Amerykanie! Na co czekacie?

TYLKO PAN BÓG MOŻE BYĆ NEUTRALNY

W płonącej Warszawie, podczas piekielnego bombardowania, widziałem taką scenę: matka z dwunastoletnim synem wybiegają z piwnicy na ulicę.

– Dokąd to? – zapytał ich student amerykański, chłopisko naschwał, rzucające kulą na 14 m i studjujące w Polsce mleczarstwo.

– Wzmacniać barykadę, czołgi niemieckie ją szturmują.

– Bardzo dobrze! Ja tu tymczasem pomodlę się za was.

On to nazywał „przychylną neutralnością” – ten stukilowy chłopak.

Co wy, Amerykanie, robicie, gdy u was w kamienicy oszalały bandyta morduje sąsiądów z przeciwległego mieszkania? Klękacie do pacierza czy biegniecie na ratunek? Od czasów Sodomy i Gomory Pan Bóg przestał robić policjanta na ziemi. Patrzy napewno z obrzydzeniem na Niemców, ale trzymając się konsekwentnie swej polityki ostatnich kilkunastu tysięcy lat, – nieinterwencji w sprawy ludzkie, – nie zamierza, nawet teraz – w tej jaskrawej walce dobrego ze złem – nikogo wyręczać. Lecz to jedyny – Wielki Neutralny. Z ludzi nawet Eskimosom nie wolno stać nauboczu, nie wolno patrzeć bezczynnie, kto zwycięży: człowieczeństwo czy Niemcy?

SZAJKA I JEJ HERSZT

Cóż to są Niemcy? To naród, który wydał najmniej misjonarzy a najwięcej generałów; naród, który podziwia nie Pasteura ale Kruppa; naród, który uwielbia być w tłumie, bo widząc się w masie wnet każdy myśli: ,,Ha! iluż cudzoziemców moglibyśmy teraz zarżnąć!”.

Niemiec nie pojmuje by można coś osiągnąć inaczej niż przez wojnę. Widząc statek w Anglji, butelkę wina we Francji, tulipan w Holandji, kopę siana w Polsce -zaraz zgrzyta: „Toby mi się bardzo przydało! Dlaczego to nie jest moje?”. I kombinuje gdzie granicę przekroczyć, skąd najlepiej napaść, jak właściciela najłatwiej obezwładnić.

Hodowla, uprawa, rękodzielnictwo, handel – wszystkie te mozolne drogi do dobrobytu zastąpili sobie Niemcy jednem słowem: grabież! Wojowanie jest dla nich równie naturalną czynnością jak dla innych narodów – praca. Niemiec uważa, że pagórki są poto by na nich ustawiać artylerję, a zachód słońca Pan Bóg stworzył poto by w jego promieniach mogły niepostrzeżenie nalatywać bombowce.

Niemcy nie żałują, że wywołali pierwszą wojnę światową; żałują tylko, że ją przegrali.

Przed lat}y zwiedzałem pola walki pod Verdun. Spotkałem tam bogatego pyzatego Szwaba, i razem chodziliśmy wśród tych potwornych lejów, szczątków żelaza, po tych cichych, zielonych stokach, usianych bezkresnemi rzędami białych krzyży.

– No widzi pan, – rzekłem mu wreszcie, – warto wam było tracić siedemset tysięcy ludzi, leżąc tu bez pozwolenia, kiedy wystarczyło panu wziąć paszport za 20 franków i przyjechał pan sobie wygodnie samochodem.

– Tak, tak, – odparł niecierpliwie, – ale jednak gdybyśmy wtedy poświęcili jeszcze pół miljona ludzi, tobym dziś przyjechał tu bez paszportu!

