Polskie Klondyke

Pieśń złożona z dwu dźwięków, pieśń trwająca wiecznie, pieśń co nie milknie na jeden moment.

Dźwięk pierwszy – ponury: – buru, buru, buru, buru – to systematyczna, dźwigająca praca tłoków. To ciężkie westchnienie motorów, którym nie danem jest nigdy odpocząć. To ponure zawodzenie niewolnika, znudzonego beznadziejną jednostajnością.

Szyby naftowe w Borysławiu (źródło: nafta-polska.pl)

Szyby naftowe w Borysławiu (źródło: nafta-polska.pl)

Dźwięk drugi – wesoły, metaliczny, chyży: – tirli, tirli, tirli, tirli – szybko, posuwiście, śpiewnie, niby janczary u sanek.

To szczebiot sztang żelaznych i stalowych lin, które spędzają całe swoje istnienie w nieprzerwanej podróży. Podróży do środka ziemi i z powrotem. To pieśń wieczystego ruchu, wiecznej zabawy, to pieśń PERPETUUM MOBILE.

Bo i jest to wszystko perpetuum mobile. Robota tu idzie na trzy zmiany, dniem i nocą, zawsze i ciągle.

– Buru, buru, tirli, tirli.

Na ślicznych karpackich podgórzach rozsiadły się szeroko dwa kolosy: CZYN i PIENIĄDZ, i dobrotliwie spoglądają na swoje nieodrodne dziecię: Borysław. Czemże jest Borysław?

Jest MIASTEM CZARNEM – MIASTEM, KTÓRE IDZIE.

Idzie – bowiem w miarę wyczerpania się ropodajnych pokładów, ruch eksploa-
tacyjny posuwa się naprzód. A za nim, wślad za szybami, i te małe, pokraczne kramy, i krzywe, ciasne, głębokie uliczki, zlewane od kurzu ropą naftową miast wody, której tu brak, – baraki robotników, wille inżynierów, mosty i chodniki. Pozostaje zszarpana, zgwałcona, poorana, czarna smuga zdewastowanej, wyjałowionej ziemi, obraz ponury, groźny i niesamowity. Miasto przeszło, wyrywszy niezagojoną ranę w Podkarpackiej glebie. Nic się już tam nie urodzi, nic tam niema oprócz boleśnie powykręcanych szkieletów spalonych i opuszczonych szybów, prócz błędnych ogników gazów świetlnych, które wydobywają się na powierzchnię ziemi i, raz zapalone przy jakiejś okazji, palą się tak ciągle, i świecą w ciemne, bezgwiezdne noce jak duchy pokutujące.

*

Tutaj dopiero zrozumiałem poezję Jacka London’a. Tutaj poraz pierwszy zobaczyłem jego typ człowieka, człowieka -mruka, człowieka pracy, człowieka poświęceń, człowieka awantury i przygody, wreszcie człowieka, który czynu swego nie obwija, jak inni jego bracia, w bawełnę omówień.

Święci się tutaj rozedrgane niezmożoności rytmem Święto Pracy i tutaj spełniają się Jej najwyszukańsze misterja i tajemnice.

Kiedy zaś zima w lukrowanej, białej szacie spłynie z gór, przeprowadzana heroldowemi powyciami wilków, dekoracja przybiera ściśle Londonowski charakter. Niby góry Kanady, niby pejzaż z nad groźnego, lodowatego Yukonu. Poszukiwacze złota, w innej, prawda, formie, ale czyż nie ci sami? I tutaj są „stare wilki” i „czeczako.”

*

Kiedy umrze ktoś z górniczej braci i wszystkie szyby ozdobią się smukłemi pióropuszami pary, wypuszczanej przez gwizdki kopalniane na znak żałoby, – znoszonemi równolegle przez wiatr, -krajobraz Borysławia mógłby wówczas zachwycić najzagorzalszego ultrafuturystę. Składa się bowiem z kresek.

Czarne, pionowe – niby las wetkniętych w ziemię zapałek – to szyby naftowe, – białe, nachylone pod pewnym a jednakowym kątem do czarnych – to wydłużone laski pary. W tem zbiorowem pogwizdywaniu jest smutek tak dojmujący, tak beznadziejny, tak bezkresny jak lodowe, rozległe pola północnej Ameryki…

*

Jak wszystkie inne zjawiska, tak i kradzież ma tutaj zupełnie indywidualne, swoiste, lokalne cechy.

