JAN ŻART

Kraj „na zimno”

Żadna wyszukana potrawa nie smakuje tak jak kwaśne mleko i razowy chleb wiejskiego wypieku, ocean inaczej pachnie niż nadbużańskie łąki, a obłoki nigdzie nie są równie piękne jak na polskiem, czerwcowem niebie.

Trudno jest pisać o Kraju, a nie wpaść w nostalgję i cyprysa nie nazwać „drzewem nudy”. Trudno jest pisać o Kraju spokojnie, bez uniesienia, „na zimno”.

*

Wszyscy – od czynników rządowych poczynając, a na każdym uchodźcy kończąc – zgadzają się, że o ustroju i losach Rzeczypospolitej zadecyduje Kraj. Wysuwając więc pewne programy, stale oglądamy się na Warszawę, twierdząc, że Kraj takie czy inne ma oblicze.

Tak więc zarówno ze względu na potrzeby programowo-polityczne jak i spowodu jednostronności nadchodzących informacyj, czy wreszcie z konieczności jakiegokolwiek ustosunkowania się do rzeczywistości polskiej, potworzono sobie na emigracji pewne schematy myślowe, określane mianem „Kraj”. Większość tych sądów opiera się – jak zauważyłem – na kruchej podstawie sprzecznych i kłamliwych „świadectw naocznych”, przypominając zamki na piasku. Mniejsza jednak teraz o to o ile te syntezy są trafne i jaką zawierają treść. Faktem jest, że emigracja wykuwa lub wykuła sobie pojęcia ogólne o rzeczywistości krajowej i o jej kierunku rozwojowym.

Otóż zdaje mi się, że aczkolwiek uczuciowo rzecz biorąc, dążność ta jest zupełnie zrozumiała, jednak doprowadzić ona może do tragicznych rozczarowań lub do zupełnego rozejścia się myślowego z Krajem.

Przyczyna jest bardzo prosta. Polska pod zaborem niemieckim przeżywa pierwszą bodaj w swojej historji rewolucję. Dziś, gdy po dwóch latach pobytu na terenie okupacji, staram się zdać sobie sprawę ze swoich przeżyć, trudno mi doprawdy użyć innego niż „rewolucja” określenia. A rewolucja jest żywiołem. Z odległości tysięcy kilometrów, przedzieleni w dodatku linją frontu, możemy i musimy ten żywioł obserwować, ale na wyciąganie wniosków ogólnych jest chyba za wcześnie.

REWOLUCJA DNIA POWSZEDNIEGO

Tak nazwałbym ogólnie życie pod okupacją. Z chwilą zawalenia się państwa polskiego okazało się dowodnie, jak mocno życie każdego poszczególnego człowieka, jego byt, praca, warunki materjalne, bezpieczeństwo – zależne były od państwa.

Rzućmy przez chwilę snop promieni na ten dzień powszedni: zniknął „pierwszy”. Ludzie pracujący na posadach inkasują w tym dniu sumy, za jakie mogą dostać najwyżej czwartą część tych przedmiotów, które za swoje pensje zakupywali przed wojną. Olbrzymie redukcje pozbawiły tysiączne rzesze nawet tej drobnej kwoty. To samo dotyczy robotnika, a chłop utracił podstawowe prawo gospodarza: wolność uprawiania tego, co się chce, i sprzedawania temu, komu się chce.

Ludzie na emigracji często zapytują mnie, czy to prawda, że w Polsce panuje „taka nędza”.

– Ludzie mrą z głodu na ulicach?! To nie może być prawda!

Naturalnie, masowo rzecz biorąc, nie jest to prawda. Ale jest inna rzeczywistość, na oko milsza i łagodniejsza: – przeżyć w dosłownem znaczeniu wyrazu, uratować się od widma głodu, można tylko codziennym, strasznym wysiłkiem mózgu i mięśni. Zostawmy tę – już teraz bezwzględnie „prawdziwą prawdę”, z naszem „ciężkiem” życiem przedwojennem. Czy słowo „rewolucja” nie przestaje być efektownym, dziennikarskim chwytem?

Ale walka o byt, to tylko jeden obraz tych przemian.