Tylko w Niemczech mogło takie paskudztwo jak Hitler dojść do władzy. Mały, pokraczny, o spojrzeniu spodełba, z kosmykiem włosów opadającym na czoło jak ogon u wściekłego psa na zadek, nie kochający nikogo na świecie, – nawet papugi powtarzającej jego przekleństwa, -zapluty, rozwrzeszczany, histeryczny, wywołałby obrzydzenie nawet wśród ludożerców. Lecz obiecał Niemcom zamienić cały świat w obóz koncentracyjny, w którym oni będą dozorcami. Nic nie mogło bardziej się podobać, gdyż dla prawdziwego Niemca kopnąć kogoś w twarz jest większą przyjemnością niż pójść do kina, a za rozkosz rozprucia brzucha ciężarnej kobiecie każdy się wyrzeknie nocy poślubnej z Dorotą Lamour.

Cała polityka Hitlera, to obietnice, których nigdy nie dotrzymuje, i groźby, które zawsze stara się wypełnić. Traktaty, to dlań tylko ścierki z chloroformem rzucane w nos przeciwnikom przed napadem. Hitler nie myśli o tem jak uszczęśliwić swoich siedemdziesiąt miljonów Niemców, ale wyłącznie jak storturować te dwa miljardy ludzi, którzy – Niemcami nie są.

Na jego rozkaz zaczęto przekształcać wyżymaczki w karabiny maszynowe, fabryki mydła zaczęły wytwarzać gazy trujące, wytwórnie wanien — łodzie podwodne, cukiernie – granaty ręczne zamiast ciastek.

– Będziecie się myli i jedli dopiero gdy pozbawicie inne narody tych przywilejów! – oświadczył on swym hordom.

Aby wyszkolić i przygotować nazistów do rządzenia światem, Hitler zapełnił obozy karne Żydami. Te obozy zajmują w Rzeszy więcej morgów niż boiska sportowe. Uwiązywanie więźniów za przyrodzenie do rozbrykanych cielaków, zanurzanie ich po usta w kadzie pełne ludzkiego łajna, należą do drobniejszych, stosowanych jedynie przez sentymentalnych S.S.-ów, igraszek. Młodzi lotnicy niemieccy odbywają obowiązkowy stage w tych obozach, aby zasmakować w mordowaniu bezbronnych ludzi. Najgorszy przestępca z Sing-Singu jest słodkim aniołkiem w porównaniu z najlepszym z nazistów.

Jak mnich zaczyna dzień od modlitwy, tak Hitler, ledwo otwiera oczy, złorzeczy wszelkiej wolności i demokracji. Nienawiść jest jedynem znanem mu uczuciem. Przykucnięty w swym schronie w Berchtesgaden, latami knuł coraz nowe zbrodnicze plany:

jak wszystkich emigrantów Niemców, rozsianych po świecie, urobić na szpiegów i dywersantów; jak anektować państwa przy pomocy żołnierzy przebranych za turystów; jak obezpłodnić kobiety słowiańskie, a niemieckie zamienić w szybkostrzelne dzieciomioty; jak wyplenić wszystkie religje; jak przepędzać ludność z jednego kraju do drugiego niczem stado bydła; jak wprowadzić masowy analfabetyzm.

Ułożył sobie że Rosjan się wystrzela, Jugosłowian wydusi, Greków potopi, Francuzów wykastruje, Czechów i Skandynawów zgermanizuje, Polaków przegoni na Kamczatkę a Anglosasów do djabła. Dzień, w którym nie wymyślił żadnej podłości, uważał za karygodnie zmarnowany.

Waśnie ta niewyczerpana płodność w łajdackich pomysłach zjednała mu boską cześć u Niemców, podobnie jak wśród bandytów największym autorytetem cieszy się zawsze ten co ma za sobą najwięcej morderstw.

Wedle Hitlera państwa sprzymierzone, to takie które dobrowolnie oddają się pod jarzmo niemieckie, a neutralne, to takie, które uda się zająć bez wojny.

W r. 1914 Wilhelm rzucił się na cały świat odrazu, chciał nim zawładnąć za jednym zamachem. Nie wyszło! „Idea była doskonała, ale wykonanie wadliwe” – zdecydował Hitler. I postanowił podbić świat kolejno, zgryźć go po kawałku.

