Psychologja

Spędziłem młodość w epoce, w której życie codzienne było bardzo skomplikowane. I szalenie wstydliwe. Naprzykład, kiedy ktoś był z wizytą, a zachciało mu się siusiu, o ile nie gorzej. Sytuacja bez wyjścia; zwłaszcza kiedy wśród domowych były same panie. Gość wolałby się pod ziemię zapaść, niż spytać się jak i gdzie. Zapytać pokojówki, też niepodobna bez zwrócenia uwagi; zresztą naraziłby się na to, że pokojówka uda się do pani domu, zawiadującej kluczem od sanktuarium, położonego w drugim końcu podwórza. A świeca, a zapałki? To było zupełnie nie do pomyślenia, raczej umrzeć. Wyjść, uciec, to była jedyna droga; też nie łatwa: trzeba się było żegnać, wytrzymać długie certowanie: „ależ nie puścimy, zaraz będzie kolacja, żartuje pan, mowy niema”, i t. d. Impertynencja. Aby się wydostać, gość, który naprzemian robił się czerwony i blady, musiał się uciekać do przemyślnych chwytów psychologicznych, nastrojowych. Przybierał postać człowieka dziwnego, fantasty który się rządzi kaprysem. Hamleta który ma ataki niewiary w ludzi; rzucał półsłówka z sardonicznym grymasem, wreszcie, ku zdumieniu obecnych, wypadał nagle.

Zaczynała się rozmowa o jego charakterze:

– To bardzo oryginalny człowiek.

– Tak, niezwykły; ma w sobie jakieś pęknięcie; to natura, która szuka czegoś, męczy się…

– Jest w nim jakiś metafizyczny niepokój…

Od tego czasu, panienki inaczej odnosiły się do gościa. Z takim nie można jak z byle kim. „Wie pan, bałabym się pana. Pan musi być natura szalenie nieujarzmiona, kapryśna. Ale to mi się podoba”.

I czasem zdarzyło się, że, po kilku miesiącach, powabna mężatka, tonąc w jego objęciach i oddając mu gorące pieszczoty, szepnęła: „Czy wiesz kiedyś mnie zainteresował, odkąd zaczęłam na ciebie zwracać uwagę? Wtedy u państwa X, kiedyś był taki dziwny i kiedyś tak nagle uciekł bez powodu”…

Czyż ta anegdota, to nie jest symbol całego niemal psychologizowania literatury? Olbrzymia nadbudowa, której – niby domkowi z kart – często możnaby dać psztyczka jakiemś maleńkiem wyjaśnieniem…

Boy-mędrzec.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close