Niemiec o inicjatywie polskiej w r. 1933

W nr. 61 „Wiadomości Polskich” zamieściliśmy wyjątki z trzech prac autorów obcych na temat inicjatywy podjętej przez Polskę w latach 1933 oraz 1936 wobec Niemiec, kiedy Polska proponowała mocarstwom zachodnim wojnę prewencyjną z Rzeszą. Do tych głosów autorów angielskich dołącza się obecnie głos niemiecki. Oto w niedawno wydanej książce emigranta niemieckiego Heinricha Fraenkla „Help Us Germans to Beat the Nazis!” (Londyn, Victor Gollancz, 1941), z której w nr. 64 „Wiadomości” ogłosił recenzję Gustaw Gazda, znajdujemy uwagi o akcji polskiej w r. 1933; zdaniem autora książki, mogła ona przesądzić o losie całego régime’u hitlerowskiego. Przytaczamy wyjątek z pracy Fraenkla.

Chciałbym dodać od siebie uzupełnienie, fakt, który wydarzył się we wstępnej fazie wzrostu Hitlera.

Sprawę tę warto zanotować, częściowo dlatego, że w swoim czasie zabiegano usilnie, żeby nie przedostała się do wiadomości prasy *), a jeszcze bardziej z tego względu, ponieważ przebieg tego wydarzenia wydatnie przyczynił się do ukształtowania całej polityki zagranicznej Hitlera. Możnaby incydent ten uznać za decydujący moment : wprawił on niejako w ruch całą politykę i technikę Hitlera, której wyniki musieliśmy śledzić przez sześć bitych lat z rosnącym lękiem i trwogą.

Cała historja odbyła się w ciągu środy i czwartku trzeciego tygodnia kwietnia 1933 r. – a zatem w niespełna trzy miesiące od chwili gdy von Papen i inni przedstawiciele grupy ciężkiego przemysłu i junkrów wprowadzili Hitlera na stolec kanclerski. Stało się to w niespełna dwa miesiące od chwili gdy hitlerowcy poczęli umacniać swoje stanowisko (ku wielkiemu rozczarowaniu swoich szlachetnych pomocników w koalicji antyrządowej) przez takie niezwykłe i nieortodoksyjne sposoby, jak spalenie Reichstagu i zwalenie potem winy na komunistów, dalej zamknięcie nie tylko niemal wszystkich przywódców komunistycznych ale także wszystkich przywódców opozycji, urzędników zawodowych związków robotniczych, intelektualistów o tendencjach liberalnych – krótko mówiąc, wszystkich osób niechętnych régimo’owi narodowo-socjalistycznemu, których potrafili przychwycić. (Rozkazy aresztowania przygotowano nader starannie na wiele dni przed puszczeniem z dymem Reichstagu).

Na wiosnę r. 1933, gdy régime hitlerowski był jeszcze niezwykle słaby i niepewny, nawet w dziedzinie spraw wewnętrznych Rzeszy (było to na kilka tygodni przed rozbiciem zawodowych związków robotniczych), wydarzył się poważny kryzys. Był to pierwszy kryzys w hitlerowskiej polityce zagranicznej: uznać go należy za najpoważniejszy kryzys jaki kiedykolwiek przeżył ten régime (poza tym, który wprowadził hitleryzm na ścieżkę wojenną, pieczętując jego ostateczną zagładę w przyszłości). A jednak régime Hitlera mógł być zmieciony z powierzchni ziemi o wiele wcześniej. Zdawało się że rządy Hitlera wpadną nieuchronnie na rafę – i takby też było, gdyby nie zostały cudem uratowane przez… Ale nie uprzedzajmy wypadków, nie psujmy pointe’y opowiadania. Opowiedzmy historję od początku.

Pomiędzy Polską a wolnem miastem Gdańskiem doszło w tym czasie do zatargu. Polska, wiedząc że „Reichswehra” i „Luftwaffe” istnieją w dużej mierze na papierze, czuła swoją wyższość, a kto wie nawet czy nie żywiła wyraźnej pewności, iż w razie starcia z Rzeszą rozprawi się z nią gładko. Polacy posyłali Wisłą oraz do swej warowni na Westerplatte tak znaczne ilości amunicji, że senat wolnego miasta założył protest, twierdząc iż w razie wybuchu amunicji życiu obywateli Gdańska grozi niebezpieczeństwo.

