STEFAN BADENI

Adolf Hitler, przyjaciel z lat młodości

Słów „zawsze” i „nigdy” należy używać z największą ostrożnością, ale wolno wyrazić przypuszczenie że moralne oblicze Hitlera jest dla potomnych ustalone. Nie dadzą się do niego zastosować słowa poety o Wallensteinie, którego postać wśród uwielbienia i nienawiści „chwieje się w dziejowym osądzie”. Trudno sobie wyobrazić historyka próbującego przekonywać że Hitler nie był zjawiskiem złowrogim i odrażającym.

Nie jest też próbą wybielania książka *), która się niedawno ukazała a którą napisał jedyny przyjaciel Hitlera z lat młodości, August Kubizek, urodzony jak i tamten w górnej Austrii, o kilka miesięcy przed nim, w r. 1888.

Czarowną moc mają wspomnienia młodości! W czyste złoto przyoblekają przeżyte ongi cierpienia, niedostatki, rozczarowania, i zbliżają do serca tych którzy je dzielili. A Kubizek był zawsze szczerym, oddanym przyjacielem Hitlera i zachował mu do dziś swą serdeczność. Usposobienia łagodnego, wrażliwego, marzycielskiego, wierzy że i tamten darzył go równą przyjaźnią. Jest człowiekiem skromnym i bezinteresownym, wspomnienia swe długo taił zazdrośnie; teraz dopiero czując się starym i schorowanym uznał za obowiązek spisać i ogłosić pamiętnik jedyny w swoim rodzaju. Spisał go wyczerpująco a ponad wątpliwość prawdomównie. Nie wydał sądu o Hitlerze późniejszym, przedstawił go takiego jakiego oglądał aż do 20-go roku życia, do chwili gdy go stracił z oczu, gdy przepadł w tłumie na długo.

Kubizek był synem ubogiego tapicera i mając lat 15 zaczął pomagać ojcu w żmudnej pracy przerabiania starych mebli i materacy. Krzątał się w chmurze kurzu i brudu, ale myślą był w świecie piękna – w świecie tonów. Miasto Brucknera posiadało niezłą operę, tam nosił swe grosze. Stojąc na parterze sąsiadował często z wyrostkiem ubranym biednie ale schludnie, którego błyszczące oczy osadzone w bladej twarzy były zapatrzone w scenę. Zamieniali słowa krytycznej oceny, i nieznajomy się przedstawił: Adolf Hitler.

Dorywcze rozmowy w operze nie wystarczyły Adolfowi, i wywijając nieodstępną laseczką, coraz częściej zachodził do Augusta by go zabierać na długie spacery. Niecierpliwił się gdy nie rzucał pracy natychmiast. Zagadnięty że i on chyba gdzieś pracuje, zaprzeczył szorstko: nie uznaje zawodu dla chleba. Zażyłość wzrastała. Istotą jej było że Adolf nieustannie mówił, wykładał, dowodził. August nieraz nie podzielał jego poglądów, ale ofuknięty milkł. Zresztą uznawał chętnie jego wyższość, bystrość sądu, znajomość spraw społecznych i politycznych. Często Adolf wygłaszał, gestykulując gwałtownie, całą mowę „podobną do wulkanicznego wybuchu”. W największy gniew wpadł, zapytany o nauki i szkołę: porzucił ją ostatecznie, nienawidzi nauczycieli, uczniów.

Miał przy sobie mnóstwo swoich rysunków i wierszy. Marzył o budownictwie i w wyobraźni przebudowywał całe miasto. Zapędów reformatorskich nie ograniczał do architektury; namiętnie ganił ustrój społeczny, politykę rządu, wojsko. Czytając sporo upajał się germańskimi podaniami bohaterskimi. Mimo to nie lubił ćwiczeń fizycznych. Pociągała go ślizgawka, bo tam zjawiała się „Stefania”, panna której nie miał poznać nigdy, ale w której się kochał przez cały czas młodości. Ładna blondynka o bujnych kształtach, była córką wyższego urzędnika, na przedwieczornym corso przechodziła z matką, obie strojne, główną ulicą. Adolf słał jej spojrzenia pełne czci. Gdy mu się zdawało że przyjmuje je przyjaźnie, czuł się szczęśliwy, łagodniał; ale częściej mijała go obojętnie, otoczona podporucznikami, eleganckimi i hałaśliwymi. Była dla niego ideałem niemieckiej kobiety. Ubóstwiał Wagnera, więc widział w niej Walkirię, Brunhildę, Elsę. Nie wątpił że kiedyś będzie jego żoną, ale nie chciał przedstawić się matce. Dzieliły go różnice społeczne i towarzyskie. Był synem – ślubnym – zmarłego przed kilkoma laty urzędnika celnego, który nazywał się Schicklgruber, ale nazwisko zmienił.

