Szlachetczyzna

I

W przeżywaniu najstraszliwszej ze straszliwych klęsk zatrzymujemy się nieustannie na osobach sprawców, winowajców. Analizujemy rozmiary ich winy, ich zbrodniczej lekkomyślności, ich bezgranicznej głupoty. Domagamy się sprawiedliwej kary, któraby była odpowiednikiem winy. I tak reagować musimy. Wina jest oczywista, winowajcy są znani, kara musi być przykładna.

Ale osoby nie powinny nam przesłaniać tego co leżało niejako u podstaw ich działań, co ciążyło nad całą rzeczywistością polską i kładło swe tragiczne piętno na wszelkich jej dziedzinach. Albowiem nasze życie kulturalne, społeczne, polityczne, ba – nawet gospodarcze, było przesiąknięte elementami tej właściwości, która da się określić jako szlachetczyzna. Jej doskonałem wcieleniem był obóz, który rządził Polską, reprezentując ją w sposób najbardziej wszechstronny i całkowity. Istniała ona jednak i poza nim, tworząc swoisty klimat rzeczywistości polskiej.

Można od różnych stron charakteryzować szlachetczyznę, można podnosić różne jej składniki. Więc myślenie kategorjami zaścianka, więc parafjańszczyzna, nieudolność w stawianiu ogólniejszych zagadnień. Łączyła się z tem specyficzna mętność, tak niezwykle daleka od prostoty i precyzji francuskiego myślenia. Więc dalej skłonność do zabawowego traktowania rzeczywistości, do poważnego odnoszenia się do rzeczy objektywnie błahych a niepoważnego do rzeczy objektywnie istotnych. Można przytaczać niezliczone przykłady takiego odwracania hierarchji wartości, takiego sprowadzania spraw kultury, polityki i gospodarki do poziomu rzeczy uciesznych, zabawnych. Więc owa tromtadracja, brawurowość, megalomanja, z reguły związane z brakiem poczucia rzeczywistości. Długo jeszcze możnaby ciągnąć wyliczanie tych cech, które dadzą się odnieść do szlachetczyzny. Wszystkie one są pokrewne, wszystkie one warunkują się nawzajem, są ze sobą najściślej powiązane. W rozważaniach tych jednak będzie nam chodziło o to co stanowi niejako substrat szlachetczyzny, co wyznacza jej profil kulturalno-społeczny.

Szlachetczyzna jest bowiem wykładnikiem określonej struktury społecznej i kulturalnej. Dla tej struktury istotny jest jaskrawy podział całej rzeczywistości na dwa odrębne kręgi, na dwa odrębne światy – pański i chamski, oraz patronacki stosunek pierwszego do drugiego. Ta cecha strukturalna była spadkiem po dawnej Polsce szlacheckiej. Przetrwała ona okres niewoli, weszła do Polski niepodległej. W niej jednak doszła do swego stanu schyłkowego, do swego rozpadu. I ten proces wewnętrznego rozkładu szlachetczyzny w Polsce niepodległej był bodaj najważniejszem zjawiskiem jej dziejów. Był też zarazem i zjawiskiem niezwykle dramatycznem. Albowiem właśnie w Polsce niepodległej szlachetczyzna starała się stoczyć ostatnią rozpaczliwą walkę o swój byt, o kształt swojej rzeczywistości. W walce tej, która musiała być przegrana, szlachetczyzna poświęciła samo państwo, sprawę jego ochrony.

Lata niepodległości były okresem zmierzchu dawnej warstwy szlachty ziemiańskiej. Zaczął się on jeszcze w drugiej połowie w. XIX, lecz dopiero w ostatnich latach kilkunastu stał się faktem oczywistym. Warstwa szlachecka kończyła swą rolę gospodarczą, kończyła rolę kulturalną, schodziła z widowni politycznej. W miarę uprzemysławiania się Polski, centrum życia, nie tylko gospodarczego, przenosiło się do miast. Proces parcelacyjny kurczył stan posiadania wielkiej własności, która mogła się zdobyć jedynie na stanowisko obronne. A jej polityczna pozycja była również obronna. Wielka własność musiała zrezygnować z roli samodzielnego, niezależnego czynnika politycznego. Działała zza kulis, wpływami, stosunkami. Była to droga przez Nieśwież, przez udział w B. B. W. R. i w „Ozonie”. Wpływ jej tu był duży, ale pozbawiony jakiejś koncepcji ogólniejszej, nie twórczy, bardziej wpływ satelity niż czynnika pierwszoplanowego. I szerokie masy społeczne wyczuwały dobrze, że nie jest to przeciwnik, którego trzeba się obawiać. W świadomości nawet mas chłopskich kartele i lewjatany zaznaczały się jako źródło niebezpieczeństwa bez porównania silniej, niż hrabiowie i żubry kresowe. Szlachta ziemiańska żyła już tylko resztkami swych tradycyj politycznych.

