BOY-ŻELEŃSKI

Ku czemu Polska idzie…

Ewolucja, którą przechodzimy, zasługuje na to aby ją śledzić z całą bacznością. „Okupacja” kraju, o której niedawno mówiłem 1), postępuje. Dzieje się to zwłaszcza dzięki osobliwej konfiguracji frontów politycznych. Jeżeli Sienkiewicz w „Potopie” porównał Rzeczpospolitą do postawu czerwonego sukna, które sobie wydzierają królewięta, to dziś możnaby powiedzieć, że wszystkie bez wyjątku partje wydzierają sobie czarną połę sutanny.

W następstwie tej polityki, nic dziwnego że „stan posiadania” rośnie. I literatura coś wie o tem. Departament nauki i sztuki znajduje się w ręku osoby duchownej. Łysiny macherów z Instytutu Literackiego wcale dobrze imitują tonsurę. Katolicka Agencja Prasowa rzuca pioruny na teatr za wystawienie sztuki, w której Filip II, patron św. Inkwizycji, potraktowany jest niedość czule. Uprzedzając zgoła życzenia nieoficjalnej prewencyjnej cenzury duchownej, jej „ramię świeckie” nie dopuszcza do sceny bardzo moralnego utworu scenicznego młodej autorki.

Słowem, obręcz się zacieśnia. Gdyby nasza okupacja ziściła swoje ideały, wszystko – absolutnie wszystko – byłoby poddane władzy kleru. Wobec tego, nic dziwnego, że musi nas interesować, co reprezentuje ta kandydatura na Króla-Ducha Polski, jakie są skarby kulturalne które nam przynosi.

Mam w ręku dokument, który pozwala nam przyjrzeć się bliżej temu obliczu, ukazała się mianowicie książka p. t. „Co czytać?”, napisana przez o. Marjana Pirożyńskiego, redemptorystę, wydana za pozwoleniem władzy duchownej przez Księży Jezuitów w Krakowie 2). Jest to -jak mówi podtytuł – poradnik dla czytających książki. Opaska zaś na książce nosi ten obiecujący napis: „Pierwsza i jedyna w języku polskim zdrowa ocena belletrystyki polskiej i obcej. – 1000 autorów. – 3500 dzieł”.

Pierwsza i jedyna! To wiele powiedziane. Przejrzyjmyż tę zdrową ocenę.

Wybór autorów, sporządzony wedle spisu alfabetycznego, jest dość przypadkowy. Napróżno siliłby się kto zgadnąć, czemu jeden autor jest, a czemu innego niema. Przypomina to katalog wypożyczalni książek w miejscu kąpielowem; z tem, że obok nazwiska autora mamy tu zwięzłą ocenę. Przytoczę parę tych ocen. Zaczynam od pisarzy obcych. Oceny przytaczam w całości; tam gdzie skracam, zaznaczam to zapomocą kropek.

Goethe Jan Wolfgang. Poeta niemiecki. Za młodu prowadził życie hulaszcze i rozpustne. Na kanwie tych przeżyć napisał w r. 1774 „Cierpienia młodego Wertera”, on się w niej zakochał, ona wychodzi za mąż, on się nadal w niej kocha i kończy życie samobójstwem. Romans ten był w stylu epoki – rozczulanie się, płakanie, analizowanie siebie – opanował więc współczesne umysły i narobił wiele złego.

Tyle trzeba wiedzieć o Goethem…

Mérimée Prosper. Autor francuski który za temat swych utworów obrał morderstwa i wogóle różne łotrostwa. Bohaterami jego są pijacy, bandyci i rozpustnicy. Niekiedy posuwa się aż do bluźnierstw…

Montesquieu Charles. Filozof i literat francuski, znany z rozprawy godzącej w moralność społeczną: „Duch praw” (na Indeksie 29.XI 1751)…

Murger Henryk. Pisarz francuski; jego materjalistyczne romanse malują w ordynarny sposób nędzę warstw ubogich, wszystkie są na Indeksie 20.VI 1864: „Cyganerja”.

