Wyznanie germanofila polskiego

Nie – to nie spowiedź. Spowiedź, to wyliczenie win, wyznanie zaś, to wypowiedzenie przekonań, wypowiedzenie prawd, chociażby subjektywnych. Mówię z podniesionem czołem: „Jestem germanofilem polskim”. Czy znajdzie się polityk, który będąc moskalofilem, powie to o sobie? Moskalofilstwo bowiem, to przystosowanie się do niewoli, do jarzma rosyjskiego; germanofilstwo natomiast u Polaka, pochodzącego z zaboru rosyjskiego, który obejmował 80% naszego terytorjum historycznego, było dążnością do wyzwolenia politycznego Polski, do bytu samodzielnego. Kto realnie ujmował sprawę polską, ten rozumiał, że tylko opancerzona pięść niemiecka zdolna była do rozbicia Rosji, do oderwania od niej tak olbrzymich połaci kraju polskiego, że o wcieleniu, o asymilacji nie mogło być mowy, że więc musiała nastąpić prawno-państwowa odrębność Polski; jeżeli nawet narazie nie mogłaby powstać Polska, posiadająca wszystkie swe dzielnice, to w każdym razie posiadałaby ośrodek krystalizacyjny, który stałby się słońcem i magnesem wszystkich jej dzielnic.

Gdy podczas wojny światowej śpieszyłem do wyzwolonej Warszawy, w parę dni po wyruszeniu Moskali, widziałem olbrzymie pole świeżych mogił. Bawarzy, Hannowerczycy, Wirtemberczycy, Sasi, Prusacy. Niemcy ze wszystkich części Rzeszy Niemieckiej legli tu, na polskiej ziemi, a konsekwencją tych ofiar stała się Polska niepodległa. Wprawdzie nie walczyli oni w tym celu. Walczyli o stanowisko w świecie swego narodu, o jego położenie międzynarodowe, lecz konsekwencją tej walki – nasze wyzwolenie. Jak nie możemy bez niechęci myśleć o tym, który nawet bez złego zamiaru wyrządził nam olbrzymią krzywdę, tak nie możemy myśleć bez rozczulenia o tym narodzie, który bez zamiarów dobroczynnych względem nas dał nam największe dobrodziejstwo – możność osiągnięcia niepodległości. Tylko wówczas uwierzę, że zanikły w nas rezultaty niewolnictwa rosyjskiego, gdy germanofilstwo stanie się w Polsce objawem nie wyjątkowym, ale powszechnym, gdy prasa, przystosowująca się dla geszeftu do nastrojów publiczności, przestanie szczuć na Niemców i zmieni radykalnie stosunek do tego narodu.

Od wojen napoleońskich w ciągu trzech ćwierci wieku sympatje francuskie były silne wśród najbardziej patrjotycznych natur w Polsce. Rzecz naturalna, z rozkładu i apatji, w które wtrącił nas doszczętny rozbiór Polski, wyzwoliły nas wojny napoleońskie. Dały one ważne ogniwo w naszym rozwoju – Księstwo Warszawskie – i odrodziły narodowego ducha. Pamięć o kampanji polskiej 1812 r. nie zarysowała się w świadomości Polaków jako argument, dowodzący, iż Francja nie jest w możności odbudowania Polski, lecz jako dążność do naszej odbudowy przez to państwo. Nie zraziły nas do Francji słowa ministra Sebastianiego: „L’ordre régne à Varsovie”, wypowiedziane w chwili zduszenia naszego powstania i pastwienia się nad Polską przez zwycięską Rosję. Wiara, że we Francji nastąpi nowa rewolucja, która da nam wyzwolenie i wyrównanie wszelkich krzywd, panowała wśród emigracji naszej, będącej mózgiem i sercem narodu. Demonstracje za Polską, domagające się odbudowy Polski w r. 1848, wkońcu powrót dynastji Napoleona na tron, dziedzica wielkiego imienia, podnoszącego sprawę narodowości w Europie, ożywiły nasze nadzieje na Francję. Były one jednym z czynników powstania 1863 r. i przedłużały to powstanie. Reakcja polityczna w Polsce rozpoczęła się nie bezpośrednio po r. 1864, lecz po przegranej przez Francję wojnie 1871 r. Hrabia Wojciech Dzieduszycki wspomina, iż na niego i na jego przyjaciół pogrom Francji 1871 r. wywarł wpływ depresyjny, wywołał poczucie beznadziejności. Rzecz naturalna, skoro uważano, iż Francja jest jedynem źródłem siły, mogącej nas wyzwolić.

