GŁOSY ŚWIATA

„Le prussianisme – voilà l’ennemi!”

Nieustannie powtarza się w prasie angielskiej i w przemówieniach wszystkich brytyjskich polityków kwalifikacja „nazi” jako określenie tych, z którymi toczy się wojnę. Jest coś z obsesji w tem przekonaniu Anglików, że nie wojują z Niemcami, tylko z „the Nazis”. Samoloty, które zrzucają miny magnetyczne, to „nazi planes”, łodzie podwodne, które zatapiają brytyjskie i neutralne okręty handlowe, to „nazi U-boots”, czołgi, które tratują teraz skolei duńskie równiny, to „nazi tanks”, a nawet rozklejona w 300 000 egzemplarzy po całej Anglji mapa niemiecka, przedstawiająca plan zdobyczy w latach od 1928 do 1942, nazywa się „mapą przedstawiającą cele Nazi”, a nie Niemców.

Prasa brytyjska okresu II wojny światowej

A już jeżeli nic innego, to właśnie ta mapa mogła była przekonać Anglików, że nie mają do czynienia z „the Nazis”, ale z odwiecznym niemieckim, pruskim raczej, duchem rabunku i zdobyczy. W r. 1938 podczas rewizji, dokonanej u Henleina, władze czechosłowackie znalazły tę mapę. Pięknie pokolorowane połaci Europy – każdy zaś kolorek przedstawiał plastycznie kiedy to pomalowany nim kraj ma się dostać pod władzę Niemiec. Więc: wiosną 1938 r. – Austrja, jesienią – Czechosłowacja, wiosną 1939 r. – Węgry, jesienią – Polska, wiosną 1940 r. – Jugosławja, jesienią – Rumunja i Bułgarja, wiosną 1941 r. – Danja i Holandja i t. d. i t. d. Po obu bokach mapy wymalowano nie tylko swastyki, ale właśnie czarne krzyże Zakonu Krzyżackiego, dodając pod niemi opis, iż one właśnie są symbolem „przejętego przez całe Niemcy pruskiego ducha zdobyczy”.

„Nazi” bowiem, to Niemcy poprostu, Niemcy przesiąknięci duchem pruskim, przed którym cofnął się duch Niemiec południowych. Jest źle, że Anglicy nie potrafili jeszcze zdać sobie z tego sprawy, i jest źle, że w prasie i parlamencie angielskim pokutuje przekonanie o „innych” Niemczech i jakimś innym gatunku Niemców, którzy gdzieś mają być, gdzieś mają tkwić, podczas gdy to tylko źli „nazi” sprawiają światu te wszystkie przykrości.

Fikcja – à rebours – „innych” Niemiec, którą pielęgnuje Anglja, a wraz z nią pewne, ale coraz mniej, liczne koła francuskie – miała powodzenie i w Polsce. Pamiętam, w okresie gwałtownej oficjalnej przyjaźni polsko-niemieckiej, w sali Resursy Obywatelskiej odbył się odczyt Bogusława Miedzińskiego, urządzony przez jedno z prorządowych zrzeszeń adwokackich. Był to okres, kiedy wątpliwości w stosunku do pięcioletniej „niedobrej miłości” były bardzo duże właśnie w kołach piłsudczyków, o których opinję Miedziński dbał jeszcze …wówczas. Przemawiał z tej samej trybuny, na której stał niezbyt dawno Goebbels, pierwszy narodowo-socjalistyczny prelegent w Warszawie. Słuchało go może dwieście osób, starannie dobranych. Mówił o tem, że nikt nie powinien się dziwić zbliżeniu polsko-niemieckiemu, nikt nie powinien chować w sercu niewiary w szczerość niemieckich intencyj wobec Polski, bo Niemcami rządzą ludzie inni, niż rządzili dawniej. Bo niema – mówił – przy władzy Prusaków, pruskich obszarników, którzy przyzwyczaili się widzieć w Polaku sługę folwarcznego, niewolnika niemal, „Knechta”, którzy uważają, że co polskie to musi do nich należeć. Dziś rządzi nie duch Fryderyka Wielkiego i Bismarcka – mówił, – ale dziś rządzi Hitler – Austrjak, Göring – Bawar, Hess – syn rodziny emigranckiej z Egiptu, Goebbels – Nadreńczyk. Ci ludzie nie mają we krwi i w tradycji nienawiści i pogardy do Polaków; tylko ci ludzie mogli dokonać dzieła porozumienia z Polską dlatego właśnie, że duch pruski, panujący w Niemczech przed ich dojściem do władzy, zastąpili inną ideą.

