Sekrety Hitlera

Londyn, w lutym 1940.

Czy to prawda, że się będzie znowu pisało dla „Wiadomości Literackich”, które opuściwszy Warszawę i osiadłszy nad Sekwaną, wychodzić będą pod nazwą „Wiadomości Polskich”? Nie można myśleć bez wzruszenia o tym fakcie. Dla pisarza i publicysty polskiego z „Wiadomościami” wiążą się piękne wspomnienia: wysokich wymagań i myślowej czujności, zupełnej swobody w wypowiadaniu swojego zdania i prawdziwie europejskiego stosunku redaktora do współpracowników. Tam można było pomieścić to, na co za ciasna albo zbyt bojaźliwa była gazeta codzienna. Tam publicysta polski mógł obszerniej wywieść i podbudować argumentacją swój sąd o rzeczach i zjawiskach.

To że „Wiadomości” odrodziły się i że będą znowu służyły sprawie swobody i indywidualności, jest dowodem rzadkiej w Polsce żywotności. Cennego uporu. Niedawania się losowi i wszelkim przeciwnościom, jakie sprzysięgły się przeciw kulturze polskiej, słowu polskiemu, myśli polskiej. Przekonania, że się jest potrzebnym. Przeświadczenia, że się znajdzie czytelników – dawnych i nowych.

W ostatniej fazie istnienia „Wiadomości” ogłosiłem kilka artykułów pod nazwiskiem własnym i pod pseudonimem „Politicus”. Jeden z nich omawiał kryzys wrześniowy z r. 1938 i następstwa Monachjum. Zapowiedziałem studjum „Sekrety Hitlera”, które nie pojawiło się nigdy w „Wiadomościach”.

Dzisiaj, kiedy rozpoczynam na nowo pracę z londyńskiego punktu obserwacyjnego i kiedy myślę o nadmiarze tematów atakujących mózg, przypomina mi się ów niedokończony artykuł, z jakiejś teczki na dnie walizki wyjmuję notatki do „Sekretów Hitlera”. Zaczęte jeszcze przed monachijskim wyrokiem, kompletowane w jesieni 1938 r., zaokrąglone wnioskami na wiosnę 1939 r. Widać na nich wyraźnie wyścig z wypadkami. Ostatnie zapiski pochodzą z końca lipca i początku sierpnia 1939 r. kiedy na pięć dni przyjechałem do Berlina. Są one skreślone już wyłącznie dla własnej kontroli: piszący rezygnuje powoli z wyścigu z faktami.

Wypadki zdystansowały zdania niedokończonego artykułu.

*

W czasie dwuletniego zgórą pobytu w Berlinie – od lata 1935 do jesieni 1937 r. – czułem niejednokrotnie ochotę skreślenia wizerunku Hitlera pod kątem widzenia psychologji, z wycieczkami w sferę psychoanalizy. Uważałem, że tej złożonej postaci dzieje się wyraźna krzywda w biografji i publicystyce, trasa przesłoniła wizerunek psychiczny Hitlera przez kładzenie nacisku albo na stronę polityczną jego działalności albo na drobiazgi i skandaliki, domysły i poszukiwania, które nie wnosiły nic nowego do analizy. Przez długi czas rozwodzono się nad pochodzeniem Hitlera, odczytywano metryki i nagrobki, starano się podać w wątpliwość aryjskość jego pochodzenia. Ale genealogja psychiczna Hitlera leżała tymczasem odłogiem. Niemieckie opracowania były jednem bałwochwalstwem. Przez bizantynizm stylu i treści niesposób było pochwycić cech ludzkich modela. Próby Heidena czy Oldena dawały przedewszystkiem opowiadanie o marszu wgórę, ale portret psychiczny wychodził zamazany. Reportażyści w stylu Ward Price’a przyczynili się sporo do deifikacji dyktatora. Nie trudno było z ich raportów wyczytać, jak bardzo imponuje im zjawisko, któremu na imię: Hitler.

