WŁADYSŁAW PNIEWSKI

Znaczenie języka polskiego w dawnym Gdańsku

Gdańsk powstał na odwiecznie słowiańskiej ziemi, wchodzącej od X w. narówni z wielu innemi ziemiami lechickiemi w skład wielkiego państwa Bolesława Chrobrego. A po rozpadnięciu się Polski na udzielne księstwa, Gdańsk rozwijał się pod opieką i panowaniem książąt wschodniopomorskich. W w. XII był już znacznym grodem, a obok niego nad Motławą rozbudowywała się osada rybacko-handlowa, zamieszkała przez ludność pomorską.

Oczywistą jest rzeczą, że wówczas u ujścia Wisły rozbrzmiewał tylko język pomorski czy też polski. Język niemiecki zaczęli w te strony przynosić kupcy niemieccy, osiedlający się począwszy od końca XII w. w pobliżu osady pomorskiej w kierunku południowo-wschodnim. Wzniesiona w ten sposób nowa osada targowo-handlowa otrzymała około r. 1235 od księcia Świętopełka prawo miejskie, a następnie wiele przywilejów. Do r. 1308 Gdańsk pozostawał pod władzą książąt pomorskich, króla Przemysła, wreszcie Władysława Łokietka, poczem wzięli go podstępem i przemocą rycerze krzyżaccy i władali nim przez blisko sto pięćdziesiąt lat. Niebawem powstało t. zw. Prawe Miasto, które w dziejach Gdańska odegrało główną rolę, a za rządów krzyżackich nosiło niemiecki charakter. Jednakże ludność osady rybackiej pozostawała nadal w dawnem skupieniu i na prawie polskiem, zachowując w mowie i obyczaju swoją dawną nienaruszoną słowiańskość.

Po zrzuceniu jarzma krzyżackiego i ponownem połączeniu się z Polską, miasto zostało zreorganizowane, gmina zaś rybacka, czyli t. zw. Zasiek (Hakelwerk), włączona do Prawego Miasta, a tem samem do niemieckiego cechu rybackiego. Od tej chwili następuje wzajemne przenikanie ludności, zwłaszcza że w mieście zaczęli się obok nowych przybyszów z Niemiec osiedlać także tubylcy Pomorzanie, Polacy z bliższej i dalszej okolicy. Język polski wraz z kaszubskim zaczął rozbrzmiewać w murach Gdańska narówni z niemieckim. Inaczej też być nie mogło na odwiecznie polskiej ziemi i w państwie polskiem. Sami Niemcy mówić się uczyli po polsku, co było zjawiskiem zupełnie naturalnem. Jakże bowiem ten Gdańsk kupiecki, uprawiający ze szlachtą polską handel produktami rolnemi, mógł nie troszczyć się o język polski, jak przedstawiciele władz miejskich, to przyjmujący posłów i komisarzy królewskich, a nawet samego króla wraz z dworem i najwyższymi dostojnikami państwa, to jeżdżący na sejmy i w innych misjach do Warszawy, słowem, jakże ten Gdańsk urzędowy i kupiecki mógł się obejść bez znajomości języka polskiego?