Otóż nie zastąpili! Wręcz przeciwnie – odrodzili go i są z tego dumni. Mówią i piszą o tem. Mylił się Miedziński i mylą się Anglicy, wierzący w to, że tylko „the Nazis” sprowadzają wszystko nieszczęścia, podczas gdy jacyś Niemcy o bliżej nieokreślonem miejscu zamieszkania, to inna, lepsza od „nazi” rasa ludzka.

Trzeba tylko okiem rzucić na to co się pisze i mówi w Niemczech, ażeby pojąć, że właśnie „the Nazis” utożsamiają się z ideą pruską i uważają ją za wykwit wszystkich cnót ludzkich, któreby chcieli zaszczepić każdemu Niemcowi. Z okazji rocznicy urodzin Fryderyka Wielkiego ogłosił w „Völkischer Beobachter” naczelny dowódca armji niemieckiej gen. von Brauchitsch artykuł p. t. „Żołnierz fryderycjański i teraźniejszość”. Sławi talenty wychowawcze Fryderyka, sławi go jako „twórcę nowej mapy Europy środkowej”, sławi Hitlera za to że nie cofnął się przed pójściem na grób Fryderyka w kościele garnizonowym w Poczdamie, czem dał dowód że „idea pruska, wcielona w postać wielkiego twórcy potęgi niemieckiej, jest mu najdroższa”, sławi wreszcie nowoczesne, hitlerowskie Niemcy za to, że potrafiły odrodzić ideę fryderycjańską i „uczynić żołnierza z każdego Niemca, niezależnie od tego, czy nosi w danej chwili mundur czy nie”.

Gen von. Brauchitsch pisze dalej, że w ciągu trzystu lat z pokolenia w pokolenie przekazywali sobie Niemcy ideę prusko-fryderycjańską”, aż przejęli ten skarb -narodowi socjaliści i „objęli nim całe Niemcy”, tak iż obecnie „kto jest narodowym socjalistą, przyznaje się do fryderycjańskiego żołnierstwa”, a żołnierstwo fryderycjańskie, to „najwyższa doskonałość z tego co stworzyć może wojskowe wychowanie, wyszkolenie i wojskowa szkoła myślenia”.

Sam zaś Hitler, przyjmując 7000 aspirantów oficerskich, udających się ze szkół do pułków, postawił im za wzór wszystkich cnót wojskowych i cywilnych – żołnierza fryderycjańskiego i „jego duch”. Dn. 31 marca b. r. w dniu 125-ej rocznicy urodzin Bismarcka wszystkie pisma niemieckie przeprowadziły w specjalnych artykułach znak równania pomiędzy Hitlerem a Bismarckiem, udawadniając, że „Führer” całkowicie wstępuje w ślady „żelaznego kanclerza” i tak jak on – przedewszystkiem dba o rozszerzenie niemieckiego stanu posiadania.

We wnikliwym wstępie do polskiej dyplomatycznej „Białej księgi” bardzo szczegółowo poruszono zagadnienie odwiecznej psychologji germańskiej, wcielonej w zdobywczego ducha krzyżaków, potem w fryderycjańskiego ducha pruskiego, w ideę bismarckowską i obecnie – w Hitlera i jego sztaby partyjne i wojskowe. Zawsze wszyscy Niemcy szli za tymi, którzy ich prowadzili ku podbojom. Prusactwo usunęło wszystkie lepsze instynkty, tlejące w innych szczepach niemieckich, i usprawiedliwiło to co mówił Tacyt, iż „wojna jest rzemiosłem Germanów”, co potem Mirabeau sprecyzował, mówiąc, że „wojna jest przemysłem narodowym Prus” i co wreszcie ujął znakomity historyk szwajcarski Gonzague de Reynold w zdaniu: „Niemcy bez przywództwa są skazani na anarchję wewnętrzną i panowanie obce, a Niemcy mający wodza oddają się pod rozkazy dyktatora i wyruszają na podboje”.

Nie „nazi”, ale Niemcy!

Krista Jaederlund, znakomicie znający stosunki niemieckie, berliński korespondent „Politiken”, pisze że w armji niemieckiej partja hitlerowska jest znienawidzona, nikt z żołnierzy nie śmie się przyznać do tego, że jest członkiem partji, nie widać nigdzie odznak partyjnych na mundurach, o przywódcach partyjnych mówi się z głęboką niechęcią albo z ironją. Bardziej znani hitlerowcy wycofani zostali z oddziałów frontowych, gdyż zdarzały się wypadki nawet krwawych z nimi porachunków. I co z tego? Duch bojowy armji niemieckiej jest znakomity, i Hitler jest uwielbiany. Bagaż partyjnych haseł znudził się, bo zakłamanie stało się szczególnie widoczne w momencie sprzymierzenia się z bolszewikami, ale pozostało to co każdemu Niemcowi jest drogie: – świadomość, że go wódz prowadzi na podbój, po zdobycz, na krwawą rozprawę! Ci właśnie, którzy biją po kątach partyjnych „nazich”, ci właśnie idą, fryderycjańskich cnót pełni, rozszerzać władanie niemieckie i obracać wolne narody w niewolników.