Ten schyłek miał swoje konsekwencje w życiu ogólnokulturalnem. Warstwa ziemiańska przestała być przedmiotem powszechnych zainteresowań, przestała być źródłem, z którego inne środowiska brały dla siebie wzory osobowe. Jest rzeczą zastanawiającą, jak tematyka powieści polskiej lat ostatnich mało sięgała do życia ziemiańsko-szlacheckiego. A przecież sprawy tego środowiska tak długo i tak dobitnie decydowały o tematach powieści polskiej. Szeroką masę czytelniczą sprawy te przestały obchodzić. Co najwyżej odnosiła się do nich jako do kategorji historycznej. Rzecz znamienna, że najwybitniejsza powieść polska lat ostatnich, zajmująca się szlachtą, – powieść Dąbrowskiej, – ma właściwie charakter powieści historycznej i jej istotnem zagadnieniem społecznem jest właśnie zmierzch szlachty jako warstwy. Jeszcze bardziej znamienna była literatura minorum gentium, najbardziej świadcząca o gustach szerokiej publiczności. Za jej pośrednictwem rozchodzą się wzory osobowe, z niej są one czerpane przez szerokie masy. Bodaj że Mniszkówna była ostatnią dostarczycielką wzorów arystokratycznych na użytek ludzi maluczkich. Jej następcy sięgali już do innych środowisk i rozpowszechniali inne wzory.

Jednakże zmierzch szlachty ziemiańskiej, zmierzch arystokracji, nie oznaczał zmierzchu szlachetczyzny. Szlachetczyzna okazała się o wiele żywotniejsza niż środowisko, z którem pierwotnie była tak integralnie związana. Jej tradycje zostały i zeszły na nowych ludzi, którzy stali się kontynuatorami dawnych nastawień. Nie zniknął bowiem pewien zasadniczy kształt życia polskiego, który wytworzył się w epoce warunków pańszczyzniano-feudalnych i zachował swą żywotność nawet wtedy, gdy formalnie rzecz biorąc, warunki te zniknęły.

II

O obliczu społecznem i kulturalnem kraju rolniczego decyduje wieś albo przedewszystkiem wieś. Wieś polska była uwsteczniona w swym rozwoju społecznym. Na znacznym obszarze Polski w dawnym zaborze rosyjskim uwłaszczenie chłopów i likwidacja pańszczyzny nastąpiły dopiero w latach 1861 i 1864. W Galicji pańszczyznę obaliła „wiosna ludów”. Jedynie w zaborze pruskim proces prawnej i gospodarczej emancypacji chłopów zaczął się wcześniej, ale był długotrwały, stopniowy, niezdecydowany. Jeszcze w połowie w. XIX gospodarka pańszczyźniana kwitła na dużej części ziem polskich.