Inny stosunek do Francji musiał być u przedstawicieli tego pokolenia, które zaczęło czuć i myśleć politycznie w okresie przymierza francusko-rosyjskiego. Nienawiść do Rosji musiała wzbudzać niechęć do sprzymierzonej z nią Francji, jak swojego czasu budziła żywe sympatje do zwycięskiej nad Rosją Japonji. Uderzenie Rosji na Dalekim Wschodzie, nawet klęski, zadawane jej w Azji, nie mogły jeszcze sprawić oderwania Polski od Rosji. Tu trzeba było potężnej, opancerzonej pięści niemieckiej. Tymczasem w społeczeństwie polskiem powstawały i rozwijały się nastroje antyniemieckie. Jednym z czynników tych nastrojów była germanizacja, polityka antypolska w zaborze pruskim. Położenie każdego zaboru jest zależne od stosunku sił zaborczego państwa do danego zaboru i od polityki zewnętrznej. Stosunek sił w zaborze pruskim przesuwał się na naszą niekorzyść. Polityka zewnętrzna była też dla nas niekorzystna. Niemcy bismarckowskie oraz kontynuujące politykę Bismarcka dążyły do zbliżenia z Rosją a czynnikiem tego zbliżenia była polityka likwidacji żywiołu polskiego. Lata przerwy w tej polityce, zelżenie ucisku narodowego, pewne koncesje w zaborze pruskim przechodziły w okresie naprężonych stosunków między trójprzymierzem a dwuprzymierzem (pierwsze lata panowania Wilhelma II, kanclerstwo Capriviego). Prasa warszawska, pragnąc eksploatować patrjotyzm w sposób bezpieczny, w dodatku skrępowana cenzurą, uniemożliwiająca pisanie o ucisku w zaborze rosyjskim, elektryzowała nerw narodowy, uderzając w ton antypruski. Przedstawiciel płytkości politycznej Warszawy, Prus, który w „Omyłce” urągał pod opieką cenzury carskiej powstaniu 1863 r., zdobywał ostrogi w walce z germanizmem. Sienkiewicz w r. 1905 w liście do redakcji „Rusi”, przyznał się, że nowelę „Z notatek poznańskiego nauczyciela” pisał mając na myśli szkołę rosyjską, a tylko ze względów cenzuralnych przeniósł rzecz na teren poznański. Wielki pisarz mniemał, że czytelnik się domyśli i resztę w duszy sobie dośpiewa. Lecz czytelnik stawał się coraz mniej domyślny, a w duszy jego coraz rzadziej śpiewały arje zakazane przez cenzurę.

Przyszła Duma rosyjska, a z nią nadzieje na zawarcie ugody polsko-rosyjskiej, dającej nam koncesje narodowe. Siłą motorową tych koncesyj miał być, według przypuszczeń przywódców Narodowej Demokracji, antagonizm rosyjsko-niemiecki i nasze opowiedzenie się po stronie Rosji. W r. 1907 Liga Narodowa, będąca zakonspirowanem jądrem N. D., uchwaliła zaniechać wszelkiej agitacji antyrosyjskiej, natomiast zaleciła prowadzenie agitacji antypruskiej. Głoszono wówczas, że Królestwo nie otrzymało autonomji, gdyż nie pozwalały na to Niemcy, i wszelkie objawy ucisku w zaborze rosyjskim przypisywano wpływom niemieckim. W Dumie głosowano za kontyngentem rekrutów, motywując, że chcemy, aby Rosja była silna, aby nikt nie mógł się wtrącać do stosunków rosyjsko-polskich. Wkońcu na bankiecie słowiańskim w r. 1908 Dmowski rzucił hasło „słowiańskości bez zastrzeżeń”.