Toteż uczyli się w Gdańsku języka polskiego Polacy, uczyli go się i Niemcy, najpierw prywatnie, gdy w szkołach uczono jeszcze tylko łaciny, a później i w szkołach publicznych. Uczyli go się dorośli, ale uczyła go się przedewszystkiem młodzież, i to obojga płci, bez różnicy stanu, bez różnicy narodowości. Uważano, że nauka języka polskiego przynosi nie tylko korzyści materjalne, ale równocześnie honor i zaszczyt, wobec czego niejednokrotnie prześcigano się w rezultatach tej nauki. Więc chociaż w mieście uczono języka polskiego w szkołach publicznych w XVII, XVIII a nawet XIX jeszcze w., w sławnem zaś Gimnazjum Akademickiem już z końcem XVI w., chociaż nie brakło w Gdańsku nigdy dobrych nauczycieli prywatnych, to przecież ambitni patrycjusze nie zadowalali się miejscową nauką szkolną, ani potoczną, niezbyt piękną polszczyzną, którą posługiwano się pospolicie w mieście. Rozkochani w pięknej literackiej mowie „sarmackiej”, jak nieraz górnie w owym czasie nazywano język polski, wysyłali synów swoich na dwory pańskie lub do miejscowości wyłącznie polskich, by tam doskonalili się w szlachetnym języku polskim. Nie dziw też, że te chwalebne zabiegi i starania ojców miasta uwieńczone zostały jak najlepszemi wynikami. Synowie ich bowiem nauczyli się nie tylko pięknie mówić po polsku, ale znaleźć można było wśród nich prawdziwych miłośników i wielbicieli mowy Polaków. Takim miłośnikiem był w XVII w. m. in. burmistrz gdański, K. E. Bauer, który już jako uczeń Gimnazjum Akademickiego wygłosił piękne przemówienie na cześć króla Sobieskiego, takimi byli niewątpliwie i ci rajcowie gdańscy, którzy na znak żałoby spowodu przejścia miasta pod panowanie pruskie postanowili nosić skromne stroje czarne.

Zrozumiałą jest rzeczą, jak już wyżej zaznaczono, że język polski był każdemu obywatelowi gdańskiemu niezwykle potrzebny i wielkie mu przynosił korzyści. Wiedział już o tem gdański drukarz Rhode, który krótko po swem przybyciu do Gdańska wydał jako jeden z pierwszych swych druków polski elementarz 1538 r. Jeden zaś z rektorów Gimnazjum Akademickiego, Jan Maukisch, napisał osobną broszurę p. t. „Wolmeinende Erinnerung” („Życzliwe przypomnienie”), w której dowodził że język polski na tych ziemiach jest w codziennem użyciu, że jest prawie konieczny i nadzwyczaj pożyteczny, że zatem dzieci wcześnie go się uczyć powinny.

Późniejszy historyk gdański, a twardy Niemiec i patrjota pruski, Gotthilf Löschin, nie wahał się w swej „Historji Gdańska” przyznać, że znajomość języka polskiego w Gdańsku XVI i XVII w. była nieomal dla każdego mieszkańca gdańskiego rzeczą nieodzowną.

Gdańszczanie doskonale tę potrzebę rozumieli i sami domagali się nauki języka polskiego, i to pełnej nauki, nie tylko początków, tak w szkołach jak też kursach prywatnych.

Pierwsze zaś podręczniki języka polskiego napisane zostały przez Mikołaja Volckmara w końcu XVI w. na wyraźne życzenie władz miejskich.

Podręczników tych powstawało coraz więcej i coraz były lepsze. W ciągu trzech wieków ukazało się ich w Gdańsku około dziewięćdziesięciu, czyli że co trzy lub cztery lala pojawiało się jedno wydanie. A dodać trzeba, że używano w Gdańsku również podręczników języka polskiego gdzieindziej wydawanych. Pisali je częściowo cudzoziemcy, co może najdobitniej świadczy o ich konieczności i popycie na nie w Gdańsku.

Również wśród nauczycieli języka polskiego na terenie Gdańska spotykamy wielu Niemców, co potwierdza nasze przypuszczenie, że nie Polacy narzucali się z nauką i swojemi podręcznikami, ale że nauki polskiej pragnęli sami Niemcy i usilnie się o nią starali.

Niemało też mamy świadectw, że język polski był w dawnym Gdańsku bardzo rozpowszechniony. Wspomniany Löschin pisze w swej „Historji Gdańska”, że w XVI w. w ustach ludu język polski był zapewne w tak częstem użyciu jak niemiecki, wskutek czego w wielu kościołach ewangelickich kazano po polsku. Mamy również świadectwa pisarzy XVII w., jak np. Mateusza Meriana i Andrzeja Cellarjusza, że język polski był w Gdańsku używany narówni z językiem niemieckim.