Dzisiaj nie brak już ocen dobrej miary i wysokiej próby. Na pierwszem bodaj miejscu postawić chyba należy znakomite w każdym calu studjum angielskiego publicysty F. A. Voigta „Unto Caesar”. Rzecz ta, obecnie opublikowana w trzeciem wydaniu z nową przedmową, ogłoszona przed Monachjum, wyrosła z wybornego znawstwa Niemiec, jako jedno z najlepszych studjów politycznych, napisanych po wojnie. Voigt, redaktor czołowego miesięcznika angielskiego „The Nineteenth Century and After”, korespondent dyplomatyczny liberalnego „The Manchester Guardian”, ma wielką zasługę wobec ogółu angielskiego. Szkoda to prawdziwa, że jego książka nie pojawiła się w przekładzie polskim. Zapomniano o niej, a wydawano przypadkowe reportaże własne i cudze, fałszywe w sądzie, śmieszne przez ubóstwo wiedzy politycznej, prawdziwe produkty przedpokojowo – antyszambrowe ludzi zafascynowanych takiem czy innem M. S. Z., niekiedy płody zwykłego służalstwa. Szkoda, że „Unto Caesar” nie pojawił się w Polsce. Inna rzecz, czy książkę puściłaby cenzura. Albowiem z dobrodziejstwa cenzury nie doczekaliśmy się wydania przekładu ani Heidena ani Oldena. Osoba Hitlera była tabu dla poważnej analizy. Zostawiano ją u nas przeważnie karykaturzystom i feljetonistom.

Rośnie szybko literatura wokoło osoby wodza Trzeciej Rzeszy. Rauschninga „Hitler mówi” (wydanie angielskie p. t. „Hitler Speaks”) jest najwybitniejszem wydarzeniem, jeżeli chodzi o biografję intymną. Jest rzeczą zastanawiającą jak wnioski Voigta zgadzają się z relacjami Rauschninga. Jasnowidztwo psychologiczne i słuszność rachuby oraz sądu autora „Unto Caesar” uwypukla się najlepiej na tle raportu Rauschninga.

*

Przeglądam notatki do „Sekretów Hitlera”. Zaczynają się od porównania Hitlera i Mussoliniego:

„W zestawieniu z Hitlerem – czytam – osoba Mussoliniego wydaje nam się dziwnie wyraźna, niemal przejrzysta, ma w sobie coś znanego, potrafimy znaleźć dla niej wzory, snuć analogje. Hitler tonie w mrokach niedomówienia, nie umiemy wybrać dla niego wzoru, jest on niepokojący przez inność swoich składników jak i zespolenie ich w jedno. Czujemy w nim odrazu człowieka namiętności, zawiłych odruchów, napadów histerji, tłumionych porywów – tłumionych, wciskanych w nowe niebezpieczne koleiny. Jego „Mein Kampf” jest pieśnią nienawiści, krzykiem odwetu, tęsknotą za „Rache”. Tkwi on w klęsce niemieckiej i nie potrafi wyzwolić się z tego koszmaru. Pytanie „dlaczego” nie daje mu spokoju. Niejednokrotnie wyłuczcza przed dziennikarzami zagranicznymi, że jako żołnierz z okopów nie pragnie wojny, nie dopuści do niej. Podobnie do zagranicznych mężów stanu. Ale w gruncie rzeczy jest człowiekiem, który chce pamiętać o okopach, który niesie z sobą atmosferę wojennej brutalności i dla którego to powietrze było czemś wybawczem, lepszem, heroicznem, po wiedeńskiem poniżającem szlifibrukostwie.”

„Mussolini wyrósł jednak z wojny zwycięskiej dla swojego kraju, wszystko jedno jak i w jaki sposób zwycięskiej. Niema w sobie straszliwego ressentiment. Niema w sobie ochoty odegrania się, co to – odkucia. Nie dręczy go myśl odwetu, zrobienia tego raz jeszcze ale lepiej, bez błędu, bez omyłki, z precyzją i dokładnością. Kiedy Mussolini mówi że wojna byłaby katastrofą dla kultury europejskiej, czujemy w tem istotnie moment lęku i niepokoju człowieka, który nie może być niewierny swojej glebie: glebie kultury łacińskiej. Gdy Hitler mówi podobne słowa, brzmią one pusto. Trzecia Rzesza niedarmo ucieka od wspólnoty świata zachodniego i łacińskiego w jakiś mit nordycki. Rzekomo dlatego, że widzi na Zachodzie rozkład. Ale prorokował go już Nordau, potem Spengler. Niemcy byli pierwsi w proroctwach zagłady Zachodu, może czując podświadomie, jaką są sami grozą dla jego losów, jakie potencjalne tkwi w nich niebezpieczeństwo dla tego Zachodu. Jest to proroctwo typu człowieka, który mówi, że się coś rozkłada i psuje, albowiem chce usprawiedliwić swój zamach nożem.”