Ale uwłaszczenie, zniesienie pańszczyzny i poddaństwa nie oznaczały jeszcze faktycznej emancypacji chłopa polskiego. Kładły one dopiero podstawę pod nią. Tradycje pańszczyźniane, pozostałości psychiczne, obyczajowe, dawnego ładu przetrwały długo, bardzo długo. I to po obu stronach – pańskiej i chłopskiej. Pan widział rzeczywistość tak jak ukształtowała się ona w ciągu wieków gospodarki folwarczno-ekonomowej; chłop niełatwo uwalniał się od duszy pańszczyźnianej. Nawet w Galicji, gdzie proces rzeczywistej emancypacji chłopa zaczął się wcześniej i ujawnił się bardzo silnie, nawet tam na miejscu była skarga Jakóba Bojki na dwie dusze, które są w chłopie: jedna – godna, wolna, druga -poddańcza, pańszczyźniana. Wystarczy przeczytać ze wspomnień Jakóba Wojciechowskiego część dotyczącą jego młodości, by uświadomić sobie, jak dalece w końcu w. XIX panowała na wsi poznańskiej atmosfera poddaństwa i pańszczyzny. Przecież aż do początku w. XX w zaborze pruskim właściciel folwarku mógł na podstawie prawa ukarać cieleśnie swego robotnika rolnego. I było to uznawane jako rzecz oczywista, jako wyraz naturalnego i słusznego układu stosunków.

Ta atmosfera pańszczyźniana obejmowała nie tylko wieś, ale i miasto. Wyrażała się zarówno w rzeczach ważnych jak i w drobnych, stanowiących przecież o stylu życia całych zbiorowości. Przez całą rzeczywistość polską, przez wszystkie objawy jej życia kulturalnego szedł zasadniczy podział na dwa światy – panów i chłopów. Każdy z tych światów tworzył osobny krąg kulturalny, obyczajowy, towarzyski. Każdy z nich inaczej określał swą rolę społeczną i rolę społeczną drugiego, każdy posiadał swój odrębny styl życia, ściśle też były określone wzajemne stosunki i obowiązki. Świat pański był wyższy, reprezentował prawdziwą polskość, jego kultura była uznawana za „oficjalną” kulturę narodu polskiego.

Podziału tego nie należy rozumieć zbyt prymitywnie. Takim prymitywizmem byłoby sprowadzanie go do podziału np. na pasorzytów-wyzyskiwaczy i na wyzyskiwane ofiary. Mówiąc o takim podziale, nie posługujemy się językiem haseł politycznych. Chodzi nam jedynie o stwierdzenie faktu, że rzeczywistość polska rozpadała się na dwa odrębne światy. I ci, co zaliczali się do panów, i ci co zaliczali się do chłopów, uważali taki podział za naturalny i za oczywisty. Do roli pana wchodziły jego funkcje przodownicze, jego patronactwo nad światem chłopskim. Nie musiał ten pan być wyzyskiwaczem. Wręcz przeciwnie – często szedł w lud, często zrywał ze swą warstwą, nieraz stawał się bojownikiem o sprawiedliwość społeczną. Ale pańskość jego szła z nim. Wyrażała się ona w jego – prawie zawsze nieświadomym – patronackim stosunku do „ludu” i w tem, że nawet w drobiazgach, nie mówiąc już o rzeczach ważnych, utrzymywał odrębności stylu życia świata pańskiego. Historja P.P. S., życiorysy jej przywódców, służą nam pod tym względem bogactwem materjału.

Jakób Wojciechowski barwnie opisuje zgorszenie, jakie budziły wśród chłopów takie inowacje, jak używanie przez młodzież chłopską chustek do nosa, zegarków, rowerów. Były to uznane akcesorja stylu pańskiego, a używanie ich było sprzeczne z obowiązkami kręgu chłopskiego. Inowacja taka była wypadnięciem z roli społecznej, była zaprzeczeniem wzoru mocno utwierdzonego w świadomości zbiorowej. Prawie do ostatnich czasów w wielu okolicach Polski uważano za rzecz wysoce niewłaściwą nadawanie dziecku chłopskiemu takich imion, jak Ryszard czy Janusz. Były to bowiem imiona „pańskie”. A i ksiądz nieraz nie zgodziłby się na ochrzczenie takiem imieniem. Takich szczegółów i szczególików była niezliczona ilość. Obok nich były i rzeczy ważniejsze. Wszystkie one składały się na przedział, jaki istniał pomiędzy obu światami.

