ADAM PRAGIER

Przyczyny upadku Francji

Upadek Francji zastał nas moralnie nieprzygotowanych. Zbyt świeża była pamięć Wersalu, epopea Verdun i wizja Clemenceau. Prąca naprzód żelazna ściana czołgów marszałka Brauchitscha powinna była w naszem rozumieniu rozbić się, jeżeli nie o linję Maginot, to o jakiś nie dający się wytłumaczyć, ale potrzebny, a nawet konieczny – cud Francji. Gdy stało się inaczej, poczęliśmy się zdumiewać nad dziwacznością tego zdarzenia. Rok 1871, to rzecz, którą rozumiemy i z którą się godzimy. Bo to nie był upadek Francji. To była katastrofa „Napoleona Małego”, który przez jedną krwawą awanturę zdobył kotyljonową koronę, potem stracił ją przez drugą. Francja, to były dla nas wojska wielkiej rewolucji, to było Valmy, Jemappes, gen. Hoche, Carnot, Francja to był Napoleon. A później Francja, to była Trzecia Republika, która uskrzydliła naród po sromocie Sedanu i dała mu palmę zwycięstwa w pierwszej wojnie światowej. Jakże więc pojąć umysłem ludzkim treść okropnego dnia 17 czerwca 1940 roku?

Hitler na tle wieży Eiffla, Paryż 1940 rok (źródło: Bundesarchiv, Bild 183-H28708 / CC-BY-SA)Istotnie niepodobna zrozumieć klęski Francji, gdy rozważa się ją jedynie jako zdarzenie wojskowe. Francja miała w dniu rozejmu, obok rozbitych wojsk na froncie niemieckim, jeszcze niejakie rezerwy na tymże froncie. Miała prócz tego trzy armje, które wogóle nie były w ogniu: armję na froncie włoskim (uszczuploną nieco siłami przerzuconemi na front niemiecki), armję w Afryce Północnej i armję w Syrji. Co najmnej 800 000 żołnierzy tych armij nie oddało w ciągu całej wojny ani jednego strzału. Pozatem miała Francja zdolne jeszcze do walki, choć osłabione, lotnictwo i świetną flotę, całkiem nietkniętą, ustępującą w sile na europejskim teatrze wojny tylko flocie brytyjskiej. Miała więcej jeszcze: afrykańskie imperjum kolonjalne o pierwszorzędnem znaczeniu strategicznem, jak tego dowiodła dziś kampanja śródziemnomorska gen. Wavella. Cóż więc sprawiło, że rząd francuski nie przeniósł swej siedziby do Afryki Północnej, lecz uznał przegraną na froncie francuskim za klęskę decydującą? Mając tyle danych do dalszego prowadzenia wojny nie powodował się widocznie względami natury wojskowej. Jakież więc były prawdziwe przyczyny kapitulacji? Co sprawiło że przegrana bitwa została uznana za przegraną wojnę?

Takie jest właśnie istotne pytanie. W sferze rozważań politycznych a nie wojskowych trzeba szukać odpowiedzi. Wtedy okaże się, że kapitulacja Francji nie spadła na naród jak piorun z jasnego nieba, ale że była ostatniem ogniwem w długim łańcuchu poprzednich zdarzeń.

*

Aby ją zrozumieć, trzeba sięgnąć pamięcią o kilka lat wstecz. Trzeba cofnąć się do okresu, kiedy to kierujący politycy Francji i Anglji próbowali odwrócić grożącą wojnę przez ustępstwa wobec dyktatorów. Niektórzy chytrzejsi myśleli także o tem, żeby obu dyktatorów poróżnić i zjednać sobie jednego z nich jako sojusznika przeciw drugiemu. Myślano najpierw o zjednaniu Mussoliniego. Mussolini ze swojej strony chętnie podtrzymywał te złudzenia i nawet zainicjował w r. 1934 konferencję w Stresa, której celem miało być osłabienie wpływów niemieckich w basenie Dunaju. Na tej konferencji Włochy zgłosiły solidarność z Wielką Brytanją i Francją. Ale gdy w marcu 1937 r. wojska niemieckie wkroczyły do Austrji, Mussolini nie ruszył się, żeby im stanąć na drodze. „Front Stresy” nie załamał się jednak przez to, gdyż także Francja i Wielka Brytanja, które zagwarantowały niepodległość Austrji, nie kiwnęły palcem. Zrobiła się poprostu „Stresa nawywrót”. We Francji był właśnie w tym czasie kryzys gabinetowy, a w londyńskiej Izbie Gmin Chamberlain mówił, że nie ma wiarogodnych informacyj o tem co się w Austrji dzieje.

