KRONIKA TYGODNIOWA (3)
Antoniego Słonimskiego

Parszywe racje. – Kurki towarzyskie. -Dwa rodzaje prawd. – Facet wywijający tasakiem. – Handel końmi. – Rota. – Damensztajn jako Alina. – Byłem Goplaną. – Skrobacze ryb. – Brzydka p. Wodzińska. – Upicie Wyrzykowskiego. – Horyca chwyta za gardło. – Drobna autoreklama. – Nic nie pomoże.

Kroniki tygodniowe SłonimskiegoNiema ludzi bardziej nudnych od tych, którzy mają rację. Nie mówię tu o wielkiej, rewelacyjnej racji — mówię o małych, nędznych racyjkach, o t. zw. pewniakach w rozmowie. W małej skali będzie to snob międzynarodowy, który z przymusem człowieka myślącego oznajmi wam, że „woli Paryż od Berlina”, albo „że cokolwiekby się mówiło o Niemcach, jest to naród gospodarny”. Gdy ma na ustach taką parszywą, wyświechtaną prawdę, taką monetę mającą kurs w jego mizernem towarzystwie – czuje się z tem dobrze, czuje się człowiekiem kulturalnym, a jeśli uda mu się wkręcić kilkanaście podobnych frazesów, wieczorem przed zaśnięciem myśli z dumą o dniu nie spędzonym na marne. Są to takie kurki (albo jeszcze gorzej) towarzyskie, które w zależności od tego gdzie wiatr wieje wykręcają się regularnie.

W kategorjach wyższych ta banalność myśli i sądów odbija się fatalnie na poziomie zarówno naszej literatury jak i krytyki. Gdybyśmy sięgnęli do źródeł tej banalności myślowej, znaleźlibyśmy z pewnością wygodę i lęk przed atmosferą walki. Znam ludzi, których całe życie i praca jest w sprzeczności z tem co głoszą obecnie, albo też tolerują najzupełniej sobie wrogie sądy, nie chcąc bronić spraw o posmaku niepopularnym.

Największym, najpotężniejszym rozsadnikiem tej banalności myślenia jest (zwłaszcza w literaturze) szkoła. Ponieważ teraz właśnie odbywają się egzaminy, pragnę zarówno uczniom jak nauczycielom powiedzieć co o tem myślę. Przedewszystkiem istnieją dwie prawdy o każdem zjawisku literackiem, ba – nawet historycznem. Jedna – to namaszczona, pompatyczna prawda z podręczników, druga – ta szeptana na ucho prawda wtajemniczonych. Pisze się o jakiejś damie historycznej. t. zw. królowej, że była czcigodną matroną, a na ucho się szepcze, że, jak to mówi lud, „chodziła za kobitę”. Jakiś tam żołdak według podręczników historji dokonał niesłychanych czynów, a krążą pogłoski, że był to interesowny łobuz, walczący niechętnie i tylko za pieniądze. Nie jest wykluczone (do wszystkiego dojść może), iż młodzież za lat kilkadziesiąt pisać będzie ćwiczenia na temat „Farysa” Miłaszewskiego. Szperając w źródłach odnajdą feljetony Grzymały i powtórzą za nim, że boski romantyczny emir Rzewuski bił się pod Napoleonem i cudów rycerskich dokonywał na Wschodzie. Naprawdę zaś emir Rzewuski bił się przeciw Napoleonowi w armji pruskiej, a na Wschodzie handlował końmi (straszna to branża) i dorobił się grubego grosza.

Nietylko to jest podłe, że się w szkołach dzieciom przeważnie mówi kłamstwa i komunały, ale że się im odbiera chęć i zamiłowanie do literatury. Prowadzą do tego najróżniejsze sposoby. Zaczyna się od uczenia na pamięć bardzo słabego wierszyka Konopnickiej p. t. „Rota”. Dzieci wychowane na Podolu lub Wołyniu, które poza nauczycielem Niemcem (albo matką Niemką), Niemca nie widziały, wyją z zapałem: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Jest to, jak już powiedział Boy, dość minimalne jako program polityczny, i niedość porywające jako poezja. Potem każą się dzieciom uczyć na pamięć długich i skomplikowanych wierszy, których nie rozumują, bo i autorzy nie zawsze je rozumieli. Nowatorstwo polega dziś na rozdzielaniu na głosy i zbiorowem odczytywaniu w klasie utworów dramatycznych. Pamiętam, jak w klasie trzeciej czytaliśmy w ten sposób „Balladynę”. Aliną był kolega Damensztejn, Żyd o bardzo jak na małego chłopca grubym organie głosu, Balladyną – starszy już jegomość, czwarty rok siedzący w trzeciej klasie (w czwartej zato siedział tylko trzy lata), Goplaną zaś byłem ja. Nie lubię od tego czasu tej sztuki. Wogóle znienawidziłem wszystko co jest wierszowane, z najwyższą za to rozkoszą czytywałem Gastona Leroux i Maurice’a Leblanc.

