ALEKSANDER BORAY

Wychowani na śmierć

Jak się to stało, że armja niemiecka uniknęła losu armji napoleońskiej? Jak wytłumaczyć sobie, że krwawe straty, wykraczające bodaj już poza teoretyczną granicę wytrzymałości każdej armji, nie doprowadziły do załamania się Wehrmachtu? Że żołnierz niemiecki umiera bez protestu za Hitlera gdzieś na stepach Rosji, wśród piasków pustyni zachodniej, w tundrze dalekiej Północy?

Hitlerjugend

Na pytania te znajdujemy pełną bodaj odpowiedź w książce Gregora Ziemera o wychowaniu i szkolnictwie w Trzeciej Rzeszy *). Ta ponura książka ukazuje nam po raz pierwszy może w całej rozciągłości, z jaką żelazną konsekwencją młodzież niemiecka jest wychowywaną na śmierć, jak całkowicie potrafiono w Niemczech wpoić każdemu dziecku i młodzieńcowi, że jedynym jego celem i zadaniem jest być żołnierzem i umrzeć za Hitlera, a każdej dziewczynce, że jedyną jej misją jest urodzić – ślubnie czy nieślubnie – jak najwięcej żołnierzy.

Ziemer, pedagog amerykański, spędził kilka lat w Niemczech jako dyrektor szkoły dla dzieci kolonji amerykańskiej w Berlinie. Zdołał on, udając sympatję dla idei narodowo-socjalistycznej, uzyskać pozwolenie na dokładne zwiedzenie zakładów wychowawczych i wszelkich instytucyj, mających wpływ na dzieci i młodzież. W książce swej opowiada dzieje dziecka niemieckiego od chwili urodzenia aż do chwili, gdy jako młody człowiek przechodzi do szeregów partji i staje się żołnierzem, lub jako dorosła dziewczyna może wydać na świat dziecko. Jego książka jest dokumentem bezcennym, odsłaniającym w całej pełni zagadnienie dramatyczne, przed którem stanie świat: co zrobić z tem pokoleniem niemieckiem, wychowanem na śmierć?

*

„Kiedy partja narodowo-socjalistyczna zaczyna się interesować dzieckiem?” –  pytał autor wysokiego urzędnika w biurze wodza młodzieży Baldura von Schirach.

„Zanim jest poczęte” – padła szybko odpowiedź.

I tak od zakładów sterylizacyjnych rozpoczął Ziemer swą wędrówkę po zakładach przygotowujących dzieci do śmierci za Hitlera. Niemcy nie potrzebują dzieci, które nie będą nadawały się na żołnierzy. Kobiety, które nie mogą wydać na świat zdrowych dzieci (np. takie, których pierwsze dzieci były słabowite lub niedorozwinięte), są sterylizowane. „Likwidujemy również ślepotę na kolory w Trzeciej Rzeszy – powiedział autorowi przewodnik po szpitalu, w którym sterylizuje się masowo kobiety. – Nie chcemy żołnierzy ślepych na kolory. Dziedziczy się to tylko po kobietach”.

Kobiety, które mogą rodzić żołnierzy dla Hitlera, są do tego wszelkiemi sposobami zachęcane, przyczem regime wychodzi z całkowicie słusznego ze swego punktu widzenia założenia, że aby być żołnierzem, nie potrzeba mieć ojca. Ślubność dzieci, to przeżytek. Ważne jest tylko by były dzieci.

60 wspaniałych schronisk dla dziewcząt oczekujących dziecka jest zachętą. Przyszłe matki są tu utrzymywane na koszt państwa w warunkach luksusowych.

W jednem nich autor rozmawia z młodą Niemką, która mówi z fanatyzmem:

” – Moje dziecko będzie należało do państwa. Wydaję je na świat ponieważ on tego ode mnie wymaga. (On – oczywiście Hitler).

– Ale przecież kobieta z dzieckiem zawsze pragnie ochrony mężczyzny, domu, bezpieczeństwa… – Rodzimy dzieci dla państwa i dla Adolfa Hitlera, który uosabia państwo – odpowiedziała z pogardą. – Czyż to nie o wiele wznioślejsze, o wiele wspanialsze, niż mieć dom i męża?”.

