ST. L. HUBERT

„Wolnego miasta Gdańska nie wymyślił traktat wersalski”

Dziedzina „gdańskologji” polskiej jest – trzeba przyznać – dosyć znana. Bardzo wiele się pisze o najdalszej przeszłości, znamy czasy św. Wojciecha i książąt pomorskich, znamy dzieje Gdańska miasta hanzeatyckiego, jego wzloty i uupadki, związek z Rzeczypospolitą, odłączenie od niej, czasy pruskiej okupacji, potrafimy się nieźle orjentować w danych statystycznych i dowodzić, na podstawie lat minionych czy obecnych, o zależności gospodarczej Gdańska od Polski. Ale gdyby ktoś miał odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to „wolne miasto Gdańsk nie zostało wymyślone przez traktat wersalski”, jak to słusznie i lapidarnie określił minister Beck, wówczas – sądzę -przeciętny czytelnik, nawet wcale wykształcony, nie potrafiłby powiązać w jednolity łańcuch ewolucji dziejowej, całości problemu gdańskiego i znaleźć związku bardziej ścisłego, a z punktu widzenia prawno-politycznego bardziej organicznego, aniżeli wspomnienie historyczne, między dzisiejszą Rzecząpospolitą i dzisiejszem wolnem miastem.

Rozbijamy się o traktat wersalski, który uważamy zarówno w opinji publicznej jak i w nauce (historji i prawa publicznego) za punkt wyjścia dla dzisiejszego stanu rzeczy.

Rozbijamy się o mnóstwo umów, konwencyj i (nie)porozumień, które wypełniają całe tomy specjalnych wydawnictw, a mają regulować dzisiejsze stosunki między Gdańskiem i jego starą macierzą. Ten nieprzebyty, zda się, gąszcz przepisów uniemożliwia nie-specjaliście orjentację w sytuacji i równocześnie zasłania nie tak dawną jeszcze przeszłość, kiedy to kładziono fundament pod ten tak skomplikowany i jedyny w dziejach stosunków międzynarodowych związek łączący Gdańsk z Rzecząpospolitą. Z tej może przyczyny, gdy myślimy o polsko-gdańskiej przeszłości, cofamy się raczej w czasy prastare, ale wspólną przeszłość Gdańska i Polski uważamy za okres odrębny, zamknięty tragicznym epilogiem zbrodni rozbiorów. Sugestja błędna, zarówno historycznie jak prawniczo, wykazuje to jaskrawo przebieg dyskusji na konferencji pokojowej na temat Gdańska i innych ziem zaboru pruskiego.

Konferencja pokojowa, która zebrała się dn. 18 stycznia 1919 r., zastała już Rzeczpospolitą zorganizowaną w głównych zarysach. Od dn. 11 listopada 1918 r. faktycznie, a w parę dni później i prawnie, piastował najwyższą władzę zwierzchnią w Polsce Józef Piłsudski, początkowo bez żadnego tytułu, później jako tymczasowy Naczelnik Państwa. Piłsudski, w przeciwieństwie do Rady Regencyjnej, od samego początku uznał się zwierzchnikiem całej Rzeczypospolitej, t. zn. „zwierzchnikiem ziem wszystkich trzech zaborów”. W tych skromnych słowach dekretu o wyborach (z listopada 1918 r.) mieści się cała doktryna ideowa i terytorjalna pierwszego rządu Rzeczypospolitej: oto powstałe nanowo państwo wysuwa pretensję do tego co było, do tego co utraciło w rozbiorach. Nie były to słowa, gdyż jednocześnie w najrozmaitszych częściach Polski poddawano się tak uformowanej władzy najwyższej, przystępowano do wyborów i t. d.

Równocześnie w zwycięskim Paryżu działa Komitet Narodowy, pod przewodnictwem Romana Dmowskiego. Komitet Narodowy nie był nigdy uznany ani za rząd polski, ani za oficjalną reprezentację państwa polskiego. Przed zawieszeniem broni działał niezależnie od wypadków rozgrywających się w kraju. Po 11 listopada różne przyczyny wpłynęły na to, że nie nawiązał on kontaktu z rządem istniejącym już w Warszawie. Z końcem 1918 r. i początkiem 1919 r. do Paryża wyjeżdżają delegacje rządu, by nawiązać kontakt z państwami Ententy oraz aby znaleźć drogę do porozumienia z Komitetem Narodowym. Po dłuższych rokowaniach Dmowski otrzymał od rządu mandat reprezentowania Polski na konferencji pokojowej i w tym charakterze został zaproszony, wraz z drugim delegatem, do obrad konferencji pokojowej w imieniu rządu polskiego (a nie Komitetu Narodowego). Dmowski był pierwszym delegatem tylko wtedy i tak długo, dopóki nie było w Paryżu ówczesnego premjera, Ignacego Paderewskiego.