Od r. 1909 odczuć było można zbliżanie się wojny między państwami centralnemi a Rosją. Ci, co chcieli utrzymać polskie społeczeństwo w bierności wobec zbliżającej się wojny, wskazywali uporczywie na niebezpieczeństwo niemieckie. Ja zaś, pragnąc zmobilizowania naszych sił podczas wojny przeciwko Rosji, wykazywałem, że już od lat przeszło trzydziestu niema „Drang nach Osten” lecz tylko „Drang nach Westen”, że zabór pruski oddaje prowincjom Niemiec zachodnich znaczną część swego przyrostu naturalnego, że w tej wędrówce na zachód znaczniejszy jest udział Niemców niż Polaków, że w ciągu stulecia procent ludności polskiej i niemieckiej w zaborze pruskim ulegał wahaniom, lecz w gruncie rzeczy nie uległ zmianie na naszą niekorzyść. Zestawiając gęstość zaludnienia Królestwa i Poznańskiego oraz Pomorza, wykazywałem, że przyłączenie całości do Prus wywołałoby zalanie żywiołem polskim rzadko zaludnionego zaboru pruskiego i byłoby przekreśleniem procesu germanizacyjnego całego stulecia oraz zdwojeniem lub potrojeniem Żydów w Niemczech, słowem, zjawisk dla Niemiec niepożądanych. Jeszcze w r. 1912 rząd pruski dla zamanifestowania swych pokojowych dążeń wobec Rosji na mocy ustawy z r. 1908 wywłaszczył dla celów kolonizacyjnych dwa majątki polskie, a już na wiosnę 1914 r. zamierzał zmienić kurs względem zaboru pruskiego, dla pozyskania Polaków wobec zbliżającej się wojny. Niespodziewanie wojna przyszła wcześniej.

W pierwszych dniach wojny w prasie niemieckiej pisano, że należy „umlernen in der polnischen Frage”, prof. Schmoller podkreślał, że rozbiór Polski był wielkim błędem Fryderyka Wielkiego, sławny Wundt, starzec 80-letni, miał wykład w Lipsku, dowodzący potrzeby odbudowy Polski. Prąd filopolski wezbrał w pierwszych dniach wojny w Niemczech, lecz zanikł, gdy się okazało, że nasza aktywność, nasza dążność do niepodległości mogła zmobilizować zaledwie kilka tysięcy ludzi dla stworzenia polskich legjonów, mobilizacja rosyjska w Królestwie idzie jak z płatka, prasa zaś warszawska naogół objawia nie mniej rosyjskiego, państwowego patrjotyzmu od prasy Moskwy i Petersburga. Pomimo to, pomimo licznych wahań i błędów polityki niemieckiej w sprawie polskiej, udało się nam, polskim germanofilom, uzyskać proklamowanie państwa polskiego manifestem z dn. 5 listopada 1916 r. Akt ów przeniósł sprawę z płaszczyzny autonomji na płaszczyznę niepodległości, uczynił ją pierwszorzędną sprawą międzynarodową. Akt ów był jakby wołaniem: „Łazarzu wstań”. „Już cuchnie” – rozlegały się głosy. Tak. Jeszcze cuchnęła atmosfera dezorjentacji, jeszcze cuchnęło moskalofilstwem w Polsce. Lecz to już historja, bliska ze względu na lata, daleka – ze względu na zmienione okoliczności.

Podczas wojny byliśmy wespół z państwami centralnemi jakby w jednej, wielkiej oblężonej i ogłodzonej fortecy. W r. 1917 i 1918 zwiększona była śmiertelność ludności cywilnej w Niemczech, Austrji, Polsce, Anglji i Francji, szczególnie ciężkie były lata 1917 i 1918. W r. 1917 śmiertelność Warszawy wynosiła 42 na tysiąc, stopa urodzeń 17 na tysiąc. Ubytek 2,5%. Dzieci, które zaczynały już chodzić, pod wpływem złego odżywiania w r. 1917 i 1918 wracały do bezwładności niemowlęcej. Temi ciężkiemi warunkami, temi dotkliwemi brakami obciążano Niemców. Stąd niechęć do nich rozlała się w szerokich warstwach. Po wojnie prasa polska usiłowała eksploatować ten nastrój przez prowadzenie antyniemieckiej agitacji. Nie było to monopolem N. D., lecz objektem współzawodnictwa niemal całej prasy. Na tem robił interesy krakowski „Ilustrowany Kurjer Codzienny”, zawsze gotowy karmić czytelników chociażby trucizną, byleby geszeft szedł. Było to wszystko bardzo niebezpieczne, mogło mieć fatalne konsekwencje.

