Głosy szwedzkie o Reymoncie
ŁÓDŹ – ZIEMIA OBIECANA

Studyum Fryderyka Bööke’go o „Ziemi obiecanej”.

Polak, zapytany o nazwisko najwybitniejszego z pomiędzy pisarzów polskich, niemal zawsze wymieni Władysława Stanisława Reymonta. Wielu znawców jemu bezwzględnie przyznaje pierwsze miejsce.

Ci, którzy, jak autor niniejszych słów, nie mogą czytać utworów polskich w oryginale, nie są w stanie utworzyć sobie pojęcia o stanowisku, jakie Reymont zajmuje w stosunku do innych pisarzów swojej ojczyzny. Jednakże, posiłkując się niemieckimi przekładami, niezaprzeczenie można ocenić bezwzględną wartość jego dorobku pisarskiego.

Reymont jest wielkim pisarzem, jest poetą o niezwykłej potędze i rozmachu. W współczesnej literaturze europejskiej niewielu może z nim iść w zawody.

Z bogatego plonu pisarskiego Reymonta znane mi są jedynie trzy utwory – może wogóle niewiele więcej zostało przetłómaczonych na którykolwiek z języków zachodnio-europejskich.

Z trzech powyżej wymienionych dzieł jedno, p. t. „Wampir”, to fantastyczno-spirytystyczny romans, który rozgrywa się w Londynie. W mojem pojęciu nie pozostaje on w żadnym związku z pozostałą działalnością pisarską Reymonta i nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia.

Dwa drugie utwory, pod względem treści i rozmiarów, mają nierównie większe znaczenie.

„Ziemia Obiecana” to wielka pieśń, a „Chłopi” to dzieło pomnikowe.

W „Ziemi Obiecanej” autor przedstawia życie Łodzi około r. 1889-go.

To obraz wielkiego miasta, powstałego w zachodniej Polsce na iście amerykańską modłę, miasta z olbrzymim przemysłem tkackim, który zaopatrywał połowę Rosyi w tanie i marne towary, miasta, którego niesłychane niechlujstwo i bezład świadczą o błogosławieństwach administracyi rosyjskiej, miasta o milionowych rzeszach nędznych, wygłodzonych, uciskanych robotników, w połowie Polaków, w połowie Żydów, i o bogatych dzielnicach wielkich przemysłowców, rekrutujących się w dużej części z Niemców i Żydów. Ten odrębny świat, dziwaczna mieszanina Ameryki i Wschodu, występuje w powieści Reymonta w jasno określonych konturach i malowany jest jaskrawemi farbami. Świat to mało znany Europie zachodniej. Podczas wojny uchylono zasłonę.

Kopenhaga zwłaszcza miała sposobność zapoznać się znacznie bliżej, aniżeli byłaby sobie tego życzyła, z wyższemi warstwami mieszkańców Łodzi; w stolicy duńskiej bowiem skupiła się większość bogatych aferzystów niemieckich i żydowskich, którzy tam chronili się przed okupacyą niemiecką.

Książka Reymonta przekonywa nas, że to nie jest specyalnie sympatyczna klasa ludzi.

Finansowi patrycyusze łódzcy uosabiają mamonizm w jego najdoskonalszej formie. Żydowska żądza zysku wycisnęła na życiu gospodarczem miasta piętno bezwzględności i cynizmu, wobec których bledną wszelkie afery w Ameryce. W książce Reymonta roi się od przykładów tego wpływu, jaki konkurencya żydowska wywiera na obyczaje i moralność.

Werner Sembat mógłby znaleźć w opisach – jak się zdaje najzupełniej autentycznych – Reymonta potwierdzenie dla obrony swoich tez. Łódź miała niewątpliwie specyalne dane ku temu, aby się w niej rozwinął najwstrętniejszy materyalizm. Zarówno tu, jak w Ameryce, pomieszanie ras nie pozostało bez wpływu.