A przekroczenie tego przedziału było trudne. Zwłaszcza przed niewieloma jeszcze dziesiątkami lat. Obok przeszkód materjalnych istniały, niekiedy znacznie od tamtych silniejsze, przeszkody społeczne w postaci reguł i zobowiązań obyczajowych, towarzyskich, odmiennych definicyj i ocen. Nie łatwo było dziecku chłopskiemu czy robotniczemu przedostać się do zaklętego kręgu panów. Żeromski w postaci Judyma, owego syna szewskiego, doskonale scharakteryzował, jak odbywał się awans społeczny w świecie, opartym na dwóch kręgach kulturalnych – pańskim i chamskim. Nawet w czasach ostatnich, gdy liczba Judymów niezmiernie urosła i gdy osiąganie przez nich awansu stało się znacznie łatwiejsze – pochodzenie chłopskie czy robotnicze (nie mówiąc już o żydowskiem) bynajmniej nie ułatwiało karjery życiowej. Stąd tak skwapliwe zacieranie swego pochodzenia społecznego wśród wielu nowych inteligentów, zmienianie nazwisk chłopskich na brzmiące ze szlachecka, bardziej wytworne.

Ten podział na dwa kręgi i wynikająca z niego postawa patronacka ludzi kręgu wyższego były coraz boleśniej odczuwane przez emancypujące się elementy chłopskie czy robotnicze. Uświadomienie to budziło się zwłaszcza, gdy jednostka znalazła się w warunkach społeczeństwa demokratycznego. W „Pamiętnikach emigrantów”, wydanych przez Instytut Gospodarstwa Społecznego, w tomie dotyczącym Francji, znajdujemy w tej materji ciekawe wynurzenia. Emigranci podnoszą, że w urzędach francuskich traktuje się ich jak równych, że nikt nie patrzy tam na nich zgóry, że nie widać różnej miary dla panów i dla chamów. Urzędnicy odnoszą się do każdego jednakowo, niezależnie od tego, jak jest ubrany. Chwalą sobie prostotę w stosunkach międzyludzkich, dostrzegają demokratyzm dnia codziennego, który tak cechuje społeczeństwa zachodnioeuropejskie. W jeszcze bodaj większym stopniu podkreślają te rzeczy emigranci w Ameryce Północnej. Spotkali się tu z kulturą, która im zaimponowała nie tylko swą treścią, ale i tem że poszła im na spotkanie, że znaleźli w niej poszanowanie ich godności. Znaleźli świat, w którym polski podział na panów i chamów był czemś absolutnie obcem. I w tem trzeba przedewszystkiem szukać wytłumaczenia, dlaczego
najlepsze, najbardziej rozbudzone i społecznie uświadomione elementy wychodztwa polskiego tak łatwo poddają się wpływom asymilacyjnym. Znajdują świat, w którym nie są tylko chamami, a który daje im poczucie własnego znaczenia i godności osobistej.

III

Taka struktura społeczno-kulturalna kraju stwarza wygodne warunki dla wszelkiej grupy politycznej, która dąży do rządów autokratycznych i monopolistycznych. Struktura ta musi też wycisnąć swe silne piętno na takiej grupie i na jej rządach. Zwłaszcza gdy ludzie grupy i ona sama są pod względem swego oblicza duchowego, swych dyspozycyj psychicznych i całego poglądu na świat wytworami takiej struktury, wyrazicielami panującej w niej atmosfery. W tych warunkach tradycje dawnej szlachty ziemiańskiej znajdują swych spadkobierców. Zarówno dobre jak i złe, przyczem złe muszą się stokroć silniej rozwinąć, niż dobre. To już jest następstwem skostnienia grupy, jej niezdolności przystosowania się do życia, jej ambicyj, wreszcie wielu innych okoliczności ogólnych.

Grupa, która przez lat trzynaście rządziła Polską, wcieliła w siebie i w swe rządy ducha szlachetczyzny. Ośrodek jej stanowili ludzie, którzy w młodości umieli wykazać rozmach, bojowość, zapał romantyczny. Był to romantyzm szlacheckiego autoramentu, zresztą zaprezentowany od najpiękniejszej swej strony. Bo też ludzie, o których mówimy, przedstawiali, w każdym razie w czasie swej młodości, najlepsze cechy klimatu szlacheckiego. Ale i te cechy tkwiły w szlachetczyźnie, i ona wkońcu wzięła nad niemi górę.

