Bunt na kolanach

W przeddzień przemówienia Chruszczewa na XX kongresie partii komunistycznej w Moskwie, we Francji został usunięty z partii towarzysz Hervé, były redaktor „Humanité”, za ogłoszenie książki p.t. „Rewolucja a fetysze”.

Po przemówieniach Mikojana, Mołotowa i innych wodzów partyjnych, po rehabilitacji straconych przez Stalina komunistów polskich, ukraińskich, węgierskich, prasa francuska zapytuje co się stanie z p. Hervé wyrzuconym w wigilię tych przemówień. Przecież książka p. Hervé głosi akurat to samo co mówiono w Moskwie.

Mowa Chruszczewa, wygłoszona 15 lutego, liczyła dwieście stron maszynopisu. Była to więc nie duża broszura, lecz cała książka. W normalnych parlamentach świata, tak jak u nas w sejmie przedwojennym, mowę takiej wielkiej persony daje się dziennikarzom w maszynopisie w całości, a oni ją skracają, skreślając ołówkiem zdania dekoracyjne, zbyteczne lub mniej ważne. Jeśli mowa jest jednak jeszcze za długa lub wymiary dziennika są zbyt małe, mowę streszcza sam dziennikarz. Ale co robić z takim wielorybem na dwustu stronach?

Widziałem streszczenie tej mowy w dziennnikach francuskich i angielskich. Powtórzono poglądy na stosunki międzynarodowe, na stosunek do Ameryki, Anglii i do spraw Bliskiego Wschodu i t.d.

Tego rodzaju streszczenia, dążące do uchwycenia tego co było w mowie istotne, okazały się później najzupełniej błędne. Korespondenci zagraniczni zanotowali, że wyraz Stalin był wspomniany tylko raz jeden. Tylko tyle. Innymi słowy korespondenci zagraniczni nie dojrzeli tego trzęsienia ziemi, które już wibrowało w tej mowie, zanim wystąpiło w mowach wodzów następnych.

Dlaczego tak się stało? Dlaczego korespondenci zagraniczni nie dostrzegli trzęsienia ziemi w mowie Chruszczewa?

To właśnie jest bardzo ciekawe, i kto nie zna umysłowości komunistycznej, nie zrozumie tego nigdy.

Chodzi o to że wodzowie komunistyczni, przemawiając na kongresach, przemawiają w sposób filozoficzny.

Nie będzie się nigdy śniło wielce szanownemu p. Edenowi lub rączemu p. Mendés-France’owi, gdy zabiera głos w parlamencie, zmieniać swe poglądy na teorie Arystotelesa, św. Tomasza lub chociażby Hobbesa. Gdyby jednak, powiedzmy, p. Mendés-France wygłosił w parlamencie wywód o Spinozie, dziennikarze uznaliby tę część jego przemówienia za nieistotną, dekoracyjną jeśli nie żartobliwą. Nikomu bowiem nie mogłoby przyjść na myśl że stosunek p. Mendés-France’a do Spinozy może naprawdę zaważyć na cyfrach budżetu państwowego lub spowodować rugi urzędnicze.

Otóż dziennikarzowi zachodniemu trudno to zrozumieć, a jednak to prawda – w Sowietach jest wręcz inaczej. Tam obowiązuje to co ćwierć wieku temu doskonale nazwałem „myślą w obcęgach”, tam nie wolno myśleć inaczej niż zostało uznane za prawidłowe w filozofii komunistycznej. A skoro nie wolno inaczej myśleć, nie wolno inaczej wnioskować.