Polacy, Niemcy i Żydzi, oprócz żądzy zysku, nie mieli między sobą nic wspólnego; szalała tu wojna wszystkich przeciw wszystkim, wojna nie łagodzona nawet uczuciem przynależności narodowej. Co więcej religia, jako wspólna idealna potęga, nie wywierała tu żadnego wpływu.

Ciemni chłopi polscy, których już nie mogła wyżywić źle uprawna ziemia, nędzni i nieszczęśliwi Żydzi wschodni, płodni jak złe zielsko, obsiedli niezliczone warsztaty tkackie w Łodzi, stwarzając niewyczerpany proletaryat robotniczy, którym się poniewierało i po którym można było deptać. A nad tem wszystkiem despotyzm rosyjski roztaczał swoją opiekuńczą dłoń.

Industryalizm łódzki nosił na sobie piętno azyatyckiej dzikości, bezładu, braku poczucia odpowiedzialności i przekupstwa, nieodłącznych od samej natury rosyjskiej.

Dzieło Reymonta daje nam obraz całego społeczeństwa; zaglądamy do fabryk i do mieszkań robotniczych, ale punkt ciężkości opowiadania tkwi jednak w salonach, w zmiennych obrazach z życia najwyższych warstw przemysłowych. Łódź, przepaść mroku i brudu, ma dzielnice bogate, gdzie we wspaniałych willach, przy zimnem świetle niezliczonych lamp elektrycznych, roztacza się jaskrawy zbytek najświeższej daty. Łódź to absolutna pustka, w której jedwabie i klejnoty stanowią jedyny i najgłębszy interes życia.

Tu parweniusze robią majątek z zawrotną szybkością. Łódź, jako wielkie miasto, jest zupełnie młoda i dlatego bogactwo jest tu pozbawione wszelkiej estetycznej patyny. Nie ma żadnej historycznej perspektywy, żadnego narodowego ideału, żadnego instynktownego przywiązania do kraju i narodu; nic nie łączy tych aferzystów, którzy prowadzą kwitnący handel eksportowy w rosyjskiem jenerał-gubernatorstwie warszawskiem.

Jedynem ich bóstwem: złoto i zmysłowe użycie.

Szczególne wrażenie zaduchu, tak wybornie odtworzone przez Reymonta, potęguje się jeszcze przez absolutny brak przesady. Otrzymuje się wrażenie czegoś wprost potwornego.

Już sama przez się równina polska jest nagą, pustą, pozbawioną konturów. Łódź ze swoją odstraszającą brzydotą, z brudnemi ulicami i wiecznie dymiącemi fabrykami, z tem piętnem niechlujstwa, opuszczenia i nędzy leży na tle przyrody odartej z wszelkiego pierwiastka ożywczego i podniecającego dla wyobraźni.

Nie może być chyba nic posępniejszego, jak ten szaro-czarny chaos, pozbawiony zieleni i kwiatów, drzew i wody, historyi i nastroju! Dzień i noc wznoszą się ku niebu kłęby dymu, w niedzielę chrześcijańską i w szabas żydowski warczą warsztaty tkackie i nieskończonym strumieniem płyną ku Rosyi barwne i nędzne tkaniny. To miasto bez świętości, miasto mamony, w którem zarówno chrześcijanie jak Żydzi składają ofiary złotemu cielcowi, to Łódź, ziemia obiecana nowoczesnego przemysłu.

Takie wrażenie sprawia powieść Reymonta, która jest raczej obrazem społeczeństwa, aniżeli pojedyńczych ludzi; główną bowiem osobą jest samo miasto.

Jest rzeczą oczywistą, że Reymont pozostawał pod wpływem naturalistycznych romansów Zoli, w których zewnętrzne wypadki, instytucye społeczne przedstawiają największy interes, bez względu na to, czy instytucyą tą jest dom handlowy, czy hala targowa, czy pielgrzymka do Lourdes.

