IDEE I ZDARZENIA

Samochód a rzeczywistość polska

Po strasznej katastrofie samochodowej, która pochłonęła dwa młode istnienia – ś. p. Emila i Marję Rueckerów, oderwała się chórem prasa, domagając się usunięciu „anarchji na szosach”. Jak wiadomo, katastrofa nastąpiła w chwili, gdy prowadzący auto red. Wrzos usiłował wyminąć, spłoszoną czy też niezaradną i lekkomyślną cyklistkę.

Polskie drogi w latach trzydziestych

W parę dni po katastrofie radomskiej wydarzyło się podobne nieszczęście pod Warszawą, gdy ciężki autobus przy wymijaniu wozu chłopskiego wpadł do rowu; rezultat: jeden zabity, kilka osób poważnie poranionych. Władze policyjne podjęły natychmiast środki, mające zaradzić „anarchji”. Piszemy anarchję w cudzysłowie, nie dlatego, żeby jej nie było na szosach. Istnieje ona realnie, choć niewiadomo, czy krąży po asfaltowanej części szosy, czy tai się w grząskim piasku tej samej szosy. Z pewnością jednak to, co z tej anarchji jest dla policji uchwytne, będzie – uchwycone. Mimo to pozostanie poza zasięgiem władz bezpieczeństwa cała dość poważna reszta, zamknięta między dwoma pytaniami: czy samochody przeszkadzają wozom chłopskim i rowerom, czy naodwrót wozy i rowery – samochodom? Innemi słowy: czy mamy prawo uważać Polskę za kraj nowoczesnej komunikacji automobilowej, czy też jeszcze (przez jakiś czas) za kraj wozów, bryczek, furmanek, ostatecznie rowerów? Ani świetna komunikacja lotnicza, ani sprawna kolej, ani ta ilość samochodów, jaka jest, nie pozwalają rozstrzygnąć powyższego pytania w sensie zupełnie pozytywnym. Krajem automobilu jeszcze nie jesteśmy, w chwili obecnej ustabilizowaliśmy się na poziomie wozu, furmanki i bryczki. Po dowody nie trzeba iść aż na szosy, wystarczy powiedzieć, że w stolicy po pierwszym ataku Funduszu Drogowego tysiące samochodów „zawiesiło” swoje krążenie; wystarczy też uprzytomnić sobie posępną nędzę stołecznych taksówek, t. j. wehikułów, których większość w kraju prawdziwie automobilowym spoczywałaby dawno na cmentarzyskach zużytego żelaza, a które w Warszawie reprezentują komunikację dopiero na drugiem miejscu po tramwajach, na równi z dorożkami.

Nie jest to wszystko żadnym powodem do zmartwienia, lecz jeszcze jedną okazją do pozbycia się niepotrzebnych złudzeń. Odczuwamy prymat tramwaju i prymat chłopskiej furmanki, tego najstarszego polskiego tanka, pokonywującego wszelkie wyboje polskich dróg, podobnie jak drynda warszawska zwycięża stołeczne „kocie łby”. Liczmy się z tą polską rzeczywistością, nie wymijajmy cyklistów, lecz jedźmy za nimi stępa, aż się od wrzasku syreny opamiętają, albo ogłuszeni spadną z rowerów i na własnej skórze nauczą szacunku dla samochodu. Automobil to lokomocja szybka, jego chyżość jest niejako imanentna i usprawiedliwiona ipso facto. Ale korzystanie z tej szybkości jest uwarunkowane całą polską rzeczywistością; od jej przemian i jej rozwoju zależy także posuwanie się wskazówki na liczniku automobilisty.

Czasopismo kulturalno-społeczne wydawane w Warszawie w latach 1859 – 1939. Nie związane z żadną opcją polityczną; publikowano w nim wiele utworów literackich i materiałów historycznych a także zamieszczano liczne reprodukcje dzieł plastycznych w technice drzeworytniczej (dzięki własnej pracowni drzeworytniczej). Z tygodnikiem współpracowało wielu pisarzy, między innymi E. Orzeszkowa i H. Sienkiewicz. W okresie pozytywizmu był to najpopularniejszy tygodnik ilustrowany w Polsce. W okresie dwudziestolecia międzywojennego pismo straciło na znaczeniu i pozostało jednym z wielu pismo literackich. Mimo tego znaczenie istnienia tygodnika (zwłaszcza w okresie zaborów) dla kultury polskiej jest ogromne.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close