Czy premier Izraela Chaim Weizmann był antysemitą?*

Przed pierwszą wojną do Królestwa Kongresowego zaczęli w wielkiej ilości napływać usuwani przez rząd rosyjski poza t.zw. „granicę osiedlenia (czierta osiedłosti)” Żydzi rosyjscy, czyli t.zw. popularnie „litwacy”. Żydzi ci już samym faktem imigracji do i tak przeludnionego Królestwa przyczyniali się do wzrostu nastrojów antysemickich, które w Polsce – w przeciwieństwie do Zachodu, z Niemcami na czele a nie wyłączając Anglii – miały charakter czysto gospodarczy i pozbawione były pierwiastka rasowego. Nie na tym koniec: próbowali oni wspierać rząd w jego działalności rusyfikacyjnej i prowokowali społeczeństwo polskie, w którym żyły przecież tradycje sprzed powstania styczniowego, gdy aspiracje niepodległościowe miały zawsze poparcie Żydów polskich. Zbliżony do obozu socjalistycznego a na pewno daleki od antysemityzmu Wilhelm Feldman, który zmienił wyznanie bodaj dopiero na łożu śmierci, w swojej ultrapostępowej „Krytyce” opisywał, jak to już około r. 1900, po stłumieniu manifestacji pierwszomajowej w al. Ujazdowskich, widział na jednym z balkonów „grupę Żydów rosyjskich śmiejących się i zadowolonych z tryumfu bohaterskiej armii”, a Tadeusz Frenkiel w swoich wspomnieniach opowiada o awanturze Mieczysława Frenkla z pewnym Żydem rosyjskim, który odezwał się do niego w Warszawie: „Nie ponimaju waszewo sobaczjawo jazyka (Nie rozumiem waszego psiego języka)”.

Bardzo skądinąd umiarkowany odpór, jaki dawało społeczeństwo polskie tej fali obcego i przeważnie pasożytniczego elementu, wzbudził wrzawę na całym świecie i jak zwykle gdy o Polskę chodzi, przesadne i kłamliwe oskarżenia. Że jednak Polacy mieli prawo przeciwstawić się temu elementowi, świadczy fakt że przeciwstawili się mu również sami Żydzi i mniej więcej dla tych samych powodów. Pisze o tym obecny Premier Izraela Chaim Weizmann na str. 373 – 374 obszernej autobiografii „Trial and Error” (Londyn 1949), gdzie nawiasem mówiąc bezmierną tragedię trzech milionów Żydów polskich podczas ostatniej wojny zbywa dosłownie w trzech wierszach.

W r. 1923 Palestyna stanęła w obliczu imigranta o typie odbiegającym od pionierskiego typu „chaluca”. Nowe przepisy zezwalały na wjazd każdemu Żydowi, który posiada 2.500 dolarów. Przepisy te dały szanse „wielu Żydom rosyjskim, którzy po pierwszej wojnie znaleźli się w Polsce” – zaznacza Weizmann. Ilość emigrantów wzrastała z miesiąca na miesiąc, ale równocześnie wzrastała ilość bezrobotnych. Prawda, przybysze przywozili z sobą kapitały, ale możliwości w zakresie handlu i przemysłu były ograniczone, to też „liczne sklepiki, które jak grzyby po deszczu wyrastały w Tel – Avivie i Haifie”, przyczyniały Weizmannowi „niemało troski”. W dodatku część tych Żydów wykazywała małą świadomość społeczną, nie miała ochoty do pracy, syjonizmu nie rozumiała, Palestynę traktowała jak każdy inny kraj, do którego można emigrować, i w dodatku nie znała hebrajskiego. Zdawało się – dodaje Weizmann – że „jeśli tak dalej pójdzie, Tel – Aviv stanie się miastem mówiącym żargonem”. Trzeba było zabrać głos, i w październiku 1924 Weizmann zdecydował się na swoją słynną mowę jerozolimską, w której wprawdzie powiedział że serce jego rozpiera radość z powodu rozrostu imigracji i że imigranci „z Dzikiej i Nalewek są krew z krwi i kość z kości naszymi braćmi i siostrami”, ale jednocześnie dodał że celem syjonizmu nie jest „budowa narodowej siedziby żydowskiej na wzór Dzikiej i Nalewek. Ghetto było dla nas tylko etapem w naszej wędrówce; teraz osiągnęliśmy ojczyznę i budujemy na wieki”.

Mowa ta ściągnęła na Weizmanna nienawiść wielkiej ilości Żydów polskich, nienawiść, która – jak podnosi – nigdy nie wygasła.

O ile wolno sądzić, Chaim Weizmann nie jest i nie był antysemitą. Być może, antysemitami nie byli także ci Polacy, którzy także nie chcieli rozrostu ghetta i żargonu na swojej ziemi.

————
* – tytuł: RetroPRESS

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close