Niemniej w „Ziemi Obiecanej” roi się od typów, od żywych portretów, wytwornych karykatur, subtelnych, nastrojowych obrazków i drastycznych anegdot. Wszystko jednakże jest podporządkowane wielkiemu planowi, mianowicie: nakreśleniu zasadniczych cech zewnętrznej postaci i życia miasta Łodzi.

Dominującemi postaciami w książce są Żydzi i to jest w porządku rzeczy: zbyt to charakterystyczne profile, żeby się nie odcinały z całą wyrazistością na podobnem tle.

Scena zalotów Moryca Weltsa o bogatą Grünspanównę jest poprostu niezapomnianą. Inny jeszcze obraz porywa oryginalnością swojego humoru.

Stary arcy-milioner, Szaja Mendelson, odprawia nabożeństwo domowe. We wspaniałym, elektrycznością oświetlonym pałacu, pełnym wytwornych gości, w odległym, ciemnym pokoju siedzi Szaja samotny, otulony w płaszcz rytualny, a przy nim dwóch śpiewaków z synagogi zawodzi żałosne hebrajskie melodye.

Połączenie bezgranicznej zdolności asymilatorskiej i zaciętego tradycyonalizmu jest tu przedziwnie scharakteryzowane, a końcowa pointe’a: ekonomiczny układ między milionerem a kantorami z synagogi, olśniewa pełnym realizmu humorem.

Polskie narodowe uczucie silnie występuje u Reymonta, ile razy mówi o Niemcach i Żydach. Najwidoczniej chciał uwydatnić, że polski bohater powieści w porównaniu z innymi aferzystami jest typem szlachetniejszym i wyższym, ale nastąpił konflikt pomiędzy chęcią idealizowania a poczuciem przesady i realizmu, któremu Reymont jako pisarz hołduje, – trudno bowiem Broniewskiego pasować na bohatera narodowego.

„Ziemia Obiecana” to dzieło, świadczące o wielkim talencie autora, to galerya ludzka, zajmująca i pełna życia, choć pozbawiona psychologicznego pogłębienia, to wizerunek całego społeczeństwa, skreślony ręką pewną i umiejętną. Wszystko, co w uprzemysłowionej Polsce jest nowoczesnego, a zarazem najbardziej pozbawionego korzeni i nastroju, znalazło odbicie w powieści Reymonta.

On sam zaś, mimo swego modernizmu, wywodzenia się od Zoli, studyów w Paryżu, jest wytworem starej Polski. Wyrósł wśród starożytnego polskiego społeczeństwa wiejskiego, dzieckiem oddychał powietrzem łąk i lasów. W największem ze swoich dzieł odwrócił się od Łodzi i od wielkich miast i skreślił obraz polskiej wsi takiej, jaką musiał znać i w której żył.

Wielki temat spotęgował jego siły. Z utalentowanego powieściopisarza staje się wielkim poetą, objektywnym i głębokim malarzem ludzi, staje się twórcą epopei.

Tłóm. ze swedzkiego
Józefa Szebekówna.

Czasopismo kulturalno-społeczne wydawane w Warszawie w latach 1859 – 1939. Nie związane z żadną opcją polityczną; publikowano w nim wiele utworów literackich i materiałów historycznych a także zamieszczano liczne reprodukcje dzieł plastycznych w technice drzeworytniczej (dzięki własnej pracowni drzeworytniczej). Z tygodnikiem współpracowało wielu pisarzy, między innymi E. Orzeszkowa i H. Sienkiewicz. W okresie pozytywizmu był to najpopularniejszy tygodnik ilustrowany w Polsce. W okresie dwudziestolecia międzywojennego pismo straciło na znaczeniu i pozostało jednym z wielu pismo literackich. Mimo tego znaczenie istnienia tygodnika (zwłaszcza w okresie zaborów) dla kultury polskiej jest ogromne.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close