– To najlepsze co zrobił – twierdził syn.

Być może szczegół ten zaważył na losach świata. Czy mówca Schicklgruber zgromadziłby słuchaczy potrzebnych mu do utorowania dalszej drogi? Matka Adolfa, cicha i pobożna, z trudem utrzymywała z miesięcznej emerytury 140 koron siebie, syna i młodszą od niego córkę Paulę. Wkrótce zachorowała śmiertelnie, i Adolf pomagał jej w gospodarstwie: gotował i szorował.

Stosunek jego do religii był obojętny, do kościoła nie chodził. Gdy August na grobie jego matki modlił się żarliwie, syn, wyprostowany, „skupił się”.

Najsilniejszym wspólnym przeżyciem była opera Wagnera „Rienzi”, obrazująca dzieje rzymskiego trybuna. Wyszli milcząc z teatru i milcząc szli w głuchą noc daleko za miasto. Wreszcie Hitler uchwycił ręce towarzysza: dziwnym głosem i słowami jakby innej osoby, którym on sam zdawał się tylko przysłuchiwać, mówił długo o posłannictwie które otrzyma z rąk ludu, ukazywał przyszłość swoją i swego narodu.

Adolf wymógł na rodzicach Augusta że pozwolili synowi kształcić się w muzyce w Wiedniu. Dokazał tego, bardziej aniżeli wymową, spojrzeniem oczu, które w jego twarzy były wszystkim i nawet gdy usta milczały, określały swym zmiennym wciąż wyrazem jego myśli i wolę. Poprzednio już postanowił przesiedlić się do Wiednia, cieszył się więc że nie straci, niezbędnego mu, słuchacza któremu na odmienne zdanie nigdy nie pozwalał. Wybrał się ze swymi rysunkami, chciał zostać malarzem i nie wątpił że zdobędą mu wstęp do akademii. Ale rektor orzekł iż zdolności jego leżą w dziedzinie budownictwa, a akademia architektury była dostępna tylko uczniom którzy mieli maturę. Pycha Hitlera ucierpiała dotkliwie, i nie prędko się przyzna Augustowi że z musu pędzi żywot samouka.

Kubizek przybył do Wiednia w początku r. 1908. Dla obu stolica Austrii nie była miastem walców i radości. Zmierzyli nędzę wielkomiejską. Zamieszkali w dużej kamienicy podzielonej labiryntem korytarzy i mrocznych schodów na bezlik mieszkań. Słońce nie zajrzało do zapluskwionego pokoiku, świeże powietrze nie przepędziło zapachu lampy naftowej, przez okno widzieli potężny, czarny od sadzy tylny mur innej kamienicy i musieli się wychylać daleko by ze skrawka nieba odgadnąć pogodę. Adolf dostawał rentę dla sierot 25 koron miesięcznie, kapitalikiem 700 koron zarządzał opiekun w Linzu. Butelką mleka dziennie, chlebem, czasem odrobiną masła oszukiwał głód. August był bogatszy pogodą usposobienia po zdaniu doskonale egzaminu w konserwatorium. Towarzysz jego był zawsze ponury, wszystko i wszystkich smagał krytyką – słowo „idioci” nie schodziło z jego ust – uprzykrzał życie pouczaniem i strofowaniem. August znosił wszystko, gdyż podziwiał idealizm, hart przyjaciela odejmującego sobie od ust aby móc kupować książki i czytać je późno w noc. Roztaczał obrazy przyszłości: i najubożsi będą się cieszyli słońcem i powietrzem, a młode, zdrowe małżeństwa będą otrzymywały tanie ale piękne mieszkania. Pieniędzy na to dostarczy „das Reich”. Alkohol i tytoń będą zakazane. Wędrowne „Reichsorchester” udostępni wszystkim Wagnera i niemieckich romantyków.

Był pacyfistą. Gdy bracia Wright zamierzali wmontować próbnie w swoją maszynę maleńkie działko, oburzył się:

– Ledwo dokonano wynalazku i już ma służyć celom wojennym!