ICH WOJNA

Gdy Hitler wyprodukował więcej czołgów niż jest szpitali na świecie, obliczywszy że ma jedną bombę na każdego mieszkańca na kuli ziemskiej, przekonany że nikt mu się teraz nie oprze – poszczuł swe opancerzone stada do rzezi.

Oczywiście, o wiele mniej mu zależało na Gdańsku niż na Brescie czy kanale Panamskim. Lecz burzenie domu trzeba zacząć od którejś ściany. To nonsens mówić, że gdyby wół nie miał ucha, nie zostałby pożarty – bo akurat wilk zaczął go szarpać od ucha. Niemcy chciały zagarnąć świat, a wojna wybuchła w r. 1939, bo Polacy pierwsi w obronie świata zaczęli strzelać.

Z kilku stron naraz, bez wypowiedzenia wojny, poprzedzane chmarami dywersantów, głosząc przez fałszywe radja fałszywe rozkazy, wspomagane armją szpiegów, osłaniane stalowym murem czołgów, pod parasolem rojów „dive-bomber”ów, wzniecając na tyłach panikę mordowaniem cywilów – hordy niemieckie rzucały się kolejno na państwa Europy.

A te kraiki, nieprzygotowane, słabe, często jeszcze liżące się po pierwszej światówce, naiwnie zaufane w swe szuflady pełne paktów o nieagresji, przyjaźni, wieczystym pokoju, stawały jednak dzielnie przeciw niemieckiemu kolosowi jak wiotki chłopiec, amator wagi muszej, stanąłby przeciw zawodowemu bokserowi wagi ciężkiej. Wielkie zaś bydlę, nierade jeszcze z przewagi, zaczynało walkę od podbicia nóg chłopcu swą piątą kolumną, od chluśnięcia mu witriolem Goebbelsowym w twarz, od ugodzenia go nożem w plecy; poczem zwaliwszy chłopaka jednym wściekłym sierpowym – okrzykiwało tę haniebną masakrę najchlubniejszem w dziejach zwycięstwem.

Wojna jest wstrętnem bezprawiem, gdzie obowiązują pewne prawa, których Niemcy bezprawnie nie przestrzegają.

W 19 stolicach panoszą się dziś Niemcy, prą czołgami do 20-ej, bombardują nocami 21-ą, pochyleni nad globusem zgrzytają:

– Cóż to jest? Jeszcze w 38 nie możemy grabić i rozstrzeliwać?

– Cierpliwości, – syczy Hitler, – tylko Moskwę zdobyć, Londyn zająć – a potem resztę pochłoniemy jednym łykiem!
I obiecuje każdemu żołdakowi niemieckiemu jedno miasto na własność do złupienia.

AMERYKA NIE JEST NA MARSIE

Śmiejecie się z tych pogróżek, Amerykanie, obyż wasz śmiech się nie zamienił w spóźniony okrzyk przerażenia.

Niedźwiedź, siedzący na szczycie drzewa i patrzący z lekceważeniem na drwala rąbiącego je od spodu, nie jest najmądrzejszą z istot.

Niemcy zawładnęli Norwegją siepaczami, którzy wychynęli w nocy z niewinnych statków handlowych, Kretą – spadochroniarzami, Bułgarją – turystami, Rumunją – szeregiem rewolt wewnętrznych… I napewno nie wyczerpali na tem swego repertuaru; stać ich jeszcze na tuzin innych szwindli.

Wy, Amerykanie, macie swój senat, uniwersytety, trusty, związki, stronnictwa, kluby, partje – dziesiątki poważnych instytucyj i tysiące ciekawych zagadnień; Niemcy mają tylko jedną instytucję: sztab generalny! i tylko jedno zagadnienie: jak podbić inne państwa!

To potworne – ale to im daje szaloną przewagę.

