M. H. PIĄTKOWSKI

Norwid a Żydzi

„…prawda jedynie wystarczy Nam”…
(„Epos nasza”)

Jeszcze jedną przysługę pośmiertną oddano cieniom udręczonego myśliciela-poety-artysty. Z okazji 50-ej rocznicy śmierci w przytułku dla ubogich starców w Paryżu, czasopisma „narodowe” podjęły zbożny trud kanonizowania Norwida jako pur sang endeka i antysemitę. Jak w dać, skręciły rzeczone pisma raptownie z utartego szlaku swych ideowych prababek – „Gońca Polskiego”, „Przeglądu Poznańskiego”, no i „Czasu”, które to pisma w dręczeniu poety prym ongiś wiodły. Poczuł się tym faktem osobiście dotknięty „Nasz Przegląd” i wet za wet, przykroił Norwida na filosemitę, niemal na autora „Chawy Rubin” z okresu pozytywizmu. Urągając metodzie gazet endeckich, które z całości myślowej wyrywają poszczególne zdania, aby pożądanej tezy per fas et nefas dowieść, krytyk z „Naszego Przeglądu” popisuje się tą samą metodą. Mały przykład: aby przekonać, że poeta wysoko cenił walory kulturalne narodu żydowskiego, przytacza strzęp cytatuu z „Promethidiona”: „Weźcie z Żydów naukę, o! Rodacy”… Świadome to i karygodne bałamucenie czytelnika! Przytoczony ustęp w uzupełnieniu brzmi: „Weźcie z Żydów naukę, o! Rodacy, – Żydów, którzy-to w dumę wam podobną przez nadziewania się przyszłością i wyglądania zeszli. Jak to oni, co wszelkiem wcielaniem i postaciowaniem pogardziwszy, nie rozwinęli sztuki swojej”… A więc nie uznanie, lecz potępienie!

Raz jeszcze sprawdzają się słowa Norwida z „Ad leones”, formułujące ze swiftowską złośliwością prawdę po wsze czasy prawdziwą: „Redakcja nie jest telefonem. My podobnież przecie czynimy codzień z każdą nieledwie myślą i z każdem uczuciem… REDAKCJA JEST REDUKCJĄ”.

Najniefortunniej powołuje się dalej „Nasz Przegląd” na Mickiewicza jako na źródło rzekomego filosemityzmu Norwida. Z zupełnem niezrozumieniem rzeczy obwieszcza następnie, że gorące uznanie poety dla kultury żydowskiej jest osłabione jedynie – wskutek upadku ducha religijnego w żydostwie. Wreszcie ciemno ale nie laurowo brzmią słowa o utworze „Żydowie polscy”, „w którym wprost brak mu (Norwidowi) słów, aby wyrazić waleczność i wytrzymałość (?) Żydów”.

O jakiej to waleczności, a zwłaszcza wytrzymałości mowa?

Kwestja żydowska gra istotnie ważną rolę w ideologji Norwida. Ścisłość nie pozwala nam jednak operować dzisiejszemi formułkami myślowemi. Norwid, oczywiście, nie był antysemitą, choćby datego że był chrześcijaninem w najistotniejszem, najbardziej bezkompromisowem tego słowa znaczeniu. Nurt miłości chrześcijańskiej, płynący w całej jego twórczości, ogarniał człowieka, jako takiego – bez względu na kolor skóry. Wszakże to spod jego pióra wyszły podniosłe apologje obrońcy Murzynów („John Brown”, „Do Johna Browna”). Jeśli tedy Norwid tu i ówdzie odzywał się z sympatją o Żydach, to nie dlatego, że się odzywał o Żydach, lecz że się odzywał – chrześcijanin. Z czego nie wynika, aby poeta miał ustosunkowywać się pozytywnie do dorobku kulturalnego Żydów.

Cała współczesna cywilizacja ludzkości, składa się, według Norwida, z trzech złóż ideowych, nawarstwionych przez narody: żydowski, grecki i rzymski (wykłady o Słowackim). Ale idea, t. j. myśl abstrakcyjna, o tyle tylko ma wartość, o ile rozkrzewi się w życiu codziennem w „litery”. Litera zaś oznacza w terminologji filozoficznej Norwida – czyn, kształt konkretny, dzieło sztuki. Im piękniejsze „litery” naród wytwarza, tem znaczniejszy składa dowód, że ideę sobie wrodzoną kocha, że ją pojmuje i sumiennie w życiu realizuje. „Piękno bowiem kształtem miłości jest” („Promethidion”). Otóż idea helleńska przetrwała uplastyczniona w „literze” sztuki; idea rzymska – w „literze” kodeksów prawnych, organizacji politycznej, patrjotyzmu. A Żydzi? Ci dali ludzkości ideę monoteizmu – i na tem poprzestali. Naród ten cierpi na organiczną indolencję „litery”. Całą nadzieję złożył on w Mesjaszu, który na odległej fali czasu przypłynie i za jednym zamachem sprowadzi narodowi wybranemu Królestwo Boże na ziemię. Konsekwencją tej postawy było, że Żydzi nie wtargnęli zwycięsko w życie, nie zorganizowali go, nie wywiedli sztuk plastycznych, słowem, nie prześwietlili otaczającego ich życia ideą nadaną im przez Opatrzność.