Kiedy p. Eden czy p. Bevan przemawiają, mają niewątpliwie zupełnie gdzieś czy to co głoszą zgadza się czy nie zgadza się z Kantem lub Heglem. Gdyby któryś z członków parlamentu zwrócił im uwagę że to co mówili absolutnie nie zgadzało się z tezami Hegla, to by nikt nie mógł zrozumieć o co chodzi i czekano by na dalszy tok wywodów szanownego dżentelmena. W Rosji było zupełnie inaczej. Oto przemawia – powiedzmy – towarzysz Tarantułow. A oto wstaję potem ja, kładę sobie na pulpit tomy Marxa, Engelsa, Plechanowa i Lenina i wykazuję niezbicie że to co bredził towarzysz Tarantułow nie zgadza się z dialektycznym materializmem według opinii Marxa i Engelsa, jak to wyjaśnił Plechanow, w tej kwestii poparty przez Lenina w studium o empiriokrytycyzmie w rozdziale o machizmie. Wtedy prezydium zebrania gorączkowo sprawdza teksty, które przedstawiłem, a gdy uzna ich autentyczność, otrzymam oklaski, a towarzysz Tarantułow zostanie odprowadzony pod stienkę i przykładnie rozstrzelany czy też w ostatnich humanitarnych czasach dobrotliwie zesłany na 20 lat do łagra.

To co piszę jest oczywiście makabrycznym żartem z tą, przedziwną poprawką że bardzo niedalekim od rzeczywistości.

Nawet towarzysz Hervé, potępiony za wolnodumstwo, pisze iż Marx „odkrył”, prawo że system kapitalistyczny zdąża w kierunku coraz to niższego wynagrodzenia robotnika fabrycznego i że kiedy kapitalizm się rozwinie da robotnikowi tylko tyle by go utrzymać przy życiu fizycznym. Widziałem w Stanach Zjednoczonych setki Cadillac’ów czekających na robotników przed ich fabrykami. Prawo, które „odkrył” Marx, wydaje mi się więc mniej pewne niż prawo Archimedesa. A jednali „prawo” to dotychczas obowiązywało w Rosji, i mówca, publicysta, dyplomata sowiecki nie mógł od tego prawa odstąpić. Nawet wolnodumiec Hervé broni tego prawa, sztucznie powołując się na biedę robotników kolorowych, Marx jednak nie pisał o robotnikach kolorowych, ale przede wszystkim o robotnikach angielskich, niemieckich i amerykańskich, a przecież w miarę rozwoju kapitalizmu w tych krajach zarobki robotników bynajmniej nie spadały. Całe więc to prawo Marxa było do luftu, a jednak, gdybym to co piszę napisał przed miesiącem w Rosji, zaraz bym pojechał do mamra.

Otóż mowa Chruszczewa była trzęsieniem ziemi, bo na razie przy pomocy powoływań się na Lenina, zmieniała dotychczas obowiązujące formuły filozofii bolszewickiej niewątpliwie w kierunku ich zliberalizowania.

Jeszcze o tej filozofii w rozumowaniach komunistów i wracając do potępionej książki p. Hervé o fetyszach i rewolucji. Skoro przeczytałem w prasie francuskiej że taka książka istnieje, pobiegłem w te pędy by ją kupić, będąc święcie przekonany że znajdę w niej setki rewelacji o stosunkach wewnątrz partii komunistycznej, o głupocie jednych członków tej partii, o frywolności innych, o Thorezie i Duclos. Nic z tego. Książka p. Hervé: dialektyzm materialistyczny, Marx, Marx, Marx, Engels, Engels, Engels, Lenin, Lenin, Lenin, Hegel, Kant, Arystoteles. Nazwisko Thoreza wymówione jest raz, tak jak raz przytoczone jest nazwisko Maurrasa, nazwiska Duclosa w ogóle nie ma.

I oto ten wywód czysto filozoficzny został potępiony i jego autor wygnany z szeregów partii.

Jako motto nad książką p. Hervé widniały słowa: „Nauka nie uznaje fetyszy” (Stalin)”. Już z powyższego potrafilibyśmy ustalić że książka ta ukazała się przed XX kongresem partyjnym.

Można by też zauważyć złośliwie że wrażenie XX kongresu byłoby jeszcze bardziej pocieszające dla zwolenników wolnej myśli, gdyby Stalin… znalazł na nim jakichś obrońców. Brak chociażby jednego głosu w obronie człowieka wczoraj tak uwielbianego psuje nam wrażenie nowej epoki.