Kubizek dziwił się jego powodzeniu u kobiet; nie korzystał z niego, choć pod względem seksualnym był zupełnie normalny. Gdy w operze przechadzali się po kuluarach, ku Adolfowi biegły spojrzenia kobiet. Budziły zainteresowanie jego rysy twarzy ściągnięte ascetycznie, surowy wyraz oczu gardzących zmysłową ciekawością, uwodzicielki domyślały się czystości obyczajów młodzieńca, i niejedna Putyfara pragnęła ją zmącić w uścisku.

I gdy, chcąc zaoszczędzić „szóstkę dozorcy”, śpieszyli do domu i zastępowały im drogę prostytutki, ku Hitlerowi kierowały wabny szept. Powodem wstrzemięźliwości była nie tylko wierność „Stefanii”. Zasadniczo uznawał tylko stosunek z kobietą która by dała mu swe serce, duszę, całą siebie. Stroniąc od kobiet wystrzegał się wszelkiej lubieżności.

Zagadnieniu prostytucji poświęcał wiele myśli szukając sposobu usunięcie „tej hańby naszej epoki”.

Jego zainteresowanie polityką wzrosło w Wiedniu gwałtownie. Od lat już był „wszechniemcem”, zagorzałym stronnikiem Schönerera i Wolfa, pragnął rozpadu cesarstwa Habsburgów i tryumfalnego wejścia wszystkich Niemców w skład Rzeszy. Reszta narodów „goszczących” w Austrii miała być zepchnięta do należnego im podrzędnego miejsca. Ale tymczasem, zdaniem jego, Niemcy w Austrii toczyli rozpaczliwą walkę o byt z przemożnym naporem Słowian i Żydów. Chodził na galerię parlamentu, zaciskał pięści, patrząc na przedstawicieli narodów słowiańskich, i razem ze znudzonym Augustem, którego zmuszał do towarzyszenia mu, słuchał niezrozumiałych im czeskich mów. Wieczorem, w domu, długo i walcząc ze łzami, prawił o ucisku i krzywdzie swego narodu.

Po półrocznym pobycie w Wiedniu Kubizek pojechał na wakacje do Linzu. Hitler pozostał i pisał kilkakrotnie. Ale gdy w jesieni Kubizek powrócił, nie znalazł go na dworcu, a w mieszkaniu dowiedział się ze zdumieniem że wyprowadził się nie pozostawiwszy ani adresu ani żadnej wiadomości.

Takie przerwanie czteroletniej zażyłości zabolało Augusta. Nie domyślił się że niedawny jego towarzysz nie mając już na opłacenie nawet 10 koron miesięcznego czynszu, zanurzył się jeszcze głębiej w nędzy wielkiego miasta, że mieszka w przytułkach i jak się da, a nie chce by ktokolwiek wiedział o jego poniżeniu.

Kubizek kształcił sie dalej z zapałem i rosnącym powodzeniem, tak że powołano go w r. 1914 na kapelmistrza opery w Celowcu w Karyntii. Ale wkrótce wojna zburzyła wszystkie jego nadzieje. Ze złamanym zdrowiem wrócił z frontu do Austrii zrujnowanej, głodnej i zziębniętej. By móc żyć wziął posadę urzędnika magistrackiego w górnej Austrii. O Hitlerze nikt nie mógł mu udzielić wiadomości. Przepadł, poległ zapewne wśród milionów. Dopiero po latach stwierdził niespodzianie w piśmie ilustrowanym tożsamość monachijskiego mówcy wiecowego z towarzyszem lat młodych. Kiedy mówca wyrósł na kanclerza Rzeszy, wystosował do niego list z powinszowaniem krótkim a pełnym szacunku. Otrzymał serdeczne podziękowanie: „…Gdy minie okres mych najcięższych walk, – pisał kanclerz, wskrzesiłbym bardzo chętnie osobiście wspomnienie owych najpiękniejszych lat mego życia. Może byś mógł mnie odwiedzić”…

Delikatny i bezinteresowny Kubizek nie skorzystał z warunkowego zresztą zaproszenia; nie garnął się do „wodza” potężnego, bogatego.

W r. 1938 po zajęciu Austrii Hitler zawitał do swych miejsc rodzinnych, i wówczas Kubizek zgłosił się do niego.

– Der Gustl! – zawołał Hitler i ku zdziwieniu otaczających go tuzów partyjnych i generałów wyciągnął do niego obie ręce.

Wziął go do siebie i rozmawiał prawie dwie godziny. Zmartwił się porzuceniem przez niego zawodu muzycznego a gdy nie chciał przyjąć żadnej pomocy, oświadczył że weźmie na siebie wykształcenie jego trzech synów w konserwatorium w Linzu i przywołanemu zaraz adiutantowi wydał stosowne polecenia.

