Jak się uczyli współcześni wybitni pisarze polscy?
Kornel Makuszyński

(Ankieta „Wiadomości Literackich”)

Kornel Makuszyński

Karykatura Kornela Makuszyńskiego autorstwa Kazimierza Sichulskiego, 1910 rok (źródło: wikipedia.org)

1. Jak się Pan uczył w szkole średniej?
2. Czem się Pan najbardziej interesował?
3. Jaki był Pana stosunek do literatury?

Gdyby przejrzeć spisy urzędowe gimnazjów w Stryju, potem w Przemyślu, zaczem w IV gimnazjum we Lwowie, ciekawych możnaby się o mnie dowiedzieć rzeczy i stwierdzić z podziwem, jak z porządnego chłopca, „celującego” w początkach, robi się powoli matoł, którego pchali z klasy do klasy, bo takiej tępej głowy w matematyce, fizyce, chemji i innych naukach ścisłych nikt nigdy nie widział. Pogardzałem temi naukami z całego serca, nigdy nie mogąc pojąć, po kiego licha potrzebna mi może być do pisania wierszy – trygonometrja? Buntu w młodej duszy dokonał Szekspir, nikt inny. Należałem do takich pożeraczów książek, że do dziś mnie podziw bierze, w jaki sposób zdołałem zachować resztki rozsądku, umieściwszy w ciasnym łbie niepoliczone tomy, z całym Szekspirem na czele? Wobec czego, „kuty” w literaturze na cztery nogi (tyle bowiem nóg ma mniej więcej młodzian w gimnazjum), otoczony byłem potężną protekcją profesorów literatury, łaciny i greki. Zwycięstwo tych ludzi szlachetnych nad ciemnemi potęgami od nauk ścisłych było oczywiste, tak że wreszcie ciemne owe demony machały na mnie ręką, w duszy jedynie się radując, że skończę źle. Czarną przyszłość, z bolesnem kiwaniem głową, przepowiadali mi zresztą ci wszyscy, którzy przypuszczali, że człowiek, już w pacholęctwie wiersze piszący, może być zdolny nawet do morderstwa.

Mając za tę cenę zapewniony spokój, uprawiałem w szkole średniej literaturę jawnie. Opisałem to zresztą niezdarnie w „Bezgrzesznych latach”. Ja i kilku takich samych obłąkańców czyniliśmy to ze ślicznym zapałem; godziny długie w szkole poświęcaliśmy z naszym najmilszym profesorem Grzegorzewiczem roztrząsaniu „Wesela”. Żeromski cisnął w gromadkę naszą płonącą żagiew.

Jako sztubacy z klasy szóstej, czy siódmej, znaliśmy osobiście Staffa. Ruffer, słodki poeta, już chodził bez portek, bo był suplentem gimnazjalnym i naszym przyjacielem. Potężne wonczas grono twórcze we Lwowie budziło nasz zachwyt. Aha! Pętał się wtedy w tem samem gimnazjum w pierwszej klasie śmieszny bardzo chłopaczek – dzisiejszy Kazio Wierzyński; wielkim nosem już bódł życie F. Przysiecki. Kolega Juljusz Kleiner, po stokroć celujący, miał już wtedy kalosze i profesorski parasol.

Jako uczeń gimnazjalny wydrukowałem coś dziesięć wierszyków; kiedy mnie poczciwy profesor matematyki odsyłał z całem przekonaniem na naukę do szewca, gdziebym z pewnością wedle niego zrobił karjerę, – w klasie siódmej napisałem ogromny poemat oktawami p. t. „Dusze”. Kradłem ze Słowackiego, jak kruk błyskotki. W siódmej klasie było to jednak… arcydzieło. Kiedy je odnalazłem wśród starych szpargałów, miałem łzy w oczach. Potem zacząłem wyć z uciechy i tarzałem się z radości. Strasznie to jest śmieszny poemat!

Zdając egzamin dojrzałości, już byłem zdecydowany, co uczynię. Zamknąłem oczy i skoczyłem na łeb – w literaturę.

Profesor matematyki miał słuszność, mówiąc, że źle skończę. Galicjaninie, zwyciężyłeś! Na matematyce znam się w dalszym ciągu tyle, co koń eberfeldzki…

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Close