Ale Mussoliniemu owa Stresa opłaciła się wcześniej jeszcze: w r. 1935 Laval dał mu – za plecami rządu i parlamentu francuskiego – wolną rękę w Abisynji. Gdy Liga Narodów próbowała odpowiedzieć na napad włoski na Abisynję t.zw. sankcjami gospodarczemi wobec Włoch, sankcje te przeobrażono w farsę. Laval wygłosił w Lidze Narodów dramatyczne przemówienie o doniosłości bezpieczeństwa zbiorowego i o konieczności sankcyj, a jednocześnie zawiadomił Anglję, że w wypadku gdyby flota angielska, strzegąca wykonania uchwał genewskich, została zaatakowana przez Włochy, flota francuska będzie mogła przyjść jej z pomocą dopiero po upływie paru miesięcy. Premjer Baldwin i Sir Samuel Hoare niebardzo się tem zmartwili. Anglja nie zamknęła kanału Sueskiego dla statków włoskich, a nadto spod działania sankcyj wyjęto przywóz ropy naftowej. Represje gospodarcze wyglądały więc w praktyce tak że nie wolno było przywozić do Włoch ani kapeluszy paryskich, ani krawatów londyńskich, ale można było przywozić ropę naftową. Mussolini zajął Abisynję bez trudności – choć przy „oporze” wszystkich państw, należących do Ligi Narodów.

Ubocznym skutkiem tego zdarzenia było całkowite załamanie się zasady bezpieczeństwa zbiorowego, na której opierała się polityka zagraniczna Francji od r. 1919, oraz upadek samej Ligi Narodów, jako organu tegoż bezpieczeństwa zbiorowego.

Wojna domowa w Hiszpanji przyniosła dyktatorom nowe ustępstwa. Zwolennicy pojednania nie myśleli już o ich poróżnieniu, bo Mussolini i Hitler działali w Hiszpanji solidarnie. Wynaleziono więc opaczne pojęcie „nieinterwencji”, które spowodowało, że Francja i Anglja odmówiły prawowitemu rządowi hiszpańskiemu sprzedaży sprzętu wojennego. W tym samym czasie Mussolini posłał do Hiszpanji stutysięczną armję, a Hitler dostarczył gen. Franco pomocy lotniczej oraz broni pancernej, robiąc na hiszpańskim teatrze wojny prawdziwą próbę generalną swego przyszłego „Blitzkrieg”u. Chamberlain także i w tym czasie nie miał wiarogodnych informacyj o tem co się dzieje w Hiszpanji, a Francja pozostawała całkowicie pod naciskiem polityki angielskiej.

W następstwie tej biernej polityki francuskiej zarysował się dla Francji trzeci możliwy front wojenny – pirenejski.

Niebawem wyjaśniło się ostatecznie, że próby poróżnienia dyktatorów są beznadziejne. Współpraca Włoch i Niemiec, wzmocniona w czasie wojny abisyńskiej i hiszpańskiej wojny domowej, doprowadziła do t.zw. „osi Berlin – Rzym” – porozumienia dyktatorów tak jawnego, że nie można już było udawać, iż się go nie widzi. Porozumienie to wyraziło się wkrótce w dokumencie dyplomatycznym: w t. zw. pakcie „antykominternowskim”, zawartym narazie między Niemcami a Japonją dn. 25 listopada 1936 r. Włochy od samego początku należały do tego porozumienia, ale liczyły jeszcze na napiwki od Francji i Anglji za sprzeciwianie się Niemcom, więc przyłączyły się jawnie nieco później: dn. 16 listopada 1937 r. Także w czasie istnienia owej „osi” i „paktu antykominternowskiego” nie brakło, zwłaszcza ze strony pewnych sfer angielskich, dalszych prób pozyskania Mussoliniego, ale wtedy gesty te pozbawione już były całkowicie dobrej wiary. Coraz więcej objawów świadczyło o tem, że w Anglji i Francji utracono poprostu inicjatywę polityczną na rzecz „osi”. W sferach rządzących tych państw nastroje stawały się paniczne.