„Odcięcie się Niemiec od świata, autarkja nie tylko gospodarcza ale myślowa, hodowla idej w odosobnieniu, to wszystko są zjawiska nowe i niepokojące. Bo Rzesza, cokolwiek się powie, leży jednak w sercu Europy, i dlatego odrutowanie takiego objektu, postawienie zasieków wokoło takiego obszaru nie może być obojętne dla nas wszystkich. Oczywiście, bolszewja jest także za kordonem. Konieczne to było, ażeby móc dokonać eksperymentu. Naukowego eksperymentu z najnowszym wynalazkiem: komunizm. Eksperyment żąda warunków odosobnienia, izolacji. Idealne są właśnie w Rosji. Nie są, zdawałoby się, idealne w Niemczech. Przeciwnie, Niemcy, tak się zawsze myślało, łakną zagranicznych nowinek, nie mają w sobie przekonania Francuza o doskonałości swojego ogródka; Francuz nie tęskni naogół za szerokim światem, Niemiec chce się wszędzie czegoś nauczyć, napatrzeć. I oto naród tak łakomy świata zamyka się, odrutowuje. Niema większego dowodu skuteczności propagandy, niema większego komplementu dla Goebbelsa. Poco ten obóz warowny? Poco ta religja janczarstwa? Mahometanizm hitlerowski może mieć sens i spełnienie tylko w jednem: w podboju.Teraz nam ciężko (podobnie zresztą mówią bolszewicy), ale jutro będzie doskonale. Teraz asceza – głosi Hitler – ale jutro „Herrenvolk” powyżej Anglików.”

„Pytanie, które musi sobie postawić badacz zjawiska zwanego: Hitler, – czytam na innej karcie notatek, – streszcza się w słowach: czy w charakterze jego dokonały się zmiany, czy potrafił on zapomnieć o sobie z okresu nędzy wiedeńskiej, czy dalej, człowiek, który został kanclerzem Rzeszy, zmienił się wewnętrznie pod wpływem kolei losu i wyniesienia na szczyty godności? Niejednokrotnie słyszy się spory o „Mein Kainpf”: dlaczego Hitler nie chce zmienić niczego w tej książce pisanej w pewnej konjunkturze politycznej, w pewnem stadjum swej kariery? Ze strony ortodoksów partji pada odpowiedź, że nie można niczego zmieniać w dokumencie. „Mein Kampf” jest historją – wara zatem poprawkom od historji. Ale czy trzeba brać dalej dosłownie i à la lettre wynurzenia Hitlera? – indaguje niewtajemniczony. Ach, nie. przecież „Mein Kampf” pisał człowiek rozgoryczony, złamany niepowodzeniem, rozżalony na francuskie postępowanie w Ruhrze. Wpływ afektu jest nieunikniony…”

„Czy jednak tak jest w istocie? Czy Hitler nie zmienia niczego w „Mein Kampf” z tej prostej przyczyny, że w rzeczywistości ożywiają go te same uczucia jak wtedy, gdy siedział w twierdzy, wcale wygodnej, pozując na męczennika narodowego? Nie chce zmienić, bo nie czuje potrzeby – bo nie uległ sam zmianom. Jest to natura urobiona wcześnie przez los i warunki, natura, która ulega niewielkim odchyleniom, jeżeli chodzi o podstawowe instynkty, zapędy, zachcianki. Hitler nie potrafi strząsnąć z siebie przeszłości, i to jest niewątpliwie proletarjacka cecha jego natury. Nie potrafi przebaczyć, nie potrafi uśmiechnąć się z pobłażaniem, nie jest zdolny do popatrzenia na siebie samego z humorem, nie ma żadnych skłonności do samoironji. Bierze siebie niesłychanie poważnie i jest namaszczony. Zdolny jest do smagania gniewem ale nie ironją, a jeżeli stara się być ironiczny, ma to charakter karczemnych wyzwisk. Jego rubaszność i niewybredność nie ma w sobie jednak cech krwistości Lutra – odkryjemy w niej raczej zapienioną histerję, wściekłość dziecka, któremu odmawia się zabawki, opętane tupanie nogami. Zjawisko zwane Hitler ma niewątpliwie jakieś punkty zbieżne ze zjawiskiem, któremu na imię: Luter. Są oni w pewnym sensie dwoma obrazoburcami, którzy powstają przeciwko ustalonemu porządkowi, przeciwko tradycji i obyczajowi i sięgają do jakiegoś sedna rzeczy. Obaj są wyrazem dziejowego kryzysu myśli. Obaj wala pięścią, obaj zachowują się niemożliwie. Ale ich dyspozycje, ich temperamenty, ich pasje są odmiennego gatunku, ciężaru, zawiesistości.”