Miejską kasę w Zambrowie okradziono kiedyś sześć razy w ciągu jednego roku. Pojechałem zrobić wywiad z dyrektorem tej kasy. Sympatyczny finansista pokazał mi wszystkie dowcipne środki bezpieczeństwa, jakie oddawna przedsięwziął: dzwonki alarmowe, pułapki, zamki skrytki, zasuwy…

– Wszystko to doskonałe, – rzekłem wreszcie, – ale dlaczego mimo to kradzieże się ciągle udają?

– Proszę pana, – odparł dyrektor – zawodowych włamywaczy w Zambrowie jest koło dwustu, a wie pan co oni cały czas robią?

– Skąd ja mogę wiedzieć?

– Oni myślą, proszę pana! oni wszyscy bez przerwy myślą, jak okraść mój bank, jedyny w mieście. Ja jestem sam i mam tysiąc interesów na głowie, a ich jest dwustu i myślą tylko o jednem. No to co pan chce – oni wkońcu zawsze coś wymyślą!

Dla Niemców Stany Zjednoczone są tym bankiem.

Mając wolne ręce w Europie nie spoczną aż was okiełznają. Przeskoczą z Kamczatki na Alaskę, zawładną Ameryką Południową, opanują Meksyk, pchną na was Japonję, w oceanach będzie więcej ich łodzi podwodnych niż rekinów, będziecie musieli rozbierać każdą niańkę na ulicy, sprawdzając czy nie jest przebranym spadochroniarzem, co druga fabryka zacznie wam wylatywać w powietrze… Niema świństwa, którego Niemcy nie wymyślą by was zgnębić. Żadne rygle nie pomogą. Trzeba zlikwidować bank albo złodziei.

Linja Maginot, powódź z przerwanych tam holenderskich, góry greckie, morze Śródziemne, pustynia libijska, bagna Berezyny, stepy Ukrainy nie zagrodziły drogi Hitlerowi. Jego łaknące łupu hordy powstrzymuje tylko człowiek wciśnięty w czołg, pancernik i samolot. Amerykanie! nie te dwie boczne kałuże was bronią, ale ludzie na wysepce brytyjskiej.

Nazajutrz po stratowaniu tej wyspy zacząłby się u was black-out.

Hitleryzm to zwierzę nienasycone, które przystaje jedynie na czas potrzebny do pożarcia najbliższej ofiary. Ledwo się z nią upora – napada na następną. Każdy zburzony dom w Europie okupił wam w Ameryce jedną minutę spokoju dłużej. Nowy Jork stoi dziś nietknięty, bo na drodze doń Warszawa, Rotterdam, Coventry, Belgrad, leżą w gruzach. One pochłonęły furję bomb, które Hitler wolałby na was zachować.

Części świata, kontynenty, to błędne pojęcia z epoki dyliżansów. Washington jest bliżej Berlina niż Władywostok, w którym na wiosnę Hitler chce mieć Gauleitera, Hitler nie napadł dotąd na wolnych Amerykanów nie dlatego że są „za daleko”, lecz dlatego że inni wolni ludzie stanęli mu na przeszkodzie.

Nie zostało ich już tak wielu.

TUZIN PRZYKŁADÓW POWINIEN WYSTARCZYĆ

O, jakże gorzko dziś żałujemy, drobni, katowani chłopcy Europy, żeśmy się nie zerwali wszyscy społem gdy bestja niemiecka wpiła swe czołgi w pierwszego zbrzegu; żeśmy bezczynnie patrzyli na agonję sąsiada, wierząc kretyńsko że na tem się skończy, że do nas nie dojdzie. Kolejno popełnialiśmy ten sam błąd, i kolejno spotykał nas ten sam los. Przedłużaliśmy sobie pokój o parę chwil za cenę utraty wszelkich szans w wojnie. Człowiek honoru broni swego domu przed zbójami, człowiek mający prócz honoru i rozum, zaczyna z nimi walkę już wtedy gdy wywalają drzwi w domu obok. Czy przykład tuzina zgórą państw jeszcze wam, Amerykanie, nie wystarcza? Czy wierzycie nadal manjacko, że Hitler kiedyś będzie miał dość, że jest coś na co się nie odważy?