A gdy autor zapytał, czy nie boi się porodu, odpowiedziała: „Bać się? Bać się dziecka? Wie pan czego pragnę? Pragnę, by poród był bolesny, bardzo bolesny. Pragnę odczuwać, że przechodzę przez mękę – dla Führera!”.

W tym to schronisku jest autor świadkiem po raz pierwszy – ale nie po raz ostatni – modlitwy do Hitlera. Przed posiłkiem przyszłe matki przyszłych żołnierzy taką odmawiają modlitwę: „O Führerze nasz, dziękujemy ci za twą wspaniałomyślność; dziękujemy ci za ten dom; dziękujemy ci za to jadło. Tobie poświęcamy wszystkie nasze siły; tobie ofiarowujemy życie nasze i naszych dzieci”.

Gdy dziecko się urodzi, partja o niem nie zapomina. Jest niejako pod stałą kontrolą. Ziemer towarzyszył siostrze Knoblauch, gdy odwiedzała byłe lokatorki jednego ze schronisk dla przyszłych matek. W jednym z domów, czteroletni chłopczyk, zapytany o swe plany, odpowiada: „Będę Sturmtruppenleiterem. Poprowadzę moich żołnierzy do walki ze wstrętnymi Polakami. A mój braciszek będzie lotnikiem”.

Wiele dzieci jest w żłobkach. Dba tu o nie wychowawca, partja zaś dostarcza zabawek, obrazków oraz specjalnych mundurów dla wszystkich, nie wyłączając… sześciomiesięcznych niemowląt.

W jednym z takich żłobków, usłyszał autor piosenkę, której wyuczyły się dzieci, ledwo umiejące mówić:

Unsern Führer lieben wir,
Unsern Führer ehren wir,
Unsern Führer folgen wir,
Bis wir Männer werden ;

An unsern Führer glauben wir.
Für unsern Führer leben wir,
Für unsern Führer sterben wir,
Bis wir Helden werden.

Sześcioletni chłopak przejęty jest przez partję i do dziesiątego roku życia znajduje się w szeregach organizacji „Pimpf „ów. Gdy kończy 10 lat i zda egzamin, wchodzi w szeregi „Jungvolk”. Dzień promocji, to wielki dzień młodego Niemca. Jeśliby jej nie dostał, karjera jego byłaby złamana.

A dzieci niedorozwinięte, dzieci, które nie będą dobrymi żołnierzami? Z temi sprawa jest prosta. Jeśli niema nadziei, żeby była z nich pociecha, wędrują do „Hitlerkammer”, gdzie zasypiają, by się więcej nie obudzić…

Jak dalece skuteczne jest to niemieckie wychowanie na śmierć, świadczy inna autentyczna historja, cytowana przez Ziemera. Odwiedził on ze znajomym doktorem chłopca chorego na zapalenie płuc.

Chłopak zachorował przed promocją. „Gdyby tylko nie kazali mu maszerować – wzdychała matka, niedostatecznie przesiąknięta nową ideologją. – Przecież wiedzieli, że nie czuje się dobrze. Ale powiedzieli, że musi maszerować. Maszerował wiele dni do Leuchtenburg, gdzie odbywała się promocja. Ojciec należy do S.A. Powiedział, że chłopak musi iść. Że nie chce słabowitego syna. I teraz”…

Teraz z łóżka dochodziły słowa przenikliwe, chropowate: „Pozwólcie mi umrzeć za Hitlera! Ja muszę umrzeć za Hitlera!”. Chłopak powtarzał te słowa wkółko, wymyślając lekarzowi, walcząc z życiem, walcząc z doktorem, walcząc poprostu o to, by umrzeć.

Taka jest młodzież niemiecka.

Wychowanie dziewcząt jest równie konsekwentne. Cały program nauczania, daleko odbiegający od programu szkół męskich (szkół koedukacyjnych w Niemczech dzisiejszych niema), obliczony jest na to, by przygotowywać dziewczęta do ich jedynego zadania: rodzenia dzieci. Jak oświadczył autorowi jeden z urzędników ministra „oświaty” Rusta: „Każda dziewczyna musi poznać obowiązki matki zanim skończy 16 lat, tak aby mogła mieć dzieci. Poco mają się dziewczęta zajmować wyższą matematyką, sztuką, literaturą? Mogą mieć dzieci bez tego rodzaju wiedzy”.