*

W tej właśnie sytuacji dopełnił się rozbiór Czechosłowacji. Kulminacyjnym punktem tego dramatu była konferencja monachijska z dn. 28 września 1938 r. Czechosłowacja na kilkanaście dni przedtem, idąc za radą Anglji i Francji, przeprowadziła mobilizację. Zarządzenia mobilizacyjne poczyniono też w Anglji i w Francji. Ale w Monachjum Chamberlain, Daladier, Mussolini i Hitler uchwalili rozbiór Czechosłowacji w nieobecności jej przedstawicieli. A potem poseł francuski w Pradze wymusił na sojuszniczej Czechosłowacji uznanie tego faktu, oświadczając że Francja bić się w jej obronie nie będzie. Mniej znany jest fakt, że moralnym spółsprawcą tego co się stało w Monachjum, był nie tyle Daladier ile Bonnet i że to on właśnie, poza plecami Daladiera groził Czechosłowacji nieprzyjaźnią Francji w razie oporu.

Bonnet, jak później wyszło najaw, już w okresie kryzysu monachijskiego wysnuł z niego ostateczne konsekwencje i zrezygnował z interesów Francji w Europie środkowej i wschodniej. Gdy wkrótce po konferencji monachijskiej Ribbentrop przybył do Paryża w celu podpisania umowy przyjaźni francusko-niemieckiej (podobnym papierkiem powiewał Chamberlain, gdy wysiadał z samolotu po powrocie z Monachjum), Bonnet przyrzekł mu, że Francja nie zgłosi sprzeciwu przeciwko roszczeniom niemieckim na wschód od Renu. To ustne porozumienie wydawało w ręce Niemiec Polskę, Małą Ententę i ententę bałkańską. Był to już ostatni krok ku osamotnieniu Francji na kontynencie.

*

Co tkwi u spodu tych niepojętych działań? Jaka jest przyczyna, że mężowie stanu wielkich demokracyj europejskich dopomagali do urastania potęgi, która się na nie później zwaliła? Jak rzecz ta wygląda w szczególności we Francji?

Układ społeczny Francji nie odbiega na pierwszy rzut oka od układu innych wielkich państw kapitalistycznych. W istocie różnica jest znaczna. Francja nie jest krajem wielkoprzemysłowym, lecz raczej przemysłowo-rolnym. Istnieją coprawda wielkie przedsiębiorstwa przemysłowe, ale nie jest ich zbyt wiele i nie one nadają ton gospodarstwu. Klasa średnia w przemyśle i w handlu jest liczniejsza niż gdzieindziej i bardziej samodzielna. Bogactwo Francji ma w znacznie większym stopniu niż gdziendziej formę pieniężną. Pieniądz, a nie inna forma zamożności, określa wyobraźnię i uczucia wielkich mas ludności. Amerykanin entuzjazmuje się rozmiarem swoich fabryk, domów, mostów, doskonałością swoich samochodów, lodownią elektryczną, radjem. Francuz jest bardziej abstrakcyjny: znajduje upodobanie w swojem koncie bankowem, w tem że oszczędza, że odcina kupony, że gromadzi akcje. Stąd pieniądz we Francji jest potęgą nie tylko największą, ale i najbardziej popularną. Pospolity ideał Francuza, „Français moyen” – to życie z samego tylko pieniądza: renta albo jej surogat -pensja urzędnicza. Oszczędności miljonów ludzi spływają miljonami małych strumyków do kas i wlewają się w wielkie jeziora – banki. W Ameryce i w Anglji są banki o wiele większe, niż we Francji. Ale nigdzie bank nie wszedł tak głęboko w obyczaj narodowy, nie panuje tak bezpośrednio nad życiem ludzi i nad polityką kraju, jak we Francji. Wywóz francuski obejmował głównie artykuły zbytku: wina, jedwabie, przedmioty mody. Z samej natury tych towarów wynika, że wywóz nie miał charakteru masowego. Masowo wywoziła Francja jeden tylko towar – pieniądz. Naczele życia gospodarczego Francji nie stali wielcy przedsiębiorcy, lecz wielcy spekulanci. Przez spekulantów był reprezentowany typ rządzący, przez rentjerów – typ rządzony.