„Sprawa polska”, słynna od czasu rozbiorów w świecie politycznym Europy, przestała istnieć; powstała, z chwilą sformułowania się niepodległego państwa polskiego (między 11 – 14 listopada 1918 r.) i uznania go przez inne państwa (przez zaproszenie do stołu obrad konferencji pokojowej) „sprawa Polski”.

Zagadnienie Gdańska związane zostało na konferencji pokojowej ściśle ze sprawami Rzeczypospolitej, jak to zresztą wynikało już ze słynnych czternastu punktów Wilsona, który w punkcie 13 stwierdził m. in., że w rezultacie wygranej wojny trzeba „stworzyć niezawisłe państwo polskie… któremu należy zapewnić swobodny i bezpieczny dostęp do morza”…

To oświadczenie, wraz z całością czternastu punktów, zostało przyjęte przez państwa tworzące Ententę i przez Niemcy za podstawę rokowań pokojowych. Nie da się więc rozdzielić zagadnienia Gdańska i polskiego dostępu do morza od innych spraw Rzeczypospolitej omawianych na konferencji. Sprawy te zajmowały sporo miejsca, utworzono specjalną podkomisję do spraw polskich; celem jej było przygotowanie materjałów dla Rady Najwyższej.

Na jednem z pierwszych posiedzeń Rady (dn. 29 stycznia 1919 r.) wezwano reprezentanta rządu polskiego Dmowskiego do przedstawienia polskich tez terytorjalnych. Opierały się one na zasadzie odbudowania Rzeczypospolitej, przyczem za podstawę miały być wzięte, wedle sugestyj polskiego delegata, granice przedrozbiorowe (1772), oczywiście, zmienione „zgodnie z nowemi warunkami”. (Jest to ta sama zasada, którą już od listopada 1918 r., w praktyce stosował Piłsudski, zarówno w stosunkach wewnętrznych jak i w walce orężnej, wykuwającej granice Rzeczypospolitej).

Komisja do spraw polskich miała, ustalając granice, wziąć za punkt wyjścia „zasadę podziałów etnograficznych”. Rychło jednak okazało się, że jest to niemożliwe. W sprawozdaniu przedstawionym Radzie Najwyższej (dn. 12 marca 1919 r.) komisja stwierdziła, że „małe zmiany powinny być zrobione co do linji opartej na zasadach wyżej ustalonych (t. j. podziałów etnograficznych) wszędzie tam, gdzie zmiany takie będą się zbiegały z dobrze znaną linją podziału historycznego, jak np. granica prowincji poznańskiej, która pokrywa się z granicą Królestwa Polskiego sprzed r. 1772 (with the frontier of the Kingdom of Poland, prior to 1772)”.

Przewodniczący komisji Jules Cambon uzasadnił to jak następuje: „Okręg Piły jest zamieszkały głównie przez Niemców, lecz został objęty proponowanemi granicami polskiemi, ponieważ zawsze, od pierwszego rozbioru, a szczególnie od czasu Bismarcka, okręg ten był terenem niesprawiedliwego traktowania polskich poddanych przez rząd pruski. Właśnie na linji od Kwidzynia, poprzez Bydgoszcz i Toruń, plan sztucznej kolonizacji wywarł najsilniejszy skutek, tak że prawie odciął polski dostęp do Bałtyku od czysto polskich okręgów na południu. Plan ten i jego skutki są tak jaskrawe, że komisja uznała za akt prostej sprawiedliwości pominąć granice etniczne i zamknąć ten okręg (w granicach) Polski”.

Podobnie i w sprawie Gdańska podkreślił Cambon, że „w celu zapewnienia Polsce dostępu do morza komisja przyznała Polsce pas terytorjum wraz z Gdańskiem… Gdańsk należał do Polski do pierwszego rozbioru, i posiadanie go było sprawą życia i śmierci dla Polski… Bez dostępu do morza Polska dusiłaby się”.

Raport komisji do spraw polskich przedyskutowano szczegółowo na Radzie Najwyższej. W dyskusji wzięli udział ówcześni czołowi mężowie stanu: Wilson, Lloyd George, Tardieu, Cambon i in. Lloyd George, znany jako przeciwnik zbyt silnego osłabiania Niemiec i wzmacniania Polski, był naturalnie zwolennikiem jak najsurowszego i bezwzględnego stosowania zasady podziału terytorjów między Polskę a Niemcy na podstawie etnograficznej. Prezydent Wilson, inicjator słynnej zasady samostanowienia, nie ujmował zagadnienia granic Polski tak ortodoksyjnie, przeciwnie, skłonny był brać pod uwagę nie tylko stosunki etnograficzne, jakie w chwili ukończenia wojny panowały na tych częściach ziem polskich, ale starał się wniknąć, podobnie jak to czyniła komisja do spraw polskich, w przyczyny, które wpłynęły na taki właśnie układ stosunków. Dlatego i on, aby przekonać premjera angielskiego, „zwrócił uwagę na bardzo silne starania Niemców w ostatnich latach w kierunku kolonizacji (ziem polskich). Niemcy starali się przeprowadzić pas od Piły do Kwidzynia w celu odcięcia Gdańska od Polski”.

