Wspólnicy terroru

Jeden z wojennych wierszy, napisanych pod wrażeniem zbrodni katyńskiej przedstawia w sposób poetycki wielki sąd dziejów, na który „kat pozwał kata”. Jest to najtrafniejsze określenie obu partnerów zbrodni z pod Koziej Góry i Oświęcimia, oraz ich wzajemnego stosunku na odcinku eksterminacji Narodu Polskiego.

Zanim jednak nastąpi ów poetycki sąd dziejów, tj. zanim następne pokolenia ludzkości mianem hańby określą metody walki z Polską, zanim na całym świecie w szkolnych podręcznikach ludzie od dziecka dowiedzą się jak daleko sięga zbrodnia – dziś, w piątym roku wojny krwawszej niż kiedy indziej spełnia się ona nadal na całym terytorium Rzeczypospolitej. Wspólna zbrodnia. Dziś Katyń i nawet Oświęcim są tylko strasznymi epizodami t. zw. totalnej wojny z Polską; zbrodnia ogarnęła nie tysiące lecz już miliony wywiezionych, zagłodzonych, pomordowanych. Do chwili kiedy terytorium Polski przedzielała okupacyjna granica sowiecko-niemiecka, po obu jej stronach trwał potworny wyścig terroru. Z jednej strony masowe egzekucje, pociągi ze skazańcami na śmierć w masowych mordowniach koncentracyjnych, z drugiej takie same sznury wagonów wiozących ludność Lwowa, Białegostoku, Grodna, Brześcia – na śmierć z głodu, mrozu z fizycznego wyczerpania.

Zdawało się potem przez moment, że Rosja Sowiecka zawróci z tej drogi, że uznając Państwo Polskie i rząd jego znajdujący się obecnie na emigracji, cofnie swój haniebny program wyniszczenia Narodu Polskiego. Maskarada ta trwała niedługo. Nastąpiły znane wypadki z wiosny bieżącego roku, gdy „drugi kat” – Niemcy wywlekli potknięcie się „konkurencyjnej firmy oprawców” na Koziej Górze. Mimo niewygodnej pozycji w sprawie świata anglosaskiego, narody Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii dowiedziały się wielu szczegółów z sowieckiego planu względem Polski.

Dotychczas jednak świat cały zbyt mało wie o dalszym ciągu tej nieustannej zbrodni, jaka i dziś dokonywana jest nad całą Polską przez obie strony. Tym razem oficjalnie i głośno mówi się tylko o sprawcach niemieckich; drugi kat występuje kompletnie zamaskowany. Jeśli jednak policzymy te wszystkie akcje dywersji sowieckiej za Bugiem, jeśli się porachuje cały straszny tegoroczny plon krwawych żniw na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, to przed trybunałem świata stanąć musi dwóch zbrodniarzy. Broń w rękach ukraińskich morderców w połowie jest niemieckiego, w połowie sowieckiego pochodzenia.

Nigdy nie mieliśmy złudzeń, że zły posiew sowiecko-niemieckiej zbrodni trafi niewłaściwie. Wiedzieliśmy jak podatnym gruntem jest naród ukraiński, powstały wyłącznie dla walki z Polską; rzeczywistość przeszła najczarniejsze przewidywania, uczniowie oprawców przeszli samych mistrzów.

Niezbitym jednak faktem dzisiaj jest pełne wykorzystanie przez Sowiety i Niemcy tych „wrodzonych” zdolności ukraińskich do nieustannej zbrodni na Narodzie Polskim.

I jeden i drugi wróg nie zadowolił się zlokalizowaniem stanu zapalnego jedynie na pewnym terenie. Poszukano następnych wykonawców. Już w początkach tej wojny za cenę uzyskania Wilna zgłosili Litwini gotowość likwidowania na ziemiach północnych polskości. Dali się też dobrze we znaki społeczeństwu Wileńszczyzny przez cały czas swego pobytu jako pomocnicy dwóch zasadniczych potęg walczących z Polską, Rosji Sowieckiej i Niemiec. Ostatnie wydarzenia na ziemiach północno-wschodnich, zwłaszcza w Wilnie, wskazują, że przebieg wojny nie otrzeźwił Litwinów, naodwrót zachęcił ich do „wylikwidowania polskości – ile się da”. Ostatnie rozstrzeliwania i zsyłki do obozów koncentracyjnych inteligencji wileńskiej: księży, profesorów Uniwersytetu, artystów, lekarzy, adwokatów – to próba zadania ostatecznego ciosu kierowniczej warstwie polskiej tych ziem. I Litwini więc razem z Ukraińcami postawili się w jednym szeregu oprawców pomocniczych. Nie mamy bynajmniej zamiaru uważać ani jednych ani drugich za ślepe narzędzia. Zdają oni sobie dobrze sprawę w jakiej robocie są zaangażowani.