I czy uparcie będziecie chodzili beztrosko do kina podczas gdy trzeszczy ostatnia broniąca was barjera?

Amerykanie! Nie czekajcie aż Niemcy oczyszczą przed wami przedpole jak przed Rosją, aż zostaniecie z nimi sami oko w oko. Wasze życie naprzeciw bestji sprężonej do skoku w wymiecionej z wszelkiego oporu Europie będzie nieustannym koszmarem. Każdy tydzień przedłużonego nie w porę pokoju kosztuje potem rok wojny. Za każdą kroplę krwi, zaoszczędzoną w niewłaściwym czasie, wylewa się potem wiadro.

ZAMIAST WYPOWIEDZENIA WOJNY – JEDEN PENS TYGODNIOWO

Jesteście, Amerykanie, najliczniejszym narodem cywilizowanym świata; jesteście najbogatsi, macie najprzyjemniejszy ustrój, największy przemysł, najnowocześniejsze urządzenia.

U nas w Europie na trudną rzecz, zrobioną w rekordowo krótkim czasie, mówiono: -to w amerykańskiem tempie! Na coś kolosalnego: – to na amerykańską skalę! Na niezwykle szerokie przedsięwzięcie: -to z amerykańskim rozmachem! Nawet gdy ktoś dał komuś w mordę wyjątkowo silnie, wołano: – to prawdziwie amerykański cios!

Wszystko co było nowe, gigantyczne, niezwykłe i błyskawiczne pochodziło nieodmiennie z Ameryki. Przodowaliście w wynalazkach, podciągaliście świat wzwyż, wskazywali do czego można dojść i co osiągnąć. My, Europejczycy, patrzyliśmy na was z tym podziwem zmieszanym z odrobiną zazdrości, jaki mają starszawi ludzie dla młodzieńców silniejszych, bardziej obrotnych, którzy sobie życie lepiej urządzili.

I oto dziś, podczas śmiertelnej walki cywilizacji z barbarzyństwem, postępu z ciemnotą, miłujących swobodę z apostołami niewolnictwa, wy, Amerykanie -wykwit tej cywilizacji, krzewiciele tego postępu, żyjący w największej wolności naród świata – wyznaczyliście sobie skromną rolę dostawców broni dla obrońców tych wartości.

Naturalnie to pożyteczne, lecz ostatecznie mecz piłkarski wygrywają gracze – nie szewcy co im uszyli buty. Za zgładzenie smoka czcimy św. Jerzego, a nie płatnerza, który mu ukuł miecz.

Najlepszy aktor zespołu, pełniący podczas przedstawienia galowego funkcję suflera, nie jest w porządku. Republika Porto-Rico, zasilająca wrogów Hitlera samolotami, wzbudziłaby powszechny zachwyt; dla Stanów Zjednoczonych, to o wiele za mało.

Wszczęliście niegdyś chlubnie wojnę domową by oswobodzić murzynów. Lecz przecież Simon Legree był siostrą miłosierdzia w porównaniu z Adolfem Hitlerem. W ciągu paru wieków wasi plantatorzy nie umęczyli nawet setnej części tej ilości ludzi co w dwa lata zbiry Gestapo. W obronie czarnych porwaliście za oręż – nie chcecie tego uczynić dla oswobodzenia potomków waszych ojców.

Puhar Davisa jest w waszem posiadaniu, tabele rekordów światowych są pełne waszych nazwisk, wygrywacie chronicznie olimpjady – a do wojny, tego decydującego fizycznego zmagania się narodów, nie chcecie przystąpić.

Ongi, gdy bandy Hunów szturmowały gród, mężczyźni walczyli na murach, a kobiety podawały im oszczepy, napinały łuki, gotowały ukrop. Obecnie, kiedy Hunowie szturmują całą kulę ziemską, funkcję podawania orężą obrońcom, funkcję kobiet, wzięliście na siebie wy – najwspanialsi atleci świata.