Jak niedorozwinięte było gospodarstwo Francji, tak zacofana była też jej polityka społeczna. Ustawodawstwo francuskie w tej dziedzinie należało aż do r. 1936 do najbardziej przestarzałych. W opinji mieszczańskiej zdobycze Frontu Ludowego z r. 1936 były niemal rewolucją. W istocie reformy rządu Bluma dały robotnikom francuskim to, z czego już od r. 1919 korzystali robotnicy w całej Europie zachodniej i środkowej, a także w Polsce. Reformy te wzbudziły przerażenie śród mieszczaństwa francuskiego i skłoniły sfery średnie do poddania się wpływom wielkich władców kapitału. W tym popłochu przedstawiciele „dwustu rodzin”, rządzących bogactwami Francji, uzyskali – wbrew wszystkim obrzędom demokracji parlamentarnej – decydujący wpływ na politykę kraju. W ten sposób krótki okres umiarkowanych reform Frontu Ludowego, zmierzający do usunięcia niebezpiecznego rozdarcia między klasami, do wzmożenia spoistości wewnętrznej Francji i jej odporności na zewnątrz, wywołał paradoksalne następstwa. Wzbudził w masach średniego i drobnego mieszczaństwa strach przed urojonym przewrotem i zagnał je pod wpływ polityczny garści spekulantów, bez sumienia i bez skrupułu. Dla władców finansów podtrzymanie faszyzmu w krajach sąsiednich stało się rękojmią trwania ustalonego porządku rzeczy we Francji. Zaczęli węszyć możliwość porozumienia się z Trzecią Rzeszą i Włochami. Hitler był coprawda wrogiem zewnętrznym, ale w zakresie bliskich sercu spraw polityki wewnętrznej był raczej sojusznikiem. Mussolini był sojusznikiem jeszcze milszym, bo mniej groźnym.

A z drugiej strony na froncie proletarjackim zarysowywały się znaki nie mniej złowróżbne. Socjalizm francuski nie był jednolity. Jedne ugrupowania partji socjalistycznej (Blum, Zyromski) widziały w polityce ustępstw wobec faszyzmu niebezpieczeństwo klęski kraju. Inne (Paul Faure) parło w imię pokoju za wszelką cenę do przejednania Mussoliniego i Hitlera. W czasie kryzysu monachijskiego rozdwojenie to przybrało charakter najjaskrawszy. Blum pisał, że odczuwa zadowolenie z uratowania pokoju, pomieszane ze wstydem i upokorzeniem. Paul Faure mówił: lepiej żyć jako niewolnik niż umrzeć. Blum był prezesem frakcji parlamentarnej i miał większość w partji. Ale Faure był sekretarzem generalnym partji i miał większość we frakcji parlamentarnej. Każdy z nich kierował zespołem, w którym miał większość przeciw sobie. Partja socjalistyczna była wewnętrznie sparaliżowana. Komunizm był we Francji silniejszy, niż gdziekolwiek prócz Rosji sowieckiej. W okresie Frontu Ludowego przeszła przez Francję fala strajków, które złamały opór pracodawców przeciw wykonaniu programu reform. Zatargi zakończyły się t. zw. układem Matignon, który zdawał się zapowiadać uspokojenie. Ale potem przyszły nowe strajki, największe w dziejach Francji, organizowane przez komunistów z wyraźnym celem przyparcia do muru rządu Frontu Ludowego i zdyskredytowania go wobec mas robotniczych. Wywołały one zamęt w produkcji. Dowiodły, że Front Ludowy nie panuje nad sytuacją. Rząd Bluma znalazł się w potrzasku, wciśnięty między komunistów a radykałów, przedstawicieli zatrwożonego mieszczaństwa. Okazało się, że obok kapitału pieniężnego istnieje we Francji drugi element odśrodkowy, niezainteresowany w losach ojczyzny – komunizm.

Robotnik francuski nie miał więc jednoznacznych wskazań, orjentujących jego wolę. Miał przed sobą z jednej strony komunizm, czyli globalną negację wobec wszystkich spraw obrony kraju, a z drugiej socjalizm wewnętrznie skłócony, głoszący jednocześnie sprzeczne wzajem hasła. W rezultacie nie było żadnej siły porywającej. Wynikł stąd sceptycyzm, dezorjentacja i niewiara, pokrywane czasem frazesem bardzo rewolucyjnym, a czasem pacyfizmem bardzo apostolskim.