Musset Alfred. Poeta francuski: pod względem stylistycznym należy do najlepszych, pod względem moralnym do najgorszych. Żył rozpustnie i swe marne życie opisywał…

Stendhal, pseudonim Henryka Beyle. Zajmował się żołnierką, administracją majątków, dyplomacją, wreszcie pisaniem

 bezbożnych romansów…

Dickens Karol… posiada tę niepedagogiczną stronę, że sceny wyznań miłosnych opisuje zbyt drobiazgowo…

Balzac Honoré… romanse Balzaca odznaczają się wielkim brakiem – niema w nich głębszej myśli…

Poe Edgar Allan. Pisarz amerykański. Pod względem moralnym naogół bez zarzutu, jednak w powieściach jego często występują nienormalne postacie, nawet upiory, i zachodzą nieprawdopodobne sytuacje, które je dyskwalifikują do użytku młodzieży.

Najwięcej miejsca poświęcił autor literaturze francuskiej, aby ją „zdyskwalifikować” niemal w całości. Ale i innych nie oszczędził. Przejdźmy do nazwisk współczesnych:

Giraudoux Jan. Pisarz francuski o dziwacznym stylu i niezwykłych pomysłach. „Bella”, chaotyczne opowiadania o szczegółach z współczesnego życia politycznego; większość bez żadnej wartości, sporo przytem pierwiastka zmysłowego.

Pirandello Luigi. Jeden z pogańskich pisarzy współczesnej Hiszpanii (!), sławiących zepsucie obyczajów: „Cień Macieja Pascala”. „Pierwsza noc”.

Rosny J. H., pseudonim dwóch braci Anglików (!) piszących wspólnie: Justyna i Józefa…

Zadziwiające jest, że w tym poradniku p. t. „Co czytać?” nie znajdzie się prawie nic godnego polecenia. Ksiądz Pirożyński wylicza przeważnie podejrzane ramoty wszystkich epok, poto, aby je potępić. Skąd on je wyszukuje! Np.:

Uchard Mario. Prowadził życie awanturnicze i pisał złe powieści. „Panna Blaisot” należy do lepszych, mimo to jest zła.

Backer Józefina, tancerka współczesna prowadząca mało budujące życie: „Pamiętniki” (spisał M. Sauvage).

Ale czyż wreszcie nic się nie znajdzie godnego uznania? Szukajmy.

About Edmund. Powieściopisarz francuski o stylu błyskotliwym, interesującym, ale bezreligijny… Wolną od niestosowności jest powiastka „Nos notarjusza”.

Nareszcie! Wiemy nareszcie co czytać: „Nos notarjusza” Edmunda About. Ale skąd go wziąć?

Może co jeszcze? Jest:

Acrement Germaine (właściwe nazwisko: Mile Poulain). Dobra obserwatorka życia i dobrze się na życie zapatrująca. „Wesoła swatka”, dla dorosłych, myśl przewodnia: raczej trafić na nieodpowiedniego dla siebie męża, niż zostać starą panną…

Buet Karol. Pisarz francuski bardzo na miejscu. „Z życia wiejskiego proboszcza”.

Castle Agnes: „Panterzątko”, matka i córka kochają jednego i tego samego człowieka, wreszcie matka ustępuje – takie sobie.

(„Takie sobie”, to ulubione określenie księdza Pirożyńskiego). Szukajmy dalej:

Vivanti Anie. „Marion”, dzieje nieszczęśliwej śpiewaczki; jest bez charakteru, więc schodzi na bezdroża, takie sobie; „Naja Tripudians”, rozpustne towarzystwo stara się wyzyskać niewinność i nieświadomość dwóch sióstr – przyzwoita i pouczająca powieść.

Tissot Wiktor. Pisarz francuski, autor powieści przyrodniczych, nader przyzwoitych…

Interesujące są nawiasy, wskazujące którzy autorowie są na papieskim indeksie książek zakazanych: np. cały Dumas, cały Maeterlinck…

Ale przejdźmy do części, która jeszcze bliżej nas interesuje, do autorów polskich.