Jesteście chrześcijanami, Amerykanie. Powtarzacie codzień słowa: „I przyjdź Królestwo Twoje”. Zamiast Królestwa Bożego rozszerza się na ziemi fuhrerostwo szatana, a jednak nie chcecie wypowiedzieć mu wojny.

Idjotyzmem jest mówić że naziści są również chrzecijanami. Oni uważają to za nieobowiązujący przypadek. Polegać na ich chrześcijaństwie jest równie roztropne co chcieć głaskać rozjuszonego tygrysa dlatego, że w szczenięctwie otrzymał on nazwę „Duduś”. Spośród nazistów tylko pederaści nie wykraczają codziennie przeciw wszystkim dziesięciorgu Bożych przykazań.

Słyszałem kiedyś Niemca, kapitana artylerji z tamtej wojny, modlącego się nagłos w kościele w Kolonji:

– O dobry Boże, – prosił, – daj mi raz jeszcze w życiu zaznać rozkoszy bombardowania jakiejś wspaniałej katedry -jak tej w Reims. Jesteś wszystkowiedzący, o Boże, ale nie wiesz napewno jak wielka to przyjemność.

Tylko kandydaci na przyszłych Quislingów mogą zapewniać, iż pogańscy naziści jeszcie się poprawią, iż Hitler dotrzyma którejkolwiek swej obietnicy. Żaden święty nie zrobił tyle dobrego na świecie ile Hitler złego. Wierzyć w trwały pokój póki istnieje jego armja ma tyleż sensu co oczekiwanie aż gwardja papieska ją pobije.

Nie tegośmy się po was spodziewali, Amerykanie. Jesteśmy zawiedzeni jak obrabowane, wyrzucone ze starego domostwa, sponiewierane rodzeństwo, które daremnie wygląda ratunku od najmłodszego brata, bogacza, potentata, dotychczasowej chluby rodziny. A on, twardy egoista, siedzi zabarykadowany w swym pałacu po drugiej stronie ulicy, z bezczynnem zainteresowaniem przygląda się przez okno tragedji swych najbliższych. Daje im pensa tygodniowo i mówi że to cała pomoc na jaką go stać.

PUSTY ARSENAŁ

To nieprawda, Amerykanie, że jesteście arsenałem demokracyj. Gdyby Hitlera powstrzymywały dotąd tylko wytworzone przez was bagnety i działa – już od dwóch lat pustoszyłby on wasze terytorja.

Zalewaliście świat swojemi filmami, a nie potraficie pokryć nieba nad Niemcami samolotami. Produkujecie pięć miljonów samochodów rocznie, a nie możecie sklepać stu tysięcy czołgów. Dla zburzenia wolności na świecie Niemcy od ośmiu lat wyrzekli się wszystkiego. By uratować tę wolność, czegoście się, Amerykanie, wyrzekli?

Podawnemu wyrabiacie więcej piłek tennisowych niż granatów, więcej frigidaire’ów – niż moździerzy. Przemysł niemiecki tak się ma do waszego jak Odra do Mississipi; lecz tam każda tokarka pracuje by zabijać, u was każda – by życie uprzyjemniać. Dla prawdziwego chrześcijanina największą przyjemnością jest wspomóc bliźniego.

Dwieście tysięcy waszych maszyn mogłoby uwolnić świat od zarazy hitlerowskiej. Nie zrobiliście ich. Macie dla siebie maszyny do czyszczenia butów, maszyny do rozdawania kart, maszyny do otwierania drzwi – i wy amerykańscy demokraci, magicy od techniki, ociągacie się z fabrykowaniem maszyn do rozkucia kajdan tych co ulegli, broniąc demokracji?

Gdzie to osławione amerykańskie tempo? Gdzie ten amerykański rozmach?