W lipcu 1939 odebrał Kubizek z kancelarii Rzeszy wspaniałą kopertę a w niej uroczyste zaproszenie na cykl wagnerowski w Bayreuth. Wybiła najradośniejsza godzina jego życia. Marzenie młodości miało się spełnić. Ostatnie dni przed wyjazdem spędził jak w gorączce.

Zanim, już w sierpniu, opuścił Bayreuth, Hitler zaprowadził go na grób Wagnera.

– Jestem szczęśliwy – rzekł ujmując rękę przyjaciela, – że tu, w tym miejscu które dla nas było zawsze najświętsze, mogliśmy się znowu spotkać.

Stali jeszcze długo bez słowa.

I w następnym roku nadeszło zaproszenie. Hitler, przybyły samolotem wprost z głównej kwatery, przywitał go znowu przyjaźnie; ubolewał że może być na jednym tylko przedstawieniu, z gniewem w głosie skarżył się że „wojna cofa o wiele lat naszą twórczą pracę – szkoda nieodżałowana. Przecież nie po to zostałem kanclerzem wielkoniemieckiego państwa by prowadzić wojnę”. I potem, jak niegdyś tyle razy, mówił długo i gorączkowo o zamierzonych niezliczonych przedsięwzięciach na ogromną skalę.

Żył w Linzu sędziwy doktór, Żyd, bardzo lubiany, gdyż biednych leczył prawie za darmo. Czuł sie zagrożony. Kubizek napisał do kancelarii Rzeszy, licząc że samo stwierdzenie iż doktor leczył także matkę kanclerza, uchroni staruszka przed prześladowaniem. Po kilku tygodniach otrzymał list od Bormanna z surowym zakazem ujmowania się za kimkolwiek, „a sprawa doktora będzie traktowana jak wszystkie inne, na wyraźne zlecenie wodza”.

Po wojnie władze amerykańskie w Austrii trzymały Kubizka przez 16 miesięcy w więzieniu. Liczne przesłuchania były podobne do siebie.

Nie wierzono że kanclerz nie dawał mu pieniędzy, że nie nastręczał mu pięknych kobiet, że nie ofiarował mu ani willi ani samochodu.

Pamiętnik dobrodusznego, rozmarzonego Austriaka jest przepojony sentymentem dla przeszłości i dla przyjaciela który nie wyparł się go na wyżynach. Gdy przy grobie Wagnera ręka kanclerza drżała ze wzruszenia, Kubizek nie pomyślał że ręka ta jest – nie splamiona, lecz skąpana wielokrotnie w krwi Niemców, Austriaków, Żydów. Osobiste doznania przysłoniły mu bezmiar krzywd cudzych. Ale pamiętamy ilu ludzi przed r. 1939 ubiegało się o spotkanie z kanclerzem Rzeszy, prawiło mu pochlebstwa, ceniło sobie uścisk jego dłoni.

Kubizek jest nieraz naiwny, ale ma zaletę jak na pamiętnikarza wyjątkową: jest szczery. Uczciwość nie pozwala autorowi przedstawić młodego, nie znanego jeszcze Hitlera lepszym aniżeli był. Poznajemy więc chłopca nienawidzącego nie tylko nauczycieli ale i kolegów, tych nawet którzy traktują go serdecznie. Dorasta, i nienawiść obejmuje coraz dalsze kręgi. Nie pobłaża niczemu i nikomu, uśmiech nie rozjaśnia jego twarzy. Żywi się i oddycha nienawiścią.

Hitler jest przykładem, do czego prowadzą potężna energia, duch reformatorski, świadomość celów, niezwykła wymowa i błyski geniuszu w wyborze chwili działania – jeśli te dary są pozbawione bodaj iskierki miłości, już nie tej ewangelicznej „która wszystkim jest”, ale i zwykłej ludzkiej życzliwości. Nie dziwmy się że człowiek ten wstrząsał długo i krwawo Europą, aż wreszcie w zaduchu bunkra, wśród łoskotu wrogich motorów i bomb, przepadł, znikł – demon nienawiści w zapadni dziejowej sceny.

Stefan Badeni

———-
*)
August Kubizek. Adolf Hitler, mein Jugendfreund. Schutzumschlag und Einband Gestaltung Prof. Heinz Reichenifeiser. Graz, Leopold Stocker, 1953; str. 352 i tabl. 12.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close