Kampanja hiszpańska
Krew

Paryż, w kwietniu 1939.

Przyszły historyk nie będzie się mógł uskarżać na brak materjałów do oceny kampanji hiszpańskiej. Nie ulega jednak kwestji, że cała ta literatura zabarwiona jest silnie animozjami i sympatjami. Toteż urobienie sobie jakotako objektywnego sądu o kampanji hiszpańskiej jest dzisiaj niemożliwością. Przyczynia się do tego jeszcze i ten wzgląd, że przeważna część relacyj pochodzi spod pióra dziennikarzy i wysłanników wielkich pism codziennych. Autorzy ci obserwowali zwykle jedną lub drugą stronę frontu i mieli zbyt blisko przed oczami doraźną rzeczywistość ażeby zdobyć się na szerszy rzut i syntezę.

Wkład włoski i niemiecki do tej literatury jest stosunkowo skromny. Ogranicza się on głównie do artykułów w dziennikach i perjodykach. Powody dyskrecji są zrozumiałe. Również zrozumiały jest fakt, dlaczego Francja i Anglja zajmują pierwsze miejsce w tej literaturze o wojnie domowej w Hiszpanji.

Francja zdystansowana jest oczywiście przez Anglję, ale pozycje francuskie zawierają nazwiska Bernanosa i Maritaina. W języku francuskim pojawiła się publikacja księdza baskijskiego Inaki de Aberrigoyena „Sept mois et sept jours dans l’Espagne de Franco”, zawierająca wstrząsające szczegóły.

W języku angielskim wyszła dotychczas cała bibljoteka o nierównych oczywiście walorach. Są tu książki angielskich i niemieckich autorów, są przyczynki pisarzy hiszpańskich. Tak np. Senora Pilar Fidalgo wydała w Londynie opis „A Young Mother in Franco’s Prisons”, sędzia Ruiz Villaplana – ponure opowiadanie „Burgos Justice”. Anglicy wiodą prym w tem piśmiennictwie na hiszpańskie tematy: Duchess of Atholl, b. posłanka do parlamentu, dała szkic „Searchlight on Spain”, gdzie zebrała ogromny materjał, Sir Peter Chalmers Mitchell ogłosił pouczające opowiadanie „My House in Malaga”, G. L. Steer nakreślił mocną relację „The Tree of Guernica”. Nie tylko mężczyźni przyczynili się do pomnożenia opisów wojny domowej – dodajmy np. że głośny pisarz amerykański Ernest Hemingway brał czynny udział w walkach hiszpańskich po stronie rządowej a pozatem pełnił funkcję korespondenta wojennego jednego z pism angielskich – ale i kobiety przyłączyły swój głos. Poza wspomnianą już Senorą Fidalgo warto tu wymienić trzeźwe opowiadanie tancerki amerykańskiej Janet Riesenfeld „Dancer in Madrid” pełne barwy i trafnych spostrzeżeń.

W zespole tym nie brak wyznań rozczarowanych frankistów (Antonio Bahamonde: „Memoirs of a Spanish Nationalist”, Seamas Mac Kee: „I Was a Franco Soldier”). Dużą pomocą dla publicysty, chcącego się zorjentować w różnych aspektach wojny domowej i interwencji obcej w Hiszpanji, są tomiki ogłaszane przez wydawnictwo „United Editorial” w Londynie, gdzie m. in. pojawiły się książki: „ Franco’s Rule” (zbiór dokumentów) i t. I publikacji: „Foreign lntervention in Spain”. Zaznaczamy lojalnie, że wyżej wspomniane wydawnictwo jest z gruntu antyfrankistowskie.

*

Całą tę literaturę o Hiszpanji czytać należy i oceniać bardzo ostrożnie. Nie tylko ze względów już wyłuszczonych, ale także i dlatego, że wielu autorów udało się do Hiszpanji z wyrobionemi sympatjami dla tej czy tamtej strony. Niejeden z nich szukał w wydarzeniach potwierdzenia tych przekonań i sądów, jakie wywiózł z sobą z domu. Lektura choćby części materjału hiszpańskiego uprzytomni nam znaczne rozbieżności i interpolacje. W opisie tego samego faktu – jak np. bombardowania Guerniki czy niektórych innych miast otwartych – relacje naocznych świadków zdradzają wahania i odchylenia bardzo istotne.