Granice polsko-niemieckie ciągną się na przestrzeni 1918 km., nawet z Rosją granica jest krótsza, wynosi 1412 km. Granica z Niemcami półkolem otacza znaczną część Polski, co uniemożliwia przeprowadzenie frontu, gdyż musiałby on przechodzić pod Warszawą. Od Warszawy do Prus Wschodnich jest w linji powietrznej około 100 km., a więc Warszawa może być ostrzeliwana przez dalekonośne działa z Prus Wschodnich. Rzeki nie dzielą Polski od Niemiec, lecz łączą te dwa kraje. Zagłębie węglowe znajduje się na granicy polsko-niemieckiej. Gdyby w razie wojny polsko-niemieckiej linja frontu niemieckiego stanęła na Warcie, jak to było na początku wojny światowej, dotknąłby nas paraliż gospodarczy. Jeżelibyśmy wzięli pod uwagę wszystkie czynniki siły potencjonalnej, przeobrażone w siły militarne, to stosunek sił Polski do Niemiec byłby wielokrotnie niższy, tak że nawet Francja plus Polska jest słabsza od Niemiec. Czynnikami temi są: liczba ludności, gęstość zaludnienia, gęstość sieci kolejowej, ilość samochodów, udział w światowej żegludze powietrznej, produkcja surowego żelaza, produkcja stali, przemysł maszynowy i przemysł chemiczny.

Rachowano u nas na pomoc Francji. Polska odrodzona do ostatnich czasów była jakby wasalem politycznym Francji. Francja przez długi czas usiłowała podtrzymać antagonizm polsko-niemiecki, lecz następnie była nim zaniepokojona. Publicystyka francuska wręcz oświadczała, że po Locarnie Francja może Polsce nieść pomoc tylko dyplomatyczną; Francja podczas wojny straciła 37% dorosłych mężczyzn w zabitych i rannych. Uzyskała Alzację i Lotaryngję z 1,7 miljonów ludności, ma przeszło 2 miljony cudzoziemców, których naturalizowała na mocy prawa 1927 r. bardzo łatwo, a jednak posiada tyleż ludności co przed wojną. Francja jest podobna do człowieka, który walczył z silniejszym od siebie, otrzymał głębokie rany; trzynastu innych przybiegło mu na pomoc i dało zwycięstwo, lecz rany bolą. Pierwszym odruchem było wypuścić tyle krwi z tego silnego, aby stał się na zawsze słabszy. Była to polityka Clemenceau – Poincaré, okupacja zagłębia Ruhr i t. d. Kiedy ta polityka zawiodła, zaznaczyła się chęć pogodzenia się z tym silnym. Francja napadnięta będzie się broniła, lecz nie ruszy się dla zapewnienia sfery swych wpływów.

Przymierze z Rosją sowiecką jest dla Polski rzeczą niebezpieczną. Przekształcenie wojny w rewolucję społeczną, to zasada partji komunistycznej. Armja sowiecka, gdyby weszła do Polski jako sprzymierzona, przeobraziłaby Polskę w jedną z republik sowieckich.

Polska dotychczas miała tylko pewnych antagonistów, nie miała zaś sprzymierzeńców. Dla uniknięcia wojny z Niemcami, dla zachowania swego terytorialnego status quo, Polska winna iść na zbliżenie z Niemcami. Podstawy tego zbliżenia istnieją we wzajemnie uzupełniającej się strukturze gospodarczej obu państw. Niemcy i Polska, to podstawy bloku środkowo-europejskiego, ciągnące się od Bałtyku do morza Czarnego, od morza Niemieckiego do Adrjatyku, to czynnik pierwszorzędny w polityce światowej. Wszystko to było podstawą moich przekonań politycznych i gospodarczych. Między mną a opinią i polityką polską był olbrzymi kąt odchylenia. Kąt ów się zmniejsza nie z tego powodu, żebym zmienił moje przekonania, lecz że objektywna prawda mych poglądów przenika coraz bardziej do świadomości lepszych umysłów w Polsce.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close