„Jeżeli dojdziemy do wniosku, że natura Hitlera nie uległa zmianie, jeżeli zgodzimy się, że podstawą tej natury jest organiczna nienawiść, nieufność, pogarda dla trzody ludzkiej, niewiara w lepsze instynkty, przekonanie że tylko siła i okrucieństwo potrafią wykrzesać z człowieka i masy jakieś lepsze jutro – źle się przedstawia przyszłość Europy. Hitler najwidoczniej wierzy, że trzeba wrócić do pierwotnych złóż natury ludzkiej, że trzeba apelować do okrucieństwa, strachu, że Imperium Germanicum można zbudować tylko na trupach słabych i chwiejnych, na krwi wahających się, na ofiarach wewnątrz i zewnątrz kraju. Wychowanie w okrucieństwie zdaje się być hasłem szkolenia młodych pokoleń. Oparte jest to na trafnej obserwacji, że do młodzieńca okrucieństwo i twardość przemawia lepiej i silniej, aniżeli opanowana mądrość i łagodność. Pokolenie wyszkolone jednak w takich hasłach, pokolenie kierowane przez narybek z „Ordensburgów”, będzie najsurowszem pokoleniem, jakie oglądała Europa od stuleci, od czasu janczarów.”

„Czy Hitler jest okrutny z natury, czy jest on „głównym terrorystą” (jak go nazywa Voigt w swojej dosadnej i wspaniałej analizie) z popędu, czy też zmusza się do tego rodzaju działania? Trudno rozsądzić te bardzo tajne i wstydliwe sprawy. Wydaje się, że nerwy Hitlera nie zawsze wytrzymują okrucieństwa. W nocy 30 czerwca nerwy te zawiodły. Goering wziął na siebie czystkę. Dla niego, jako dla typu programowo amoralnego, jako gangstera rozbrajającego swoim cynizmem w stylu Al Capone’a, nie istnieją załamania nerwowe”.

Przerzucam kartki dalszych notatek.

„Stosunek Hitlera do kobiet, – czytam, – to także osobliwe cienie jego natury. I znowu, jeżeli zestawimy go z Mussolinim, włoski władca wyda się nam czemś zrozumiałem, jasnem, niemal sympatycznem. Jest ojcem rodziny, posiada napewno czułe serce dla kobiet. Człowiek, który używa rozkoszy. Bierze ją otwarcie.”

„Hitler zataja swoje pasje, o ile je posiada w tej sferze. Nawet Heiden nie umie powiedzieć nic dokładnego o tej dziedzinie życia Hitlera. Cytuje domysły. Wszystko też kończy się na domysłach. Istnieją pewne sentymentalne poszlaki: jakaś nieszczęśliwa idylla z bliską krewną. Pewne ostentacyjne pokazywanie się ze sławami sceny. Ale co pozatem? John Gunther w swojej książce „Inside Europe” głosuje za tem, że „Hitler jest dziewiczy”. Inni powiedzą, że kontuzja wojenna wywołała u Hitlera impotencję.”

„Ale jakkolwiek rzecz się ma, pozostaje faktem, iż sfera seksualna przenosi się u Hitlera w dziedzinę działania publicznego. Następuje u niego przesunięcie ośrodków: – ekstatyczne krzyki rozlegają się w jego mowach, głos sadyzmu i zemsty, zapożyczony z zakamarków miłosnych, pojawia się razporaz w jego słowach pisanych i mówionych. Jego czyny i słowa dyszą jakąś przejmującą, niewyżytą pasja człowieka, trawionego potajemnemi nałogami. Jest to stanowczo dostojewszczyzna. Nie tylko w tem i nie tylko w tym zakresie”…”

*

„Wielokrotnie słyszy się w czasie pobytu w Trzeciej Rzeszy usprawiedliwienia tego typu: nie można wszystkich posunięć czy ekscesów zwalać na barki regime’u czy samego Führera. Są przecież stopnie pośrednie, różni kacykowie, różni gorliwcy. Chcą się zasługiwać. To przecież aż nadto ludzkie.”