Oficjalne źródła polskie wymieniają 82 000 rozstrzelanych w Polsce przez Gestapo. Nie mam statystyk. Zdaje mi się jednak, że jeśli wliczymy tych, którzy pomarli w obozach koncentracyjnych, cyfrę naszej propagandy wypadnie pomnożyć przez trzy. Dosłownie nie wiadomo jak, kiedy i za co można zostać aresztowanym. Niema chyba w Polsce rodziny, któraby nie miała z Niemcami swoich prywatnych porachunków. Jeżeli nawet nie zginął żaden członek tej rodziny, to prawie napewno ktoś siedział lub siedzi w więzieniu, w obozie jeńców, czy został wywieziony na roboty. Niema człowieka w Polsce, któregoby wojna nie pozbawiła dorobku materjalnego, przoważnie całego. (Piszę: „wojna”, myślę: „Niemcy”. O, jakże prawdziwą książką są „Krzyżacy”!).

Ale nie tylko w dziedzinie osobistej swobody, wolności, bezpieczeństwa, nastąpiły zmiany.

Handel. Przecież w Polsce napowno trzy czwarte ludzi zajmuje się obecnie zawodowo lub dorywczo handlem. Co za szalona zmiana w polskiej psychice!

Życie polityczno-społeczne. Niemcy zwalczają cały naród polski. Robotnik, chłop, ziemianin, inteligent – każdy codzień może być aresztowany. Czyż w tej atmosferze nie śmiesznie wyglądają przedwojenne spory polityczne? Naród jest naprawdę zjednoczony do walki z zaborcą.

Rzucam te obrazy na chybił trafił. Chodzi mi o zilustrowanie twierdzenia, że Polska 1939 roku skończyła się kompletnie, całkowicie, „totalnie”. Idzie nowy, zupełnie nowy świat! To nie powrót „Polski sanacyjnej”, „endeckiej”, „ludowej”, czy „socjalistycznej” w przedwojennem tego słowa znaczeniu. Idą nowe czasy, nowe zagadnienia. Niema powrotu!

A emigracja mimo wszystko rozumuje kategorjami powrotu, kategorjami przedwojennemi. Żywioł trudno jest pojąć i zrozumieć, jeśli się go nie odczuje. Komu bieżącej w Polsce „rewolucji” nie dane było przeżyć, temu jej napewno nie przybliżą syntezy, uogólnienia, schematy.

DEZORGANIZACJA OPINJI

Jest jeszcze jeden niezwykle ważny powód konieczności krytycznego przyjmowania wszelkich informacyj o nieco ogólniejszym charakterze. Powodem tym jest dezorganizacja opinji. Niema przecież zupełnie gazet (bardzo liczne tajne, mają znaczenie tylko informacyjne). Brak kina, teatru, odczytów, radja, prasy ideologicznej, nowych książek, zebrań, wieców i wystaw – brak wszystkich tych czynników, które tworzyły t.zw. „opinję publiczną”. Każdy inteligent, robotnik czy chłop skazany jest na samodzielne wyrabianie poglądu na świat, jedynie przy pomocy „propagandy szeptanej”.

Ośrodki intelektualne, centra umysłowe, w których dyskutuje się i tworzy coś nowego, istnieją, ale z natury rzeczy zeszły w podziemia, ukryły się, nie promieniują.

Tak dla dobra bezpieczeństwa osobistego, jak z racji konieczności życiowych, większość ludzi obraca się w swoich, raczej zamkniętych, kółkach. Stąd dyskusja, bez której niema postępu intelektualnego, stała się właściwie wymianą zdań o wydarzeniach codziennych, pomiędzy ludźmi, których poglądy ogólnie są zbieżne lub prawie identyczne. Nic dziwnego, że człowiek obracający się w pewnem zamkniętem kole, zaczyna jego poglądy uważać za własność całego kraju.

Każdy sąd ogólny, każde stwierdzenie: „Kraj żąda tego lub owego”, wypowiedziane przez kogoś kto z Polski przyszedł, mogą słuchacze objektywni z dużą dozą prawdopodobieństwa uważać za osobiste zdanie p. X. i jego grupy, za pogląd, który z punktu widzenia ogólnego niekoniecznie musi mieć decydujące znaczenie.

Głównym czynnikiem kształtującym dziś opinję w Kraju jest plotka. Wiadomości rozchodzą się błyskawicznie z ust do ust. Jako rys ciekawy można podkreślić, że z zasady niema złych wiadomości. Ludzie powtarzają i rozpowszechniają wieści najfantastyczniejsze, ale zawsze dla Polski pomyślne.

