ZYGMUNT NOWAKOWSKI

CASTRUM DOLORIS

Gdyby nad masowym grobem Polaków pod Smoleńskiem stanął mędrzec, który zawsze twierdził, że wszystko już było, że niema rzeczy nowej pod słońcem, tam, na widok tysięcy zwłok pomordowanych oficerów, załamałaby się jego pewność, i powiedziałby, że tego jeszcze nie było. Prawda ! Grób pod Smoleńskiem jest pod pewnym względem czemś największem i poprostu jedynem na świecie. Przerasta legendarny labirynt i biblijną wieżę Babel, piramidę Cheopsa, drapacze chmur, przerasta ludzką wyobraźnię i ludzką wiedzę. Tego jeszcze nie było. Dzieje nie przekazały nam wypadku tak totalnego mordu, dokonanego w sposób tak nikczemny i w jeszcze bardziej nikczemny sposób zatajonego. Możnaby przekopać na głębokość kilkuset metrów cały glob ziemski, od bieguna do bieguna, i nigdzie, nigdzie pod słońcem, nie dokonanoby takiego odkrycia, jak w Rosji, pod Smoleńskiem. Sprawcy tej zbrodni wystawili sobie pomnik, trwalszy nad spiż, choć zbudowany z ciał ludzkich.

Któż jest sprawcą ? Mimo wszystkich zbrodni niemieckich, o losie Polaków-jeńców wojennych, przebywających w Niemczech, rodziny ich wiedzą, korespondują z nimi, posyłają paczki, w razie śmierci któregoś z nich są zawiadamiane. O losie Polaków-jeńców wojennych, przebywających w Rosji, nie wiedział nikt od samego początku, i dowiedzieliśmy się dopiero dzisiaj. Korespondencja, pomoc w postaci dosyłania żywności lub odzieży, kontrola Czerwonego Krzyża, to wszystko, jako burżuazyjny przeżytek, zostało w Rosji skasowane. Lecz nagle i niespodziewanie Polska zawiera pakt z najeźdźcą rosyjskim, w związku z czem otworzyć się mają bramy wszystkich obozów, więzień, łagrów i innych miejsc { ocenzurowane słowo* }, miejsc, z których każde było prawdziwem „castrum doloris”.

Bramy te otwierają się powoli, „sprzymierzeniec” wykonuje swe zobowiązania ze zwłoką, na raty, niechętnie, w ogólnym zaś bilansie brak pośród zwolnionych kilkunastu tysięcy. Czynniki polskie, przedstawiając dokładne cyfry, upominają się o tych oficerów czy podoficerów, o sędziów, o prokuratorów, o wszystkich tych, których brak. Odpowiedź ze strony czynników rosyjskich pada zawsze ta sama, niezmienna: „Zwolniliśmy wszystkich, ale spisów wam nie damy”. Sprawa ciągnie się długo, bo od jesieni 1941 r. aż po dzień 15 kwietnia 1943 r., gdy to nagle, po rewelacjach niemieckich, zmieniła się treść odpowiedzi rosyjskiej. Wszyscy ci Polacy, o których bezskutecznie upominała się Polska, zostali przez Rosjan wysłani do budowy fortyfikacyj pod Smoleńskiem, gdzie następnie ogarnęła ich fala ofensywy niemieckiej. Zatem ci, których brakło wśród zwolnionych, przecież znaleźli się. Do dn. 15 kwietnia b.r. nie wiedział nic o ich losie ani Stalin, ani Wyszyński, ani Mołotow, ani Bogomołow, aż wreszcie radjo rosyjskie ogłasza dn. 15 kwietnia 1943 r., że owi jeńcy zostali w r. 1941 wysłani pod Smoleńsk i użyci przy budowie fortyfikacyj.

Logika nakazuje spytać, dlaczego dopiero dzisiaj pada ta odpowiedź, dlaczego na wszystkie interwencje polskich czynników nie dano jej wcześniej. Przecież nawet w stuosiemdziesięciomiljonowej Rosji, gdzie wartość życia jednostki równa się zeru, nie może nagle wyparować, ulotnić się, sczeznąć bez śladu kilkanaście tysięcy ludzi, których nazwiska i imiona, których szarżę wojskową czy wiek podawały czynnikom rosyjskim czynniki polskie. My wiedzieliśmy dokładnie, o kogo się upominamy, bo zresztą upominaliśmy się na podstawie oficjalnych cyfr rosyjskich. Gdyby nie straszliwe odkrycie smoleńskiej nekropolji, odpowiedź brzmiałaby po dawnemu, że wszyscy jeńcy polscy, co do jednego, zostali zwolnieni. Teraz, dopiero teraz, dowiadujemy się że przecież nie wszyscy, ponieważ część ich ogromna przepadła pod Smoleńskiem i rzekomo została wymordowana przez Niemców.

Oficerowie ci nie żyją, i nic ich nie wskrzesi. Nie łudziliśmy się nigdy co do ich losu, choć raczej przeważało mniemanie, że skazani oni zostali na śmierć powolną, głodową, na śmierć białą, zadaną przez mróz, gdzieś, daleko na północy. Tymczasem była to śmierć nagła i czerwona. Potworności i cynizmowi tej zbrodni dorównuje tylko jakaś transcendentna, wykraczająca poza doświadczenie, głupota sprawców.

{ akapit ocenzurowany* }

W tej chwili, gdy jeden zbrodniarz sypie drugiego, mówiąc : „To nie ja ! To on !”, w tej chwili nie wolno nam zapomnieć ani jednej kartki, składającej się na czarną księgę zbrodni, dokonanych w Polsce i na Polsce przez Niemców.