Znalazła ona dla siebie wyraz w elitaryznie obozu rządzącego. Teorja elitarna jest pseudoracjonalną próbą uzasadnienia, że dana grupa rządząca ma prawo do rządzenia i że tylko jej to prawo przysługuje. Teorją tą posługuje się każda klika monopolistyczna, niezależnie od tego, czy nazywa się hitleryzmem, bolszewizmem, faszyzmem czy jeszcze inaczej. W Polsce została ona przykrojona do wymagań szlachetczyzny. Był to elitaryzm, żywiący się pańszczyźnianem patronactwem – filozofja folwarczno-ekonomska, przeniesiona na cały naród jako na swój objekt.

Ewolucja, przez którą przeszła grupa rządząca, zaostrzyła jeszcze bardziej te akcenty patronackiej szlachetczyzny. Grupa ta zamieniła się w zespół, który dałby się określić jako politycznie zorganizowana biurokracja. W Polsce, podobnie jak w krajach o zbliżonej strukturze społecznej, funkcje biurokracji są szczególnie różnostronne i duże. Wynika to z zacofania gospodarczego, ze słabego rozwoju pozapaństwowych dziedzin wytwórczości. Mało jest tu miejsca dla wolnych zawodów. Stąd dla olbrzymiej ilości inteligentów jedyną drogą do karjery życiowej jest urząd państwowy i polityka. Obie te rzeczy łączą się ze sobą: politykę robi się, by zdobyć urząd, urząd staje się oparciem dla robienia polityki. Grupa, która zdobyła w państwie władzę polityczną, zapewniła tem samem swym członkom odpowiednią ilość stanowisk urzędniczych. Dalsza polityka jest funkcją troski o zabezpieczenie tych stanowisk.

Każda biurokracja w każdych warunkach ma w stosunku do społeczeństwa skłonności patronackie. Urzędnik patrzy na społeczeństwo jak na petentów, którym powinien patronować. W demokracjach tendencje te są hamowane przez czynnik kontroli społecznej, w krajach bogatych – przez fakt niezbyt wysokiego szacowania karjery urzędniczej, w Polsce biurokracja tych zapór nie miała. Dlatego w swej górnej części patrzała na swe stanowisko jako na owoc zwycięstwa politycznego grupy, dlatego żyła duchem szlachetczyzny. Miała przecież poczucie swej elitarności.

We wszelkich możliwych dziedzinach objawiała się ta postawa. Wystarczy wskazać na stosunek do życia gospodarczego. Modny tu etatyzm był w rzeczywistości pomieszaniem starej filozofji pochodzenia szlacheckiego z myśleniem biurokratycznem. Rzecz jasna, jako teorja czy jako praktyka nie był on tworem specjalnie polskim. Ale w Polsce otrzymał on bardzo charakterystyczne zabarwienie. Niezależnie od wszelkich innych elementów, miał w sobie dużo zarówno z myślenia pana dziedzica jak i z filozofji młodszego oficera gospodarczego. Był zarazem folwarczny i intendencki. Pierwsze miało podłoże ogólniejsze, drugie było pozostałością po karjerze wojskowej ludzi régime’u. I dla szlachcica i dla intendenta konsumcja (u jednego osobista, u drugiego – powierzonego mu oddziału) przedstawia się jako coś oderwanego od ogólnych procesów życia gospodarczego. Gospodarka interesuje ich pod kątem widzenia „dostaw”. Skąd one się biorą, to już jest sprawą folwarku czy społeczeństwa cywilnego. Ale dostawy być muszą. Gdy jednak zawodzą, jest to świadectwo, że folwark czy cywile źle spełniają swe obowiązki i że wymagają ściślejszej kontroli. Dla folwarku rozwiązanie trudności ma przynieść energiczny ekonom, dla społeczeństwa cywilnego – ściślejsza ingerencja czynnika urzędniczego czy intendenckiego. Panował przecież pogląd, że sierżant I Brygady wszystko potrafi. Zwłaszcza gdy się dobrze wywiązywał ze swych czynności w oddziale. Stąd w etatyzmie naszym było tyle z patronackiej kontroli, stosowanej przez aparat urzędnicy o tradycjach szlachecko-intendenckich w celu osiągnięcia lepszych dostaw. Łączył się z tem ściśle jeszcze i drugi czynnik. W miarę jak zapoznawano się lepiej z doniosłością zjawisk gospodarczych, nauczono się w nich dostrzegać czynnik intraty, dochodowości. Aparat gospodarczy stał się dostarczycielem dobrych posad dla wyższych urzędników. Stało się to – jak zresztą we wszystkich krajach, gdzie monopolistyczna klika rządząca dzieli się łupami – ważną inspiracją dla rozwoju naszego etatyzmu.