Nawet po wsiach nizinnych na żuławach dzieci niemieckie uczyły się po polsku, jak o tem pisze geograf niemiecki Abraham Hartwich w r. 1722.

Język polski musiał mieć w Gdańsku mocno ugruntowane prawo bytu i zwyczaju, musiał być w najwyższych sferach mile widziany i lubiany, skoro uczeni i literaci polskie pisywali na cześć dostojników gdańskich panegiryki albo dzieła swe burmistrzom i rajcom w polskim dedykowali języku. Zdarzało się nawet, że drukarze Niemcy przemawiali w przedmowach do władz gdańskich po polsku, gdy polskie wydawali na świat książki. Istotnie też, jak wiemy, najwyższe sfery patrycjuszowskie uważały sobie za obowiązek, przyjemność i zaszczyt mówić pięknym językiem polskim.

To szczególne przywiązanie Niemców do języka polskiego nie wygasło zaraz po rozbiorach, jakby można sądzić z pozorów. Wprawdzie ruguje się go z kościołów, urzędów i szkół, zostawiając zaledwie naukę nieobowiązkową języka polskiego w szkole św. Jana aż do r. 1871. Dopiero w roku zwycięstwa Niemiec w wojnie z Francją przestano w Gdańsku nauczać języka polskiego publicznie. Ale język ten, chociaż zamarł w szkołach i zamarł w kościołach ewangelickich, długo trwał w pamięci i tradycji starych Gdańszczan.

Trwał zaś przedewszystkiem – w sercach, na ustach i w domach niezłomnych patrjotów polskich, trwał na zebraniach polskich, trwał na łamach gazet i książek polskich wydawanych w Gdańsku, aż skurczony i poszczerbiony wśród czterdziestoletnich zaciekłych prześladowań, odżył w czasie wielkiej wojny światowej i po zmartwychwstaniu Polski. W r. 1914 dowództwo armji niemieckiej przypomniało sobie, że w Gdańsku żyje jeszcze ten na zagładę skazany lud polski i gen. Mackensen kazał ogłosić rozkaz mobilizacyjny w dwu językach: polskim i niemieckim.

Dzisiejsza ludność polska w Gdańsku wierzy niezłomnie w uszlachetniającą i cudotwórczą moc naszego języka i w jego zwycięstwo.

Władysław Pniewski.

Tygodnik społeczno-kulturalny wydawany w Warszawie w latach 1924 – 1939. Założycielem i redaktorem naczelnym był Mieczysław Grydzewski. Pomimo swojej nazwy zawierał także , zwłaszcza od lat trzydziestych, materiały o tematyce politycznej. W okresie międzywojennym był najbardziej inteligenckim polskim pismem. „Wiadomości” były czytane i jednocześnie krytykowane przez wszystkie strony ówczesnej sceny politycznej. Na łamach tygodnika publikowali min. Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Ksawery Pruszyński, Antoni Sobański, Jan Lechoń, Karol Irzykowski, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Stefania Zahorska, Irena Krzywicka a debiutował Bruno Schultz. Najlepszą charakterystyką pisma niech będzie cytat z gazety „Prager Presse”: „Jeżeli kiedyś ukaże się indeks prac wydrukowanych na łamach tego tygodnika, przekonamy się, że nie brak tu ani jednego nazwiska, które w polskiej literaturze współczesnej coś znaczy, od najskrajniejszej prawicy aż do radykalnej lewicy. Redaktor ma jedną tylko zasadę programową: żeby pismo było aktualne, żeby przynosiło rzeczy warte czytania i żeby każdy kto ma naprawdę coś do powiedzenia mógł się w niem wypowiedzieć, bez względu na swe poglądy. Rezultat takiego programu jest ten, że każdy czytelnik w każdym numerze pisma znajdzie coś dla siebie; może to go cieszyć lub złościć, ale obchodzi go zawsze.”

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close