Ta sama przypadkowość epok, nazwisk. Ani słowa o naszych wielkich poetach romantycznych; widocznie temat zbyt drażliwy; zato pochwalony bez zastrzeżeń Henryk Rzewuski, „przywiązany do wiary i ojczyzny”, i Kaczkowski, który „poruszał doniosłe zagadnienia i rozwiązywał je w myśl wskazań etyki i patrjotyzmu”. Ale zbierzmy znów garść tych zdrowych ocen, na wyrywki:

Berent Wacław. Mimo wielu sympatycznych stron w twórczości Berenta, należy go uznać za pisarza niezdrowego, jużto wskutek często się trafiających scen nieodpowiednich, jużto wskutek niechęci do nauki Kościoła, czemu dał niezbity dowód tłumacząc na język polski kilka tomów dzieł Nietzschego…

Żeromski Stefan. Utalentowany pisarz, mistrz słowa polskiego, entuzjasta pragnący odegrać rolę nauczyciela narodu – rolę, do której nie dorósł… „Dzieje grzechu”… ohyda. „Wierna rzeka”, powieść z roku 1863, w której ranny powstaniec bałamuci dziewczynę – to jest wszystka treść… „Przedwiośnie”, ohydny paszkwil na Polskę i na inteligencję wiejską, stronnicze i niezgodne z rzeczywistością apoteozowanie warstwy robotniczej i Żydów. Pozatem wybujały erotyzm i wywrotowa ideologja…

Tuwim Juljan. Reklamowany wielce poeta, który miał rzekomo odrodzić poezję. Jego osławione „Czyhanie na Boga” robi przykre wrażenie – autor spoufala się z Panem Bogiem, także i rasowego tupetu nie brak…

Zofja Nałkowska potraktowana wcale pobłażliwie:

…umie podpatrzeć życie i obserwacje swoje z talentem przelać na papier, ale zbyt dużo miejsca poświęca ciemnym charakterom, zamykając oczy na jasne strony życia…

Ale, niestety, taż sama Zofja Nałkowska figuruje drugi raz w tym poradniku, jako Zofja Małkowska, i tu już wygarnięto jej bez ceremonji:

Małkowska Zofja: „Romans Teresy Hennert”, bezwartościowa powieść, przetykana niestosownemi obrazkami.

Dalej:

Lange Antoni… wielbiciel „pięknego słowa”, sztuki dla sztuki; wszędzie i zawsze czegoś szuka, Chrystus mu nie wystarcza. „Róża polna”, niesmaczne nowele o naiwnej pannie, o pieniądzach i t. p.

To: i t. p. – „i tym podobne” – jest wzruszające! Co może być „podobne” do naiwnej panny i do pieniędzy?

Winawer Bruno. Pisarz satyryczny i zarazem popularyzator fizyki oraz zdobyczy technicznych. Pod względem moralnym -obojętny, najwyżej można mieć żal do niego, że gloryfikując rozum ludzki, nie wskazuje na jego Stwórcę.

Glinka Ksawery. „Spotkanie”, ordynarna powieść przesiąknięta cyniczną rozpustą – bohater uwodzi i uwodzi bez końca.

Iwaszkiewicz Jarosław.., pod silnym i niezdrowym wpływem literatury rosyjskiej. W utworach jego brak głębszej myśli, brak nawet polskości…

Parandowski Jan. Opowiadania rzekomo mitologiczne a naprawdę pornograficzne; autor namawia czytelników, by „bezwstydowi postawili kapliczkę”…

Brzęczkowski Jerzy: „Ludzie legendy”, pornografja z nad morza Czarnego…

Choynowski Piotr… „O pięciu pannach Sulerzyckich”, takie sobie nowele, ni złe ni dobre…

Zdziechowski Kazimierz. „Zbrodnia”, młody człowiek morduje, potem żałuje, całość niezdrowa.

Czyż znowu nikt nie znajdzie łaski w oczach ojca Pirożyńskiego? Owszem, jest paru tak szczęśliwych. Przedewszystkiem p. Artur Górski, któremu poświęcony jest cały dytyramb; następnie p. Stanisław Szpotański, którego – z wyjątkiem jednej – wszystkie powieści można zalecic; no i zebrałaby się niewielka garstka tych, którzy przeszli przez ucho igielne:

Gomulicki Wiktor… pisał pięknie i dobrze…

Gawalewicz Marjan… o szlachetnej tendencji i wysokim poziomie moralnym…

Guranowski Mieczysław  „Sirał”, przyzwoita powieść wschodnia; „Droga do raju”, sfery urzędnicze, sporo zdrowych myśli.