Ale wszystkie te opisy i pamiętniki, strzępy zaobserwowane i wyrwane z ponurej epopei hiszpańskiej zgadzają się w jednem: wojna domowa w Hiszpanji była krwawa. Niezwykle krwawa.

*

Doniesienie telegraficzne z Madrytu z połowy kwietnia podaje w lakonicznej formie: „Ogólną ilość zabitych podczas wojny domowej po obu stronach obliczają na 1 200 000, z czego 450 000 żołnierzy. Po stronie gen. Franco padło 130 000 żołnierzy”.

Statystyka ta nie przytacza ilości rannych, co jest faktem zastanawiającym. Czy nie opłaciło się ich liczyć? Czy właśnie ilość zabitych nie jest najbardziej znamienną cechą kampanji hiszpańskiej? I dlaczego tak znaczna jest przewaga zabitych cywilów nad ofiarami po stronie wojska? A wreszcie: czemu strona rządowa niemal trzykrotnie dystansuje armję gen. Franco jeżeli chodzi o zabitych?

Lakoniczne zestawienie mówi tylko o ofiarach wojny. Czy należy zatem dokonać osobnego zestawienia ofiar represyj, terroru, rozstrzeliwań mniej lub więcej tajnych? Nic narazie nie wiemy w tej materji. Kto wie, czy ta druga lista nie byłaby równie bogata w cyfry jak pierwsza.

Fakt, że po stronie cywilnej padło aż 750 000 ludzi, dowodzi iż bombardowanie z powietrza pochłonęło olbrzymie ofiary. Statystyka nie wspomina, po czyjej stronie jest przewaga ofiar, ale można powiedzieć na ślepo, że lwia część ofiar cywilnych, to t. zw. czerwona Hiszpanja. Postarały się o to maszyny włoskie i niemieckie: lotnictwo Włoch i Niemiec może z dumą mówić o wydatnej pracy i dobrych wynikach poligonu hiszpańskiego.

Trzykrotna przewaga zabitych po stronie rządowej nad ofiarami po stronie gen. Franco jest wymowną ilustracją przewagi technicznej armji gen. Franco. I tu także pomoc Włoch i Niemiec odegrała znaczną rolę.

*

Poznamy sczasem istotne rozmiary rzezi hiszpańskiej: tej na froncie i tej na tyłach, wojskowej i cywilnej. Śmierci z powietrza i śmierci pod ścianą. Wówczas kampanja hiszpańska okaże się napewno jeszcze bardziej krwawa aniżeli to się teraz oblicza.

Psycholodzy będą szukali wytłumaczenia tego faktu. Nawet jeżeli przyjąć znaną prawdę, że wojny domowe są osobliwie krwawe i że rozwijają one najgorsze instynkty, trzeba będzie w przyszłej ocenie wojny domowej w Hiszpanji uwzględnić także i warunki miejscowe. Historyk i psycholog do spółki będą musieli wyjaśnić, że w naturze hiszpańskiej tkwiły i tkwią elementy, które jeżeli nie są dyspozycją okrucieństwa, to zbliżają się mocno do takiej dyspozycji. Psycholog będzie szukał oparcia dla swej tezy w wyczynach inkwizycji i popisach hiszpańskich w Ameryce Południowej, w okresie conquistadorów, w maurytańskich i afrykańskich echach zaczajonych w psyche hiszpańskiej, we wpływie religji, pojmowanej surowo i ponuro, na urobienie się fanatyzmu. Będzie musiał uwzględnić także i to, ze Hiszpanja nie brała udziału w wojnie światowej i że nagromadzone energje znalazły ujście w rzezi domowej.

*

Weźmy do ręki statystyki bombardowania miast otwartych przez flotę powietrzną gen. Franco. Między lipcem 1936 a październikiem 1938 r. w samej Katalonji dokonano 627 nalotów, w tem 170 na Barcelonę, 73 otwarte miasta w Katalonji ucierpiały w czasie nalotów, blisko 6 000 domów legło w gruzy, 17 000 bomb padło na ulice miast. Ofiary w ludziach w tym czasie: 2 500 zabitych i 3 200 rannych. Od października 1938 r. naloty nacjonalistów rosną: na Barcelonę spadają bomby parę razy dziennie. Są dni kiedy przeżywa ona aż 14 nalotów w ciągu 24 godzin.