Tą samą drogą rozchodzą się wszystkie komentarze. Tu naturalnie zasadniczą rolę odgrywa Warszawa z jej zdolnością do lapidarnych skrótów. Kawał polityczny albo dowcipne powiedzonko ma dziś większe znaczenie niż gazety i radjo, razem wzięte, przed wojną.

Niepośledni udział w kształtowaniu opinji przypada również prasie niemieckiej, szczególnie zaś kilku dziennikom wychodzącym po polsku. Tu zdolność czytania między wierszami doprowadzono do doskonałości chwilami aż śmiesznej. Tak np. jeśli Niemcy czemś bardzo się chwalą – wszyscy zgodnie twierdzą: „coś tam musi z nimi być kiepsko skoro tak łżą”; jeśli komunikat powie: „ponieśliśmy straty” – opinja krzyczy wgłos: „ale im dali łupnia!” Taki np. nieoczekiwany skutek wywołał artykuł „Nowego Kurjera Warszawskiego”, nazywający gen. Sikorskiogo „zdrajcą sprawy polskiej” za porozumienie ze Stalinem. Można powiedzieć, że w tym dniu popularność paktu polsko-sowieckiego wzrosła o 100%. „Już to musi być dla nas dobre, skoro sami Niemcy tak ten pakt atakują” – mówili sobie ludzie.

Ta dezorganizacja opinji publicznej przyniosła jednak pewien zwrot niezwykle ciekawy. Źródła informacyjne są dla wszystkich mniej więcej jednakowo dostępne, czy raczej niedostępne, a z drugiej strony zainteresowanie wojną w całym narodzie jest olbrzymie: – stąd, jako wynik, duża niwelacja poziomów. Mówiąc konkretnie, dyskusja z chłopem czy robotnikiem prawie nie różni się od dyskusji z panem mecenasem czy lekarzem. Szerokie warstwy uczyniły olbrzymi krok naprzód, szczyty inteligenckie obniżyły swój lot.

NA GORĄCYM UCZYNKU

Od chwili wydostania się z Polski, bez przerwy muszę opowiadać o wszystkich najdrobniejszych rysach życia pod okupacją. Zainteresowanie to – acz męczące – objawiło mi sposób, który uważam za najlepszy, jeśli chodzi o zrozumienie przemian zachodzących w Polsce. Pojąć rewolucję, która trwa, można tylko chwytając konkretne jej zdarzenia, łapiąc ją – jak to się w Polsce mówi – „na gorącym uczynku”.

Faktów, jak najwięcej faktów! Tego żądajcie od ludzi przychodzących z Polski, tego żądajcie od P.A.T.a, radja i prasy. Wprawdzie stare rosyjskie przysłowie powiada: „łże jak świadek naoczny”, ale ostatecznie i z kłamstwa można wysnuć jakieś -często wartościowe – wnioski.

W rytm polskiego, jakże zmienionego życia, nie jest trudno się wczuć Polakowi, który serce przecież zostawił nad Wisłą. Więcej mu chyba powie jednak stwierdzenie, że w kilka dni po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej kilo chleba w Warszawie kosztowało 22 zł, podczas gdy tramwajarz, poczciarz, kolejarz i urzędnik elektrowni otrzymują ok. 90% swych przedwojennych płac, niż piękne zdanie: „Kraj żąda chleba i pracy dla każdego obywatela”.

TWARDA RZECZYWISTOŚĆ

Kiedy czytacie prawdziwe a straszne karty „Czarnej księgi”, „krew zalewa wam oczy”, i nie możecie spokojnie myśleć o Kraju. Jeżeli przy dobrym obiedzie pomyślicie, że wasi najbliżsi może cierpią głód, nie możecie spokojnie myśleć o Kraju. To wszystko jest zrozumiałe, ale…

Ale Polski nie odbuduje się rozdzieraniem szat nad niemieckiemi okrucieństwami, fabryk nie wzniesie idealizacja polskich obłoków, zdrowa administracja czy armja nie wyjdzie z cierpiętniczego czy „mocarstwowego” mesjanizmu.

Kraj, który nie ma możliwości twórczości kulturalnej, oczekuje tego od emigracji. Właśnie Polacy z obczyzny przynieść mogą prowincjonalnym płucom Polski dzisiejszej świeży powiew wielkiego świata, nowych myśli, idei, dokonań.

Pracę nad rozplanowaniem odbudowy wykonać można też tylko na zimno. Oklepywać uczuć patrjotycznych nie warto. „Kocham Polskę” – najgłośniej krzyczy przeważnie ten, kto chce przekonać o tem nie tylko swoje otoczenie, lecz i samego siebie.