Olgierd Stella: „Hanka”, bohaterka chce się tylko bawić, autorka piętnuje to samolubne pragnienie.

Niezabitowski Władysław… „Huragan od Wschodu”, powieść fantastyczna: rasa żółta walczy z białą; przyzwoita; „Skarb Aarona”, nieszkodliwe fantazje egzotyczne.

Rabska Zuzanna. Powieściopisarka i nowelistka w dobrym stylu.

Jarosławski Mieczysław… „Członkowie E. B. V.”, akcja niemiecka w Polsce i wojna z Niemcami – taka sobie…

Żurowska Marja: „Serce nie sługa”, miłość artysty do mężatki, wprawdzie mężatka poszła za daleko, ale się opamiętała.

Markiewicz Dunin K.: „Przemoc krwi” i „Dramat kukułki”, powieść detektywistyczno-patrjotyczna, obie dobre.

Schifman Arnold: „Pankracy August I”, powieść na tle dążeń socjalistycznych; wartościowa.

Stablewska Irena: „Miljonówka”, powieść współczesna bez zarzutu.

Sujkowski Bolesław. „Może już jutro…”, nieszkodliwa powieść patrjotyczna, kreśli dzieje przyszłej wojny, która się kończy bardzo pomyślnie dla Polski.

Tatarówna Stefanja… „Porachunek z szatanem”, takie sobie nowele.

Tobiczyk Saysse Kazimierz. „W śniegach”, wrażenia z wycieczek górskich, -niezłe; „Hindu”, autor entuzjastycznie przedstawia buddyzm i tem psuje całą opowieść.

Zahorska Anna… W swoich krytykach literackich zajmuje stanowisko wyraźnie katolickie… „Odrutowana okolica”, opowieść o bandycie, który przemocą zdobywa dziewczynę; niestosowna.

Badowska Idalja: „One i oni”, kobiety i mężczyźni, tendencja powieści, że kobiety nie powinny zabierać czasu mężczyznom, licho jest przeprowadzona.

Zegadłowicz Emil… Ze stanowiska moralnego bez zarzutu. Razi w nim nadmierne zajmowanie czytelnika sobą…

Miałoby się ochotę przepisać wszystko, taki jest swoisty wdzięk w tych określeniach. Ale przejdźmy do konkluzji.

Nie mielibyśmy nic oczywiście przeciw temu gdyby ksiądz Pirożyński zestawił spis książek, które z jego kapłańskiego punktu widzenia zasługują na zalecenie lub bodaj są dozwolone. Ale właśnie jeżeli staniemy na tem stanowisku, uderzają tu pewne rzeczy. Przedewszystkiem poziom umysłowy, ujawniający się zarówno w sądach, jak w ich sformułowaniu, straszliwa ignorancja, czyniąca z tego poradnika lamus rzeczy zupełnie przypadkowych. Ksiądz Pirożyński nie zna nawet „swoich ludzi”; nie zna naszych katolickich pisarzy. Ani jeden z tych, którzy na zjazdach obcałowują ręce prałatom, nie jest wymieniony. Cóż za niewdzięczność! Ani najpokorniejszy służka kościoła p. Stanisław Miłaszewski, ani p. Adolf Nowaczyński, ani p. Zygmunt Wasilewski! Niema w tym poradniku ani śladu nazwiska K. H. Rostworowskiego…

I wogóle, gdy chodzi o polecenie, co czytać, ksiądz Pirożyński jest w kłopocie. Okazuje się, że ten kapłan zna przeważnie książki – niestosowne. Zdumiewa mnie zaś wręcz oczytanie księdza Pirożyńskiego w „pornografji” (daję cudzysłów, bo u księdza Pirożyńskiego pojęcie pornografji jest bardzo obszerne), wszystkich epok i krajów. Przyznam się, że nie znam ani jednej książki Pitigrillego; ksiądz Pirożyński zna bez mała wszystkie. I wylicza je – w tej książce p. t. „Co czytać?” – jak z nut:

Pitigrilli, współczesny pornograf, wyuzdanie jego nie zna żadnych granic: „Pas cnoty”, „Kokaina”, „Obraza moralności”, „Osiemnaście karatów dziewictwa”.