Sądzę, iż gdyby zadawano czwartoklasistom ćwiczenia na temat roli kobiet w „Klubie rudowłosych” Conan Doyle’a, a zabraniano czytywać wierszy, osiągniętoby pożądany efekt zainteresowania młodzieży poezją. Czyż bowiem szkoła w najlepszym razie daje coś więcej prócz zainteresowania? Owe ścisłe dane, daty i teksty – wszystko to wietrzeje z głów niepowrotnie. Męczą teraz właśnie w tych miesiącach letnich tysiące młodych, ładnych i zgrabnych panienek mistyką Słowackiego lub Towiańskim – i poco? Przecież te osóbki wyjdą zamąż i za lat parę jako grube Żydówki, albo nawet i nie Żydówki, znać będą tylko jedną wielką prawdę, że rybę trzeba nożem skrobać żywą, bo ma lepszy smak, i że kapelusze kupuje się w firmie „Kacew”. Uczniacy, nie dajcie się nabierać, brońcie się jak umiecie, ściągajcie i podpowiadajcie sobie bez ceremonji, nie dla waszego bowiem pożytku każą wam się uczyć, że Słowacki kochał się w jakiejś p. Wodzińskiej, mimo iż pisał o niej raz, że jest bardzo brzydka, a drugi raz, że jest tylko szpetna. Jeśli belfry gimnazjalne męczą was temi banialukami, to tylko dla swojej własnej przyjemności. Lubują się oni w tych siódmych sosach po literaturze i tworzą fikcyjną naukę, parodję wszelkiej ścisłości, – historję literatury, która nie przysporzy wam nigdy prawdziwej wiedzy o człowieku, ani nie nauczy was wzruszeń, jakie dadzą wam sami pisarze i poeci bez pomocy zgrai pośredników.

Tydzień bieżący przyniósł nam właśnie taką próbkę zachłanności pośredników literackich. Pan Wyrzykowski w liście otwartym żali się, iż pp. Schiller i Horzyca w długich z nim rozmowach wydobyli podstępem jemu tylko znany sens utworu Słowackiego „Samuel Zborowski” i teraz wystawią ten utwór i zagarną sami całą sławę komentatorów. Bardzo to musi być zawiły i trudny kawałek – ten „Samuel Zborowski”, jeśli jeden tylko na całą Polskę p. Wyrzykowski wiedział, o co tam chodzi. Schiller z Horzycą upili pewnie Wyrzykowskiego, i biedak lekkomyślnie się wygadał. A może Horzyca chwycił go za gardło i siłą wyrwał tę tajemnicę? Biedny Słowacki nie przypuszczał pewnie, że jeden Wyrzykowski tylko zrozumie jego dzieło, bo czyż warto było pisać dramat, który po stu latach jeden tylko jedyny facet zrozumie?

Boję się, iż każdego z żyjących dziś poetów podobny los czeka. Dlatego proponowałbym, aby każdy poważny drukowany utwór autorzy zaopatrzali w komentarz, wyjaśniający treść i usuwający wszelkie pole do robienia figlów i kawałów. Ja sam ogłaszam przy okazji, iż w świeżo wydanej książce „0 dzieciach, grafomanach i warjatach” („Bibljoteka Groszowa”, nr. 187 – dostać wszędzie!) nie zatrąciłem w niczem o mistykę, religję ani uniwersalizm. Piszę to, choć wiem, że to nic nie pomoże. Jakiś przyszły Horzyca wyłudzi podstępem od przyszłego Wyrzykowskiego prawdziwy ale może nieznany sens i sekret tej książki.

Antoni Słonimski.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close