I otóż, po tym wszystkim cośmy już powiedzieli, przychodzi chwila postawienia pytania, jak daleko sięga to co się stało na XX kongresie partyjnym. Czy to jest rewolucja, czy tylko reforma, i jakie będą jej skutki praktyczne?

Oczywiście odpowiedź na to pytanie ma niesłychane znaczenie dla przyszłości całego świata.

Można na nie odpowiedzieć przewidywaniem-minimum, przewidywaniem-maximum i przewidywaniem pomiędzy minimum a maximum.

Przewidywanie-minimum częściowo już nie jest przewidywaniem, ale dokonanym faktem. Rosja skreśliła Stalina ze swej hipoteki. Piszę: częściowo, ponieważ samo stwierdzenie skreślenia z hipoteki jeszcze nie jest odpowiedzią, należy jeszcze zapytać, dlaczego to zrobiła.

Oczywiście takie skreślenie Stalina z hipoteki przynosi jej większą swobodę ruchów tak wobec rządów państw zachodnich jak wobec komunistycznych ruchów w krajach poza żelazną kurtyną. Weźmy choćby politykę Stalina wobec Niemiec. Swoim paktem z Hitlerem Stalin niewątpliwie ocalił Rosję, ocalił komunizm rosyjski, ocalił jego pierwszeństwo wśród komunistów całego świata. Gdyby tego paktu nie było, Hitler i tak zapewne zostałby pobity przez Zachód, ale nie byłoby komunizmu w Rosji, nie byłoby czerwonych Chin, nie byłoby komunistycznej Polski. Impet uderzenia Hitlera byłby wtedy wymierzony w Rosję, a nie we Francję, i według wszelkiego prawdopodobieństwa wojska rosyjskie nie wytrzymałyby tego impetu.

Ale prawda historyczna prawdą historyczną a wygoda propagandowa wygodą propagandową. Pétain także ocalił Francję przed losem Polski a został skazany na śmierć przez tych którym życie ocalił. Pakt Stalina z Hitlerem był zbawienny dla Rosji i umożliwił jej późniejsze zwycięstwo nad Hitlerem, ale jakże przyjemnie pozbyć się tej paskudnej konieczności z pamięci i sumienia, skreślić to ze swej hipoteki.

A więc według przewidywania-minimum, XX kongres partyjny skreśliłby Stalina, tak jak swego czasu skreślono Trockiego lub Kamieniewa, Bucharina i tylu innych, którzy także cieszyli się rzekomą czy też prawdziwą popularnością. Tamci skreśleni zostali za życia, Stalin po śmierci. Oto i wszystko – poza tym reszta pozostanie po staremu. Nie będzie wolno podnieść głosu w obronie Stalina, jak kiedyś nie wolno było bronić Tuchaczewskiego.

Przeciw jednak temu rozwiązaniu-minimum przemawia nasz zmysł zachodni. Odwołując się do tejże metodologii Hegla, która częściowo obowiązuje komunistów, przypomnę że różnice kwantytatywne zmieniają się w różnice kwalitatywne. „Quantum” zachwytu i uwielbienia (sztucznie wywołanego, czy nie sztucznie wywołanego – o to w danym wypadku nie chodzi) w stosunku do Stalina było tak wielkie że już jakościowo różniło się od zachwytów w stosunku do innych wodzów. Nie da się już w prędkim czasie zastąpić autorytetu Stalina autorytetem kogoś innego.

A w takim razie dochodzilibyśmy do zmiany systemu czyli do przewidywania-maximum. Po wywróceniu autorytetu Stalina wywróciłby się cały system dyktatorialny, tak jak po abdykacji Mikołaja II na stacji Dno i rezygnacji Michała Aleksandrowicza w pałacyku księcia Putiatina załamało się całe państwo rosyjskie i należało je później odbudowywać od fundamentów.