Ten ojciec redemptorysta zna wszystkie sprośności, bodaj najbardziej zapomniane i przedawnione:

Kock Paweł. Francuz. Mając lat 19, ogłosił „Dziecię mojej żony” i odtąd pisał bez przerwy niemoralne i ordynarne romanse. W tłumaczeniu polskiem jest ich przeszło czterdzieści.

Cóż za erudycja! Czasami ten katalog przypomina owe notatki w brukowych dziennikach, które gromiąc odkryty przez policję dom schadzek, podają jego szczegółowy adres. Gdy, np., napiętnowawszy ohydę Lavedana, ojciec Pirożyński dodaje: „Na szczęście przetłumaczono tylko „Łóżko”.

Znam dosyć dobrze lieraturę francuską, ale nie miałem pojęcia, że istniał jakiś Felicjan Champsaur. Ksiądz Pirożyński wie nawet to, że się urodził w r. 1859, i dodaje: „Jeden z najniemoralniejszych pisarzy francuskich; „Siewca miłości”.

Natomiast napróżno szukałby tu ktoś nazwiska Chateaubrianda, Claudela, Hello, Massisa i tylu innych katolickich francuskich pisarzy.

I ta obfitość „pornograficznej” lektury – choćby traktowanej negatywnie – w poradniku „Co czytać?” nie jest przypadkowa. U tych ofiar celibatu sprawa płci przesłania wszystko, staje się istną obsesją, wyradza się w ten niezdrowy erotyzm, który niejedną uczciwą kobietę na zawsze oddalił od konfesjonału. Demon płci, zdławiony gwałtem, nigdy niesyty, który plugawi wszystko na co spojrzy! To przebija w dziełku księdza Pirożyńskiego z całą naiwnością. Nawet lektura Dickensa działa na tego kapłana podniecająco!

Wrażenie, jakie nam zostaje ze spojrzenia zapuszczonego w tę duszę, – a możemy ją uważać poniekąd za „reprezentatywną”, – jest dość szczególne. Litość i zgroza. Litość dla człowieka, który ma takie widzenie świata, takie horyzonty, dla tej naiwnej płaskości i ciemnoty; ale zarazem zgroza, kiedy się pomyśli, że to jest przekrój kasty, która z całą bezwzględnością i z takiem zuchwalstwem wyciąga ręce po wszystkie władze w dzisiejszej Polsce, która zwłaszcza chce wyłącznie kierować duszą młodzieży.

Poradnik księdza Pirożyńskiego, to ciekawy ale niewesoły komentarz do psychiki naszego kleru.

Tak, byłaby ta książka zabawną osobliwością, ale nie dziś i nie u nas.

Niepodobna jej uważać za indywidualny wybryk. Tam nic nie dzieje się przypadkiem. Wszak książka ta przeszła cenzurę duchowną; czytać ją musiał szereg osób, wydali ją Księża Jezuici. Są logiczni: toż to nie co innego, tylko nawrót do ich najlepszych tradycyj w Polsce, do czasów saskich. I jeżeli rzeczy pójdą tym trybem jak obecnie, widzę w tym poradniku – w tej „pierwszej i jedynej zdrowej ocenie” – odpowiednio zmienionej i uzupełnionej – przyszły nasz podręcznik szkolny. Wystarczy, aby p. minister oświecenia wyjechał na urlop, a przemyci taki podręcznik ksiądz wiceminister, stwarzając fakt dokonany. Nie ksiądz Żongołłowicz, – na to mam za dobre pojęcie o jego poczuciu humoru, – ale który z jego następców. Bo sądzę, że urząd wiceministra oświecenia już pozostanie przy sutannie na stałe. Nasz kler niełatwo wypuszcza z rąk raz uzyskany stan posiadania…

Jeden z naszych pisarzy – najmilszy sercu i duchowi ojca Pirożyńskiego – napisał książkę p. t. „Ku czemu Polska szła”. Ja daję tym rozważaniom tytuł: „Ku czemu Polska idzie”… Idzie szybkim krokiem.

—————-
1) nr. 415 „Wiadomości Literackich”.
2) O. Marjan Pirożyński, redemptorysta. Co czytać? Poradnik dla czytających książki. Beletrystyka. Kraków, Wydawnictwo Księży Jezuitów, 1932; str. 246 i 2nl.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close