W tej wojnie kto prędko nie daje – ten wcale nie daje. Jaką pomoc dostały od was Polska, Norwegja, Belgja, Holandja, Francja, Grecja, Jugosławja? Czy nie zasłużyły na nią?

Od początku wojny więcej waszych obywateli zginęło w wypadkach samochodowych niż Niemców od bomb z waszych samolotów. Hitler musiałby być Matuzalemem aby przy waszem tempie doczekać się kary za życia.

KTO CO DAŁ W OBRONIE DEMOKRACJI

W rozwalonych domach, głodni, zmarznięci, obszarpani, wegetują dziś obywatele drobnych państw europejskich.

Wszyscy w żałobie: po synach poległych na wojnie, po mężach wywiezionych na roboty do piekła, po rozstrzelanych braciach. Każdy dzwonek u drzwi wzbudza dreszcz, że to Gestapo z rewizją; każdy turkot – lęk, że przyjechali wyrzucić z mieszkania; spotkanie każdego Niemca na ulicy – obawę, że za muśnięcie go uderzy w twarz. I te skopane, krwawiące, umęczone narody walczą dalej o wolność świata: biją się po górach, palą składy, sabotują w fabrykach, topią Niemców po kanałach… Zazdroszczą nie wam – taplającym się w dobrobycie – lecz Anglikom. Bo ci walczą nie z ukrycia i nie z gołemi rękami.

Gdy widzę dziś wesołego Europejczyka – wiem, że to warjat; gdy widzę smutnego Amerykanina – wiem, że to dureń. Ludzie nie mający do czynienia z Niemcami nie mają istotnych powodów do zmartwień.

Bo cóż wy – obywatele potężnej demokracji?

Rozwaleni w samochodach, zapatrzeni w długonogie dziwki, młócący interesa, najedzeni, wyspani, bezpieczni – czem odczuliście od dwóch lat, że barbarzyństwo zalewa świat? Słuchacie radja i kara śmierci wam za to nie grozi; gdy nie otrzymujecie listów od najbliższych, wiecie że nie piszą z lenistwa, a nie dlatego że zostali porwani jako zakładnicy; policja nie rabuje waszych domów, ale ich strzeże; mówicie co się wam podoba; gdy pracujecie, to dla siebie; jeśli umieracie, to z woli Bożej, a nie Hitlera.

Dotychczas wojna, to dla was tylko podnieta do czytania gazet z większem zainteresowaniem, to gotowe, bezpłatne, fascynujące scenarjusze dla Hollywoodu; w Anglji dzieci gaszą po strychach bomby zapalające – w Ameryce młodzieńcy grają w filmach role bohaterów z R.A.F.u.

Każde z państw Europy, jęczące dziś w jarzmie Hitlera, mogło znaleźć spokojne miejsce w jego orszaku, mogło – jak Węgry – poddać się bez boju, pomagać mu w burzeniu świata swobody i prawa.

Nie chciały. Małe, słabe demokracje padły, osłaniając ten świat. Choć zdruzgotane – walczą dalej. A wy, wielka i potężna demokracja, nie ruszycież palcem w jego obronie?

CZOŁG – DZISIAJ, LIMUZYNA – JUTRO

– Przecież daliśmy pieniądze na zbrojenia! – mruczycie.

„Zwyciężymy bo jesteśmy bogatsi” – głosiły plakaty na wszystkich murach Francji. Ulicami wytapetowanemi tą maksymą wjeżdżały czołgi niemieckie.

Uderzeniami banknotów można zabić kanarka, lecz nie opancerzonego bandytę. Niebroniona góra złota nie jest trudniejsza do zdobycia niż góra śmiecia.

Niesposób uratować tonącego leżąc w hamaku na brzegu, pokrzykując słowa otuchy i machając doń przyjaźnie pugilaresem. Aby mu rzucić koło ratunkowe, trzeba wstać, zakrzątać się, uczynić pewien wysiłek. Nie podnieśliście się dotąd z hamaku.

W dzikiej pogoni za zniszczeniem demokracji Niemcy już wyleli rzekę własnej krwi; w obronie demokracji nie płynie dotąd nawet struga waszego potu.