We wszystkich dziedzinach kraj był widziany jako wielki folwark. I w gruncie rzeczy totalistyczne tendencje obozu rządzącego były bliższe ekonomskiej filozofji pana dziedzica, niż wzorów niemieckich, rosyjskich czy włoskich. Był to jakiś półtotalizm, mało konsekwentny, chwiejny w swych poczynaniach, o słabych konturach. Możnaby powiedzieć, że był niechlujny. Było w nim coś z „podpanków” i z pana Jowialskiego. Było w tem dużo zabawy w państwo, w politykę, i było trzymanie władzy za wszelką cenę, razem z jej beneficjami. Nad wszystko jednak wybijał się pogląd czysto patronacki, w którym z jednej strony był świat „dobrych panów”, świat elity, a z drugiej cała reszta. Elita poczuwała się do swych obowiązków wobec reszty, ale ujmowała je na sposób patronacki, faktycznie krępując i uzależniając od siebie wszystko co żyło poza nią.

Tak więc poza fasadą, na którą składały się nowoczesne zapożyczenia totalistyczne, mieściły się treści anachronistyczne. A system rządzenia i cała umysłowość grupy rządzącej stawały się tem bardziej anachronizmem, im bardziej poza niemi w całej Polsce zachodziły zasadnicze przemiany społeczno-kulturalne. Tu bowiem samo życie likwidowało szlachetczyznę. Dla niej twierdzą stał się obóz rządzący. I ostatnie lata były właśnie dziejami rozpaczliwej walki szlachetczyzny politycznej z temi siłami, które zmieniały zgruntu całe oblicze Polski. W walce tej szlachetczyzna mogła się była opierać już tylko na sile fizycznej. Doświadczenie z „Ozonem” wykazało najlepiej, jak dalece była niezdolna do innej walki, jak bardzo była skostniała i wyrzucona poza wielkie nurty życia polskiego.

IV

Przemiany, jakie zachodziły na wsi, były niewątpliwie najdonioślejszem wydarzeniem historji społecznej Polski niepodległej. Sens ich polegał na tem, że chłop z biernej masy, obciążonej przez tradycje folwarczno-pańszczyźniane, przeobrażał się w warstwę społeczną świadomą swej roli dziejowej, swych zadań państwowych i kulturalnych, że zdobywał poczucie swej mocy, swej godności, swej odrębności klasowej. Ta ewolucja chłopa zaznaczała się we wszelkich możliwych dziedzinach: w jego ruchu politycznym, w jego organizacjach kulturalnych i zawodowo-gospodarczych, w jego dążeniu do tworzenia własnej inteligencji, ściśle związanej z wsią, w niesłychanie ciekawym ruchu młodowiejskim. We wszystkich tych dziedzinach dominowała wola samodzielności. Emancypacja chłopa polskiego odrzucała patronactwo pańskie, przekreślała tradycyjny podział na świat pański i chamski. Była procesem głęboko demokratycznym, który tworzył fundament pod rzeczywistą demokratyzację Polski.

Kapitalnym dokumentem, oświetlającym nam rozmiary i charakter przeobrażeń wsi polskiej, są życiorysy własne, pisane przez młodzież wiejską i ogłoszone przez Józefa Chałasińskiego w jego „Młodem pokoleniu chłopów”. Odkrywają nam one, jak kształtuje się na wsi nowy ideał życia, jak ścierają się dawne wzory z nowemi i jak te nowe zwyciężają. Fakt ostatecznego krystalizowania się dążeń emancypacyjnych chłopa polskiego przemówił tu w całej pełni.