Lśniący na fali czasu ciąg „liter”, zdobywanych w bolesnym, ale koniecznym trudzie ziemskim, nietylko jest wskaźnikiem postępu danego narodu, ale zarazem drogowskazem na przyszłość. Każda nowa „litera” oświetla nową stronę idei narodowej. Im więcej jest tych „liter”, im są doskonalsze, tem lepiej naród pojmuje swą misję i tem łatwiejsze jest zadanie jego proroków i nauczycieli. Odwrotnie, w atmosferze kwietyzmu idea-zaródź otacza się mgławicą, oddala się niejako; w tych warunkach każdy nowy krok na drodze postępu musi być okupiony męczeństwem chorążych duchowych.

Kwietyzm narodu żydowskiego sprawił, że ilekroć jego idea ulegała inkorporacji, tylekroć Żydzi nie poznawali jej w tem nowem wcieleniu, odwracali się od niej, zdradzali ją: „I jak Zbawicielski głos zawoła, to już go nie poznacie… to powiecie: Miałżeby przyjść zowąd? a wszakże go zinąd wyglądamy… Tak u Żydów się stało”. W atmosferze bierności męczeństwo stało się chlebem powszednim proroków: „Żydzi… postawili jeden tylko pomnik, a i tego wartości nie pojęli, postawili fatalnie, bo to jest on Krzyż Pański„.

Chrystjanizm in nuce zawarty jest w monoteizmie żydowskim; ten w koniecznym rozwoju czasowym musiał w tę nową fazę wstąpić. Wskutek wspomnianych już przyczyn Żydzi nie poznali własnej idei w nowej szacie i odepchnęli ją: – Izrael

„…póty wierzył, aż się przeniewierzył,
gdy Wcielonego zobaczył w dziecinę!…”

A takiego „sprzeniewierzenia” Norwid, ortodoksyjny katolik, pod żadnym pozorem wybaczyć nie mógł. Był to sui generis misjonarz chrześcijański, który rzucał gromy na współczesne duchowieństwo, że niedość bezwzględnie szerzy wiarę Chrystusa. Widział on dla narodu żydowskiego jedyną tylko możliwość ponownego wstąpienia w nurt czynnego życia: przyjęcie chrystjanizmu. Ale na to trzeba było „dojrzenia czasów”. Znaków tego „dojrzenia” oczekiwał, dopatrywał się ich w rozmaitych procesach mało wspólnego z religją mających, i oczywiście, – daremnie!

Nemezis dziejowa ściga naród żydowski. Nie potrafił on wyprowadzić ze swej idei ciągu konkretów: sztuk, rzemiosł, przemysłu. I oto teraz, jakby przez zemstę losu, „przemysł… całem ich zatrudnieniem”. Ale ta działalność przemysłowa Żydów jest bezideowa, i dlatego nie przyznaje jej Norwid prawdziwej żywotności. Dzieło to nie Prometeusza, lecz Epimeteusza. Żydzi popadli w czasach współczesnych w drugą krańcowość, równie szkodliwą: stali się rozsadnikiem materjalizmu antychrześcijańskiego. Już pod koniec życia, bo w r. 1881, wprowadza Norwid do noweli „Ad leones” postać finansisty amerykańskiego, Izaaka Edgara Midlebanka („dajmy na to Mojżeszowego wyznania”), który przemożnem działaniem dolara wpływa na artystę włoskiego, aby przekształcił rzeźbiarską grupę chrześcijan-męczenników na symboliczny posąg – Kapitalizacji. W te pędy przeobraża się lew – w kufer, a krzyż – w sierp. Nie trzeba tłumaczyć, że nie szło tu poecie o wypadek jednostkowy.