Nawet najmniejsze skupiska ludzkie, jak Alfara (831 mieszkańców), były nawiedzane przez bombowce i wykazuje ofiary (w małych osiedlach przeważają rzecz znamienna – ranni). Im większe zbiorowisko ludzkie, tem częstsze naloty i tem poważniejsza ilość zabitych. Studjowanie statystyki przekona nas, że każdą ofensywę gen. Franco poprzedzała rozległa akcja bombardowania miast otwartych. Strona rządowa nie bombardowała miast otwartych: nie posiadała ani w części tak dobrej i licznej floty powietrznej, a pozatem miasta zajęte przez gen. Franco rozporządzały obroną przeciwlotniczą, której nie mieli rządowcy. W sprawozdaniach z nalotów na taką np. Barcelonę razporaz czytamy, że miasto nie broniło się zupełnie z ziemi, że działa przeciwlotnicze nie odzywały się, gdyż – albo ich nie było, albo obawiały się że odezwanie się ich skoncentruje jeszcze bardziej atak nieprzyjacielski na pewne punkty miasta. Obrona zatem miast otwartych była w pełni bierna. Nieprzyjaciel miał zadanie łatwe, wypadki zestrzeliwania aparatów nacjonalistów zdarzały się nader rzadko.

Z tej to racji cały ciężar i groza ataków lotniczych spadały na ludność cywilną. Chroniła się ona na stacjach kolei podziemnych, w podziemnych przejściach, w piwnicach, w prowizorycznych schronach. Ale powoli otrzaskanie się z niebezpieczeństwem zrobiło swoje: nikt nie spieszył się zbytnio do schronów i piwnic. Liczba ofiar w ludności cywilnej rośnie, ale rośnie i zobojętnienie.

Spece wojskowi orzekną, czy lotnictwo naprawdę zdemoralizowało ludność po stronie rządowej. Wydaje się, że lotnictwo gen. Franco nie odniosłoby sukcesów, gdyby nie braki żywnościowe, gdyby nie ogólne wyczerpanie, luki w materjale wojennym, które stawały się u „czerwonych” coraz drastyczniejsze w miarę posuwania się wojny. Obrona przeciwlotnicza rządowej Hiszpanji była nie tylko niewystarczająca ale prymitywna -nastawienie „czerwonych” w pełni fatalistyczne.

Nie ulega jednak kwestji że ilość ofiar nalotów powietrznych w Hiszpanji rządowej dosięga ćwierci miljona a może i więcej, w okresie niespełna trzech lat wojny domowej.

*

Egzekucje, rozstrzeliwania, sądy polowe, więzienia, obozy koncentracyjne – oto karta bardziej ponura aniżeli bombardowanie z powietrza.

Proces ten nie jest skończony. Po zajęciu Barcelony przez wojska gen. Franco rozpoczęły się aresztowania na wielką skalę – dzisiaj ponad 40 000 ludzi siedzi w więzieniach Barcelony. „Czystka” na wielką skalę (depuración) maszeruje przez nową Hiszpanję. Urzędnicy muszą wypełniać kwestjonarjusze, gdzie znajdują się m. in. takie pytania: „Co robiłeś aby pomóc ruchowi narodowemu? Czy byłeś na służbie marxistów? Czy płacili ci za usługi? Jacy byli najwybitniejsi lewicowcy w twoim dziale lub departamencie? Na jaką partję głosowałeś w wyborach r. 1936? Jakie stanowisko zajmowali twoi koledzy w okresie rewolucji?” (pod tem mianem rozumie gen. Franco okres rządów republiki).

Istnieje tendencja podkreślania, iż głównie pierwsze fazy wojny domowej obfitowały w akty terroru, represyj i egzekucyj. Istnieje także tendencja wyjaskrawiania zbrodni t. zw. czerwonych. Mordy i gwałty, represje na klerze i zakonach, straszliwe w sadyzmie wyczyny – notuje się i wpisuje wyłącznie niemal na conto rządowe.

