Pogrążamy się w odmętach analfabetyzmu

Katastrofa oświaty powszechnej

Gdy rozpatruje się budżet Ministerstwa Oświaty na rok 1939/40, to nie sposób byłoby ominąć tragicznego zagadnienia szkolnictwa powszechnego. Uderza przede wszystkim wbrew zapowiedzi zmniejszenie wydatków na tę najważniejszą pozycję, oraz utrzymanie bez zmiany liczby etatów nauczycielskich.

Tymczasem wiemy, że stan szkolnictwa powszechnego jest katastrofalny. Na 27 tys. szkół, prawie połowa to szkółki o jednym nauczycielu, który uczy po 70 dzieci,
a są też szkoły, gdzie wypada na jednego nauczyciela od 80 do 180 dzieci!

Towarzyszy temu straszliwa ciasnota w szkołach. „Szkoła” składa się z jednej izby 30 do 40 metrów powierzchni. W warunkach urągających najprymitywniejszym wymaganiom higieny i pedagogi, uczy się połowa dzieci wiejskich. To też wśród dzieci (i nauczycieli) grasuja choroby i gruźlica, jaglica, skrofuły, zołzy, a wybuch epidemii ogarnia całą szkołę. Niema mowy o opiece lekarskiej, bo niema na to pieniędzy.

Najliczniejszą kategorię szkół powszechnych stanowią t. zw. jednoklasówki, najniższy stopień szkoły powszechnej. Nie siedmiooddziałowe szkoły powszechne, ale „jednoklasówki” stanowią ciągle podstawę powszechnego szkolnictwa. W jednoklasówce nauczyciel ma jednocześnie do nauki w ciągu pięciu czy sześciu godzin 4 grupy dzieci z 7 roczników.

Mimo 7 lat nauki, dzieci kończą 4 oddziały. 6 czy 7 oddziałów kończą tylko uczniowie szkół drugiego i trzeciego stopnia.

Taki stan rzeczy uniemożliwia nie tylko większości dzieci dostęp do gimnazjum, ale nawet otrzymanie posady woźnego, gajowego, policjanta czy niższego funkcjonariusza. Po kilku latach takiej nauki, powszechnie występuje zjawisko powrotnego analfabetyzmu.

Słusznym jest twierdzenie, że to test właściwie produkcja jednego i trzech ćwierci miliona analfabetów społecznych.

Jeżeli dodamy do tego, że istniejee w kraju zgórą 5 milionów dorosłych analfabetów i 600 tys. dzieci poza szkołą, to obraz szkolnictwa w Polsce wypadnie dostateczne tragicznie.

Gdy należy przetwarzać szkoły jedno i dwuklasowe w szkoły wyższego stopnia, budować nowe szkoły, zwiększać etaty nauczycielskie, widzimy tendencje zupełnie odwrotne. Budżet oświaty w stosunku do rosnących potrzeb ulega skurczeniu.

Oczywiście nie starczą tu środki ze zwykłego budżetu. Trzeba tu działania podobnego tworzenia Gdyni czy C. O. P. Trzeba tu wielkiego planu oświatowego i mobilizacji specjalnych środków finansowych na rozbudowę powszechnego szkolnictwa,

Polska znajduje się ciągle na szarym końcu wśród innych narodów europejskich pod względem oświaty.

Jeżeli czym prędzej nie nadrobimy braków, grozi nam powrót do przeklętych czasów, epoki saskiej, ze wszystkimi dla Polski konsekwencjami!

Pismo socjalistyczne wydawane w Warszawie w latach 1933 – 1939 oraz 1947 – 1948. Organ Polskiej Partii Socjalistycznej.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close