U sternika polskiej literatury
Wywiad specjalny „Wiadomości Literackich” ze Stefanem Żeromskim

O polskie morze.

Każda nowa książka Stefana Żeromskiego jest zdarzeniem w naszem ubogiem życiu literackiem. Jest – co więcej – faktem wybitnej doniosłości społecznej ze względu na niezmiernie czuły, ostry, wysubtelniony stosunek genialnego pisarza do kapitalnych zagadnień polityki narodowej. Tak jak się to często zdarza, w sprawach tych wykazuje poeta daleko więcej odczucia nakazów rzeczywistości, istotnych potrzeb państwowych, wykazuje – słowem – więcej zrozumienia polskiej racji stanu, niż niejeden oficjalny polityk, w którego ręku spoczywają losy ojczyzny. Ujawniało się to uprzednio w szeregu powieści, ujawniło za czasów wojny w potężnej trylogji o walce z szatanem, ujawnia obecnie żywiołowo, w całym blasku majestatu sztuki, w hymnach na cześć i w agitacji na rzecz polskiego morza. A siła wpływu Żeromskiego polega nie na formułach dydaktycznych, lecz na przedziwnie kunsztownem wtapianiu propagandy ideałów narodowych w sugestywną formę artystyczną: więc w ostatniej fazie swej bujnej działalności połączył on i związał ze sobą koncepcję mocy, tryskającej dla każdego społeczeństwa z jego zetknięcia się z oddechem oceanu, z ważną sprawą odnowienia i odświeżenia mowy polskiej życiodajnemi pierwiastkami narzecza Kaszubów. Kwestja prawdziwego, wolnego dostępu do morza jest, jak się zdaje, najistotniejszem zagadnieniem naszej państwowości; genjusz Żeromskiego uczynił z tej sprawy ognisko największej intensywności we współczesnej literaturze polskiej. Książka o „Międzymorzu” znowu skierowała uwagę czytającego ogółu na znakomitego pisarza: „Wiadomości Literackie” dają temu zainteresowaniu wyraz przez rozmowę, którą Stefan Żeromski zechciał je zaszczycić.

Nad czem pracuje Żeromski?

Autora „Ludzi bezdomnych” zastajemy przy redagowaniu odezwy do obywateli w sprawie przyjścia z pomocą przeżywającej okres ciężkiego przesilenia Kasie im. Mianowskiego: pracy społecznej oddaje się Żeromski z całym zapałem, użyczając swego autorytetu, talentu, pióra, szeregowi instytucyj znacznej doniosłości politycznej i kulturalnej. Czy będzie to kwestja propagandy żeglugi polskiej czy obrony przeciwgazowej, ratunku dla ociemniałych inwalidów czy opieki nad młodą placówką sztuki teatralnej, – wszędzie śpieszy Żeromski z wiecznie czujną, radosną, młodzieńczą gotowością poparcia słusznej sprawy wagą swego poetyckiego słowa i posłuchu, jaki zdobył w opinji publicznej. Ten wysiłek odbija się częstokroć niekorzystnie na toku jego własnych prac literackich, to też na zapytanie, czy coś pisze obecnie nowego, odpowiada Żeromski przecząco i wyjaśnia zaraz, na następne pytanie, że nieprawdą jest, jakoby miał zamiar kontynuować dzieje małej Zosi z „Charitas”, o czem się swoim czasie mówiło w kołach artystycznych Warszawy. Są to plotki, – ale trudno już jako tylko plotkę zakwalifikować zapowiedź jednej z nowopowstałych gazet stołecznych, że będzie drukowała nowelę Żeromskiego p. t. „Magdalena”, – o której sam autor zapomniał.

Interesująca polemika.

