Angielski styl wojny

Trudno powiedzieć, co było decydującym czynnikiem zwycięstwa w wojnie światowej nr. 1. Lord Curzon twierdził, że „sprzymierzeni poniesieni byli ku zwycięstwu na falach nafty”, której mieli poddostatkiem, podczas gdy zabrakło jej Niemcom. Znaczyłoby to, że zwycięstwo zawdzięczają blokadzie, czyli panowaniu na morzu. Ludendorff głosił, że Niemcy przegrały naskutek braku rezerw i czołgów. Nie ulega wątpliwości, że bez panowania na morzu sprzymierzeni wojnyby nie wygrali, gdyż bez blokady Niemcy nie byłyby osłabione do ostatecznych granic, sprzymierzeni zaś nie zdołaliby przewieźć 42 dywizyj amerykańskich i – co więcej – amunicji oraz surowców amerykańskich z naftą naczele.

Wszystko łączyło się w pewną całość. Blokada osłabiała odporność niemiecką, przygotowywała załamanie się żołnierza niemieckiego. Brak nafty zmuszał Ludendorffa do dalekich, osłabiających wypraw aż do Baku, widmo przybycia miljonowej armji amerykańskiej narzuciło naczelnemu dowództwu niemieckiemu konieczność podjęcia za wszelką cenę decydującej ofensywy na wiosnę 1918 r., aby wygrać wyścig czasu z Ameryką, a załamanie się tej ofensywy przyśpieszyło katastrofę. Wielka ofensywa angielska pod Amiens, będąca – o ironjo losu! – wzorem dla Niemców w obecnej wojnie, ofensywa z udziałem600 czołgów, wyłaniających się spoza sztucznej zasłony dymnej i nisko latających samolotów, które samym swym hałasem demoralizowały przeciwnika, wywołała panikę i rozprzężenie w szeregach niemieckich. Przerwanie frontu, wzięcie do niewoli 22 000 jeńców, zdobycie 400 armat – oto rezultat tej ofensywy.

Mówi się często, że błędy popełnione w obecnej wojnie przez Francuzów i Anglików wywołane były zapatrzeniem się w doświadczenie wojny 1914-18. W rzeczywistości było jeszcze gorzej. Z wojny światowej nr. 1 zapamiętano tylko, iż była to wojna wielkich mas, wojna pozycyjna, z przewagą obrony nad atakiem. Pominięto natomiast doświadczenia końcowej fazy wojny, a zwłaszcza plany wojenne na r. 1919 -plany, które zrealizowały Niemcy w dwadzieścia lat później. Cóż bowiem planowali Foch i Haig, gdy jeszcze nie przewidywali tak szybkiego załamania się Niemiec i uważali za konieczne zadanie im decydującego ciosu na lądzie? Planowali atak 10 000 czołgów, za któremi miało się posuwać 10 000 ciągników na gąsienicach, transportujących wojsko…

Jest rzeczą zadziwiającą jak dalece brytyjskie koncepcje wojenne w okresie między obu wojnami światowemi ignorowały najcenniejsze doświadczenia z r. 1918. Najwybitniejszy pisarz wojskowy Anglii, kpt. Liddel Hart, opowiada w świeżo wydanej książce „Obrona dynamiczna” jak nadaremnie gen. Fuller, wybitny specjalista od czołgów, oraz on sam nawoływali do tworzenia dywizyj pancernych, jak napróżno tłumaczyli, że czołg nie jest osłoną dla piechoty, lecz odegra w nowoczesnej wojnie rolę kawalerji wdzierającej się głęboko na tyły nieprzyjacielskie. Tak samo jak teorje gen. de Gaulle we Francji, były to wołania na puszczy. Naczelne dowództwo nie chciało słyszeć o wzmocnieniu broni pancernej. Najwybitniejsi specjaliści broni pancernej byli bądź przenoszeni w stan spoczynku, jak gen. Fuller, bądź otrzymywali stanowiska nie mające nic wspólnego z ich kompetencją: dowództwo w Indjach czy administracja… Jednego z nich, gen. Martel, którego systematycznie pomijano przed wojną, dopiero wtedy gdy Churchill i Eden rozpoczęli powoływanie właściwych ludzi na właściwe stanowiska, mianowano dowódcą królewskich wojsk pancernych.

Gdzie szukać przyczyn takiego zejścia na manowce brytyjskiej strategji? Zapewne jest ich kilka. Niechęć do reform, konserwatyzm. Polityka oszczędności. Niewiara w wojnę. Już po dojściu Hitlera do władzy, szef imperjalnego sztabu generalnego oświadczył: „Niektórzy krytycy prasowi twierdzą, że powinniśmy zorganizować armję ponownie dla wojny w Europie, ale pragnąłbym zaryzykować twierdzenie, że nie zanosi się na użycie armji w wielkiej wojnie europejskiej w ciągu wielu lat”.

