Balzac o Polakach (1840)

„Polacy – mówi kupiec w „La Cousine Bette” – chcą podpalić Europę, zrujnować wszystkie gałęzie handlu i przemysłu i wszystkich kupców, i to za swoją ojczyznę, która podobno jest jednym wielkim bagnem zapełnionym okropnymi Żydami, nie mówiąc o Kozakach i chłopach, odmianie dzikich zwierząt niesłusznie zaliczanych do rodzaju ludzkiego. Ci Polacy nie rozumieją ducha dzisiejszych czasów. Nie jesteśmy już barbarzyńcami! Wojna zanika, pani droga, wojna znikła wraz z ostatnimi królami. Nasz wiek jest tryumfem handlu, przemysłu i mieszczańskiego rozsądku; one stworzyły Holandię. Tak, żyjemy w epoce, w której narody muszą wszystko zdobywać drogą legalnego rozwoju swobód obywatelskich i pokojowej działalności urządzeń konstytucyjnych. I tego właśnie Polacy nie biorą pod uwagę”.

Tamże autor od siebie:

„Słowianie są po trosze dziećmi, jak wszystkie ludy pierwotnie dzikie, które wtargnęły raczej w grono narodów cywilizowanych niż ucywilizowały się naprawdę. Rasa ta rozprzestrzeniła się jak powódź, pokrywając olbrzymią powierzchnię kuli ziemskiej. Zamieszkuje pustkowie tak niezmierzone że może się na nim swobodnie obracać; ludzie nie obijają się wzajemnie łokciami jak w Europie; ale osiągnięcie cywilizacji jest niemożliwe bez ustawicznego ocierania się o siebie zarówno umysłów jak interesów. Ukraina, Rosja, równiny naddunajskie, słowem Słowiańszczyzna jest łącznikiem między Europą i Azją, między cywilizacją i barbarzyństwem. Toteż Polacy, stanowiący najbujniejszą część ludności słowiańskiej, mają dziecinny i niestały charakter gołowąsego narodu. Posiadają odwagę, bystrość i siłę, ale ta odwaga, ta siła i ta bystrość są porażone niestałością i przez to pozbawione metody i rozsądku, gdyż Polak ma ruchliwość podobną do wiatru hulającego na olbrzymich równinach poprzerzynanych bagnami. Ma rozpęd straszliwej lawiny, która miażdży i unosi domy i tak jak ona ginie w pierwszym lepszym stawie, rozpływa się w wodzie. Człowiek zawsze coś zapożycza ze środowiska w którym żyje. Wiodąc nieustanne wojny z Turkami, Polacy przyjęli od nich upodobanie do wschodniej świetności. Często poświęcają to co niezbędne aby móc błyszczeć, stroją się jak kobiety, choć klimat obdarzył ich, jak Arabów, twardą wytrzymałością. Toteż Polak, który w cierpieniu osiąga wzniosłość, wyczerpał do mdlenia ramię swoich zaborców usiłujące go dobić. Wznowił w początkach XIX w. wrażenia, jakie wzbudzali pierwsi chrześcijanie. Gdyby dodać 10% angielskiej przewrotności do szczerego i otwartego charakteru polskiego, szlachetny orzeł biały panowałby dziś wszędzie tam, gdzie wdarł się orzeł dwugłowy. Szczypta machiavelizmu byłaby wstrzymała Polskę od ratowania Austrii, która przyczyniła się potem do jej rozbioru, od zaciągania pożyczek u Prus, które, jak lichwiarz, podkopały podstawy jej bytu, i od rozpadu wewnętrznego w chwili pierwszego rozbioru. Zła wróżka pozostawiona na chrzcinach Polski przez dobre duchy obdarzające ten uroczy naród najświetniejszymi przymiotami, zjawiła się by przepowiedzieć: „Zatrzymasz wszystkie dary moich sióstr, ale nie będziesz nigdy wiedziała czego chcesz!”. Gdyby Polska zwyciężyła w bohaterskim pojedynku z Rosją, Polacy biliby się między sobą, jak dawniej, na sejmikach, byle nie dopuścić się wzajemnie do tronu. W dniu kiedy naród ten, złożony wyłącznie z ludzi nieustraszonych, zdobędzie się na rozsądek wyszukania w swym wnętrzu Ludwika XI, przystanie na jego tyranię i przyjmie jego dynastię, będzie uratowany. Czym Polska była w polityce, tym jest większość Polaków w życiu prywatnym, osobliwie w obliczu nieszczęścia.

„…Ukażcie Polakowi przepaść, natychmiast w nią skoczy. Jest to genialny naród kawalerzystów, który ufa że zdoła obalić wszystkie przeszkody i wyjść zwycięsko”.

Może jedna z dobrych wróżek obecnych przy chrzcinach Polski zwalczyła wreszcie przekleństwo złej. Wywiodła kwiat rycerstwa i narodu polskiego na ziemię brytyjską by na miejscu zaszczepić mu 10% angielskiej przewrotności. Skoro rozstrzyga już nie walka orłów, szczypta przewrotności powinna zastąpić nadmiar kawaleryjskiej genialności.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close