Rozmowa przechodzi na temat stosunku zagranicy do literatury polskiej. Doszły nas echa o wielkiem powodzeniu przekładów „Urody życia”, „Wiernej rzeki” i „Popiołów” w Szwecji i prosimy o parę słów informacji. Żeromski nie chce mówić o swoich sukcesach artystycznych, – mówią za niego wymowniej stosy entuzjastycznych sprawozdań, recenzyj, wzmianek, jakie stamtąd przysyłają do Polski, – ale zgadza się opowiedzieć o ciekawej polemice, która wywiązała się w prasie szwedzkiej na temat jego działalności. Hasło dał bezimienny artykuł w „Stockholms Dagbladet” atakujący Żeromskiego za jego germanofobję w „Wietrze od morza”, przestrzegający opinję szwedzką przed „szkodliwą” dla krajów skandynawskich ideologją, niemal protestujący przeciwko znieważeniu pamięci Fryderyka II, tego Fryderyka, – przypomnijmy sobie, – który przez całe życie spiskował przeciw całości, wolności i niepodległości Szwecji, i króla tych Prus, które zrabowały Szwecji Pomorze. Artykuł prof. Bööka, gdyż to on okazał się jego autorem, nie przebrzmiał bez echa: replikował mu profesor literatur słowiańskich w Kopenhadze, Adolf Stender Petersen (pozatem autor ciekawego studjum o Żeromskim), polemizujący z jednostronnem stanowiskiem prof. Bööka i uzasadniający psychiczne podłoże sympatyj i antypatyj polskiego pisarza. Replika ta spowodowała znowu odpowiedź „Stockholms Dagbladet”, które, wyrażając się z wysokiem uznaniem o walorach artystycznych twórczości Żeromskiego, broniły jednak w dalszym ciągu tezy o niebezpieczeństwie dla interesów skandynawskiej ojczyzny, tkwiących w niej pierwiastków ideowych, dyskredytujących Niemcy.

A strona materialna?

Prócz wymienionych wyżej powieści – informuje nas w dalszym ciągu Żeromski – ukaże się w jednem z czasopism szwedzkich fragment z „Wiatru od morza” (epizod o łodzi podwodnej); wszystkich tłumaczeń dokonała p. Ellen Wester. Nakłady wynoszą po 5 tysięcy egzemplarzy (Szwecja liczy niecałe 4 miljony mieszkańców!), co do honorarjów, które zresztą wynoszą wiele tylko po przeliczeniu na walutę polską, – księgarze szwedzcy są bez zarzutu: regularność w płaceniu jest idealna. Znacznie gorzej pod tym względem przedstawiają się stosunki w Danji: za przekład „Dziejów grzechu”, drukowany uprzednio w kopenhaskiej „Politiken”, a następnie odbity w nakładzie około 15 tysięcy egzemplarzy, nie otrzymał autor ani grosza, gdyż Danja nie przystąpiła do konwencji berneńskiej.

Propaganda, która zasnęła.

Zapytujemy Żeromskiego o tłumaczenia na inne języki. Tu dość bogato przedstawia się plon francuski. Na plan pierwszy wysuwa się wspaniała edycja „Walgierza Udałego” z rysunkami Zygmunta Kamińskiego, za którą pójdzie niebawem „Wisła”, – obie książki wydane przez Towarzystwo Wydawnicze w Warszawie, – dalej „Wszystko i nic” w przekładzie Mickaniewskiego, wreszcie czeka na wystawienie „Ponad śnieg”. Czekał nadaremno w „Odeonie”, czeka obecnie niepotrzebnie długo w „Ambigu”, gdyż, jak dowiadujemy się skądinąd, wystarczałaby najdrobniejsza interwencja poselstwa polskiego w Paryżu, aby sztuka weszła na afisz. Niestety, trudno domagać się takiej energji od ludzi, którzy nie wiedzieli, kto zacz Boy, a którzy swojem niedołęstwem i indolencją zaprzepaszczają jeszcze ważniejsze sprawy państwa polskiego. A nie w każdem poselstwie znajdzie się człowiek miary Konrada Czarnockiego, referenta prasowego przy przedstawicielstwie naszem w Szwecji, który w lot zrozumiał, czem zjednywa się sobie opinję publiczną danego kraju, jakie walory najsilniej działają na wyobraźnię mas, co, naprzykład, wpływa na powodzenie najdoskosnalej postawionej propagandy czeskiej. Jego to dziełem jest wystawa grafików polskich w Stockholmie, on zorganizował wymianę wydawnictw szwedzkich instytucyj naukowych z analogicznemi instytucjami w kraju, on wreszcie przyczynił się swoją skuteczną i uczynną działalnością do przygotowania w Szwecji gruntu pod zasiew dzieł sztuki polskiej, co już wydało plony: nikt chyba z trzeźwo myślących ludzi nie zaprzeczy, że sukces pisarza polskiego na dalekim obcym terenie wart jest efektu stu not dyplomatycznych, których nikt nie czyta.

Żeromskiego czytają i będą czytali coraz więcej!

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close