Toteż już 10-letnie dziewczęta uczą się o sprawach rasy, eugenice, zagadnieniach seksualnych. Autor opisuje scenę, której przypadkiem był świadkiem podczas wycieczki w okolice Berlina. Oto grupa 12-letnich dziewczynek ścigała jedną z koleżanek, obrzucając ją różnemi przekleństwami. Gdy ją schwyciły, powaliły ją na ziemię, opluły, skopały, zbiły. Za co? Jedynie za to, że ośmieliła się „znieważyć” 16-letnią siostrę jednej z koleżanek, która spełniając rozkaz Hitlera wydaje na świat nieślubne dziecko. „Zniewaga” polegała na wyrażeniu wątpliwości, czy Anna powinna mieć dziecko…

Wychowując dziewczynki na matki żołnierzy, oczywiście, jednocześnie wszczepia im się uczucie nienawiści do innych narodów. Autor był na lekcji, w czasie której nauczycielka tak mówiła do 12-letnich dziewczynek:

„Polacy! Czesi! Francuzi! Anglicy – wszyscy są jednakowo wstrętni. Wszyscy nienawidzą Niemioc, ponieważ jesteśmy znów potężni. Ale niech nas nienawidzą. Pokażemy im. Powinni wszyscy zniknąć z powierzchni ziemi. Bestje! Oto czem są. Bestje!”.

I przez dwadzieścia minut „nauczycielka” opowiadała dzieciom o rzekomych mordach, gwałtach i t.d., popełnianych przez żołnierzy polskich na Niemcach w „korytarzu”.

Działo się to w r. 1939 w czasach „pokojowych”…

Możnaby mnożyć cytaty, wszystkie równie budujące, równie rewelacyjne. Ale ograniczmy się do jednego jeszcze opowiadania Ziemera. Dotyczy ono pożegnalnej wycieczki studentów na zakończenie semestru. Jeden z uczestników miał wyładowany plecak, który zaintrygował autora. Tajemnica została ujawniona, gdy ów młody hitlerowiec wygłosił przemówienie, stwierdzające że ideologja Hitlera zastąpiła wszystkie religje. „Aby pokazać jak bardzo gardzimy wszystkiemi religjami świata z wyjątkiem ideologji Hitlera, zakończymy semestr pewną ceremonją. Przekona nas ona, że ogień i zniszczenie czeka wszystko co nie myśli tak jak my”.

Wyciągnął skolei z plecaka szereg książek. Były to: Talmud, Koran, dzieła Szekspira, traktat wersalski, życie Stalina i wreszcie Biblja. Pokolei brał je do ręki, opluwał i podawał sąsiadowi. Wszyscy pokolei opluwali te księgi, poczem organizator oblewał je benzyną i rzucał na stos. Spłonęły wszystkie…

Nic dziwnego, że Ziemer notuje: „Semestr był skończony. I skończyła się moja ochota do dalszych studjów wychowania na śmierć w państwie narodowo-socjalistycznem”.

*

Co świat zrobi z tą młodzieżą, wychowaną na śmierć ? Dopiero po przeczytaniu tej książki w pełni zdajemy sobie sprawę wobec jak straszliwie trudnego, chyba nierozwiązalnego zagadnienia, staniemy po zwycięstwie.

Mówi się: rozbroimy Niemcy. Dobrze, ale czy to wystarczy? Gdy nadejdzie zwycięstwo i zawieszenie broni, armja niemiecka czy też to, co z niej zostanie, będzie rozbrojona i zlikwidowana. Sojusznicy niewątpliwie postarają się, by usunąć groźbę, jaką stanowią czynniki wojskowe, odwieczne źródło militaryzmu i imjperjalizmu niemieckiego. Hitlerowcy i gestapowcy i t.d. zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Zresztą narody podbite same wymierzą sobie sprawiedliwość. Ale wciąż istnieć będzie ta armja rezerwowa, armja przyszłości, armja dzieci wychowanych na śmierć, bardziej jeszcze fanatyczna od dzisiejszej armji Hitlera, w której nie brak elementów starszych. Co z nią zrobić? Jak zlikwidować to drugie niebezpieczeńtwo?