Aby zmajstrować rogatkę trzeba odłożyć inne czynności nabok, a wy chcecie stworzyć machinę zdolną do pobicia największej w dziejach machiny wojennej -nie przerywając ani na chwilę swych normalnych zajęć. Z latarnią w ręku trzeba u was szukać człowieka, o którymby można śmiało powiedzieć: „Ten pracuje przeciw Hitlerowi!”

Amerykanie, zarzućcie wasze limuzyny, odkurzacze, frigidaire’y, wentylatory, zarzućcie wszystko na chwilę i zacznijcie wreszcie naprawdę zajmować się wojną. Bez skoncentrowania się wyłącznie i niepodzielnie na produkcji wojskowej nigdy nie zmontujecie zwycięskiego aparatu wojennego. Nie bądźcie tymi uczonymi co w oblężonem przez Hunów mieście klecą dla dobra cywilizacji teleskop. Cywilizacja przetrwa rok bez nowych modeli samochodów, ale zginie bez 50-tonnowych czołgów.

Europa daremnie czeka na wasz pełny wysiłek, Amerykanie.

Hitler zapowiadał nieraz, że przy pomocy swych agentów, swej piątej kolumny, sabotaży, strajków, rozdmuchiwania niesnasek wewnętrznych, podsycania izolacjonizmu, nieskończonych podłych machinacyj, do tego wysiłku nigdy nie dopuści.

– Potrafię utrzymać Stany Zjednoczone zdała od wojny, – przechwalał się wielokrotnie, – te dorosłe amerykańskie dzieci nie mają nic do powiedzenia w dziedzinie ustroju świata; ani się spostrzegą jak będą musiały przyjąć go takim jakim ja go urządzę!

Może to nie jego zasługa, ale jak dotąd, z waszej działalności to on jest zadowolony – nie jego ofiary.

Przestańcie wyliczać ile armat wyprodukujecie w r. 1943, a ile pościgowców – w r. 1950. Taka sama z tego korzyść co widząc konającego z głodu brać się do siania zboża by mu dać pajdę chleba. Hitler nie będzie czekał! Jeśli w r. 1947 będziecie jeszcze wyrabiali bombowce, to już dla Niemców na podbój księżyca.

JEDYNA RZECZ DO ZROBIENIA

Póki istnieją naziści – nie będzie na świecie innej wymiany dóbr niż grabież, innych podróży niż czołgiem, innych sądów niż plutony egzekucyjne, innych świątyń niż domy publiczne.

Niepodobna oczyścić świat z nazistów nie walcząc z nimi bezpośrednio, nie ponosząc żadnych ofiar, przy tem że 99% obywateli nic dla wojny z nimi nie robi. Aby oczyścić basen z żab, trzeba się dobrze namęczyć, cóż dopiero – aby oczyścić go z krokodyli.

Świat jest w konwulsjach, niebezpieczeństwo śmiertelne, a wy, Amerykanie, przestępujecie z nogi na nogę, deklamujecie, rozważacie, dyskutujecie, wydajecie co tydzień nową ustawę – i to wszystko by posłać jeden samolot. Cały taniec wojenny, by wypuścić w stado wilków jedną strzałę. Dlaczego prowadzicie budkę z wodą sodową w sposób poważniejszy niż walkę z Hitlerem?

Moralność, rozum, własny interes nakazują przystąpić do walki natychmiast i bezkompromisowo. Sprzeciwiają się temu krótkowzroczność, gnuśność i głupota.

Amerykanie! Nie pozwólcie by rzecz tak wielka i wspaniała jak wolność sczezła ze świata z przyczyn tak małych i szkaradnych.

KAROL ZBYSZEWSKI.

——–
*) Jak widać z ostatniego głosowania w Kongresie, znaczna część Amerykanów ciągle jeszcze nie zdaje sobie sprawy z grozy sytuacji (przyp. red.).

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close