A gdy wkońcu jednak Wielka Brytanja zaczęła się przygotowywać do wysłania swej armji na kontynent, zgubny wpływ wywarły koncepcje francuskie. Francuzi, myślący tylko o obronie, będący wciąż pod wrażeniem strat poprzedniej wojny, upominali się o jak najwięcej dywizyj piechoty. A tymczasem dwie dywizje pancerne oddałyby im większe usługi niż dwadzieścia dywizyj piechoty!

Długotrwały brak zrozumienia dla wojny nowoczesnej – dziś szczęśliwie przezwyciężony – jest tem bardziej osobliwy, że ta wojna, jak żadna inna, bez porównania bardziej niż wojna 1914-18, odpowiada prawdziwej tradycji wojennej Wielkiej Brytanji. Nigdy przecież w długiej jej historji siłą Anglji nie była masa, ilość, lecz jakość żołnierza i uzbrojenia oraz ruchomość armji. Znaczenie panowania na morzu polegało właśnie na tem, że umożliwiało ono przerzucanie armji czy to do Flandrji, czy do Portugalji i Hiszpanji, jak za Napoleona, czy na Bliski Wschód. Wodzowie angielscy, Marlborough czy Wellington, nie górowali nad przeciwnikiem liczbą, lecz jakością, i celowali w wojnie ruchomej. Kraj, stosunkowo niewielki, o materjale ludzkim ograniczonym, kraj wyspiarski ze wszystkiem, co z tej wyspiarskości wynika, był predestynowany do wojny, której cechami byłoby zaskoczenie przeciwnika, gnębienie go atakami w coraz to innem miejscu, operowanie jednostkami niewielkiemi, ale silnemi i szybkiemi.

Dawniej flota zapewniała ruchomość. Teraz już to nie wystarcza. Panowanie na morzu musi być uzupełnione panowaniem w powietrzu, a armja lądowa musi być szybka, lotna, zdolna do akcji błyskawicznej.

Tu zaś, dzięki swej potędze przemysłowej, zdolnościom technicznym oraz nieograniczonym możliwościom zaopatrzenia w paliwo, Wielka Brytanja miała znów rolę ułatwioną.

Gdyby te możliwości były wyzyskane na czas, alboby nie było wojny, alboby była już wygrana. Ale Wielka Brytanja dopiero po klęsce we Flandrji i upadku Francji odkryła, ze droga zwycięstwa prowadzi przez powrót do najlepszych tradycyj wojennych kraju, do niespodziewanych najazdów w stylu wielkiego Drake’a, do aktywnej obrony w stylu Wellingtona, do ofensyw lądowych w oparciu na potędze morskiej i lotniczej.

Rozwiązuje to także inny aspekt pozornego kryzysu tradycyjnej brytyjskiej koncepcji wojennej, a mianowicie zagadnienie sojuszników. Fakt. że formalnie rzecz biorąc, Wielka Brytanja – po raz pierwszy w swej historji – nie ma sojusznika na kontynencie, traci naskutek zmienionego oblicza wojny wiele na znaczeniu.

Gdyby wojna była – podobnie jak poprzednia – wojną mas, fakt ten mógłby zaważyć niewątpliwie w sposób katastrofalny. W r. 1918 straty angielskie wynosiły 400 000 ludzi i gdyby nie było sojuszników francuskiego, rosyjskiego i włoskiego, Anglja nie byłaby w stanie wojny prowadzić. Ba, dopiero wejście do wojny Stanów Zjednoczonych z ich nieograniczonemi zasobami również ludzkiemi, i przybycie 42 amerykańskich dywizyj, ostatecznie przechyliło szalę także w dziedzinie liczbowej.

Ale wojna mas należy już do przeszłości. Niemcy wygrali swą kampanję wrześniową oraz majowo-czerwcową nie miljonami ludzi, lecz dziesięcioma dywizjami pancernemi, niewielką liczbą motorowych i paroma tysiącami lotników. Może ćwierć miljona, może mniej Niemców dało sobie radę z czterema miljonami Francuzów. Liczba przestała decydować. Decyduje maszyna. Decyduje charakter ludzki.

Tkwi w tem wielka szansa Wielkej Brytanji. Wojna masowa jest dla niej niebezpieczna; wojna „jakościowa”, to jej specjalność. W dziedzinie floty wszystkie ulepszenia, to dzieła Anglików. Czołg, to wynalazek angielski. Pierwszy bodaj dywersant, przewieziony samolotem na tyły nieprzyjacielskie ćwierć wieku temu, to był Anglik. Najlepsze samoloty świata, to samoloty brytyjskie. Największy potencjał przemysłowy reprezentuje Wielka Brytanja łącznie ze Stanami Zjednoczonemi. A człowiek, który ma te czołgi, okręty, samoloty obsługiwać, pokazał już światu i dawniej i w obecnej wojnie, co potrafi. Umie on zwyciężać przeciwnika parokrotnie liczniejszego.

