Donkiszoci z krwawymi widłami

„Jesteśmy świadomi tego, że nasze ostateczne zwycięstwo zależne będzie od stopnia naszego aktywizmu, od zdecydowanej woli kroczenia ku niemu po górach cudzych i obcych trupów”. (Biuletyn OUN Nr. 1 z 1942).

„To trudno, nazywają naszych „rizunami” (t. j. mordercami), ja wam mówię, że to „świati rizuny” (t. święci mordercy) i oni nam są potrzebni. Może nie będzie Ukrainy, ale nie stanie również i Polaków i „łacinników” – pozostaną jednak Ukraińcy. To (t. j. mordowanie Polaków i „łacinników”) jest konieczne”. (katecheta gr. kat. Chudeńko we Lwowie – luty 1944).

Ukraińscy nacjonaliści

„Czynnikami (którym między innymi zawdzięcza żywioł ukraiński historyczną trwałość i wzrost) jest u nas przywiązanie do zdrowej moralności przodków, która dała mu olbrzymią siłę odporu, udaremniła każdą asymilacyjną akcję i doprowadziła do rozpaczy jej inicjatorów”, a dalej:

„Każdy Ukrainiec musi mieć tę świadomość, że żadna neutralność, żadna lojalność, żadne przystosowanie się do nowych warunków i okoliczności nie obowiązuje go, bo go nie ochroni”, wreszcie „musimy robić wszystko co zwiększa naszą siłę i szanse, zapobiegać wszystkiemu, co może tę siłę zmniejszyć”. (Biuletyn OUN Nr. 1 z 1942 r.).

„W ogniu walki kuje się nowa ukraińska moralność, – nie chrześcijańska (!), nie socjalistyczna, a ukraińska. Gdyby brakowało choć jednego momentu (t. j. światopoglądu, moralności, aktywności), to dyskwalifikowałoby to nasz nacjonalizm. Np. ktoś jest aktywnym członkiem OUN, ale bez naszej moralności. Co on wart, co może zrobić? To nic nie byłoby warte. My (t. j. OUN-owcy) krew z krwi, kość z kości Ukraińcy”. (Z publikacji wychowawczej członków OUN p. t. „Nacjonalizm jako społeczno-polityczny ruch” – r. 1942).

„Niech stoją przed naszymi oczyma duchy tych, którzy oddali swe życie w ciągu pięciu tysięcy (!) lat walki”. (Biuletyn OUN z kwietnia 1942).

„Obecne młode pokolenie ukraińskie jest wychowane na naszych rycerskich tradycjach”. (Biuletyn OUN z lipca 1942).

Fantazja, wymysł, szkalowanie? Nie – autentyczne, wierne cytaty, zaczerpnięte na chybił trafił z oficjalnych enuncjacyj ukraińskich. Przede wszystkim OUN, skupiającego dziś w swych szeregach 4/5 ogółu ludności ukraińskiej na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej. A praktyka? Rzućmy znów trochę faktów, i to z ostatnich dni – gdyż OUN-owa propaganda ukraińska usiłuje przedstawić np. jesienią rzeź Polaków na Wołyniu jako „tragiczne następstwa” wywołane prowokacyjną działalnością partyzantki polskiej, prowadzonej przez Polaków na tamtym terenie, z chęcią wywołania represji niemieckiej na spokojnej miejscowej ludności ukraińskiej. Pomijając stan faktyczny obiektywnie zupełnie inny niżby to chcieli teraz Ukraińcy sugerować, pomijając nieprzerwany na chwilę nawet ciąg pojedyńczych lub grupowych mordów na ludności polskiej sąsiadującej z Ukraińcami, dochodzimy do dni ostatnich do krwawej fali zalecającej dziś, na wzór Wołynia – Ziemię Czerwieńską. A trzeba dodać odrazu, że bieżącą akcję ukraińską poprzedziły dla zamydlenia oczu jakieś niby to próby rozmów z Polakami, listy pasterskie metrop. Szeptyckiego, odezwy uspakajające do młodzieży ukraińskiej i tym podobne sztuczki doskonale już nam znanego bluffu politycznego ukraińców. Dziś jesteśmy świadkami tego co zapowiadał „Biuletyn OUN” jeszcze przed półtora rokiem: „Sił naszych nie zużywajmy teraz, czekajmy stosownego momentu, gdy będzie bliski koniec wojny. Skorzystamy wówczas z pierwszej lepszej sposobności a jeśliby taka się wówczas nie nadarzyła, to ją sami wywołamy” – i konsekwentnie działając i sugerując wszystkim dookoła, przede wszystkim Polakom, że to tylko słuszna odpłata za ich prowokacje wobec spokojnej ludności ukraińskiej, od szeregu tysięcy lat (!) – gospodarza tych ziem. Rżną, palą, niszczą – tytułem krwawego zbira. Każdą samoobronę polską, określają natychmiast jako prowokację i po paru dniach przerwy kończą systematycznie to co zdołało się za pierwszym razem obronić.