*

W takim klimacie politycznym i moralnym wypadło Francji gotować się do odparcia śmiertelnego ciosu, do którego zbierała siły Trzecia Rzesza. Odbił on się w sposób decydujący nie tylko na polityce, ale i na strategji francuskiej. Z niechęci Francji do wojny wynikł styl obronny tej strategji. Istniała cicha decyzja nieprowadzenia w żadnych warunkach ofensywy. Stąd właśnie armja francuska pozbawiona została najskuteczniejszych środków działania. Lotnictwo nie miało potrzebnych bombowców, armja nie miała samoistnej broni pancernej. Zlekceważono nawet ruchliwość armji, bo żołnierz francuski nie gotował się do inwazji i nie miał także zamiaru cofać się, tylko miał właśnie stać na miejscu – na linji Maginot.

Linja Maginot jest prawdziwym symbolem psychiki, polityki i strategji tego pokolenia francuskiego, któremu przypadło w udziale wytrzymanie ataku Trzeciej Rzeszy. Linja ta była arcydziełem techniki wojennej. Budowano ją przez osiem lat kosztem stu miljardów franków. Była „imprenable”, pozwalała na prowadzenie wojny niemal bez przerywania snu. Błędem jej było, że – nie była dokończona. Dowiedział się o tem naród francuski dopiero na kilka dni przed przełamaniem frontu pod Sedanem. Kończyła się przy Montmédy: dalej biegły umocnienia polowe. Nie dokończono jej dlatego, że obawiano się zrazić Belgów przez fortyfikowanie granicy belgijskiej, a także dlatego, że jeden z rządów uznał, iż szkoda pieniędzy na kończenie tej budowy, która już tyle kosztowała. Zato naprzeciw linji Maginot stanęła, po zajęciu Nadrenji w r. 1936, zbudowana w ciągu czterech lat linja Zygfryda, która biegła aż do morza i umożliwiła Hitlerowi zajęcie Austrji, Czechosłowacji i Polski. Linja Maginot uspokoiła naród ostatecznie i całkowicie. Zachloro-formowała Francję na śmierć. O tem, że naprawdę jej nie było, wiedział tylko sztab. Ale sztab udawał przed sobą i przed światem, że także wierzy w tę magiczną linję. Na początku wojny Daladier w zgodzie z gen. Gamelinem, przy oklaskach wszystkich ław parlamentu oświadczył, że będzie skąpił krwi francuskiej i unikał działań ofensywnych. Za jego słowami stała – niedokończona linja Maginot.

*

Francja zresztą wołała aż do ostatniej chwili nie wierzyć w wojnę. Niedawno ujawniono w prasie francuskiej w Ljonie interesujący szczegół. Gdy rozeszła się już po świecie wiadomość, że Hitler zażądał od Polski ustąpienia z Gdańska i ustępstw terytorjalnych na Pomorzu, Laval mial zwrócić się wiosną r. 1939 do ambasadora Łukasiewicza w Paryżu z namową czy przestrogą, by Polska prowadziła „une politique de prudence”, co przełożone na prozę, oznacza że doradzał spełnienie żądań niemieckich. Miał być niemile zdziwiony nieprzejednanem stanowiskiem przedstawiciela Polski, który snać zrozumiał prozę. Szczególny smak nadaje tej wiadomości okoliczność, że Laval nie zajmował wtedy żadnego urzędu i że rozmowa miała się odbyć u p. de Brinon. Ten p. de Brinon był wtedy agentem Abetza, Abetz był agentem Ribbentropa, a p. de Brinon był zarazem przyjacielem Lavala, a także mężem zaufania ministra spraw zagranicznych Bonneta. Obecnie p. de Brinon zajmuje osobliwe stanowisko ambasodora francuskiego w Paryżu, Abetz reprezentuje w Paryżu Hitlera, a Laval i Bonnet, główni sprawcy kapitulacji Francji, współpracują z Trzecią Rzeszą. Okazuje się, że współpraca tych czterech panów istniała już wiosną 1939 r. i wyraziła się m. in. w próbie nacisku na Polskę, by dopuściła do rozbioru bez oporu. Dałoby to Hitlerowi nową zdobycz a Francji nie naraziło na konieczność dotrzymania sojuszu z Polską.