Nie kradnie się pieniędzy, – skarbce i kasy są zbyt mocne i zbyt dobrze strzeżone.

Zresztą ludzi hipnotyzuje ogólnie – ropa – ten złotodajny płyn, gęsty sam jak roztopione złoto i złotem się mieniący w cienkich warstewkach.

„Łebaki” to plaga kopalń. Rekrutują się przeważnie z pomiędzy ubogich żydów lub robotników pozbawionych pracy. Złodziejski ich proceder polega na tem, że otwierają rurociągi, biegnące przeważnie po ziemi, a nie w ziemi i wyłapują stamtąd ropę bądź to wiadrami, bądź bardziej przemyślnym sposobem, maczając pęki konopi w płynie i potem ściągając go rękami do naczyń.

Borysław - łebacy (źródło: nafta-polska.pl)

Borysław – łebacy (źródło: nafta-polska.pl)

Jest to jednak proceder dozwolony tam, gdzie ropa płynie po powierzchni potoku lub strugi.

*

Wnętrze szybu, niby wąska, oślizgła gardziel przedpotopowego potwora, ssącego krew globu dwukilometrowym jęzorem, ponuro oświetlone jest jedyną lampką o grubych szkłach, okratowaną kilkakrotnie. Mdły zapach gazów palnych, wydobywających się ze stołu, usposabia ckliwie. Wściekły łomot „balansu” wpędzającego popędliwie stalowy ząb w tajemniczą czeluść, echem przedwieczności odbija się w głowie. Pomyśleć sobie, że ten zaostrzony kawał żelaza ogląda tam, w środku, dziwy z przed tysięcy lat -że bezczelnie otwiera skarbce, które przyroda zamknęła od stuleci kamiennemi wrzeciądzami olbrzymich skał, kryjąc ich zawartość przed wszędobylską mrówką – człowiekiem. Napróżno.

Wymyślił. Wykombinował. I kuje teraz metodycznie jak stary, wytrawny dzięcioł.

I toczy krew globu.

*

W ciasnej, wykrętnej uliczce, udekorowanej skrzepłemi soplami ropy, która jest wszędzie – pod skłębionem motowiskiem rurociągów, lin, belkowań i dziwacznych żelaznych ramion, pomiędzy które noc rozwiesiła gęstą sadź czarnych festonów – wre walka. Ciężka, chrapliwa walka. Ciemne, zmierzchłe twarze, błyszczące źrenice. Jakby dwaj troglodyci, co wiodą bój o upolowaną bestję, by ją zawlec do ogniska gorejącego w jaskini. Wrażenie tem silniejsze, że obok przez rozstępujące się deski ścian widać wnętrze małej kopalni wosku, szalejące od ognia. Zwada robotników. Pierwotne instynkty grają tu całą siłą. Ci ludzie, przebywający wiecznie albo pod ziemią, albo w dusznym futerale szybów, są zdziczali. Nieukojone, błyskawiczne tętno pracy nie pozostawia zbyt wiele czasu na humanitarne i pokojowe załatwianie sporów. Na rozejmy niema czasu. Porachunki załatwia się na drodze najkrótszej a decydującej – na drodze pięści i noża.

Borysław - wieża wiertnicza na tle miasta (źródło: Archiwum IKC)

Borysław – wieża wiertnicza na tle miasta (źródło: Archiwum IKC)

Bójki są na porządku dziennym i nocnym.

I ciągła pieśń: – buru, buru, tirli, tirli…

*

Burza. Północ. Piorunochronów niema, bo tutaj stanowią one właśnie niebezpieczeństwo. Szyb każdy otoczony jest aureolą gazów łatwo palnych. Byle iskra, która dostanie się w jej obręb, powoduje wybuch. Szyb staje w płomieniach. Dzieje się to z szybkością wybuchu pocisku armatniego. Płonąca świeca dymi obficie, ciężkim, bałwaniastym tumanem.

Na pierwszym planie poszarpana, czarna, jednostajnym tonem pokryta sylweta szybów i domów, stojących przed pożarem.

Dalej rubinowe morze ognia i kłębiące się, olbrzymie, nawisłe, ciężkie dymy. Wyżej – łukowy odblask na wzburzonych chmurach.

Toby wydobyło cośkolwiek nawet z Nerona.