Wreszcie Lloyd George dał się przekonać i przyznał, że „nie podnosi zarzutów co do okręgów w ostatnich czasach skolonizowanych przez Niemcy, ale nie zdaje sobie sprawy, czemu miałby się zgodzić na pozostawienie (Polsce) okręgów, których cała historja była niemiecka”.

W dalszej dyskusji podnoszono (Cambon), że „przyczyną upadku Polski nie był tylko jej błędny ustrój polityczny, ale głównie brak połączenia z morzem. Można twierdzić, że upadek Polski przypada na r. 1793, kiedy upadł Gdańsk. Bez niego Polska żyć nie mogła”.

W rezultacie w pierwszej decyzji głównych mocarstw, Gdańsk wraz z Pomorzem został wcielony do Rzeczypospolitej. Niestety, starania Niemiec, protegowanych silnie przez Lloyd George’a, sprawiły, że decyzja ta została później zmieniona: utworzono z Gdańska wolne miasto, dając mu za podstawę zasady sformułowane w art. 100 i następnych traktatu wersalskiego.

Rzecz oczywista, że Niemcy protestowały przeciwko pozostawieniu Gdańska w granicach Rzeczypospolitej. Argumenty ich najdobitniej występują w następującym ustępie z ich odpowiedzi na projekt traktatu pokoju: „Na wschodzie Górny Śląsk ma być oddzielony od Niemiec i przyznany Polsce, mimo że nie pozostawał w żadnym związku politycznym z Polską w ostatnich 750 latach. W przeciwieństwie do tego prowincja poznańska i prawie całe Prusy Zachodnie mają zostać oddzielone od Rzeszy Niemieckiej ze względu na dawną rozciągłość dawnego państwa polskiego, mimo że mieszkają tam miljony Niemców… Czysto niemieckie miasto Gdańsk ma stać się wolnem państwem pod suwerennością Polski. Takie postanowienie nie jest oparte na zasadach sprawiedliwości. Zupełnie dowolnie raz przeważa zasada nieprzedawnionego prawa historycznego, innym razem zasada terytorjów etnograficznych, kiedyindziej znowu punkt widzenia interesów politycznych, w każdym wypadku decyzja jest niekorzystna dla Niemiec”.

Technika wywodów niemieckich była prosta: gdy szło o ziemie pochodzące z rozbiorów, twierdzili oni, że obecnie mieszkają tam Niemcy, a więc – w myśl zasady samostanowienia – Polska nie powinna otrzymać tych obszarów. Pomijali natomiast milczeniem przyczyny, rzekomej zresztą, niemieckości tych ziem, oraz fakt że obszary te – ziemie b. zaboru pruskiego, kolebka narodu i państwa polskiego – były przez wieki związane z Polską i do rozbiorów Rzeczypospolitej dzieliły jej losy. Równocześnie te same Niemcy powołują się na argumenty historyczne (brak „związku politycznego Śląska z Polską w ostatnich 750 latach”) tam gdzie ten argument był wygodniejszy.

Główne mocarstwa odpowiedziały na notę Niemiec wyjaśniając szczegółowo, jakiemi pobudkami kierowały się ustalając granice między Polską a Niemcami. Po pierwsze, „zwycięstwo nałożyło Sprzymierzonym specjalne zobowiązania w celu przywrócenia narodowi polskiemu niepodległości, której był niesłusznie pozbawiony lat temu przeszło sto (in order to re-establish the Polish Nation in the independence of which it was unjustly deprived more than one hundred years ago). Akt ten był jednym z największych błędów, jakie zarejestrowała historja, był zbrodnią, której wspomnienie i skutki długo zatruwały życie polityczne dużej części kontynentu Europy. Zagarnięcie zachodnich prowincyj Polski było jednym z podstawowych kroków, dzięki którym została wzniesiona wojskowa potęga Prus, konieczność mocnego trzymania tych prowincyj zwichrzyła całe życie polityczne, naprzód Prus, potem Niemiec. Odrobienie tej krzywdy jest pierwszym obowiązkiem sprzymierzonych, jak to było proklamowane w ciągu całej wojny… Przywrócenie (the restoration) zostało już spontanicznie przyjęte przez rząd rosyjski; dokonanie jego mogło być zrealizowane przez upadek państw środkowych. Drugą zasadą ogłoszoną przez sprzymierzonych i formalnie przyjętą przez Niemcy, jest że (w granicach) odbudowanej Polski (in the restored Poland) będą zawarte te okręgi, które są obecnie zamieszkałe przez niezaprzeczalnie polską ludność”.