Bonnet nie dał się zresztą zrazić nieprzejednaniem Polaków, na które uskarżał się Laval, i na różne sposoby próbował dopiąć swego. Na kilka dni przed wybuchem wojny powziął zamiar wywarcia ponownie nacisku na Polskę, by zrzekła się Gdańska i Pomorza. Potrzebna mu była w tym celu opinja dowódców wojskowych, aby mógł powołać się wobec Polski na niegotowość Francji. Zaprosił więc do siebie dwóch generałów i zwierzył się im ze swego zamiaru. Powiedział, że wprawdzie zarzucą mu zdradę wobec Polski, tak jak przedtem wobec Czechosłowacji, ale nic sobie z tego nie robi, bo warto zyskać na czasie choćby pól roku. Była to prawdziwa komedja pomyłek, bo generałowie nie byli wrażliwi na błąd polityczny, ale tkwili tak glęboko w swoim błędzie wojskowym, iż oświadczyli, że Francja jest do wojny całkowicie przygotowana. Nie było się więc na kogo powołać, i pomysł się nie udał.

Ostatnią próbę poświęcenia Polski podjął Bonnet już po wybuchu wojny. Gdy dn. 1 września 1939 r. wojska niemieckie wkroczyły do Polski i ambasadorowie polscy w Londynie i w Paryżu zawiadomili rządy sprzymierzone o rozpoczęciu działań wojennych, Chamberlain, który tym razem na serjo chciał traktować gwarancję Wielkiej Brytanji, zamierzał niezwłocznie wypowiedzieć wojnę. Zwrócił się telefonicznie do Bonneta, żeby ustalić godzinę doręczenia paszportów ambasadorom Niemiec w Paryżu i w Londynie. Bonnet odpowiedział, że nie stracił jeszcze nadziei uratowania pokoju. Pozostaje mianowicie w kontakcie z hr. Ciano i liczy na interwencję Mussoliniego. Wierzy, że zdoła doprowadzić do zwołania konferencji z udziałem Anglji, Francji, Niemiec i Włoch w celu załatwienia „zagadnienia polskiego”. Bonnet krzątał się w ten sposób przez dwa dni. Ale wojna już się była rozpoczęła. Polska się biła, Mussolini nie chciał się mieszać do beznadziejnej gry, a Chamberlain i Lord Halifax uznali pod naciskiem brytyjskiej opinji publicznej że Hitlerowi już dalej ustępować nie można. W taki to sposób nie dokonało się drugie Monachjum.

Ale i tak najpierw wypowiedziała wojnę Wielka Brytanja, a dopiero w sześć godzin później Francja. Bonnet był bardzo ostrożny.

Francja szła od zwycięstwa w r. 1918 do klęski w r. 1940 po długiej drodze zrzeczeń i upokorzeń. Oparła w r. 1919 swoją politykę zagraniczną na Lidze Narodów i zdążała przy jej pomocy do urzeczywistnienia zasady bezpieczeństwa zbiorowego. Ostatni, który to czynił, był Barthou. On też ostatni podjął próbę – daremną -skłonienia ministra Becka do współdziałania w Europie środkowej i wschodniej w stawieniu zapory niebezpieczeństwu ekspansji niemieckiej, gdy był jeszcze czas na to. Barthou zginął z w Marsylji z ręki nasłanych przez Mussolinego spiskowców, którzy schronili się potem we Włoszech. Podczas wojny abisyńskiej Francja zrzekła się dobrowolnie zasady bezpieczeństwa zbiorowego i pozbawiła Ligę Narodów istotnej racji bytu. Pozostały jej coprawda dawne sojusze w Europie środkowej i wschodniej. Ale kapitulacja wobec roszczeń sudeckich Hitlera w dobie kryzysu monachijskiego oznaczała jednocześnie danie Trzeciej Rzeszy wolnej ręki na wschód od Renu. W tych warunkach sojusze na kontynencie Europy, które miały być dla Francji źródłem siły, straciły wszelką wartość i stały się raczej kłopotliwym zabytkiem czasów minionych. Rozkład wewnętrzny Francji sprawił, że utrzymanie pokoju, opartego na współdziałaniu z innemi państwami, stało się dla niej ciężarem ponad siły. Ponad siły było też prowadzenie wojny*).

ADAM PRAGIER.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close