„Tłumaczenia te mają pozory prawdy. Nieraz słyszało się je w Niemczech w okresie pogromów żydowskich, czystek partyjnych, procesów przeciwko zakonom katolickim i szykanom kościoła. Ale gdy zastanowimy się głębiej, teorja ta pryska. W państwie tak wspaniale zorganizowanem jak Trzecia Rzesza, gdzie każda komórka jest kontrolowana, niema miejsca na jakieś improwizacje. Wszelka akcja jest kierowana, wszelka akcja ma gdzieś początek, racje i źródła. Jeżeli uprzytomnimy sobie tę prostą prawdę, dojdziemy do wniosku, że określenie Voigta o „głównym terroryście” nabiera ponurego sensu”.

*

„Prasa niemiecka wtajemniczała nieraz swoich czytelników w zamiłowania wojenne Hitlera. Suggeruje ona że Hitler posiada olbrzymie zasoby wiedzy wojskowej.”

„Trudno sprawdzić te rzeczy. Ale zdaje się, że ambicje wojskowe Hitlera są znaczne. Że rozkazuje on z lubością ludziom należącym do niemiłego mu klanu junkierstwa, że pomiata oficerami, którzy pogardzali nim ongi na froncie – to wszystko należy do tego właśnie proletarjackiego kompleksu, który był udziałem niejednej wielkości wyrosłej z nizin i nicości. Hitler uważa napewno, że wie więcej aniżeli fachowcy wojskowi, że instynkt jest ważniejszy aniżeli księgi i wykresy i że jak w architekturze bije wszystkich zawodowych architektów, tak i na polu wojskowem jest samodzielnym genjuszem na miarę napoleońską.”

„Hitlera upaja napewno wojna. Dla niej znajduje w „Mein Kampf” słowa istotnie sugestywne. Upaja go napewno wizja przyszłej wojny. Akcja wobec miasta Almerji, skoszenie baskijskiej Guerniki, pozwala przewidywać, po jakiej linji poprowadzi kiedyś Rzesza wojnę. Niedarmo czytaliśmy już w lecie 1938 r. i przedtem na łamach pism wojskowych Rzeszy, że najhumanitarniejsza jest wojna najkrótsza. A krótka wojna, to wojna błyskawiczna czyli wojna totalna, czyli wojna najbardziej okrutna. Wojna, jaką narzuci Rzesza a raczej Hitler, światu, musi być z konieczności wojną okrutną.”

„Trzeba tu przyznać Niemcom z całą lojalnością, że nie czynią tajemnic ze swoich zamiarów, ze swoich poglądów i przekonań. Wojnę totalną dyskutuje się w Niemczech latami. Pisze się o wojnie bakterjologicznej z zastanawiającą otwartością. Ale Zachód i nie tylko Zachód, nie chce wierzyć aby to było na serjo. Aby ktoś nanowo, w dwadzieścia lat po jednym upuście krwi, medytował nad drugim. Aby ktoś lubował się w widoku rzezi. Niewiara Zachodu jest wielkim sojusznikiem Niemiec.”

„Młode pokolenie niemieckie mówi o wojnie. Nie boi się jej. Odrodził się tu już mit wojny. Nie jest to jednak mit sentymentalny, ułańskiej trąbki, konia, dziewczyny żegnającej na stacji. Nie, jest to mit twardy i ponury jak czołg, mit heroiczny, pragermański, uznanie że krew jest najlepszą przyprawą dziejów. Rzesza ma do stracenia tonny krwi. Setki tysięcy zapalonych głów. Może z siedemdziesięciu milionów wydzielić na odstrzał dwa, trzy czy nawet cztery miljony. Zachód musi się wahać z taką rozrzutną gospodarką. I ponieważ Rzesza ma tę krew i ma ten gest, powiada, że Zachód jest zniewieściały i zmurszały.”