W drugiej połowie kwietnia 1933 r. kryzys się zaostrzył; jakkolwiek Polacy wiedzieli, że poważne siły szturmowców zebrano na pograniczu polsko-niemieckiem na Pomorzu i w Prusach Wschodnich (oddziały te przysięgły sobie szumnie i buńczucznie, że „nie pozwolą na żadne głupie wyczyny Polaczków”), to jednakże wyznaczyli piątek owego trzeciego tygodnia kwietnia na pociągnięcie, które miało osadzić Niemców w miejscu. Na dwunastą w południe owego piątku wyznaczono decyzję: Polacy mieli skorzystać z pełni praw, jakie im dawał statut wolnego miasta, i zająć zbrojnie budynki celne Gdańska.

Jest rzeczą oczywistą, że chociaż armja niemiecka znajdowała się wtedy jeszcze w powijakach, Polacy nie posunęliby się tak daleko, gdyby nie zostali wzmocnieni w swojej postawie przez Francuzów. Tak też istotnie było. Rząd francuski wyraził bowiem zgodę na krok Polski wobec hitlerowców; rząd polski otrzymał zapewnienie Paryża, że w razie konfliktu Francja wypełni co do joty zobowiązania powstające z sojuszu polsko-francuskiego oraz z układu o wzajemnej pomocy. Francja gotowa była przesłać Rzeszy krótkoterminowe ultimatum, poparte groźbą wmarszu francuskiego na obszar Nadrenji.

Tak wyglądała sytuacja, kiedy na dwa dni przed krytycznym piątkiem, w środę owego tygodnia informator mój zawędrował na Wilhelmstrasse. Zastał swoich przyjaciół w „Auswärtiges Amt” w stanie paniki. Doniesienia z Gdańska oraz od wywiadu niemieckiego z Polski i Francji nie pozostawiały żadnej wątpliwości, co się stanie za dzień czy dwa. Ponieważ w tym stanie dozbrojenia Reichswehry nie mogło być mowy o żadnych większych poczynaniach czy operacjach wojskowych ze strony niemieckiej, jedyną drogę wyjścia stanowiła – „utrata twarzy” i prestige’u przez młody rząd hitlerowski na tak wielką skalę, że rząd ten nie mógł się na to zgodzić. Jest rzeczą jasną, że rząd Hitlera bardziej niż kiedykolwiek musiał dbać o swój prestige jako régime na dorobku. W ostatecznym razie, ażeby jakoś wyplątać się z sytuacji i pokazać, że jednak nie cofają się zupełnie, hitlerowcy mogli posłać nieco szturmowców, ażeby rozpoczęli robić burdy w Gdańsku (w tym czasie ilość miejscowych hitlerowców była mała). Tego rodzaju gest stanowiłby jednak akt najazdu i jaskrawe pogwałcenie statutu wolnego miasta – a zatem właśnie to na co czekali Polacy (i Francuzi). Polska chciała zdemaskować szantaż i bluff Hitlera, mogła odsłonić prawdziwą i zasadniczą słabość świeżo upieczonego a buńczucznego régime’u. Wspaniały plan dozbrojenia niemieckiego zostałby zdławiony w zarodku zanimby nowa armja niemiecka mogła wystrzelić pierwszy ładunek. Zdawało się, że system Hitlera znalazł się w ślepej uliczce: tak czy owak, czekał go koniec.

Tylko cud mógł uratować nowonarodzony régime, i rzeczywiście – cud się zdarzył. Gdy następnego dnia, t.j. w czwartek, informator mój zaszedł powtórnie na Wilhelmstrasse, przekonał się, że przygnębienie i ponurość ustąpiły miejsca dufności graniczącej z bezczelnością. Słońce zajaśniało znowu w pokojach „Auswärtiges Amt”u, a szczególny blask padł na twarze tych urzędników ministerstwa, którzy żywili czułe uczucia dla nowego régime’u (niebawem system ten, za pośrednictwem nowego człowieka, Ribbentropa, zaczął usuwać bez pardonu wszystkich urzędników, którzy nie pałali takiemi sentymentami dla rządów Hitlera: „Auswärtiges Amt” opanowany został bez reszty przez system).

