W Anglji o Polsce

Polskie portki

Dziennik londyński „Evening News” w kwietniu i maju b. r. zainteresował swoich czytelników zagadnieniem humoru ludowego, który najznamienniej objawia się w okolicznościowych anegdotkach, powstających niewiadomo jak i niewiadomo kiedy przepadających. Rzucono myśl, żeby trochę takich anegdot zebrać i ogłosić. W odpowiedzi posypały się listy od czytelników, z których każdy przynosił jakiś soczysty „kawał” lub powiedzenie, przeważnie w dialekcie londyńskim, t. zw. „cockney”. Jedna z tych anegdot, nadesłana przez p. Cartera z Hounslow w Middlesex, przynosi nieoczekiwane polonicum, nb. ilustrowane rysunkiem. Oto robotnicy pracują przy burzeniu wysokiego domu. Jeden z nich poślizgnął się i spadł na gzyms niższego poziomu. Towarzysz ciągnie go dogóry (co jest jedynym sposobem ratunku), założywszy mu kilof za spodnie. Nagle przychodzi mu do głowy refleksja: „Heniek, przecie chyba nie kupiłeś polskich portek!” („Arry, I’ope you aren’t been buying them Polish trahsis!”). Skąd taka sława tak daleko za Chrobrego szrankami? Podobno to efekt wywozu tandety ubraniowej z Polski (z Brzezin pod Łodzią?). Są to ubrania istotnie bardzo tanie, ale (wedle innego popularnego powiedzenia angielskiego) „wystarczy na nie spojrzeć, żeby pękły”.

Titwillow.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Close