Jeśli – stwierdzono w odpowiedzi Ententy – pewne obecnie przez większość niemiecką zamieszkałe ziemie znalazły się w granicach Polski, stało się tam tylko, gdzie germanizacyjna polityka Niemiec zaznaczała się „z wyjątkową ostrością; (polityka ta) wywołała silne protesty nawet w samych Niemczech. Uznanie, że tego rodzaju akcja może dać trwały tytuł do posiadania, byłoby zachętą i wynagrodzeniem najbrutalniejszych aktów przemocy i ciemiężenia”.

Nowe granice – przyznają państwa zwycięskie w swej nocie – istotnie oddzielają Prusy Wschodnie od Rzeszy Niemieckiej, ale „Prusy Wschodnie były tak faktycznie oddzielone (od Niemiec) przez wiele stuleci”.

Jak już wyżej zaznaczono, sytuacja wolnego miasta Gdańska uległa zmianom w porównaniu z tem co główne mocarstwa postanowiły w swej pierwszej decyzji, na podstawie której Gdańsk miał być wprost wcielony do Rzeczypospolitej. Ostatecznie przyjęto inne rozwiązanie, a mianowicie stworzono wolne miasto. Miał to być kompromis, w celu zapewnienia z jednej strony Polsce dostępu do morza, by zrealizować jedno z założeń traktatu pokoju ustalonych jeszcze w czternastu punktach Prezydenta Wilsona. Równocześnie stworzenie wolnego miasta Gdańska miało „zapewnić mu charakter, jaki miasto to posiadało przez wiele stuleci, dopóki pod przymusem i wbrew woli mieszkańców nie zostało zaanektowane przez Prusy… Gdańsk jako miasto hanzaetyckie, jak wiele innych miast hanzaetyckich, leżał zawsze poza granicami politycznemi Niemiec i w unji z Polską cieszył się w szerokim stopniu miejscową niezależnością i wielkim dobrobytem. Obecnie będzie przywrócony do położenia, jakie zajmował przez wiele stuleci… Zagarnięcie przez Niemcy Prus Zachodnich łącznie z Gdańskiem pozbawiło Polskę tego bezpośredniego dostępu do morza, które do niej należało z prawa (which was hers by right). Mocarstwa sprzymierzone i stowarzyszone proponują, aby ten bezpośredni dostęp został przywrócony (the Allied and Associated Powers propose that this direct access shall be restored). Nie wystarczy, by Polsce było dozwolone korzystanie z portów niemieckich – wybrzeże takie krótkie jakie jest, jest polskie i musi być jej przywrócone (must be restored to her)”…

Wyżej podane wyjątki z dyskusji, jakie w łonie Rady Najwyższej, decydującej na konferencji pokojowej w Paryżu, toczyły się około sprawy polskiego dostępu do morza, podane tu wedle oficjalnej amerykańskiej relacji (jednego z wybitnych członków amerykańskiej delegacji na konferencję pokojową, D. H. Millera), są niemal zupełnie nieznane polskiej nauce, nie mówiąc o polskiej opinji. Zasługują one na uwagę, gdyż wykazują, że między dzisiejszą sytuacją wolnego miasta Gdańska a sytuacją tego miasta z czasów przedrozbiorowych istnieje jak najściślejszy związek, i to nie tylko związek o charakterze historycznym, ale przedewszystkiem związek prawno-polityczny.

Stworzenie wolnego miasta na konferencji pokojowej nie miało przeto na celu kreowania jakiegoś nowego tworu politycznego, sztucznego w swych założeniach, tworu który zrodził się nagle bez precedensu. Przeciwnie, organizacja i ustrój Gdańska, jego związek z Polską w tej formie w jakiej został sformułowany w traktacie pokoju, uważany był przez autorów tego traktatu za dalszy, logiczny, ciąg własnej ewolucji tego miasta, zgodnie z którą związane ono było zawsze ściśle z Rzecząpospolitą, a nigdy (do r. 1793) z Rzeszą Niemiecką. Od czasów rozbiorów Polski, działał przymus, który został usunięty w rezultacie pokonania Niemców.

Na podkreślenie więc zasługuje fakt, iż mocarstwa sprzymierzone związek między wolnem miastem dzisiejszem a dawnem uznały i że przyznały same, iż przywracają tylko stosunki z Rzecząpospolitą, jakie panowały do chwili, gdy brutalna przemoc rozbiorów je przerwała.

St. L. Hubert.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close