Trochę faktów z ostatnich tygodni. W ciągu trzech nocy przy końcu b. r. wymordowano 73 osoby personelu leśnego w pasie od Rawy Ruskiej do Sądowej Wiszni. W tym czasie w Rudzie Brodzkiej padło pod „ideowymi” nożami ukraińskimi 25 Polaków, 63 gospodarstwa spalono, a 3 zniszczono granatami ręcznymi. W pobliskich wsiach ( Bobetycha, Huta Pieniacka, i inne) zginęło ponad 20 osób, tyleż gospodarstw spalonych. W lutym b. r. powrotna fala zmiotła prawie do szczętu Rudę Brodzką, tym razem „bohaterami” byli ukraińscy rycerze z pod znaku SS-Schützendivizion Galizien, przy niemej aprobacie ich niemieckich komilitonów. Wszędzie na czele dobrze już wyćwiczeni w „wołyńskiej potrzebie” synowie popów, osławieni milicjanci ukraińscy, inteligencja. Ludność polska masowo ucieka do miast i miasteczek i skupia się dla samoobrony. Wieś Barysz w Buczackim, w pierwszych dniach stycznia Ukraińcy zamordowali wśród zwierzęcych znęcań się ponad 10 osób – zmasakrowane zwłoki znaleziono porozwlekane po okolicznych polach. Niemcy usłużnie przyjeżdżają, kiwają głowami, spisują protokóły do kosza – i na tym koniec. Polska wieś Hanaczów w pow. Przemyślańskim: Godni synowie „najpiękniejszego z narodów” zorganizowali napad nocny 3 lutego b. r., zamordowali ponad 50 osób, głównie starców, kobiety i dzieci – przede wszystkim narodową bronią ukraińską – tasakiem rzeźnickim, trochę było i kul „dum-dum”, bo hałasu na ogół nie lubią. Hersztem – komendant milicji ukraińskiej ze wsi Pogorzelce. I znów bez końca: wsie Janickie i Stradcz w pow. Janowskim, Suchowola w Brodzkim, miasteczko Przemyślany – krwawa fala idzie po całej Ziemi Czerwieńskiej, usymbolizowanej dziś nie tyle Bolesławowym grodem Czerwiennym – co purpurą krwi polskiej ludności kresowej.

Dla uzupełnienia całości – pogróżki, prowokacje, wyroki śmierci, pacyfikacje niemieckie, koncentryczne marsze band dywersyjnych sowieckich i ukraińskich zza Zbrucza i Wołynia, chaos wśród niepanujących już nad sytuacją okupantów niemieckich -oto pełny obraz rzeczywistości dzisiejszej za Sanem.

I znów nasuwa się pod pióro tylokrotnie stawiane pytanie: Czego się właściwie Ukraińcy spodziewają, do czego dążą, za co się uważają? Ód paru lat zwraca uwagę drobny, lecz charakterystyczny szczegół we wszelkich oficjalnych i nieoficjalnych publikacjach historycznych i politycznych ukraińskich: nigdzie nie powołują się na swe pochodzenie słowiańskie i pokrewieństwo rasowe z innymi Słowianami. Owszem. Podkreślają, że są praludnością ziem na których mieszkają, doszukują się swych początków w epoce kamiennej. Stąd krok tylko do wniosku, że język ich ściśle spokrewniony z innymi językami słowiańskimi, to wytwór przypadku historycznego, coś w rodzaju języka bułgarskiego. Zatem Baskowie Wschodu. Zdaje się, że chcą za takich uchodzić. Stąd jednak i konsekwencje: zwalniają nas z wspólnoty z nami i z innymi narodami słowiańskimi, stawiają się poza nawias – i ludzkość nic na tym nie straci, gdy zejdą do liczby reliktu baskijskiego. A w rzeczywistości – masowy, chroniczny obłęd donkiszoterii nie tej szlachetnej hiszpańskiej – lecz grożącej zakrwawionymi widłami całemu światu.

Podziemne, konspiracyjne czasopismo wydawane w Warszawie przez Centralny Wydział Propagandy Stronnictwa Narodowego. Jego pierwszym redaktorem naczelnym był Stanisław Piasecki. Pismo ukazywało się z przerwami już od grudnia 1939 roku; ostatni znany numer datowany jest na 1 lipca 1945 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close