Apen-szlakiem kołtuństwa

Nieraz już zastanawiałem się nad niezwykłą drażliwością Żydów. Można napisać, że endecy intrygowali przeciw wojsku, że oficerowie nie powinni robić burd na dancingach, można pisać najgorsze rzeczy o kołtuństwie mieszczaństwa polskiego, o barbarzyństwie studentów, ale nie wolno satyrykowi napisać o „krzykliwej, pretensjonalnej klasie handlarzy i pośredników”. Nie wolno mówić o tem, że istnieje proletarjat żydowski i żydowska inteligencja, ale że istnieje też żydowskie kołtuństwo. Pan Apenszlak, polemizując z moją ostatnią „Kroniką tygodniową” („Wiadomości Literackie”, nr. 633), udaje, że o tem nie wie. Pan Apenszlak nagle zapomniał, że w Polsce jest paręset tysięcy „krzykliwych i pretensjonalnych” pośredników i handlarzy, których stosunek do kultury polskiej, żydowskiej czy jakiekolwiek innej, polega prawie wyłącznie na chodzeniu do różnych „Ipsów”, „Ziemiańskich” czy „Adryj”. Otóż wydaje mi się, że w interesie tych Żydów dobrze jest im poradzić aby byli mniej krzykliwi i mniej agresywni. Chyba rozumie p. Apenszlak człowieka, któremu przykrość robi gdy słyszy w Brazylji, że na prostytutkę mówi się „Polacca”. Czy p. Apenszlakowi nie robi przykrości gdy widzi wymalowaną starą Żydówkę, krzyczącą na całe gardło w polskiei kawiarni i w polskie święto: „Sala, tu jest stolik!” albo „Henek, podawaj tu krzesło!”. Jeśli powie, że mu sprawia przyjemność, ze mu to brzmi melodją pogodną i rodzinną to skłamie.

Masa żydowska ma wiele cech wschodnich a pismo p. Apenszlaka stara się właśnie kultywować ciemną, średniowieczną i barbarzyńską odrębność żydowską. A potem p. Apenszlak chce mieć jeszcze prawo rozdzierać swe szaty „pierrota” gdy się komuś nie wszystko w narodzie wybranym podoba. Czytałem, że pomocnik reżysera w Teatrze Polskim (Żyd) został pobity, bo głupia sztuka, przy której współpracował, była „podobno” antysemicka. Czy pozwoli p. Apenszlak, że i to mi się nie podoba, że uważam to za dowód dzikiego zacietrzewienia?

Wyrażenie „Esterka często latała do sąsiadów na skargę” uważa p. Apenszlak za „ponure oszczerstwo”. To już jest głębsze nieporozumienie. Kto czytywał prasę niemiecką przedhitlerowską a zwłaszcza pisma angielskie i amerykańskie, wie dobrze, jaki rezonans miał każdy wybryk antysemicki. Twierdzę, że Żydzi nieraz apelowali do opinji świata, nie negując zresztą, że często słuszność była po ich stronie.

Drażliwość żydowska sprowadza każdą dyskusję do poziomu prymitywnej kłótni. Gdy się zwróci uwagę, że pewne zbiorowe cechy żydowskie wywołują łatwy antysemityzm, że współżycie ze społeczeństwem polskiem wymaga większego taktu, nazywa się zaraz, że „Słonimski zabrania Żydom chodzić do kawiarni”. Do diabła z takiemi dyskusjami! Publicyści w rodzaju p. Apenszlaka, zamiast spełniać rolę wychowawczą, wyzyskuią każdą okazję do schlebiania szowinizmowi żydowskiemu. Coby to się działo gdyby taka Zapolska nazwała swoją panią Dulską dajmy nato panią Dulskier albo żeby Moljer swego Tartufa nazwał Tartuferem? Pobiliby nietylko pomocnika reżysera. Niech się p. Apenszlak trochę nad tem wszystkiem zastanowi, a zwłaszcza niech się zastanowi nad rolą, jaką spełnia w tym konflikcie między zdrową potrzebą krytyki a nietolerancją Żydów.

as.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close