Ślepym narzędziem natomiast jest część kryminalistów wywodząca się spośród naogół lojalnej wobec Państwa Polskiego ludności białoruskiej – miejscowa milicja Nowogródczyzny, Grodna, Białegostoku, Wołkowyska. I na tych terenach leje się obficie krew polska przez cały czas obu okupacji; a zwłaszcza w ostatnich miesiącach; egzekucji dokonywują białoruscy kryminaliści, niedawni milicjanci bolszewiccy, dziś napół w służbie niemieckiej napół w sowieckiej. I tutaj wspólne dyktano zbrodniczych mocodawców nie ulega wątpliwości.

Najtrudniej dla obu zainteresowanych stron przedstawia się robota w Polsce centralnej, na terenie t. zw. Gen. Gubernii. Ze względu na nieznaczny odsetek etnicznie niepolskiego elementu, cały wysiłek Rosji został skierowany na organizacje komunistyczne. Ci nieliczni, ale kompletnie przez agentów moskiewskich otumanieni ludzie, poszli na nieustanne prowokacje, które mają dostarczyć partnerowi niemieckiemu codziennego żeru. Ludzie rzucający się na szpital wojskowy, czy organizujący napady na byle ciurów prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy jak drogo za to płacą ich bracia; wiedzą o tym dobrze sztabowcy w górze i dokładnie obliczają przyszłe zyski w postaci niemieckiego odwetu.

Tak więc role zostały rozdane: południe – Ukraińcy, północ – Litwini, Białystok, Grodno – szumowiny białoruskie, centrum – komuniści. O Polskę zachodnią obaj partnerzą są spokojni; tam już się obeszło bez pomocy NKWD, wystarczyło Gestapo.

Ostatnia fala terroru, jaki szaleje w całej Polsce jest prawdopodobnie ściśle związana z konferencją moskiewską. Mają się na niej podobno i sprawy polsko-rosyjskie załatwiać; trzeba więc było powiększyć obraz straszliwego ucisku i cierpień w Polsce, by przekonać świat anglosaski, że jakakolwiek zmiana na tych terenach a więc i „wyzwolenie” bolszewickie będzie lepsze, niż to co jest obecnie. Jest to poza tym nacisk na rząd polski w Londynie. Tak wygląda gra „na cztery ręce” Berlina i Moskwy. Pierwsza widząc swą zagładę chce w wir tonących Niemiec pociągnąć znienawidzonego a zwycięskiego sąsiada – Polskę. Ostatnie egzekucje i nieustanne obławy na ulicach miast polskich, to dowód zgodnej współpracy rosyjsko-niemieckiej. Ma to utorować – jeśli alianci i Polska się ugną – drogę pochodowi imperializmu rosyjskiego na zachód Europy; ponieważ zaś Niemcy dobrze zdają sobie sprawę, że ani Polska, ani jej zachodni sprzymierzeńcy na to się nie zgodzą, pragną przynajmniej doprowadzić do bezsilności zwycięski Naród Polski. Każda broń jest dobra w tych planach, a najlepsza jest ta, którą uda się wetknąć w inne ręce, wykorzystując nienawiść do Polski zbyt rozzuchwalonych jeszcze przed wojną wrogich nam mniejszości narodowych bądź ogłupienie i przekupienie członków komunistycznych bojówek.

Naród Polski dawno tę grę przejrzał na przykładzie nadludzko krwawiącej Jugosławii widzimy dziś do czego prowadzi ta podstępna polityka. Z największą więc dyscypliną i zawziętym spokojem przyjęliśmy i ciosy ostatniej fali terroru. Wiemy dobrze co to jest wojna totalna, która ma na celu zniszczenie przede wszystkim odporności przeciwnika, jego siły moralnej. W tak prowadzonej wojnie Naród Polski ani jednej pozycji nie ustąpił. I na tym się zbrodniarze zawiodą.

W dniach porachunku należną zapłatę otrzymają i oprawcy i ich terminatorzy.

Podziemne, konspiracyjne czasopismo wydawane w Warszawie przez Centralny Wydział Propagandy Stronnictwa Narodowego. Jego pierwszym redaktorem naczelnym był Stanisław Piasecki. Pismo ukazywało się z przerwami już od grudnia 1939 roku; ostatni znany numer datowany jest na 1 lipca 1945 roku.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close