„Hitler zaś buduje na młodzieży. Rozumie on, tak jak zrozumiał komunizm, że wychowanie jest najlepszym gwarantem stałości regime’u. Nie taki czy inny klucz partyjny, nie nawet mężowie zaufania, nie szczelny system następstwa. Trzeba wychować młodzież, wytrenować ją, wyhodować jak konie. Wtedy przetrwa system. Partja musi być hodowlą młodzieży. Hodowlą w nowej religji. Bo młodzież nie tylko potrzebuje okrucieństwa i ryzyka. Potrzebuje także wiary. Jeżeli da się jej wiarę okrutną, ma się wielkie szanse przetrwania”.

*

Wyrwana kartka: „Hitler a Polska”:

„Czy Hitler wierzy w to co mówi o Polsce? Czy zatem całe jego zbliżenie polityczne jest wyrazem przekonania czy też tylko konjunktury? Gzy zostawszy kanclerzem Rzeszy oddalił od siebie uprzedzenia, jakich nabył na bruku wiedeńskim?”

„Niema na to żadnego dowodu. „Mein Kampf” mówi wyraźnie o nienawiści do elementu słowiańskiego, który – obok żydowskiego – sprawił że Wiedeń wydał się Hitlerowi w dobie młodości jakimś gigantycznym grzechem przeciwko rasie, źródłem wszelakiej nieczystości. Szowinista pangermański nienawidził Czechów, Polaków i Chorwatów, bo psuli mu harmonję germańską Austrji, bo grozili rzekomo zalewem niemczyźnie austrjackiej. Ma pogardę dla Słowian jako dla rasy podrzędnej.”

„Gdyby Hitler był naturą zdolną do zmian, jego polityka t. zw. zbliżenia do Polski mogłaby być prawie szczera. Ale ponieważ zdaje się tak nie jest, więc i cała ta polityka jest tylko konjunkturą. Patrzy na Polaków z pogarda, traktuje Polskę jako instrument, który jest dlań pożyteczny. Dla Hitlera niema partnerów.”

„Dlatego szczególną wagę przywiązywać należy do tych odezwań się Hitlera, które nie są objęte protokółem dyplomatycznym, nie są ani uroczystym wywiadem, ani mową. Fakt że Rosenberg, którego nienawiść do Polski jest notoryczna, cieszył się przez długi czas zaufaniem Führera i miał nawet tytuł jego „spowiednika”, nie wróży nic dobrego. Awanturnik i ciemna figura, niejaki Lüdecke, wydał w Anglji książkę „I Knew Hitler”. Lüdecke nie przynosi napewno zaszczytu żadnemu ruchowi, można ubić jego opowiadanie zmiejsca tem, że tego rodzaju kreatura zmyśla od początku do końca. Ale sąd taki byłby zanadto lekkomyślny: trudno bronić Lüdeckego, ale intrygujące pozostaje pytanie, dlaczego tak wiele typów katylinarnych zebrało się na kluczowych pozycjach Trzeciej Rzeszy? Dlaczego tak wiele w maszynie hitlerowskiej tych typowych „Abfallsprodukte” okopów? Dlaczego Röhm był w wielu sprawach symbolem i dlaczego tolerowano tak długo jego wyczyny?”

„Osobliwy Lüdecke opowiada w swojej książce „I Knew Hitler”, iż Führer przed podpisaniem układu z Polską wyraźnie głosił, że nie przywiązuje wielkiego znaczenia do tego kroku. Że to nic nie znaczy. Wyrażał swoją opinję jaskrawo i grubjańsko o „państwie sezonowem” i nisko oceniał walory Polaków. A wreszcie wybuchnął obietnicą, którą należy zostawić w oryginale: „Mit diesen verfluchten Polacken werde ich noch Schlitten fahren”.

„Słowa te mają w sobie niepokojący posmak autentyzmu. Wierzymy, że Hitler mógł to powiedzieć, że właśnie tak powiedział a nie inaczej. Jest w tych słowach pasja i pogróżka, wola odegrania się, zemsty na kimś, kogo uważa się za słabszego i naiwnego. Naiwnego – bo uwierzył w układ, który podpisał”.

*

Notatka z listopada 1938 r., kiedy przez parę dni bawiłem w Berlinie:

„Teorja że Hitler we wrześniu bluffował tylko wojną, chwieje się w świetle różnych opowiadań, jakie słyszy się od ludzi co coś wiedzą. Opowiadają oni, że Hitler rwał się w Godesbergu do wojny, a raczej do poskromienia Czechów, bo wojny nie są oni nawet godni. Poskromienia, złamania, zbombardowania.”