Chcielibyście państwo wiedzieć, kto był ów cudotwórca, który rozproszył chmury zagłady zawieszone nad głowami hitleryzmu? Nazwisko jego: Ramsay MacDonald.

Oto we czwartek owego ważkiego tygodnia premjer Wielkiej Brytanji powiadomił Paryż, że jeżeli Francja wesprze Polskę aż do użycia siły włącznie, to Wielka Brytanja nie tylko nie uzna, że tego rodzaju akcja nie wymaga od Anglji udzielenia pomocy Francji (przewidywał to układ lokareński), ale wprost przeciwnie, będzie traktowała interwencję francuską w sporze polsko-niemieckim jako akt nieprzyjazny i zastrzeże sobie prawo zajęcia odpowiednio nieprzyjaznego stanowiska wobec Francji.

W kilka dni po tem ostudzeniu pierwszego (i niepowtórzonego już) wybuchu zapału Francji, ażeby zdmuchnąć raz na zawsze niejawny wówczas ogarek hitleryzmu – Mr. MacDonald udał się w podróż do Rzymu, ażeby być obecnym przy wstępnych rozmowach na temat paktu czterech.

Tymczasem Polacy musieli zmięknąć wobec hitlerowców i rząd polski został zmuszony do wejścia na drogę całkowitej rewizji swojej polityki zagranicznej. Trzeba było zacząć flirtować z Berlinem, który oczekiwał na polskie oferty z otwartemi ramionami. Hitlerowcy zdawali sobie sprawę, że dozbrojenie Rzeszy dalekie jest od stanu doskonałości i że dlatego trzeba będzie poczekać na dokonanie nawet takiego manewru, jak zajęcie Austrji. Cóż dopiero mówić o zmierzeniu się z Polską, które przyniesie napewno rozpętanie się wojny. W tym okresie dozbrajania się trzeba będzie nałożyć tłumik na żądania wobec Polski.

Dlatego to Göring od razu zapałał miłością do Polski i nieomieszkał zabierać najbardziej jowjalnych uśmiechów i najdziwaczniejszej kolekcji futer i kurtek sportowych na liczne wycieczki łowieckie do gościnnych rewirów łowieckich w Polsce (hospitable estates of various Polish magnates). Od chwili wspomnianej akcji MacDonalda upłynęło pół roku: ambasador Polski w Berlinie Lipski złożył oświadczenie, które dowodziło, że nowa polityka polska orjentuje się ku Rzeszy (new Naziphil Polish policy). Urzędowe oświadczenie Lipskiego złożone zostało dn. 15 listopada, a więc w miesiąc potem jak Hitler wyreżyserował opuszczenie przez Rzeszę Ligi Narodów oraz konferencji rozbrojeniowej.

——-
*) Informatorem moim jest Niemiec najbardziej nieposzlakowanego charakteru; w czasie wspomnianego incydentu zajmował ważne stanowisko w przemyśle niemieckim, które wymagało częstych kontaktów z ministerstwem spraw zagranicznych (mial tam licznych przyjaciół). Nie należy zapominać, że w tym czasie „Auswärtiges Amt” znajdował się w rękach dyplomatów „starej szkoły”. Dodaję, że po roku czy dwu rządów hitlerowskich informator mój opuścił swoją ojczyznę zrażony i pełen obrzydzenia i udał się na dobrowolne wygnanie. Odrzucił świetną karjerę, którą mógł mieć na każde zawołanie; tak się bowiem złożyło, że nawet jego wrogowie nie mogli doszukać się nie-aryjskich śladów w jego rodzinie. Rodzina była „nordycka” co się zowie, i można było badać śmiało nawet pochodzenie pra-pra-babki.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close