Analiza materjałów, któremi dysponujemy, przekonywa nas że terror rozlał się szeroką falą na cały obszar wojny domowej i że nie został jeszcze zatrzymany. Analiza materjałów poucza nas dalej, że akty okrucieństwa i represyj rozkładają się co najmniej równomiernie na obie strony, przyczem wydaje się, że o ile w pierwszym okresie wojny domowej „czerwoni” dystansowali gen. Franco, to w następnych fazach nacjonaliści starali się nie tylko nadrobić stracony czas, ale nawet prześcignąć „czerwonych”.

W wywiadzie, jaki gen. Franco udzielił w listopadzie 1938 r. korespondentowi agencji „United Press” J. I. Millerowi, nie krył się on bynajmniej z tem, iż istnieje na terenie „czerwonej” Hiszpanji aż dwa miljony ludzi, których narodowcy uważają za zbrodniarzy. Nacjonaliści – zaznaczył gen. Franco – posiadają dokładną kartotekę tych zbrodniarzy. Zważywszy, że w momencie wypowiedzenia tych słów po stronie przeciwnej znajdowało się jedenaście miljonów Hiszpanów, wynika z tego, iż niemal co piąty figurował na liście proskrypcyjnej nacjonalistów. Trudno powiedzieć, ażeby to był niski procent. Tego rodzaju lista może iść śmiało w paragon z proskrypcyjnemi listami sowieckiemi.

Fanatycy-nacjonaliści wychodzą z założenia, że „czerwoną zarazę” należy wykorzenić gruntownie. Toteż pismo „Diario de Burgos” mówi wyraźnie: „Szrapnele nie wystarczają dla wytrzebienia zła. Nasza akcja w Katalonji musi być energiczna, nieubłagana, nieustępliwa”. Jose Pemartin, szef departamentu szkół wyższych przy rządzie nacjonalistycznym, głosi zasadę „oczyszczenia hiszpańskiego życia politycznego przez dyktaturę wojskową”. Liczne pisma nacjonalistyczne wołały nie od dzisiaj, że zmieni się siłą sposób myślenia Hiszpanji, że wypleni się stare nawyki, że trzeba przerobić gwałtem marxowskie mrzonki. „Czerwoni są zdani na naszą łaskę!” -oznajmia z godną podziwu szczerością jedna z gazet nacjonalistycznych.

„Czerwoną zarazę” usuwa się gruntownie. Wykorzenia się ją z mózgów i głów. Bardzo często przez niszczenie mózgów i rozłupywanie głów.

*

Bierzemy do ręki inne statystyki. Tym razem nie są to wykazy miast, na które spadał grad bomb. Są to obliczenia egzekucyj wykonanych na terenie narodowej Hiszpanji.

Granada: 23 000 osób rozstrzelanych. Urząd statystyczny w Burgos przyznał się tylko do 13 876. Za ogłoszenie tych danych Senor Bonell Oganda, naczelnik wydziału statystycznego, został skazany na śmierć. Zestawienie dotyczące Granady wymienia takie osobistości, jak burmistrz miasta, rektor uniwersytetu, szef szkolnictwa miejskiego, radni miejscy, profesorowie uniwersytetu, prawnicy. Są i dziennikarze, posłowie do kortezów, robotnicy, poeci – słowem wszystkie klasy społeczne.

W Logrono: 5 000 ofiar egzekucyj, w Saragossie: 16 000, w Sewilli: 30 000, w Teruel: 2 000, w Huelva: 1 600 górników z kopalń Rio Tinto, w prowincji Kadyks: ponad 25 000, w prowincji Galicja: ok. 50 000, Majorca: 5 000, Pampeluna: 5 000, Navarra: 15 000.

Czytajmy dalej: 48 posłów do kortezów, olbrzymie egzekucje w kraju Basków. „La Gaceta del Norte”, wychodząca w Bilbao, podaje listę „wykonanych wyroków”. W jednym dniu powieszono 69 osób, w tem jedną kobietę, rozstrzelano drugie tyle. Bilans dnia w szereg miesięcy po zajęciu Bilbao przez wojska gen. Franco: 143 osoby. „La Gaceta del Norte” drukuje uczciwie nazwisko po nazwisku: Ibanez, Martinez, Palacios, Nogueros, Diaz, Lopez…

Nawet jeżeli podane przez nas cyfry są zbyt wysokie, – z natury rzeczy muszą być one niedokładne, – wszystko przemawia za tem, że plon nowej inkwizycji hiszpańskiej jest w pełnem tego słowa znaczeniu potworny.

