Zamach na Śląsk Cieszyński

Kiedy na całym świecie wojna przycichła, dając narodom szczęśliwym momenty głębokiej radości, kiedy Belgia czuje się znów sobą w swoich granicach, kiedy Francya przygarnia do swojego łona ze wzruszeniem Alzacyę i Lotaryngię, a krwią obroczona Serbia oddycha po latach najazdu wolną piersią – dla jednej Polski niemasz jeszcze ukojenia.

Na kresach naszych, wbrew naszej woli, bez żadnego z naszej strony powodu, rozpaliła się wojna. Od wschodu idą przeciw nam z czerwoną chorągwią bandy bolszewickie. Ogniwo tego krwawego pierścienia domyka rebelia ukraińska, która do stratowanej przez wojnę Galicyi wschodniej wniosła żagiew wojny domowej. Na zachodzie wreszcie występuje wrogo przeciw Polsce ledwie narodzony, ledwie rozpowity z pieluch, imperyalizm rzeczypospolitej czeskiej.

Tkwi w tem wszystkiem tragiczna zagadka, której rozwiązać nie umiemy. Wiemy tylko, że nie w naszym i nie w Czechów interesie leży to, aby narody tak sobie blizkie i powołane do wspólnej pracy – rozdzielić i wykopać pomiędzy nimi rów niezgody. Dobrą wiarę i dobrą wolę naszą zawiodła jednak rzeczywistość. Stoimy już wobec faktów dokonanych, wobec krwi, którą żołnierz polski przelać musiał w obronie starej ziemi piastowskiej, tak niegodnie i podstępnie napadniętej.

Podstępnie. Nie wahamy się użyć tego wyrażenia. Jakiż bowiem jest w urzędowem oświetleniu przebieg tej akcyi, którą przeciw nam wszczęli pobratymcy nasi i do niedawna we wspólnej walce przeciw wspólnemu wrogowi niemieckiemu przyjaciele i duchowi sojusznicy tej Polski, która z uporem broniła się w swoich okopach przed zalewem fali germańskiej? Oto dnia 23-go stycznia kilku oficerów, „podających się za oficerów wojsk koalicyi”, zjawiło się w Cieszynie, u komendanta polskich sił zbrojnych na Śląsku, brygadyera Latinika, i zażądało ewakuacyi polskiej części Śląska w ciągu 2-ch godzin. Jeszcze jednak przed upływem tego terminu, w 40 minut po przedstawieniu żądania, Czesi rozpoczęli atak i, dzięki przeważającym siłom, operującym pod silną osłoną artyleryi i karabinów maszynowych, tegoż jeszcze dnia zajęli całe Zagłębie węglowe.

Dalszy przebieg tej inwazyi jest znany. W chwili zaś, kiedy te słowa piszemy, kapitan Rawlings, przedstawiciel misyi angielskiej w Warszawie, i porucznik Foster, przedstawiciel misyi amerykańskiej, złożyli już rządowi polskiemu po powrocie swoim z Ostrawy morawskiej i Pragi czeskiej wyjaśnienie, że „koalicya nie upoważniła wojska czeskiego do przedsięwziętej akcyi na Śląsku cieszyńskim i że żaden z koalicyjnych oficerów, służących w armii czeskiej, nie otrzymał od swojego rządu pozwolenia na mianowanie siebie członkiem komisyi międzykoalicyjnej lub do zabierania głosu w imieniu koalicyi”.

Stoimy więc w obliczu mistyfikacyi, zainscenizowanej przez Czechów na własną rękę i na własną przed historyą i przed rozstrzygającymi dzisiaj czynnikami moralnymi odpowiedzialność.

Nie my tu byliśmy stroną, która weszła na ślizką drogę polityki „faktów dokonanych”. Granice nasze, granice tej ziemi, która naturalnem ciążeniem garnie się ku Polsce, której lud czuje się ludem polskim i który sam tylko o swojej przyszłości może rozstrzygać, zostały pogwałcone.

Porozumienie polsko-czeskie i zgoda polsko-czeska nie były wykluczone. Pozostają one i dzisiaj jeszcze możliwe i, co więcej, obustronnie pożądane. Ale porozumienie to musi być oparte na dobrej woli i na dobrej wierze. Tymczasem idący na wyraźny podbój imperyalizm czeski podrywa tę dobrą wiarę.

Ufamy, że stanowisko, jakie zajmą wobec wydarzeń cieszyńskich sprzymierzone z nami i Czechami zwycięskie państwa Zachodu, w szybkiem tempie położą kres nadużyciom siły i postawią całą sprawę śląską na właściwym dla niej gruncie wzajemnego porozumienia polsko-czeskiego.

Zanim to jednak nastąpi, protestujemy najgoręcej przeciw jakimkolwiek zamachom czeskim na Śląsk cieszyński.

Czasopismo kulturalno-społeczne wydawane w Warszawie w latach 1859 – 1939. Nie związane z żadną opcją polityczną; publikowano w nim wiele utworów literackich i materiałów historycznych a także zamieszczano liczne reprodukcje dzieł plastycznych w technice drzeworytniczej (dzięki własnej pracowni drzeworytniczej). Z tygodnikiem współpracowało wielu pisarzy, między innymi E. Orzeszkowa i H. Sienkiewicz. W okresie pozytywizmu był to najpopularniejszy tygodnik ilustrowany w Polsce. W okresie dwudziestolecia międzywojennego pismo straciło na znaczeniu i pozostało jednym z wielu pismo literackich. Mimo tego znaczenie istnienia tygodnika (zwłaszcza w okresie zaborów) dla kultury polskiej jest ogromne.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close