Ale – zauważy ktoś – Niemcy mają jednak wielomiljonową armię… Tak. Potrzebują jednak tych miljonów do terroryzowania podbitych krajów, do trzymania w ryzach ujarzmionej Europy. Wielka Brytanja, gdy ruszy do ofensywy przeciw Rzeszy, nie będzie miała tych trosk, nie będzie potrzebowała miljonów strażników więziennych. Jeszcze zanim armje brytyjskie i sojusznicze wyzwolą podbite przez Hitlera kraje, wielomiljonowa armia potencjalnych sojuszników powstanie na tyłach niemieckich, by dopomóc zbliżającym się armjom wolności. Dziś podbite narody nie są w stanie wystąpić zbrojnie. Muszą się ograniczyć do sabotażu. W dobie czołgów, samolotów, broni maszynowej, te arsenały, które zdołano ukryć w krajach zabranych, są niewystarczające. Powstanie byłoby daremną ofiarą tysięcy istnień. Ale inaczej będą się rzeczy przedstawiały, gdy armja wyzwolenia ruszy do ofensywy.

Niemcom torowała drogę niewielka, choć dobrze zorganizowana piąta kolumna zdrajców. Wojskom sprzymierzonym torować będzie drogę stumiljonowa piąta kolumna patrjotów czekających wyzwolenia.

Niebezpieczeństwo dla Wielkiej Brytanji w pierwszym roku wojny wypływało z niezrozumienia istotnego jej charakteru. Ale dziś to niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Już sposób przeprowadzenia ofensywy w pustyni zachodniej świadczy, że lekcja nie poszła na marne. Brytyjska tradycja wojenna odżyła, gdy w stare, podstawowe formy wlano nową, współczesną treść.

Nie ulega wątpliwości, że ogromną rolę w tem odrodzeniu odegrał Churchill, który sam jeden uosobia niejako całą tradycję wojenną swej ojczyzny.

Jako mąż stanu przedstawia typ człowieka o potężnej indywidualności, który w czasach pokojowych nie odpowiada demokracji angielskiej, ale w czasach wojny ratuje kraj. Taki był Pitt starszy, którego metodą -pisze Maurois – było „podnosić ducha narodu, szafować ludźmi i pieniędzmi dla osiągnięcia celu, położyć kres, póki trwa walka zewnętrzna, współzawodnictwu partyj”. Taka jest metoda Churchilla.

Ale Churchill jest nie tylko mężem stanu. Jest jeszcze doświadczonym kierownikiem marynarki i jest żołnierzem, który przeszedł wszystkie szczeble kariery wojskowej.

Jako wielokrotny pierwszy lord admiralicji, zna nawylot istotne możliwości floty. Wie, że samą blokadą wojny wygrać nie można, że istotnem zadaniem floty jest umożliwić wojnę na kontynencie.

Jako oficer kawalerji rozumie rolę manewru, szybkości, ataku. Nie kto inny, lecz on właśnie jest może nie ojcem, ale w każdym razie akuszerem czołgu. Brzmi to jak paradoks, lecz pierwsze zamówienie na czołgi w r. 1915 wyszło z admiralicji. Dał je Churchill, nie mówiąc o tem nikomu i nie dbając o to, że przewidziany koszt 70 000 funtów nie był aprobowany przez żadne kompetentne ciało. Później Churchill walczył namiętnie, choć napróżno, by zapobiec przedwczesnemu użyciu pierwszych czołgów i zmarnowaniu efektu zaskoczenia.

Jako doradca wojenny Churchill zwalczał wyczerpującą wojnę pozycyjną, zalecał uderzenie na Niemcy i ich sojuszników „odtyłu”, od strony Bliskiego Wschodu. „Przez cały rok – wołał w parlamencie – udzielałem tej samej rady rządowi: nie podejmować operacji na zachodzie, która jest kosztowniejsza dla nas w życiach ludzkich, niż dla wroga. Na wschodzie, weźcie Konstantynopol. Weźcie go okrętami, jeśli możecie. Weźcie żołnierzami, jeśli musicie. Weźcie go w jakikolwiek sposób, wojskowy czy morski, który się narzuca waszym wojskowym rzeczoznawcom. Ale weźcie go!”.

Nie napróżno Winston Churchill wywodzi się w prostej linii od Johna Churchilla, pierwszego księcia Marlborough, największego bodaj żołnierza w historji Anglji. Wydaje się, że odziedziczył po nim wiele.

To że Churchill prowadzi dziś Wielką Brytanję, świadczy najlepiej, jak żywa jest tradycyjna polityka wojenna tego kraju. W najkrytyczniejszym momencie swych dziejów Wielka Brytanja sięga do historji swych zwycięstw i czerpie z nich bezcenne wskazania dla chwili obecnej.

ALEKSANDER BORAY.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Close