Otóż wątpię aby obecni władcy Rosji byli tak lekkomyślni, jak ks. Lwow, Miliukow, Guczkow i inni działacze i członkowie Dumy w r. 1917. Obalenie mitu Stalina jest niewątpliwie dziś operacją podobnie niebezpieczną, jak obalenie mitu prawosławnej monarchii w r. 1917, i dlatego pp. Chruszczew i Mikojan musieli sobie przygotować solidny system hamulców.

Miliukow i liberałowie rosyjscy, którzy przyczyniali się do obalenia monarchii, wierzyli w głosowanie powszechne, w system wielopartyjny, a jednak Miliukow chciał utrzymać monarchię konstytucyjną. My też wierzymy w głosowanie powszechne, ale w… Anglii. We Francji już ten system zawodzi, natomiast przypuszczenie, żeby przy wolnym głosowaniu powszechnym można było utrzymać imperium od oceanu Spokojnego do Odry i Nysy łużyckiej wydaje się nam dość lekkomyślne.

I dlatego jesteśmy przekonani że nikt o porzuceniu systemu dyktatury w Rosji nie myśli i myśleć nie może. Przewidywanie-maximum odpada.

Pozostaje więc przewidywanie pośrednie. To co się dziś w Rosji dzieje nie jest nowym rokiem 1917, nowym skokiem w ciemność. Raczej przypomina mi rok 1855, t.j. wstąpienie na tron Aleksandra II. Nie zmieniono wtedy systemu politycznego, lecz pozwolono głośno myśleć. Ręka Mikołaja I trzymała Rosję na skróconych cuglach i na munsztuku, tak jak trzyma swego olbrzymiego konia potworny Aleksander III na satyryczno-filozoficznym pomniku dłuta ks. Trubieckiego. Dziś znowu przychodzi chwila by te cugle popuścić, zwłaszcza w dziedzinie nie czynów, ale myśli.

Wydano dziś w Rosji komendę: „Spocznij!”. Krzyknięto: „Myślcie swobodniej!”. Niewątpliwie odstępstwo od przestarzałych fetyszy, od scholastycznych formułek marxistowskich i pseudomarxistowsklch może tylko wyjść na dobre Rosji w jej stosunkach z resztą świata.

Wyrazów „bunt na kolanach” nauczyłem się właśnie od Lenina. Nie uważam aby te wyrazy jako tytuł artykułu niniejszego były dobrane zupełnie ściśle. Ujmują to co się stało w niechętnej karykaturze, a niechętna karykatura jest co prawda dobrą bronią w publicystyce, lecz nigdy nie jest zbyt ścisłym i dokładnym zobrazowaniem rzeczy.

Wśród systemów filozoficznych jest także system nazywający się solipsyzmem. System ten twierdzi że w ogóle świata materialnego nie ma a istnieje jedynie i wyłącznie świadomość każdego człowieka i świat cały jest całkowicie inny w świadomości każdego człowieka.

Nie jestem tym systemem zachwycony. Wielki Tołstoj wyrażał się pogardliwie o medycynie, wyśmiewał się z lekarzy, uważając ich za szalbierzy. Na jego miejscu wyśmiewałbym się raczej z filozofów i z tołstojowską dezynwolturą pisałbym: filozofia, to nie nauka, lecz choroba umysłowa.

Ale pozostawiając oskarżanie czy obronę filozofii do lepszych czasów, pozwolę sobie powiedzieć że polska emigracja polityczna żyje w świecie, który można nazwać solipsyzmem emigracyjnym. Wciąż wyobraża sobie, że świat jest taki jaki istnieje w jej wyobraźni.

Dla emigracyjnego solipsyzmu to co zaszło w Rosji jest na pewno rzeczą niezbyt godną uwagi. Dla mnie odwrotnie.

Stanisław Mackiewicz.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

1 komentarz

  • Sebastian M 23 marca 2020 at 19:33

    Ta strona to najlepsza rzecz jaką znalazłem w internecie od lat. Coś pięknego. Nie wiem kto to tworzy ale dziękuje bardzo i proszę o więcej. Może Zbyszewskiego i przedwojennego Wiecha.

    Odpowiedz
  • Napisz komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Close