Ze stanowiska swego w sprawie żydowskiej nie wahał się Norwid wyciągać konsekwencyj i w życiu politycznem. Mickiewicz, organizujący w r. 1848 w Rzymie legjon polski, ogłosił t. zw. „Skład zasad”, zawierający sztandarowe hasła legjonu. Punkt 10 tej konstytucji polskiej, powstałej w szlachetnej wizji Adama, głosi: „Izraelowi, bratu starszemu, należy się uszanowanie, braterstwo, pomoc na drodze ku jego dobru wiecznemu i doczesnemu, a zarazem równe prawo polityczne i obywatelskie”. Norwid, którego uprzednio wciągnięto na listę legjonu, tak zareagował na „Skład zasad”, że natychmiast nazwisko swe skreślił. Kamieniem obrazy był m. in. właśnie ów punkt 10, o którym wydaje Norwid sąd w liście do Bohdana Zaleskiego z dn. 24 kwietnia 1848 r.: „A iż tam starszy brat Izrael przeważne miejsce ma zajmować, tedy w ostatecznym skutku do synagogi zmierza. Przyznanie starszości Izraelowi jest już logicznym stąd wypływem, albowiem Chrystus czas zwycięża, a starszość Izraela z chronologii jest… – zwrot do Starego Testamentu” (por. Krechowieckiego „O Cyprjanie Norwidzie”, t. I). Obawiał się więc Norwid, aby furtką towianizmu nie wemknął się i nie wzmógł w Polsce na sile mozaizm – ze szkodą dla katolicyzmu. Przekreśla tedy bez wahania ten punkt, choć w praktyce daje on Żydom tylko równouprawnienie polityczne.

W jednej tylko chwili lira Norwida oddźwiękła gorącą sympatją dla Żydów. Mam na myśli odę p. t. „Żydowie polscy” powstałą, jako echo manifestacyj warszawskich w r. 1861. Poeta był przeciwnikiem powstań zbrojnych. Ale atmosfera r. 1861, demonstracje o charakterze procesjonalnym, chóralne śpiewy religijne, jako broń przeciwko spisom kozackim, scenerja, przypominająca dzisiejsze Indje, – wszystko to porwało imaginację Norwida (por. „Improwizacja”). Musiał też poeta być dokładnie poinformowany o stanowisku ludności żydowskiej, jej udziale w manifestacjach, wreszcie o odrzuceniu przez przedstawicieli tej ludności programu emancypacji, proponowanego przez Wielopolskiego za cenę poniechania udziału w ruchu. Poeta z uznaniem stwierdza, że Żydzi odrzucili „krzyże, z których się błyszczy”. Ale, rzecz ciekawa, strona polityczna całego tego procesu o wiele mniej interesowała poetę, aniżeli – historiozoficzna i religijna. Nie wątpiąc o teleologji dziejów, wyraża Norwid przekonanie, że Bóg celowo skupił na ziemi polskiej liczne rzesze żydowskie: tułacze semiccy, wcześniej wystawieni na ciężkie próby, mają za misję dodać otuchy Polakom w ich chwilowych perturbacjach. Żydzi bowiem są widomym pomnikiem tej prawdy, że

…dzieje pozornie są zamęt,
Gdy w gruncie są – siła i ładność szeroka!

Udział Żydów w procesjach kościelnych wydawał się Norwidowi zapowiedzią doniosłych zmian religijnych w łonie tego narodu. Przyjmował widać ten objaw za dowód „dojrzenia czasów”. Zwłaszcza manifestację z dn. 8 kwietnia uważał poeta za specjalnie znamienną. Na czele pochodu kroczyli księża z krzyżami w ręku. Gdy jeden z nich, cięty szablą żandarmską, padł, akademik Landau pochwycił krzyż i uniósł go nad modlitewnie rozśpiewaną rzeszą, aby za chwilę własną krwią zbroczyć bruk stolicy. Wypadek ten urósł w oczach poety do wagi symbolu. Oto Żydzi dojrzeli już do przyjęcia „krzyżów, za które się kona”; nastąpi zapewne powszechny ruch chrześcijański wśród Żydów polskich. A tylko chrzest był, według Norwida, jednym istotnym sposobem uobywatelnienia Żydów. Powołując się na dawne zwyczajowe prawo polskie (de facto litewskie) w sprawie nobilitacji wychrztów, podsuwa poeta wskazówkę-sugestję i dla współczesności żydowskiej:

Boć herbem gdy z wami szlachetny się łamał,
Krzyż bywał w przełomie tym – i on nie kłamał!

Ale nadzieje pokładane w Żydach w r. 1861 nie ziściły się, oczywiście. Z czasem więc wraca Norwid do swej zwykłej względem Żydów postawy, której dał wyraz po raz ostatni w noweli „Ad leones”.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Close