Nie zapominajmy bowiem o jednem: życie jest silniejsze niż Oświęcim i takie lub inne braki. Pewno, gdyby mi ktoś powiedział trzy lata temu, że w takich warunkach, jakie są dziś w Kraju, wytrzymałbym choćby miesiąc – roześmiałbym się mu w nos. Mimo to jednak naród nasz wytrwał prawie przez trzy lata okupacji, a życie potworzyło swoje nowe, wojenne prawa – w pewnym sensie ustabilizowało się. Stan najzupełniej wyjątkowy, stan codziennej niepewności, trwając tak długo, stał się pewną rzeczywistością, specyficznie „normalną”. Dawniej aresztowania i trudności żywnościowo zdawały się snem; dziś już życie przedwojenne wydaje się takiem widziadłem. Naród nasz musiał się do nowych warunków przystosować, więc się przystosował. Musi żyć, więc żyje – choć z drugiej strony z czego żyje np. warszawiak, tego kategorjami przedwojennemi wyłożyć nie potrafię.

Trudno 24 godziny na dobę bać się aresztowania i biadać na trudności w kupieniu skóry czy tłuszczu. Trzeba sobie jakoś życie codzienne ułożyć. Trzy lata, to nie tydzień niespodziewanego urlopu, to nie przejażdżka pociągiem popularnym „w nieznane”. Nie zapominajmy o tom.

PUNKT WYJŚCIA

Parę wierszy wyżej użyłem zwrotu: ,, Kraj… oczekuje”… Czy złapałem się na własną wędkę?

Nie potrafię, oczywiście, z całą pewnością odpowiedzieć na pytanie, czego Kraj żąda w sprawie – powiedzmy – ordynacji wyborczej. Trudno będzie w takim wypadku rozstrzygnąć co jest naprawdę wolą ludu, a co osobistym poglądem.

Jest jednak pewien fakt bezsporny: tym faktem jest niwelacja poziomów i utrata tego wpływu, jaki przedwojenne ugrupowania ideowo -polityczne posiadały w masach. Czy ten wpływ odzyskają, to inna rzecz, ale dzisiaj opinja tworzy się, że tak powiem, „samoczynnie”. T.zw. „szary człowiek” rozumuje sam. Wspólnota losów całego narodu i kompletna tożsamość ogólnych, lecz bardzo konkretnych planów odzyskania niepodległości, wywołały pozatem dużą wspólność rozumowania w najszerszych warstwach. Jeżeli napisałem, że dyskusja z lekarzem ogromnie przypomina dziś dyskusję z chłopem, to znaczy to i że poziomy się wyrównały i że treść rozmów bardzo często będzie podobna. Okaże się, być może po wojnie, że wspólnota ta była raczej jednością negacji niż pozytywu, mimo to wspólnota myśli jest -musi być – bardzo żywa.

Nie przeceniam, rzecz prosta, ani wartości ani trwałości tych pojęć. Stara jest prawda, że nie jest trudno nastawić, kierować, czy przekształcić (jako przykład może służyć choćby rewindykacja Zaolzia, gloryfikowana przez większość narodu we wrześniu 1938 r., potępiona w rok później).

W narodzie żywym, inteligentnym i dość pochopnym, – że nie powiem płytkim, -jakim bezwzględnie jesteśmy, maszą powstawać uogólnienia. Pomijać ich nie należy, bo stanowią również część rzeczywistości, ale punkt wyjścia musi być inny.

Polska od września 1939 r. przeżywa wciąż nową i zmienną rewolucję, wstrząs, straszliwy przełom. Przez dwa pierwsze lata stosunki układały się – powiedzmy – w kierunku X. Ale rewolucja trwa nadal. Czy nie będzie zakrętu, czy nowo bieżąco lub przyszłe wypadki kierunku nie zmienią – tego przewidzieć się nie da.

Celem moim jest możliwie najwierniejsze przedstawienie tego, jak przez dwa lata wojny wyglądało życie Kraju, albo – lepiej – jak ja widziałem to życie. Syntez, skrótów historjozoficznych i wszelkich temu podobnych przepowiedni lepiej się wystrzegać. Żyjemy w czasach, w których większe szanse sprawdzenia się mają senne widziadła poetów i magów, niż najściślejsze obliczenia.

JAN ŻART.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Close