To młode pokolenie niemieckie przeżyje niesłychany wstrząs. Zawali się cały świat pojęć, w którym żyło, rozpłyną się w nicość nadzieje na panowanie nad światem, zabraknie siły, która była podstawą wszystkiego. Ale niema podstaw do przypuszczeń, że młodzież niemiecka odwróci się od dzisiejszej swej religji, że wyrzeknie się mitu Hitlera dlatego tylko że zostanie on zwyciężony. Hitler, rozgromiony i zabity, dalej pozostanie bóstwem dla tego pokolenia niemieckiego. Stanie się jeszcze bardziej mitem, lecz zapewne nie straci rządu dusz. Być może, będzie dużo załamań, dużo samobójstw, aktów rozpaczy. Trudno sobie wyobrazić natomiast, by nastąpiło masowe porzucenie dzisiejszej wiary i nawrócenie się na ideały demokracji.

Mówi się: trzeba młodzież niemiecką wychować, wpoić w nią inne ideały. Sam Ziemer w konkluzji mówi: „Ten duch i te doktryny mogą być skutecznie zniszczono jedynie jeśli będą zastąpione przez coś lepszego, coś bardziej ludzkiego”. Ale bądźmy realistami. Jeśli chodzi o dzieci niemieckie, mające już za sobą wiele lat wychowania narodowo-socjalistycznego, zadanie wydaje się ponad siły. Już raczej należałoby machnąć ręką na to pokolenie i skoncentrować się na następnem, jeszcze nie zdemoralizowanem. Ale kto się tego ma podjąć? Gdzie znajdzie się wychowawców? Książka Ziemera nie pozostawia wątpliwości co do nastawienia całego niemieckiego nauczycielstwa. Parę wyjątków, które wydobędzie się z obozów koncentracyjnych, nie wychowa miljonów dzieci… Trzeba więc chyba będzie najpierw wychować wychowawców – proces, który potrwa lata.

A tymczasem? Tymczasem zapewne trzeba będzie się pogodzić na szereg lat z chaosem w Niemczech. To dzieci i młodzież, które stracą wszystko, – ideał, organizację życia, cel życia, – te masy nowych „bezprizornych”, bez domu, bez rodziny, bez moralności, zastępy wykolejeńców, którzy wychowani byli na śmierć, a śmierć nie przyszła, i których nie wychowano do życia – są zapewne w wielkiej mierze stracone.

Być może, słuszna jest myśl, rzucona niedawno na łamach prasy brytyjskiej, aby po zwycięstwie i rozbrojeniu Niemiec, sojusznicy na parę lat pozostawili Niemcy własnemu losowi. Odgrodzić je od innych narodów kordonem sanitarnym, i niech się rachują między sobą, niech poprzez przelaną krew – tym razem już ich własną, niemiecką – szukają nowej drogi. Może gdy ujrzą śmierć, odartą z legendy i bohaterstwa, załamie się w nich dzisiejszy ideał. W ten sposób może kiedyś niedobitki tego przeklętego pokolenia, wychowanego na śmierć, nauczą się skromnie żyć i współżyć z innemi narodami.

ALEKSANDER BORAY.

———
*) Education for Death. The Making of the Nazi. Gregor Ziemer. Londyn, Constable, 1942; str. 8nl. i 196.

Pełny tytuł: Wiadomości Polskie Polityczne I Literackie – emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny ukazujący się w latach 1940 – 1944. Wydawany początkowo w Paryżu a od lipca 1940 roku w Londynie. Formalnym redaktorem naczelnym był Zygmunt Nowakowski ale założycielem i faktycznym redaktorem pisma był Mieczysław Grydzewski. „Wiadomości Polskie” były więc de facto kontynuacją przedwojennych „Wiadomości Literackich”. W związku z poruszanymi na łamach tygodnika niewygodnymi dla władz brytyjskich tematami, te ostatnie uznały, że „Wiadomości” godzą w sojusz z ZSRR i doprowadziły do zamknięcia pisma. Dla „Wiadomości Polskich” pisali min. Antoni Słonimski, Stefania Zahorska, Ksawery Pruszyński, Stanisław Stroński, Marian Hemar, Kazimierz Wierzyński, Adam Pragier, Arkady Fiedler, Stanisław Baliński, Stanisław Cat-Mackiewicz czy Maria Kuncewiczowa. Kontynuacją tygodnika były powstałe w 1946 roku „Wiadomości”, które ukazywały się aż do roku 1981.

Close