Pewne jest bowiem ponad wszystko to, że metody wojny. które Niemcy ku hańbie rodu ludzkiego wprowadzili, też zrodziły się z ducha pruskiego. Nie było ich nigdy, w żadnej bodaj z wojen prowadzonych przez barbarzyńców.

„Manchester Guardian”, opisując obszermie pohańbienie nauki polskiej i tortury, którym w obozach koncentracyjnych poddano najznakomitszych przedstawicieli polskiej nauki i myśli, powiada że wstyd większy, aniżeli na katowskich pachołków, spada na uczonych niemieckich i na uniwersytety niemieckie, które nie zdecydowały się odezwać ani słowem protestu. „Manchester Guardian” przypomina że poszanowanie uczonych było jednem z praw wojennych wszystkich czasów. Archimedes zabity został przez żołnierza rzymskiego tylko dlatego że nie był rozpoznany. Żołnierz zabił człowieka, kreślącego na piasku figury, nie wiedząc kogo zabija, ale centurjoni rzymscy na długo przed wkroczeniem do Syrakuz wydali wojownikom swym rozkaz oszczędzania Archimedesa i jego domostwa. Działo się to w r. 212 przed narodzeniem Chrystusa.

Kiedy w w. XVIII Anglja i Francja znajdowały się wojnie, dowództwo francuskie nakazało wszystkim statkom swoim udzielić wszelkiej pomocy statkowi angielskiego podróżnika, kapitana Cooka, gdyby go który spotkał. Podczas wojen napoleońskich, Sir Humphrey Davy otrzymał nagrodę Instytutu Francuskiego. Wymyślne okrucieństwo w wojnie jest tak jak niezaspokojony głód ekspansji i rabunku – produktem ducha niskiego. Nie moje to odkrycie. Twierdził tak Joseph Conrad, jak gdyby chcąc uprzedzić błędne ustosunkowanie się Anglików do zagadnienia niemiecko-pruskiego. W okresie wojny rosyjsko-japońskiej Conrad ogłosił w „Fortnightly Review” głęboki artykuł, gdzie udowadniał, że pierwszą wojną, w której ujawniło się szczególne naprężenie nienawiści i okrucieństwa, była wojna francusko-pruska r. 1870/1.

Nie pisał Conrad o dybiących na wolność narodów „nazich”, ale przeczuł może, że Anglicy będą skłonni do podstawienia sztucznej wartości – ujemnej – pod bezsporną prawdę ducha niemieckiego, bo pisząc o wiecznie żywych tendencjach zaboru i najazdu – wykrzyknął „le prussianisme – voilà l’ennemi!”, zapewniając, że groźby dla wolności, sprawiedliwości i uczuć ludzkich należy szukać właśnie w prusactwie.

Nie w „nazich”, nie w hitleryzmie, ale w prusactwie, a skoro pruskie stały się całe Niemcy – więc w Niemczech poprostu. Niema tedy miejsca na rozróżnianie „lepszych” i „gorszych” Niemców, prawdą bezsporną jest, że całe Niemcy stoją za Hitlerem nie dlatego że jest przywódcą „nazich”, ale dlatego że w działania jego wcielił się duch prusactwa, duch krzyżactwa, duch fryderycjański i bismarckowski.

Więc nie wolno rozróżniać, jak się rozróżniało, ku niewczesnemu żalowi, w Wersalu i jak się potem to nieszczęsne rozróżnienie powtórzyło w Locarno i w Thoiry.

Trzeba to koniecznie Anglikom wytłumaczyć, musi się ktoś tego podjąć, wziąć na siebie rolę Conrada, publicysty z „Fortnightly Review”. Nie można pozwolić, by Anglja przez rozróżnienie Niemców i „nazich” weszła w momencie, gdy przyjdzie możliwość likwidacji pruskiego niebezpieczeństwa, znów na błędną drogę. Trzeba otworzyć do Anglji drogę prawdzie i powiedzieć tam, że skoro Hitler i gen. von Brauchitsch uznają obecne Niemcy za emanację prusactwa, należy tylko wyciągnąć z tego konsekwencje i zawołać za Conradem: „le prussianisme – voilà l’ennemi!”.

OBSERVER.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close