Dążenia emancypacyjne chłopa polskiego nie są oczywiście czemś nowem. Mówi o nich historja ruchu ludowego. Jednakże właśnie ta sama historja, świadcząc o przeszkodach, z jakiemi spotykało się Stronnictwo Ludowe na samej wsi, pokazuje, że w najszerszych masach dążenia te były dość płynne, że nie dochodziły do stopnia całkowitego uświadomienia. Znaczna część wsi przyjmowała swą tradycyjną rolę społeczną, żyła elementami tradycyj pańszczyźnianych.

Znajdowało to swoje odbicie w zjawiskach awansu społecznego jednostek wywodzących się ze wsi. Prawie z reguły polegał on na kompletnem zerwaniu z wsią. Wieś była tu synonimem niższości społecznej i kulturalnej. Osiągnięcie awansu, stanie się inteligentem, wymagało zrzucenia z siebie ciężaru tej niższości. Te zjawiska awansu jednostkowego były liczne, coraz liczniejsze. Są one zresztą zawsze zapowiedzią rozbudzenia się masowych dążeń emancypacyjnych. Od lat pięćdziesięciu coraz poważniejszy się stawał udział jednostek pochodzenia chłopskiego w inteligencji polskiej. Przecież niektórzy, i to wybitni, przedstawiciele dawnych pańskich tradycyj widzieli w tym pędzie chłopów do zawodów inteligenckich duże niebezpieczeństwo dla kultury polskiej, groźbę jej schamienia! Ale olbrzymia większość tych inteligentów pochodzenia chłopskiego traciła związek z wsią, asymilowała się z dawną inteligencją, przejmując jej sposób patrzenia na życie społeczne, jej hierarchje wartości. Awans jednostek nie przekreślał bynajmniej podziału na dwa kręgi kulturalne. Odbywał się w ramach tego podziału, afirmował go, będąc jedynie przejściem pewnej ilości ludzi z jednego kręgu do drugiego.

Całkiem inny charakter ma masowy ruch emancypacyjny. Warstwa, która jest jego podmiotem, stara się zachować swój charakter przy jednoczesnem faktycznem usunięciu różnic hierarchicznych pomiędzy sobą a warstwą wyższą. Może to być osiągnięte tylko wtedy, gdy emancypująca się warstwa rozwinie w sobie poczucie swego znaczenia i mocy i będzie miała wolę do przeprowadzenia zmiany.

Wieś polska w latach ostatnich przeżywała taki proces emancypacyjny. Ideał demokracji ludowej przestał tu być ogólnikowym frazesem, a stał się konkretnym celem dążenia, wszedł do doświadczeń i przeżyć wielkiej zbiorowości ludzkiej. Najgłębiej ujawniało się to w ruchu młodowiejskim, odzwierciedlającym dążenia młodzieży, wyrosłej w warunkach niepodległego państwa. Niewątpliwie programy tej młodzieży nie były wolne od sprzeczności wewnętrznych i od mętności. Były to przecież grzechy naturalne. Ważne jest to, że cały ruch był całkowitem odrzuceniem przez młodą wieś dawnych tradycyj pańszczyźnianych, dawnych definicyj roli społecznej chłopa. Szedł przeciwko szlachetczyźnie, przeciwko jej anachronistycznym pozostałościom.

W ten sposób szlachetczyzna łamała się na tym terenie, który stanowił główną podstawę jej istnienia. Jej żywotność zależała od tego, czy masy chłopskie zachowywały tradycyjny obraz rzeczywistości, czy godziły się na tę rolę społeczną, jaka wyrosła na podłożu pańszczyźnianem, i na wynikające z niej obowiązki. Niezależnie od wszelkich momentów politycznych, grupa rządząca stawała się społecznie i kulturalnie – izolowana. Polska w swych procesach wewnętrznych zaczynała się modernizować. Najpoważniejszą przeszkodą na tej drodze był system rządzący – główny bastjon dawnej szlachetczyzny.

Wojna zmiotła szlachetczyznę polityczną. Lud polski znalazł się pod straszliwem jarzmem barbarzyńskiego najeźdźcy. Ale wielkiego procesu dziejowego odwrócić się nie da. Szlachetczyzna odrodzić się już nie może. Karta jej dziejów zapisana jest aż do końca.

ALEKSANDER HERTZ.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close