał ten jest niepełny i grzeszy nadmiernym subjektywizmem, można sobie z niego wyrobić pojęcie o światopoglądzie Beszta. Stając na gruncie kabały, twierdzi jednak twórca chasydyzmu, że świat nie jest emanacją Boskości, lecz Jej objawieniem. Bóg jest wszędzie i we wszystkiem. „Jak fałda w sukni jest tylko częścią sukni i nie daje się od niej oddzielić, tak samo świat cały pochodzi od Boga i mieści się w Nim”. Idea wszechboskości, panteizm religijny, stanowi podwalinę nauki Beszta. Stąd, odpowiednio do poglądu kabalistów, wynika nieistnienie absolutnego zła. Jak niema granicy między duchem, a materją, tak samo niema jej między dobrem, a złem, albowiem Bóg objawia się tak w cnocie, jak w grzechu. „Zło jest tylko niższym szczeblem absolutnego dobra”. „Stwórca zapełnia Sobą wszystko w świecie, a to, co dokonywa się przez zamysły ludzkie, aż do wypadków najbardziej poziomych, jest w rzeczywistości zamysłem Bożym.” Patrząc na rzeczy materjalne, człowiek w istocie patrzy w oblicze Boga w rzeczach tych przebywającego. Między sferami niebieskiemi, a światem ludzi istnieje ciągły związek, ciągłe wzajemne oddziaływanie. Jedynie przy pomocy człowieka Boskość nabiera swej wielkości i znaczenia, albowiem tylko przez pośrednictwo ludzi wielkość Jego może się objawiać. Dobre uczynki człowieka podnoszą siłę błogosławieństwa Bożego, złe zaś – obniżają ją, naruszają harmonję w światach wyższych. „Gdy człowiek lituje się tu na ziemi, litość budzi się i w sferach niebieskich.” „Człowiek podobny jest tem do drabiny sięgającej szczytem swym nieba, wszystkie bowiem jego postępki i słowa oddziaływują na sfery niebieskie.” Jak opatrzność działa na los człowieka, tak samo czyny, słowa oraz myśli człowieka oddziaływują na Boskość i na świat cały.

Siłą modlitewnego słowa człowiek może oddziaływać na świat górny, wywoływać tam przewroty. Lecz, by mieć wpływ taki, modlitwa powinna być nie martwym obrzędem, machinalnem recytowaniem, lecz porywem ekstatycznym, zupełnem zlaniem się duszy modlącego się z Bogiem.

Przeznaczeniem człowieka jest ciągłe obcowanie z Bogiem i służenie Mu wszelkiemi pomysłami i czynami. Ponieważ wszelki akt życiowy jest objawieniem Bożem, przeto powinien człowiek czuć się zawsze w Jego obecności, sprowadzać wszystkie swoje uczucia ku Bogu, jako ku źródłu wszechistniejącego, uszlachetniając tem wszystko, nawet to, co niższe i bezwartościowe. Obcowanie z Bogiem, dając człowiekowi szczęśliwość, napełnia go pociechą. Należy służyć Stwórcy nie smutkiem, lecz radością; modlitwę należy odmawiać z radością, a dobre są tylko te łzy, które płyną od zbytku zachwycenia. Beszt jest stanowczym przeciwnikiem umartwienia ciała i postów. „Posty powodują smutek, który jest Bogu niemiły, albowiem człowiek powinien służyć Mu w radości.” „Gdy niedomaga ciało, słabnie i duch, a wówczas człowiek nie może pomodlić się należycie, t. j.: z porywem i samozaparciem. Człowiek nie powinien oddawać się smutkowi nawet w razie popełnienia grzechu, lecz wyspowiadawszy się zeń, służyć dalej Stwórcy w radości.” „Czasami zdarza się, że kusiciel, chytrością swoją, wprowadza człowieka w błąd, wmawiając weń, iż popełnił grzech, aby tą drogą wzbudzić w nim uczucie smutku”. Należy też unikać drobiazgowej obrzędowości. „Spełniając przykazania Boże, nie należy zaprzątać się zbytecznemi drobiazgami obrzędowemi, bo tem również kusiciel pragnie odstraszyć człowieka próżnemi obawami o nieskrupulatne ich spełnienie, wszczepić weń zarodek zwątpienia i smutku, aby mu przeszkadzać w radosnem spełnieniu służby Bożej.”

