Prawda o Jacku Londonie

Wspomnienia Uptona Sinclaira

Wspomnienia Uptona Sinclaira o Jacku Londonie dotyczą przedewszystkiem dysputy, jaką obaj pisarze prowadzili aż do śmierci Londona. Szło o to, czy człowiek lepiej wyzyskuje wartości życia uprawiając ścisłą ascezę, czy też używając wszystkich możliwych rozkoszy. Spór ten zaczął się już przy pierwszem spotkaniu Sinclaira z Londonem w New-Yorku w r. 1904 czy 1905. Jack London przyjechał wtedy z Florydy i wobec niezadowolonej publiczności nowoyorskiej czytał swoją „Rewolucję”. Przy stoliku z kolorowemi likierami zasypywał biednego Sinclaira masą dzikich opowieści o niesłychanych orgjach alkoholu, opjum i haszyszu. W osiem lat potem wyszła Sinclaira „Pielgrzymka miłości”. Jack London szalał z oburzenia na najpodlejszą jego zdaniem ascezę w sprawach seksualnych. „Nie pamiętam. – pisze Sinclair, – w jaki sposób broniłem biednego Tyrsysa; możliwe, że sam nie zdawałem sobie dokładnie sprawy z idealizmu erotycznego, który objawia się w tej książce”. Jack był wtedy tak zachrypnięty, że tylko z trudnością mógł prowadzić dyskusję. Leczył się alkoholem. Ale ten sam człowiek mógł podczas kilkomiesięcznej podróży na Cap Horn nie wziąć do ust ani kropli alkoholu. Napisał wtedy „Johna Barleycorn”, jedną z najpotężniejszych i najpiękniejszych książek świata.

Jack London chciał napisać książkę o swoich przygodach z kobietami. Miała ona być tak bezlitośnie uczciwa, jak „John Barleycorn”, – pełna pogardy dla próżnego, pasożytniczego charakteru kobiet. Z dziecinnych lat w Oakland pamiętał, że wypieszczone złotowłose córki klasy posiadającej chętnie bawiły się w nimfy z proletarjackiemi faunami. W szkicu „Czem jest dla mnie życie” pisze o wstręcie, jaki czuł wchodząc do eleganckich salonów. Myśl o miłości łączyła się dlań z wyobrażeniem wolnej i silnej kobiety, towarzyszki wolnego i silnego mężczyzny. Z tych snów powstała „Córka śniegu”. Potem zdarzało mu się także pisać o doskonałej miłości, chociaż już nie zawsze w nią wierzył.

Jack London gardził swojemi pracami literackiemi, ponieważ nie było mu wolno pisać uczciwie o sprawach erotycznych. „Gdybym mógł postępować wedle własnej woli, brałbym pióro do ręki tylko poto, żeby napisać artykuł socjalistyczny, albo ogłosić burżuazyjnemu światu, jak nim pogardzam” – mówił. Wolał prowadzić łódź żaglową i walczyć za socjalizm, niż pisać książki.

W opinji Sinclaira Jack zawsze był trochę dziecinny, robił jakieś wielkie odkrycia, porywały go coraz to nowe pomysły. Zachwycony budową okrętu wojennego, myślał potem przez całą noc o zmordowanych twarzach palaczy. Miał duszę pełną litości: jego artykuły socjalistyczne, książka p. t. „Lud otchłani”, to najpotężniejsze dzieła pióra, które świadczyć będą o wielkim rewolucjoniście naszych czasów. Ogień święty nigdy nie wygasł w duszy Jacka Londona. Sinclairowi, proszącemu go o przedmowę do „Wołania o sprawiedliwość”, przysłał następujące słowa: „Jest na to wszystko zupełnie prosty środek: wzajemna służba. Nie wolno żądać ani od mężczyzny, ani od kobiety złej myśli czy złego czynu, jeśli świat ma się poprawić… I jest to całkowicie zgodne z rozsądkiem, gdyż ten, kto służy wszystkim, służy najlepiej sobie”. W Jacku Londonie socjalizm toczył ciągłą walkę z indywidualizmem. Na egzemplarzu „Marcina Edena”, podarowanym Sinclairowi, napisał: „W tej książce chciałem zaatakować indywidualizm. Ale musiałem źle bronić swojej sprawy, bo dotychczas żaden z krytyków tego nie dostrzegł”. Sinclair odpowiedział mu wtedy, że wobec książki, która tyle sympatji okazuje indywidualistycznemu bohaterowi, omyłka krytyków nie jest dziwna.

W czterdziestym roku życia ten zdobywca świata wypija truciznę, bo na wargach jego wszystkie rozkosze ludzkie przemieniły się w popiół. Trudno sobie wyobrazić, żeby człowiek o jego poziomie popełnił samobójstwo tylko dlatego, że zakochał się jednocześnie w dwu kobietach – prawdziwą przyczyną musiało tu być poprostu osłabienie energii etycznej.

„Przez całe życie – pisze Upton Sinclair – szedł Jack London śladem Marcina Edena i wybrał jego los. Wstyd to i tragedja dla naszej literatury, że kapitalistyczna Ameryka, filozofja chciwości i egoizmu potrafiła skraść duszę tego człowieka”.

Artykuł Uptona Sinclaira jest szarpiącą opowieścią o losach wewnętrznych człowieka czynu, który został znakomitym pisarzem. Sinclair odważnie niszczy wszystkie legendy, jakie zdążyły się już wytworzyć dokoła jego postaci. Ale jednocześnie konstruuje nową prawdę o Jacku Londonie. Jest to prawda o losie pisarza amerykańskiego.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close