{ akapit ocenzurowany* }

Niemniej poczekamy do chwili, gdy rezultaty śledztwa, przeprowadzonego przez czynniki neutralne, będą ujawnione. Szwedzi, Szwajcarzy czy Turcy staną nad tym smoleńskim obozem boleści, zdumieni, że taka zbrodnia mogła być dziełem rąk ludzkich. Kilkanaście tysięcy trupów. Strzały zadane z tylu. Ręce ofiar związano.

A my? Od września 1939 r. trwa żałoba narodowa, która jednak dzisiaj powinna przybrać formę bardziej ostrą i surową, a zarazem bardziej wymowną. Czarne opaski na ramionach wszystkich żołnierzy i wszystkich Polaków wogóle. Nawet dzieci polskie, uczęszczające do szkół tutejszych, nie powinny być wyjęte spod tego nakazu. Niech ich koledzy czy nauczyciele wiedzą, po kim i z jakiego powodu ta żałoba. Jest ona żałobą po naszych najbliższych, po Polakach, którzy cierpieli najbardziej. Propaganda ? Tak i nie. Polacy stracili w tych ofiarach rzezi smoleńskiej braci i synów i ojców i mężów i przyjaciół i kolegów. Kilkanaście tysięcy. Czarno robi się przed oczami na myśl o tej ich śmierci okropnej. Niech objawem zewnętrznym żałoby będzie kir, wewnętrznym zaś objawem niech będzie myśl nieustanna o nich wszystkich.

Sytuacja, w jakiej znajdą się nasi prawdziwi sprzymierzeńcy, nie należy do szczególnie łatwych. Przeciwnie, będzie ona wielce kłopotliwa, ale to ani nie może narzucać nam milczenia, ani też nie pozwala nam na tajenie straszliwej prawdy, czy stwarzanie bodaj pozorów, jakoby rzecz nie była dostatecznie jasna dla nas. Bo dla nas jest ona już jasna, podczas gdy dla naszych sprzymierzeńców będzie przez pewien czas wątpliwa. Bo oni, właśnie jako ludzie, żyjący w świecie kultury i cywilizacji [ocenzurowane słowo], pojąć nie potrafią sensu i celu zbrodni. Bo też ta zbrodnia nie mieści się w sferze wyobrażeń normalnego człowieka. Tem bardziej trzeba ją wydobyć na światło dnia. I trzeba, nie zakrywając bynajmniej obrazu zbrodni, dokonanych przez Niemców, otworzyć rozdział drugi naszej tragedji, pisząc już teraz odpowiednik „Czarnej księgi”. Niema chwili czasu na stracenie. Narody sprzymierzone walczą o demokrację, o wolność, o prawdę. Niech więc poznają i tę prawdę, która zmumifikowana, leżała dotąd ukryta przed oczami ludzkiemi.

Więc żałoba, więc czarne opaski, więc modły, nabożeństwa żałobne w kościołach, na których środku stanie katafalk, „castrum doloris”, otoczony wartą honorową, więc śpiew, więc dym kadzideł. Czy to już wszystko? Chyba wypada pójść dalej, znacznie dalej, nie poprzestając na „Requiescant in pace”. Konsekwencje i nakazy narzucają się same, ze wszystkich bowiem chwil osobliwych, jakie przyniosła nam wojna, ta chwila jest najbardziej osobliwa.

W kościele, poprzez katafalk, powinny się spotkać ręce, które dotąd stroniły od uścisku. Mam na myśli ręce wszystkich Polaków, do jakiejkolwiekby należeli partji i jakąkolwiekby uprawiali politykę. Myśl o grobie olbrzymim, o rzezi potwornej, o kilkunastu tysiącach pomordowanych, myśl ta jest elementem siły. Może ona zjednoczyć nas naprawdę, wytworzyć jedność rzeczywistą, opartą nie na pozorach ale wchłaniającą w siebie wszystkich bez reszty. Bo niema Polaka, któryby drugiemu Polakowi nie uścisnął mocno i uczciwie ręki, dzisiaj, gdy na odległość wielu tysięcy kilometrów patrzymy wszyscy w otwarty grób pod Smoleńskiem.

{ akapit ocenzurowany* }

Wykopaliska smoleńskie staną się równie sławne jak wykopaliska halsztackie, to pewna jednak, że człowiek z epoki halsztackiej czy neandertalskiej, ba, że najbardziej pierwotny człowiek jaskiniowy, nie byłby zdolny do dokonania takiej zbrodni, jaka jest dziełem człowieka z epoki smoleńskiej, więc z r. 1940. Im bardziej to odkrycie stanie się kłopotliwe dla naszych sprzymierzeńców, tem bardziej my, Polacy, powinniśmy być razem. Byłoby grzechem nie do wybaczenia, gdyby ludzie w rządzie i ludzie poza rządem prześlepili tę chwilę osobliwą, i wielką, wobec której wszystko inne jest małe.

Mała jest ambicja jednostek i równie mała jest ambicja partyj, które od blisko dwóch lat nie mogą się wzajemnie „dogadać”, które nie chcą siąść przy wspólnym stole. I mała jest ambicja tych, którzy siedzą przy stole obrad, a nie chcą dopuścić innych; którzy nie widzą tych innych. A przecież ci drudzy są, żyją o miedzę, którą dzisiaj trzeba przekroczyć i spotkać się z wyciągniętemi rękami. Kiedyż to zrobić, jeżeli nie dzisiaj ?

Wszystko inne jest małe, wielki jest ten grób pod Smoleńskiem, to olbrzymie, na przestrzeni całych dziejów całej ludzkości niespotkane nigdy jeszcze, castrum doloris.

ZYGMUNT NOWAKOWSKI.

———
* – usunięte przez cenzurę angielską

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close