Pisarze polscy a Rosja sowiecka
Juljan Tuwim

(Ankieta „Wiadomości Literackich”)

Literatura sowiecka – Eksperyment komunistyczny – Zbliżenie polsko-rosyjskie

Julian Tuwim

Julian Tuwim

1) Literatura sowiecka jest dalszym ciągiem wielkiej i wspaniałej literatury rosyjskiej. Nie naszemu pokoleniu sądzić, czy tę wielkość i wspaniałość utrzymała, czy też im się sprzeniewierzyła: to się dopiero zobaczy z perspektywy kilkudziesięciu lat. Jak dotychczas literatura sowiecka pod jednym conajmniej względem „spełniła swe zadanie”: uwydatniła dokumentalnie epokę, w której istnieje; jest zwierciadłem pokolenia – jeżeli nieco krzywem, to trudno: „Na zierkało niecza pieniat, koli roża kriwa” (motto „Rewizora”). Utarło się głupie mniemanie, że pisarzom sowieckim każe się pisać na aktualne tematy; że literatura stała się powolnem narzędziem w rękach p. Stalina, który zamawia powieść lub poemat, jak traktor. Czyż gigantyczny wysiłek stworzenia nowego układu społecznego nie mógł szczerze porwać nowych zastępów pisarzy i poetów? Inna sprawa, że jak wszędzie, dużo w tym „zorganizowanym entuzjazmie” kiczu i nadmiernej gorliwości. Na ogół, jeżeli się można tak wyrazić, literatura sowiecka jest fotogeniczna: ma swój wyraz, odrębność, ostry profil.

2) Na eksperyment komunistyczny nie mam poglądu. Żeby coś o tem wiedzieć, musiałbym spędzić w Rosji pięć lat: pierwszy rok jako dziecko, drugi – jako chłop, trzeci – jako robotnik, czwarty – jako „burżuazyjny inteligent” i piąty -jako Rosjanin. Wszelkie turystyczne wrażenia są do luftu, opisy zaś pro lub contra mogą służyć w najlepszym razie za materjał agitacyjny. Prawda jest nie w doraźnych faktach, lecz w punkcie, w którym schodzą się promienie, z faktów płynące.

3) Chcę wierzyć, że obecna Rosja nie ma zamiaru „zbliżyć się” do nas na sposób poprzedniej, czyli bez należnego szacunku dla granic naszego państwa, wiem zaś napewno, że drugi nasz sąsiad, wiecznie warczący megaloman, nie porzuca myśli o zaborze i podbiciu Polaków-Słowian, gdyż taka jest odwieczna jego polityka. Dlatego zbliżenie polsko-rosyjskie, militarne i ekonomiczne, jest, sądzę, nakazem dnia dzisiejszego. Jeżeli mam być całkiem szczery: zbliżenie z każdą Rosją jako przeciwwagą każdym Niemcom; nawet z Rosją monarchiczną przeciw najliberalniejszym, najdemokratyczniejszym, ociekającym od socjalizmu i komunizmu Niemcom. Poczucie niebezpieczeństwa ze strony zachodniego sąsiada datuje się u mnie nie od pół roku, t. j. nie od czasu dojścia do władzy p. Hitlera, bo na taką germanofobję nie trudno się dziś Semicie zdobyć. Jeżeli mnie, człowieka niespełna czterdziestoletniego, stać na coś „starego”, to jestem starym, zawziętym, nieubłaganym germanofobem, któremu kilka kolosów sztuki, poezji i nauki niemieckiej nie przesłoniło istotnego oblicza tego pół-dzikiego narodu. Czas już wielki porzucić ten przestarzały, płytki, nieistotny pogląd, że Rosja jest barbarzyńska, Niemcy zaś – kulturalne. Nie asfaltowe jezdnie, maszyny, „porzundek” i ilość wydawanych książek stanowią o istotnej kulturze narodu, lecz duch miłości, duch miłosierdzia, duch pokory wobec spraw wyższych, nadludzkich, ostatecznych. Ten duch właśnie żyje silnie w narodzie rosyjskim, i nie wypleni go komunistyczny materjalizm dziejowy. Szczepionka socjalistyczna wywołała w organizmie rosyjskim silną gorączkę, która zaczyna opadać; gdy chory dojdzie do temperatury normalnej, mogą w nim zbudzić się siły duchowe, o jakich się Zachodowi nie śniło. Wierzę w wielką przyszłość i dobrą przyjaźń obu narodów, które jednocześnie wkroczyły w nowy etap swych dziejów. Gardez-vous des Allemands!

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close