Sztuka dr. Goebbelsa

Karjera Goebbelsa, którą analizuje F. W. Pick w swej książce „The Art of Dr. Goebbels”1), jest wielce pouczająca, nie tylko ze względu na personalja tego najinteligentniejszego z gangsterów hitlerowskich. Można znaleźć w niej bardzo dużo podobieństwa do karjery samego Führera. W obu wypadkach nasuwa się ten sam wniosek : niema ludzi niebezpieczniejszych od rozgoryczonych adeptów literatury i sztuki, niema materjałów bardziej wybuchowych, niż zawiedzione ambicje takich wykolejeńców. Gdyby Hitler dostał się do szkoły sztuk pięknych w Wiedniu, byłby prawdopodobnie jakimś podrzędnym malarzem, a gdyby firma wydawnicza S. Fischer nie odrzuciła powieści Goebbelsa, jego temperament znalazłby ujście w grafomanji. Ale zły los spłatał figla nie im, lecz miljonom Bogu ducha winnych ludzi. Sprawił on, że Hitler stał się dla Niemiec zmodernizowanym bogiem Wotanem, a Goebbels pełni przy nim funkcje niewyczerpanej w pomysłach Mickey Mouse. Wielu Niemców twierdzi, że Hitler bez Goebbelsa nie dostałby się do germańskiej Walhalli. Trudno odpowiedzieć na pytanie, kto z nich komu więcej zawdzięcza. Jedno jest pewno. Obaj się dopełniają, obaj są wytworem tej samej gleby i tego samego klimatu duchowego : fanatyczny degenerat, nałogowy kłamca i cham ze spuchniętem „ego” paranoika, oraz jego mistrz propagandy, mały czarniawy kuternoga, którego ktoś dowcipnie nazwał „Schrumpfgermane”.

Dr Joseph Goebbels - hitlerowski minister propagandy i oświecenia publicznego

Dr Joseph Goebbels – hitlerowski minister propagandy i oświecenia publicznego (źródło: Bundesarchiv, Bild 146-1968-101-20A / Heinrich Hoffmann / CC-BY-SA)

Obaj znakomicie przyczynili się do zdemaskowania bzdurnej legendy aryjskiej i ukazali zdumionemu światu, że Niemcy są nie tyle „Aryans” ile „Barbarians”.

Goebbels zajaśniał jak gwiazda wśród zbirów i analfabetów, którzy z piwiarni monachijskiej wyruszyli na podbój Europy. „Der kleine Doktor” był dla nich niezmiernie cennym nabytkiem. Hitler przyhołubił go, wyczuł w nim najbardziej bratnią duszę. Jeszcze na kilka dni przed atakiem na Polskę Hitler oświadczył w rozmowie z ambasadorem brytyjskim Hendersonem : „Jestem z natury artystą a nie politykiem i po załatwieniu sprawy polskiej skończę mój żywot jako artysta, a nie jako podżegacz wojenny”. Jeśli Hitler zna historję Nerona, napewno powtórzy za nim, umierając : „Qualis artifex pereo !”. Goebbels również nie uważa się za polityka, ma on wciąż ambicje literackie, które wyładowuje w pretensjonalnych artykułach na łamach swego „Das Reich”. Nie odpowiada mu już „Volkischer Beobachter”. Jest on nie tylko ministrem propagandy, lecz oświecenia narodowego, które rozpoczął od palenia książek, głoszących inne idee, niż „Mein Kamp”. W ten sposób mści się za swe niepowodzenia w młodości. Na tych niepowodzeniach zrobił fantastyczną karjerę.

Goebbels liczy lat 48. Pochodzi z Rheydt w Nadrenji z pobożnej, ubogiej rodziny katolickiej. Od wczesnego dzieciństwa ujawniał duże zdolności. Był w szkole jezuitów, a katolickie instytucje dobroczynne łożyły na jego dalsze studja. Za te dobrodziejstwa odwdzięczył się, jak przysłowiowa żmija, wyhodowana na piersi, prowadząc zaciekłą kampanję przeciwko kościołowi katolickiemu. Gdy stare Niemcy rozpadły się, Goebbels był cynikiem, nihilistą i grafomanem. Zasypywał prowincjonalne pisma pompatycznemi utworami; wędrowały one do kosza. Na uniwersytecie w Heidelbergu należał do uczni profesora literatury niemieckiej Gundolfa, który był rozmiłowany w poezjach Stefana George, romantyka i mistyka, wizjonera Nowej Rzeszy, opiewającego piękno młodych ciał. U prof. Gundolfa, nb. Żyda, Goebbels zdawał podobno doktorat. Autor tej książki notuje ciekawy szczegół. Praca doktorska Goebbelsa nie była rozesłana według zwyczaju innym uniwersytetom, jakoby z powodu braku papieru. Nasuwa to wątpliwości, czy wogóle istniała. Tak czy inaczej, Goebbels odwdzięczył się również prof. Gundolfowi we właściwy, sobie sposób. Często publicznie znęcał się nad tym swoim protektorem, jedną z pierwszych ofiar prześladowań antysemickich. Zresztą konterfekt moralny Goebbelsa jest tak dobrze znany, że Pick niewiele mógł dorzucić do niego w swej książce. Można byłoby go ująć w trzech słowach, któremi jeszcze Tacyt charakteryzował Germanów: „ferox, mendax ot praedator”. Goebbels był jednym z inspiratorów krwawej łaźni, jaką Hitler urządził swoim towarzyszom w czerwcu 1934 r.