„Jeden z ludzi, którzy mają otwarte oczy, relacjonuje że jeszcze w styczniu 1938 r. mówiono w Berghofie: „Najbliższe święta Bożego Narodzenia spędzimy w Pradze”. Jeżeli tak, układ monachijski jest tylko uśpieniem czujności poniżonych demokracyj. Układ ten był poniżeniem – dla zachodnich partnerów, dla Czechów: dlatego jest tak typowy dla umysłowości Hitlera.”

„Jeżeli w Berghofie stawia się proroctwa na taką metę, i tak dokładnie, trzeba przyznać, że wyobraźnia Hitlera ma cechy niesamowitości.”

I wreszcie ostatnia notatka, z początku sierpnia 1939 r., po powrocie z Berlina do Londynu:

„Urzędowo opowiada się po obu stronach o możliwości ugody. Że niema nic nieodwołalnego. Uderza mnie jednak, że w rozmowach z ludźmi partji, szczególnie z młodymi, panuje całkowita szczerość. Nie kryją się oni z tem, że Polskę czeka wojna. Wyznaczają termin: potrwa ona dwa do trzech tygodni. Powiadają to tak pewnie, że nie można uwierzyć, aby to było ich własne przekonanie. Nie, to jest inspiracja zgóry, może z bardzo wysoka.”

„Trzeba raz jeszcze stwierdzić: Niemcy są wcale szczerzy. Powiadają, że nie należy ich lekceważyć gdy grożą”.

*

Nie zabrałem się już do złożenia notatek kreślonych od szeregu miesięcy.

Czułem, że artykuł mój o „sekretach Hitlera” jest już nieaktualny – w oczekiwaniu na cios, którego zbliżanie tak dobrze czuliśmy w Londynie. Wojna zdemaskowała szybko wiele sekretów Hitlera.

Dlaczego przypominam dzisiaj te luźne notatki psychologiczne? Przedewszystkiem dlatego, że chciałbym podać je w takiej formie przynajmniej, skoro nie powinno być nienapisanych artykułów. Uważam to poniekąd za wywiązanie się wobec redaktora „Wiadomości” z obietnicy danej przed rokiem zgórą. Ale jest i drugi wzgląd. Uważam że wielkim błędem wszelakiej publicystyki politycznej, a cóż dopiero polityki, jest niedocenianie czynników psychologicznych. Sama gra polityczna, zawieszona w tej czy innej „rzeczywistości politycznej”, ale nie podbudowana studjum psychologicznem, jest nierealna. Raporty, jakie daje we francuskiej „Livre jaune” b. ambasador Francji w Berlinie, Coulondre, są przykładem znakomitego stosowania psychologji do dyplomacji i polityki. Coulondre kreśli w swoich raportach wizerunek Hitlera jakiego – nie potrafili, niestety, dać nasi dyplomaci i politycy.

Polska polityka zagraniczna potknęła się na sekretach Hitlera. Wzięła go dosłownie na serjo, wierzyła mu, uważała się za jego partnera. Łudziła się do ostatniej chwili, że Hitler bluffuje. Nie chciała wierzyć w to co widział już Coulondre w maju 1939 r.: widma porozumienia Berlina z Moskwą i nowego rozbioru Polski. Ten optymizm nieświadomości, to jakby powiedział Anglik „wishful thinking” – miał napewno źródło w polskiej niechęci do widzenia rzeczywistości najgorszej, w manji łudzenia się. Musimy poznać przynajmniej dzisiaj sekrety wielkiej niewątpliwie, wielkiej – bo groźnej jak zagłada, wyobraźni Hitlera. My i Zachód.Pocieszmy się bowiem, że na Zachodzie nieliczni widzieli pełny sens Hitlera i wszystkiego, co on ze sobą niesie. Za sekrety Hitlera płaci dzisiaj Zachód straszliwy haracz. Płaci go z zimną pasją w sercu, albowiem – te sekrety nie były znowu tak głęboko ukryte; niejedne znajdowały się uwiecznione na piśmie, niejedne powiedziane. Sprawdza się na nas, na Zachodzie, na świecie, który zaczyna brodzić dopiero w odmęcie wojny, sprawdza sie z całem okrucieństwem cyniczne powiedzenie, że mówienie otwarcie prawdy najbardziej wywodzi w pole, że szczerość może być forma najwyższego oszustwa.

ZBIGNIEW GRABOWSKI.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close