*

Metody egzekucyj opisywane przez autorów relacyj hiszpańskich przypominają żywo sposoby Czeki. Zdając sprawę z akcji terrorystycznej w Irunie i San Sebastian, pisze Duchess of Atholl w książce „Searchlight on Spain”, że w obu miastach ofiarami egzekucyj padli m. in. zakonnicy i księża baskijscy. Zdanie to potwierdzają zgodnie autorzy wymienionych uprzednio już książek o kampanji hiszpańskiej. Nacjonaliści bynajmniej nie krępowali się w aktach terroru na klerze katolickim.

Duchess of Atholl stwierdza – zgodnie z innemi relacjami – że klasyczną metodą egzekucyj było rozstrzeliwanie bez sądu. „Powody egzekucyj trzymano w tajemnicy a spowiednicy skazańców składali przysięgę, że nie wyjawią ani nazwisk rozstrzelanych ani też dnia oraz miejsca kaźni”. Arthur Koestler („The Spanish Testament”) i sędzia Senor Gonzalez Ruiz (ten ostatni w książce: „ J’ai cru en Franco”) cytują haniebne wypadki budzenia po nocach więźniów i wyprowadzania ich pod ścianę. Nikt nie wiedział, kiedy nadejdzie jego kolej.

Więzienie, nad którem sędzia Ruiz posiadał pieczę, mogło pomieścić 400 osób. W okresie „czystki” zmasowano tam 1 200 mężczyzn i 400 kobiet. Katowanie więźniów było na porządku dziennym, rozstrzeliwanie na porządku – nocnym. Wędług sędziego Ruiza, 80% przywódców robotniczych poszło pod ścianę w rozmaitych ośrodkach Hiszpanji. Według sędziego Vilaplany, na 12 000 osób, które stanęły przed sądem nacjonalistycznym w Maladze, aż 9 000 zostało rozstrzelanych.

Duchess of Atholl cytuje zeznania pewnej Angielki z Campamento, która stwierdza, że były noce kiedy rozstrzeliwano po 250 osób. Ta sama Angielka zaznacza, że arena do walki byków w La Linea wyglądała „jak jatki na skutek stałej masakry więźniów”. Nic dziwnego, że ludność La Linea, obliczana na 60 000 przed wojną domową, spadła dzisiaj na 15 000.

Ojciec Manuel Cardona Inigo, kapucyn z klasztoru Barrio de Venecia, zeznaje, że tysiące więźniów rozstrzelano w okręgu Saragossy i że ciała zabitych porzucano w polu lub przy koszarach. Pewnego poranka ojciec Inigo naliczył na dwóch stosach 60 rozstrzelanych, przyczem większość z nich była haniebnie okaleczona.

Autorzy relacyj z Hiszpanji wspominają o najbardziej wyszukanych metodach tortur stosowanych po obu stronach walczących. Tortury elektrycznością, tatuaż rozpalonem żelazem, cele o podłogach najeżonych cegłami lub szkłem – cały arsenał sadyzmu wprzęgnięty został do roboty w więzieniach i kaźniach zarówno nacjonalistycznych jak republikańskich.

