KRONIKA TYGODNIOWA (5)
Antoniego Słonimskiego

Redakcje się tłumaczą. – Pisz pan o własnych portkach. – Fale wyrzucające muszelki. – Rzeczy zwykłe. – Sabcia obroniła Benka. – Trudna praca dla generała. – Raport przed pomnikiem. – Jednak koń się może uśmiechnąć. – Aluzje do redakcji. – Ciągle ci sami ludzie. – Co się dzieje o 5 pp. na Brackiej pod 5. – O pewnym rudym. – Aluzje do p. Adama Z.

Dość się już biadało nad stosunkiem prasy codziennej do literatury. Pisze się o wszystkiem, tylko nie o książkach. Redakcje tłumaczą się, że niema miejsca. A przecież możnaby uwzględnić zdarzenia literackie choćby w codziennych rubrykach. O dobrej książce możnaby dać wzmiankę w rubryce „Wypadki”, w kronice miejskiej możnaby odnotować „Miasto mojej matki” Kadena, w nekrologach miriamowskie wydanie Norwida, a i w rubryce kradzieże wspomnieć o niejednem dziele.

Z pośród pism utrzymujących dodatki literackie wymienić trzeba zaszczytnie „Głos Prawdy”. Niestety, redaktor p. Kaden-Bandrowski ma za bardzo sprecyzowane życzenia i gusta literackie. W odpowiedziach od redakcji czytamy stale kategoryczne żądania pisania o czem innem niż chcą współpracownicy. Pisz pan o rzeczach zwyczajnych, o domu, o spacerze, o szkole, o uniwersytecie, o goleniu się lub o własnych portkach – woła redaktor do młodzieńca, który chce pisać o miłości do jakiejś facetki albo o falach morskich, do jego stóp wyrzucających muszelki. Kaden nie wie o tem, że żądaniom tym stało się już zadość. Już jest zrobione, i teraz, kiedy się o tem dowie, będzie się mógł uspokoić. Otóż „Nasz Przegląd” wydaje co piątek dodatek dziecinny p.n. „Mały Przegląd”, w którym dzieci wyznania mojżeszowego zastosowały się do pragnień redaktora z „Głosu Prawdy”. Piszą one o rzeczach najzupełniej zwykłych i codziennych. Np. „Salek rozdarł sobie majtki i dostał w skórę”. „Na ulicy Przeskok Benek znalazł guzik, ale przyleciał Lewinek (pewnie ten z Ameryki) i chciał mu odebrać, ale Sabcia, która jest starsza, obroniła go”. Albo: „Cymek poszedł wcześnie spać i dostał za to pół złotego”. Albo: „Munio z Turka donosi, że go bolał brzuch, ale już przeszło”.

I t. d. i t. d. Powinien się Kaden porozumieć z p. Korczakiem, myślę, że zgodzi się odstąpić mu nieco swego materjału, a biedne dzieci żydowskie zarobią w „Głosie Prawdy”, w którym ich ojcowie tak ciężko pracują. W razie sprzeciwu możnaby dzieci żydowskie zmusić do pisania w „Głosie Prawdy”.

Przy obecnej militaryzacji kraju wszystko jest możliwe. Jeśli generałowie wnoszą na Wawel trumnę Słowackiego, niema przeszkody, aby wzięli na swe barki całą literaturę. Jak donosą pisma, jeden z generałów objął już dość trudną jak na wojskowego posadę dyrektora Banku Gospodarstwa Krajowego. Podobno pierwszy budżet roczny będzie przez generała Góreckiego zameldowany przed pomnikiem księcia Józefa. „Melduję ci, książę, – powie generał, – że kapitały i fundusze gwarancyjne wynoszą 1,494,767.59. Lokaty hipoteczne i inne aktywa 326,413,741.32 Pożyczki pod zastaw polis 331,762.13. Po zrównoważeniu salda z roku przeszłego aktywa i pasywa zgadzają się”. Sądzę, że pomnik księcia Józefa przyjmie ten raport bez sprzeciwu, kto wie jednak, czy jego koń się przytem nie uśmiechnie.

We wszystkich dziedzinach życia brak jest u nas ludzi. Generałowie muszą być dyrektorami banków, nieliteraci muszą redagować tygodniki literackie i miesięczniki poetyckie, ale wszystko to nie jest tragiczne póki wojskowi robią różne rzeczy za cywilnych. Byłoby znacznie gorzej, gdyby cywilom kazano robić w fachu wojskowym. W imieniu cywilnej ludności gotów jestem złożyć deklarację, że zrzekamy się prowadzenia banków i noszenia trumien wielkich poetów pod warunkiem, że nie wezmą nas nigdy do wojska.

Ten brak ludzi, o którym wyżej była mowa, najpełniejszy swój wyraz znajduje w wszelkich związkach. Istnieją różne organizacje, ale ludzie są ci sami. W lokalu na Brackiej 5 o godzinie piątej odbywa się zebranie Związku Zawodowego Literatów – przewodniczy Sieroszewski, a mówi Kaden albo Goetel. O szóstej w tym samym lokalu odbywa się zebranie Polskiego Klubu Literackiego – przewodniczy Goetel, a mówi Kaden albo Sieroszewski, poczem idą wszyscy razem do drugiego pokoju, gdzie odbywa się zebranie Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy. Tam (niewielka to jest rozmaitość) przemawia Dębicki, który nie mógł być na zebraniu Polskiego Klubu Literackiego, bo przewodniczył w Syndykacie Dziennikarzy.

Teraz, jak mówią, powstać ma nowy „związek krytyków”. Biedny taki Adam Grzymała-Siedlecki: jako autor fars należy do związku autorów dramatycznych, jako kierownik literacki teatru w Bydgoszczy -do związku dyrektorów, a jako dziennikarz znaleźć będzie do związku krytyków. Jeżeli w razie zatargu te trzy związki wypowiedzą sobie wojnę, Grzymała zostanie rozszarpany na trzy części: Adam będzie zwalczał Grzymałę, Grzymała – Siedleckiego, a Siedlecki – Adama. Ale niema obawy, nie dojdzie do zatargu, najwyżej do targu, jakby powiedział pewien rudy jak rak publicysta, który na bezrybiu warszewskiem udaje grubą rybę. Przyznać mu trzeba jednak temperament i życie. Rusza się on w wodzie, i rusza się raźnie. Lepsze to od różnych fląder dziennikarskich, od śniętych ryb, które do góry tłustym brzuchem pływają w błotku warszawskiem.

Antoni Słonimski.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close