Hitler kłamie na gorąco, jak zakochany w sobie megaloman, może nawet wierzy w to co mówi. Kłamstwo Goebbelsa jest zimne, podstępne i fachowe. Niema w nim ani źdźbła obłędu, jest tylko precyzyjne wyrachowanie i obłuda. Dlatego on właśnie potrafił podnieść technikę propagandy niemieckiej do nieznanej przedtem doskonałości. Pick, który jako dziennikarz niemiecki dobrze zna wszystkie tajniki tej propagandy, podaje w książce swej dużo ciekawych szczegółów na ten temat. Zdaniem jego, Goebbels obok Hitlera i Göringa ponosi główną odpowiedzialność za sprowokowanie wojny. Już poczynając od r. 1934, ilekroć Goebbels naciskał swój klawisz propagandowy, zawsze poprzedzało to jakiś gwałt na bliższą lub dalszą metę. Po śladach jego kulawej nogi szły początkowo kryzysy a później maszerowały wojska. Metoda była zawsze ta sama.

Dla publiczności polskiej bardzo interesujący jest ostatni rozdział książki Picka. Autor ilustruje w nim rolę Goebbelsa w podstępnej polityce Trzeciej Rzeszy wobec Polski. Twierdzi on, że Goebbels już podczas wizyty w Warszawie w r. 1934 zarzucił sieć swą na Polskę, którą Hitler postanowił zniszczyć, gdy nastąpi odpowiednia chwila. W czasie kryzysu r. 1939 pobijał on wszystkie własne rekordy, puszczając w ruch całą swą klawiaturę kłamstw o „okrucieństwach polskich”, głównie na wewnętrzny użytek, aby rozpalić do białości nienawiść mas niemieckich do Polaków. Dla zagranicy stosował on inną metodę. Typowym przykładem tego była jego manipulacja z mową ministra Becka w maju 1939 r. Skrót tej mowy podany był tylko w audycjach angielskich radja niemieckiego. Dopiero w kilka dni później przyprawił on ją odpowiednio dla publiczności niemieckiej, wypuszczając ustęp o porozumieniu polsko-angielskiem i o gotowości do bezpośrednich rokowań z Niemcami. „Sfałszowanie tej mowy – pisze autor – wraz z nową falą „atrocity tales” były najlepszym dowodem dla świata, lecz nie dla oślepionych Niemców, że decyzja już wtedy zapadła. Hitler postanowił rzucić się na Polskę. Goebbels przygotował grunt” ! To jest tylko jedna próbka z nieskończonej serji wyczynów Goebbelsa.

„Der kleine Doktor” umie nie tylko grać na barbarzyńskich instynktach niemieckich. Nikt lepiej od niego nie potrafi czarować samego Hitlera i wpływać na jego decyzje. W tym celu posługuje się naprzemian pochlebstwem i podjudzaniem. A więc stara, się z początku ugłaskać Hitlera, nazywając go genjuszem, największym artystą, najlepszym synem Niemiec, zbawcą i t.d., a potem, gdy trzeba pchnąć Hitlera do czynu, stosuje środek, który zawsze wprawia Führera w szał. Tym niezawodnym środkiem jest seksualny temat kastracji Niemców. Działa to na Hitlera jak czerwona płachta na byka. Zdaniem autora, temat ten niemało przyczynił się do reakcyj psychicznych Hitlera bezpośrednio przed wybuchem wojny. „Dn. 23 sierpnia 1939 r. – pisze autor -Hitler w rozmowie z Sir Nevillem Hendersonem był podniecony, nieprzejednany, używał słów gwałtownych, przesadnych (według raportu Hendersona). Krzyczał, że Polacy skastrowali sześciu Niemców. Jeśli przypomnimy sobie, że atak na Polskę planowany był na 25 sierpnia, a nie na 1 września, zrozumiemy, dlaczego otoczenie Hitlera zaaplikowało w tej właśnie chwili taką informację… W ten sposób Goebbels, który był odpowiedzialny za całą obsługę informacyjną Rzeszy, wpędzał swego obłąkanego mistrza w atak furji, ilekroć chciał. Hitler, który jest impotentem, zupełnie tracił panowanie nad sobą gdy słyszał o kastracji. Gdyby nie ten jego kompleks, nikomu nie przyszłoby na myśl fabrykowanie tego rodzaju bajek o okrucieństwach czeskich, polskich, rosyjskich czy żydowskich… Ambasador brytyjski donosił o swem następnem spotkaniu z Hitlerem, który skarżył się na nowy wypadek skastrowania Niemca przez Polaków. To jego doradcy, Goebbels, Göring, Ribbentrop, Himmler, potrzymywali ową wersję. Zastrzykując Hitlerowi dozę tego samego lekarstwa pchnęli go do wojny”.

Ten szczegół jest niewątpliwie „overstated” przez autora, lecz naogół książka jego daje wierny oparty na bogatym materjale faktycznym obraz zarówno samego Goebbelsa jak otoczenia w którem działa, i olbrzymiego aparatu masowej sugestji, którym operuje.

FLORJAN SOKOŁÓW.

—–
1
) The Art of Dr. Goobbels. By F. W. Pick, D. Phil., Author of „Searchlight on German Africa”. Londyn, Robert Hale, 1942; str. 175 i 1nl. i tabl. 1.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close