Oczywiście, warunki więzienne urągały wszelkim pojęciom. Senora Pilar Fidalgo opowiada poprostu o doli matek w więzieniach narodowców: „Dla matek, które miały przy sobie dziecko, pierwszym znakiem czekającej egzekucji było odebranie dzieci… Matka, której odbierano dziecko, wiedziała, że pozostało jej tylko parę godzin życia. W więzieniu rozgrywały się rozdzierające sceny… W stanie zupełnego otępienia zabierano biedne kobiety pod mur. Powtarzało się to w nocy. Nikomu nie oszczędzono tych strasznych przejść. W głębokiem milczeniu słyszeliśmy naprzód kroki na schodach, potem kroki na korytarzu. Otwierały się drzwi. W drzwiach zjawiała się gwardja cywilna i falangiści: czytali powoli, z ociąganiem, nazwiska ofiar na listach, ze straszliwie dręczącą powolnością… Ażeby lepiej słyszeć nazwiska wywoływane przez falangistów, wstrzymywałyśmy oddech. Dawałyśmy dzieciom piersi, żeby nie krzyczały w czasie tej lektury. Wywoływane kobiety spieszyły się: wiedziały bowiem, że jeżeli będą ociągały się z wyjściem, falangiści i gwardziści zaczną krzyczeć na pozostałe i grozić, że wszystkie pójdziemy pod ścianę. Był to najbardziej tragiczny widok ze wszystkich jakie oglądały moje oczy: wywoływane rzucały nam spiesznie swoje tobołki, wychodziły, zostawiając nieraz buciki i pantofle. Wiedziały, że chcemy się pozbyć ich najszybciej, że każda zwłoka jest groźna dla pozostałych”…

A jednak faktem jest, że kobiety hiszpańskie niejednokrotnie dobrowolnie tworzyły galerję dla rozlicznych egzekucyj. Tajemniczo zmarłemu Miguelowi Unamunie przypisuje się powiedzenie: „Kobiety są gorsze od mężczyzn. Te wszystkie pobożne niewiasty, te czyste dziewice hiszpańskie, które spędziły życie w celibacie i powściągliwości, gonią na egzekucje, ażeby doświadczyć dreszczów, jakich poskąpiło im życie”. „Słowa te wypowiedzieć miał Unamuno na parę tygodni przed swoim zgonem. Istnieją poszlaki, że Unamuno został zamordowany we własnem mieszkaniu i że rodzinę filozofa zmuszono do przemilczenia tego faktu.

Ksiądz baskijski ojciec Aberrigoyen opowiada w książce swej o kaźni w więzieniu w Azpeitia, gdzie trzymano go przez czas dłuższy. Co nocy dokonywano egzekucyj na więźniach. Któregoś dnia ojciec Aberrigoyen oburzony zagadnął strażnika, rekrutującego się z requetes: „A więc rozstrzeliwujecie więźniów?”. „Nie chcemy mieć ani więźniów ani rannych -odpowiedział requete. – Wszystko to nasi zaciekli wrogowie, i trzeba z nimi skończyć”.

Ojciec Aberrigoyen opowiada o innych ponurych faktach, w których fanatyzm partyjny występuje na podkładzie religijnym (tego rodzaju obserwacyj notują sporo autorzy prac o Hiszpanji). „Do osiedla Rioja wpadli requetes. Wywlekli z chałupy jednego z chłopów i ustawili go pod murem w ogrodzie. Rozkazali mu rozkrzyżować ręce. Chłop usłuchał. Wówczas requetes krzyknęli: „Wołaj: „Niech żyje Chrystus-Król!”. Chłop wzniósł okrzyk. Wówczas jeden z requetes obciął mu prawe ramię. Kazano wieśniakowi wołać dalej, i obcięto lewe ramię. Gdy chłop zemdlał, zastrzelono go. Nazywał się Pedro Rodriguez. Żona jego, która musiała patrzeć na tę scenę, oszalała”.

Używanie religji jako tła czy ingredjencji dla orgji sadyzmu i krwi notuje sędzia Villaplana w książce „Burgos Justice”. Oto scena ekshumacji w klasztorze kartuzów: „Poszliśmy z braciszkami do lasku pod murem klasztornym. Jako sędzia śledczy widziałem już wiele okropności, ale ekshumacja trupów pod murem klasztornym będzie mnie prześladowała do końca życia. Po odrzuceniu ziemi wyjrzały strasznie pokiereszowane ciała, krwawe twarze, na które narzucono chusty… Od jednego z braciszków dowiedziałem się potem tej oto historji kaźni: „Przyszli w nocy. Powiedzieli, że mają rozstrzelać kilkunastu lewicowych bezbożników. Chcą mieć księdza do wyspowiadania skazańców. Na pierwszy ogień poszedł kpt. Ojeda. Był oficerem rezerwy i członkiem partji lewicowej. Wykopano przed skazańcami groby i kazano się im wyspowiadać. Niektórzy skazańcy zgodzili się na to, inni jednak odmówili. „Jeżeli wyspowiadacie się przed ojcem, – oznajmił oficer komenderujący, – darujemy wam życie”. Przez chwilę kpt. Ojeda zawahał się. Mnich nalegał na oficera komenderującego, że tylko wtedy może wyspowiadać nieszczęśliwych, jeżeli oficer dotrzyma obietnicy. Inaczej jest to igranie z sakramentem spowiedzi. Ale oficer powiedział bez ogródek, że robi to dlatego, żeby pokazać kpt. Ojedo, że boi się śmierci i że gotów się wyspowiadać dla uratowania życia. Ksiądz oznaimił, że nie może przykładać ręki do takiej farsy”.