Główną podstawą służby Bożej – to modlitwa pełna zachwycenia i ekstazy. „Modlitwa – to zespolenie się ze Stwórcą”. Modlący się powinien pamiętać, że styka się z Bogiem, musi więc jakoby się zrzec swojej ziemskiej powłoki (Bitul-hajesz). Aby osiągnąć podobny stopień ekstazy często potrzeba uciekać się do sztucznego pobudzenia się drogą ruchów ciała, podnoszenia głosu i t. d.; modlitwa zaś skoncentrowana, „modlitwa będąca duszą bez ciała”, w niemem zachwyceniu jest znacznie wyższą, jakkolwiek nie każdemu dostępną. Modlitwa jednak nie jest jedyną formą służenia Bogu. Można służyć Mu również i wyższą myślą, „wzniesieniem rzeczy ziemskich ku ich Stwórcy”. Nierzadko nawet rozmową powszednią, w którą włożono myśl Bożą, można osiągnąć więcej, niż modlitwą. „We wszystkiem, co istnieje zawierają się „iskry” Boże, nawet w drzewach i kamieniach, słowem we wszystkich rzeczach ludzkich, nie wyłączając i grzechów, znajdują się te „iskry”, wprawdzie tylko tlejące, przyćmione, jednak przez modlitwę i pokutę mogą się rozpłomienić i wznieść się wysoko.” Środkiem do służby Bożej w dalszym ciągu jest spełnienie przykazań Bożych, przyczem ważna jest nietyle uwaga na drobiazgowość obrzędową, lecz uczucie religijne przeniknięte zachwyceniem. Występując przeciw przesadnemu znaczeniu, jakie rabinizm przypisuje nauce Zakonu, jako rzeczy ważnej samej w sobie, Beszt stawia na pierwszym planie tylko uczucie religijne i życie moralne. „Wszystko, co posiadam, osiągnąłem nie przy pomocy studjowania Tory, lecz za pośrednictwem modlitwy”. Studjowanie Tory niema znaczenia jako cel, lecz tylko jako środek do pobudzenia uczucia religijnego dla obcowania z Bogiem. Czytanie książek treści moralnej i krótkich kodeksów religijnych ma wyższość nad studjowaniem Talmudu z komentarzami. „Kusiciel w chytrości swojej nie zażąda od człowieka, by się niczego nie uczył, albowiem wie dobrze, że go nikt w tem nie usłucha, choćby z obawy utracenia powagi w oczach tych, którzy poważają „łamdana”. Ucieka się więc do odmiennego środka: pobudza do oddawania się wyłącznie nauce Talmudu ze wszystkiemi komentarzami, lub kodeksu Szulchan-Aruchu, nie zaś – czytaniu książek umoralniających, przeszkadzając tem w osiągnieniu dobra przez naukę.” „Ci, co uważają samą naukę za cel w sobie, są nie lepsi od grzeszników, nieobserwujących Zakonu.” Beszt wyraża się ironicznie o jednostkach „które, dzięki nieprzerwanym swym studjom nie mają czasu pomyśleć o Bogu.”

Wobec tego, że pomiędzy światem ludzi, a sferami wyższemi istnieje ciągłe oddziaływanie wzajemne, „cadyk” (sprawiedliwy) pełniej niż inni, urzeczywistnia proces zlania się z Boskością, ciągłe bowiem obcowanie z Bogiem może doprowadzić do najwyższego stopnia jasnowidzenia, możności prorokowania. Modlitwa cadyka, pełna najwyższego porywu, przeniknięta najgłębszem skupieniem się, może oddziaływać w daleko wyższym stopniu na sfery wyższe, niż modlitwa zwyczajna. „Podobnie jak ojciec chętnie spełnia prośbę ulubionego syna swego, tak Bóg chętnie spełnia żądanie cadyka.” „Człowiek osiąga łatwiej odpuszczenie swych grzechów, gdy szczerze ich żałując, ucieka się do pośrednictwa cadyka.” „Dlatego też powinien człowiek przyłączyć się do cadyka i głosić jego chwałę.” „Kto rozgłasza chwałę cadyka ma taką zasługę, jakby studjował tajniki wszechświata.”

Oto w ogólnych zarysach główne zasady nauki Beszta. Przejęty nawskroś mistycyzmem, założyciel chasydyzmu stoi jednocześnie na gruncie judaizmu historycznego, nie próbując wprowadzać doń jakichkolwiek nowych zmian.

Tłum. M. Szpira.

——–
1) Tytuły naukowe udzielane przez rabinów.
2) Pierwszeństwo przy najmie i kupnie, wyłączające wszelką z zewnątrz konkurencję.
3) Lud ziemi, gmin.
4) Nauczyciel w chederze.
5) Nadzorca synagogi.
6) Sprawiedliwy.
7) Rzezak rytualny bydła.

Żydowski miesięcznik syjonistyczny wydawany w Łodzi w latach 1919 – 1921. Redaktorem naczelnym był Zygmunt Bromberg-Bytkowski.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close