*

A inny zgoła jest widok, gdy, doszczętnie stańczony na modnym dancingu w Truskawcu wycieczkowicz wraca w pogodną noc doskonałą szosą, wijącą się kapryśnie jak lok negra.

Przeciera wtedy zdumione oczy.

Londyn, New-York czy… Hollywood?

Rozległy segment gór i cała równina przed nim zalana potokiem świateł. Tajemnicze dżyny wzniosły w parę sekund olbrzymie miasto, metropolję Świata i to tylko poto, by jemu, wracającemu, było miło i przyjemnie, by mu zaznane wrażenia ukoronować pierwszorzędnem zjawiskiem optycznem.

To Borysław świeci miljonami drgających światełek szybów, mieniących się na granatowem tle jak najpyszniejsze planety. Miljony Venus – nie tych z piany morskiej, ale tych z nieba, o seledynowopomarańczowem ciele.

Ciepły podmuch niesie od polskiego Klondyke szmer żarliwy niby tarcie skrzydeł miljardów świerszczy.

*

Myliłby się ktoś bardzo, sądząc, że posiadacze, władcy owych jaskiń Sezamowych, te Ali-Baby (no bo przecie chyba nie zbóje?) mieszkają tu stale. Siedziby potężnych „koncernów” mieszczą się we Lwowie, Bukareszcie, Paryżu, Wiedniu, Londynie. Stamtąd, z wnętrz przepysznie urządzonych domów, kierują niewidzialne dłonie ruchem Borysławia. Te dłonie piszą rozkazy po angielsku, francusku, niemiecku, włosku, wreszcie rumuńsku.
A po polsku mówi Borysław – to znaczy – robotnicy i inżynierowie. Jednak podobno kapitał nie ma języka.

*

Nie chcę być zjadliwym. No, ale – powiadają, że te wszystkie tereny, ten cały kawał złotodajnego kraju, swojego czasu został przegrany w karty – w „Końskiem Kasynie” we Lwowie – przez polskiego patrycjusza do polskiego Machabeusza.

W kilka lat potem znaleziono pierwsze odkrywki.

Ich znalazca do dziś dnia żyjący jest – nie Rotszyldem – nie – jest zwykłym kierownikiem kopalni z przeciętną urzędniczą pensją.

Drugi po nim, zwykły wiertacz, Anglik, mr MacCarvey, dorobił się sektyljonów.

Dziś lwia część eksploatacji znajduje się w rękach cudzoziemców.

My na pociechę możemy sobie powiedzieć, że:

– najnowocześniejsze systemy wiertnicze są dziełem polskich uczonych,
– że mamy najzdolniejszych górników,
– że „haspel” im. B. pracuje dziś na całym świecie,
– że znakomity geolog borysławski, p. Tołwiński jest sławą wszechświatową, kupowaną na wagę złota przez Kanadyjczyków i Sumatrzan,
– że maszyny wiertnicze, przez nas fabrykowane, mają markę pierwszorzędnych wszędzie, gdziekolwiek „kopie się ropę,
– że zatem mamy NAJPIERWSZORZĘDNIEJSZE WARUNKI GÓRNICZE.

Cała pociecha.

Tylko – że podobno za lat sto – złoża naftowe mają się skończyć. Boję się, że nie zdążymy wyzyskać naszych świetnych warunków. Mówimy o sobie, że jesteśmy narodem, pełnym inicjatywy, ryzykownym, lubiącym grę i „przygodę”.

— Hm.

Jerzy Sosnkowski

Czasopismo kulturalno-społeczne wydawane w Warszawie w latach 1859 – 1939. Nie związane z żadną opcją polityczną; publikowano w nim wiele utworów literackich i materiałów historycznych a także zamieszczano liczne reprodukcje dzieł plastycznych w technice drzeworytniczej (dzięki własnej pracowni drzeworytniczej). Z tygodnikiem współpracowało wielu pisarzy, między innymi E. Orzeszkowa i H. Sienkiewicz. W okresie pozytywizmu był to najpopularniejszy tygodnik ilustrowany w Polsce. W okresie dwudziestolecia międzywojennego pismo straciło na znaczeniu i pozostało jednym z wielu pismo literackich. Mimo tego znaczenie istnienia tygodnika (zwłaszcza w okresie zaborów) dla kultury polskiej jest ogromne.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close