*

Potworna i przygnębiająca jest ta nowa księga inkwizycji hiszpańskiej, ten splot sadyzmu i religji, to pławienie się we krwi. I nie dziwimy się na tem tle relacji pewnej angielskiej pielęgniarki, która w liście z dn. 7 lutego 1939 r. pisała z Perpignan (list ten przesłany został premjerowi Chamberlainowi oraz lordowi Halifaxowi): „Nie chciałabym oglądać nigdy w życiu takich scen jak te, które widziałam w czasie odwrotu wojsk rządowych z Barcelony. Piekło, to zbyt łagodne wyrażenie. W Port-Bou opatrywałam dzieci z Figueras: ich twarze i ręce były dosłownie poszarpane przez ręczne granaty. Okazuje się, że nacjonaliści zrzucali z samolotów pudełka z czekoladkami. Dzieciaki je podnosiły. Przy otwieraniu pudełek wybuchała ukryta wewnątrz bomba, raniąc okrutnie dzieci. Nie można sobie wyobrazić większej brutalności”.

Wobec takich popisów cień pada nawet na głośne bohaterstwa kampanji hiszpańskiej. Istnieje np. relacja, że słynna obrona Alkazaru nie obyła się bez mało bohaterskich chwytów. Relacja ta – powtórzona przez kilku autorów rzeczy o Hiszpanji – powiada, że obrońcy Alkazaru zamknęli w podziemiach twierdzy zakładników republikańskich w postaci kilkuset kobiet i dzieci i że zagrozili masakrą tych zakładników w razie ataku wprost na Alkazar. Wobec takiego dictum, „czerwoni” nie odważyli się atakować energiczniej Alkazaru…

*

Przyszły historyk oceni sprawiedliwie, jak rozłożył się ciężar okrucieństwa i sadyzmu w kampanji hiszpańskiej. Lektura dotychczasowych relacyj suggeruje, iż krew ciekła po obu stronach i że kto wie, czy nacjonaliści nie zdystansowali rządowców w zakresie egzekucyj i „czystek”. Ta przewaga tłumaczyłaby się zarówno tem, że to nacjonaliści posuwali się w głąb rządowej Hiszpanji i że zatem oni zyskiwali ustawicznie nowy materjał inkwizycyjny, jak i faktem, że doktryna nacjonalistyczna przyznawała się otwarcie do konieczności radykalnego wytrzebienia z mózgów i głów mrzonek marxowskich.

Przed laty Lenin spozierał w stronę Hiszpanji jako ku ognisku, gdzie powinno dojść naturalnym procesem rzeczy do rewolty komunistycznej. W Hiszpanji nie doszło do komunizmu, ale do wojny domowej, w której nacjonalizm szedł w zawody z chaosem republikańskim na polu okrucieństwa. Kto wie, czy Lenin myśląc o rewolucji hiszpańskiej nie brał pod uwagę pewnych właściwości natury hiszpańskiej – fanatyzmu i pryncypjalności, – które są konieczne do forsowania danej idei? Czy nie uważał, że w Hiszpanji znajdą się fanatycy, którzy będą w wykorzenianiu „błędów” mieli ten sam zapał i konsekwencję co Czeka? Czy azjatycki kraniec Europy: Rosja nie odczuwała instynktownie już wtedy, do czego jest zdolny afrykański kraniec Europy: Hiszpanja?

Politicus.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close