Kraj umiaru

Haga, w kwietniu 1940.

Dziwny kraj. Niepodobny do żadnego innego. Gdy – przed wojną – jadąc nocnym pociągiem podróżny wyjrzał rano przez okno, nie potrzebował szukać napisów stacyjnych: sam wygląd mijanych domków odrazu wskazywał mu, że już minął granice.

Wszystko tu jest inaczej, niż u sąsiadów. I pejzaż, chmury na niebie i powietrze, jakiem się oddycha, a przedewszystkiem – ludzie. Długo trzeba mieszkać w Holandji, zanim się zacznie Holendrów rozumieć.

Cudzoziemiec usiłuje zwykle z początku wtłoczyć Holendrów w jakieś schematy. Słyszy się często: Holender, to właściwie rodzaj Niemca, albo: Holendrzy naśladuje Anglików, albo: Holendrzy są podobni przecież do Belgów. Nic fałszywszego nad te sądy. Holender jest przedewszystkiem Holendrem, i mało jest chyba na świecie narodów o tak wyraźnie zaakcentowanej indywidualności jak Holendrzy.

Mówi się, że Holender naśladuje angielskie formy życia. Zapewne, pod wieloma względami spostrzeżenie to nie jest niewłaściwe, ale pamiętać się godzi, że to Holandja właśnie była w epoce swojego największego rozkwitu – w XVII w. -wzorem dla Anglji, a nie odwrotnie, i że wiele z tego co dziś jako styl życia angielskego podziwiamy, Holendrom zawdzięcza swój początek.

Wielkość Holandji znalazła wyraz zawsze oryginalny – w różnych dziedzinach walka z żywiołem wodnym, wielkie dzieło kolonjalne, malarstwo, architektura.

Wszędzie cechą genjuszu holenderskiego jest umiar. Wszak kolebką budownictwa nowoczesnego jest Holandja, a jednak nigdzie w Holandji nie widzi się takich ekstrawagancyj stylu jak w innych krajach.

Jedna z najbardziej ciekawych cech życia holenderskiego, to harmonijne splecenie tradycji z postępem. Społeczeństwo holenderskie, to społeczeństwo w dużej mierze ancien régime’owe, osiemnastowieczne, nieprzeorane duchowo przez wielką rewolucję, społeczeństwo poniekąd stanowe, w przekroju pionowym, hierarchiczne w pojęciach i w formach zewnętrznych. Jednocześnie zaś – społeczeństwo to przyswoiło sobie wszelkie zdobycze zarówno techniki jak nowoczesnych urządzeń politycznych, przykrojonych jednak zawsze na miarę swoistą, oryginalną.

Równość wobec prawa, głosowanie powszechne – naturalnie. Ale tradycyjny wpływ pewnych kół, pewnych rodzin nawet. Ogromna powaga i znaczenie Korony. A jak swoiście rozstrzygnięto np. sprawę administracji lokalnej. Rady gminne – demokratycznie wybierane. Przewodniczy jednak radzie burmistrz, który jest urzędnikiem, mianowanym dekretem królewskim. Burmistrz skupia w swoim ręku pełnię władzy – jest on jednocześnie prezesem rady gminnej, prezydentem miasta i starostą. Poza jego administracją -istnieją tylko działy specjalne. Burmistrz awansuje, jak każdy urzędnik, idąc wgórę po szczeblach drabiny administracyjnej, z mniejszych miejscowości do większych. System ten funkcjonuje doskonale.

W stosunkach między ludźmi panuje tutaj prostota, połączona z nader sztywnemi kanonami. Spotkać można w Hadze ministra lub szambelana dworu, albo wysokiego dygnitarza wojskowego, jadącego do swojego biura na rowerze. Zamiast sekretarza osobistego, wpuszcza interesantów poprostu – woźny. Ale jednocześnie, biada człowiekowi, któryby wzorem wschodnim spóźnił się pięć minut chociażby na umówioną godzinę, albo zmącił uświęcony ceremonjał przyjęcia towarzyskiego, nie podnosząc się do wyjścia o godzinie wpół do jedenastej.

Czy Holandja jest krajem idealnym? Napewno nie. I podpatrzeć strony ujemne, często śmieszne, życia holenderskiego, nietrudno, z pewnością łatwiej niż – cechy dodatnie.

Umysł ludzki ma wrodzoną skłonność do złośliwości i «Schadenfreude». Holandja nie jest krajem świętych męczenników, płomiennej egzaltacji. Podobnie, jak inni, Holendrzy dobrze znają i waśni polityczne i wybujały indywidualizm i zagadnienia społeczne; znają chroniczne bezrobocie i kryzysy gospodarcze. Znają wahania hamletyzmu i trudności decyzji w wielkiej polityce. Nie oni jedni. Może nawet zbliżają się do rozstajów decydujących o bycie narodu. I też nie oni jedni.

PEREGRINUS.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Close