• Wiadomości
  • / 20.05.1956
  • / Londyn
  • / Rok 11, Nr 21 (529)

LUDWIK HONIGWILL

Dlaczego Stalin rozwiązał K.P.P.

W końcu r. 1954 w Buenos Aires wyszła książka byłego członka Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Polski Pawła Minca, znanego w partii pod pseudonimem Aleksander. Książka ta – w języku żydowskim, tytuł „Historia fałszywych złudzeń” – rzuca wiele światła na stosunek sowieckiego rządu do Polski i na rolę ruchu komunistycznego w Polsce.

W rozdziale p.t. „Równoległy nielegalny aparat sowiecki” autor stwierdza, że o istnieniu nielegalnego aparatu sowieckiego (t.zn. szpiegowskiego) w Polsce K.C. i jego współpracownicy wiedzieli, ale tylko jeden członek K.C. utrzymywał z nim łączność. „Ten aparat wiedział lepiej co się dzieje i robi w Polsce niż K.C… Z informacji pochodzących od tego aparatu K.C. dowiadywał się o tym co się dzieje w ministerstwach, w policji politycznej, w innych partiach i stronnictwach, a także o położeniu gospodarczym kraju… W r. 1923 poinformowano nas że przygotowywany jest zamach na życie marszałka Francji Focha, który miał przybyć z wizytą do Polski”.

Minc stwierdza że ów sowiecki aparat szpiegowski korzystał z usług najrozmaitszych elementów, również i partyjnych komunistów. K.C., pisze autor, „nigdy nie postanowił że członkom partii zabrania się zajmowania wojskowym czy gospodarczym szpiegostwem dla Sowietów, natomiast zabroniono członkom zaangażowanym w szpiegostwie brania jakiegokolwiek udziału w pracach partii”. Minc wyjaśnia: „Było to konieczne z dwóch względów: po pierwsze, aby w wypadku aresztowania w związku ze szpiegostwem partia komunistyczna nie była skompromitowana, i po drugie, aby w razie aresztowania sowiecka służba szpiegowska łatwiej mogła dojść śladów aresztowania i wyjaśnić prawdziwy jego powód”.

W zakończeniu tego rozdziału Minc powiada: „Inaczej działo się na ziemiach graniczących z Rosją sowiecką. Tam nie istniał podział pracy między obydwoma aparatami”. T.zn. organizacja partyjna pracowała bezpośrednio na rzecz wywiadu sowieckiego. O tym Minc wie najlepiej, albowiem w r. 1924 stał on na czele komunistycznej działalności na terenach białoruskich, a w r. 1927 – na terenach ukraińskich w Polsce.

Minc stwierdza wyraźnie że K.P.P. nie była wolna w wyborze swej taktyki czy dróg w sprawach czysto wewnętrznych Polski. Gdy w r. 1926 Piłsudski dokonał zamachu stanu i zmusił prezydenta Wojciechowskiego do ustąpienia, K.P.P. poparła ten zamach i jej K.C. postanowił że komunistyczni posłowie w sejmie mają głosować na Piłsudskiego jako prezydenta.

„Kiedy – pisze Minc – wiadomość o powyższym doszła do Moskwy, natychmiast utworzono tam komisję polską w składzie Zinowiew, Bucharin i Manuilskij. Komisja wysłała terminową depeszę do Gdańska (siedziba K.C. K.P.P.) z żądaniem, by w żadnym razie komuniści nie głosowali za Piłsudskim. Gdy wywołało to wzburzenie wśród członków K.C. nadeszła druga depesza z Moskwy, grożąca konsekwencjami organizacyjnymi. Wojkow, ambasador sowiecki w Warszawie, osobiście wręczył tę depeszę łącznikowi K.C.”.

Oczywiście, w tej sytuacji komunistyczni posłowie nie głosowali podług swojego rozumienia, lecz tak jak nakazała Moskwa. Tu jednak Minc notuje nadzwyczajnie interesujący wyjątek: „Posłom z Partii Chłopskiej, z „Sel-Robu” i z „Hromady” kazano głosować na Piłsudskiego. Ta dyrektywa miała na celu demonstrację „niezależności” tych grup od komunistów. Jak wiadomo, wszystkie one utworzone zostały przez komunistów jako t.zw. organizacje pokrywkowe. Partia Chłopska działała wśród chłopów polskich, „Sel-Rob” – wśród chłopów ukraińskich, a „Hromada” – białoruskich. „Sel-Rob” i „Hromada” bardzo silnie podkreślały momenty narodowościowe. Z biegiem czasu posłowie wszystkich trzech organizacji – w ogólnej liczbie około dziesięciu – skazani zostali sądownie jako komuniści. Wszyscy wyjechali do Sowietów, gdzie bez wyroków sądowych zginęli w więzieniach. Wspomina o tych sprawach m.in. historyk angielski Hugh Seton-Watson w książce swojej „From Lenin to Malenkow – The History of World Communism” (Nowy Jork 1954).

K.P.P. była w Polsce nielegalna. Członkowie K.C., dbający o własne bezpieczeństwo, stale mieszkali w Gdańsku. W tych warunkach K.P.P. uznała za celowe urządzanie swoich zjazdów poza granicami Polski. Finansowo K.P.P. była całkowicie zależna od Moskwy, która też decydowała o kraju, w jakim dany zjazd miał się odbyć. Tym krajem była zazwyczaj Rosja, i to nie tylko ze względów finansowych. Był to sposób zapewnienia sobie całkowitej kontroli nad komunistami w Polsce. Moskwa też nakazała by K.P.P, została rozbita na trzy odrębne partie: Komunistyczna Partia Polski, Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy i Komunistyczna Partia Zachodniej Białorusi. Ten podział szedł po linii rozwinięcia i poparcia odśrodkowych, separatystycznych ruchów mniejszościowych w Polsce.

Opisując zjazdy K.P.P., Minc stwierdza że władze sowieckie (a właściwie Stalin osobiście) decydowały o wszystkich spornych kwestiach.

Czwarty zjazd K.P.P. w r. 1929 opisał Minc bardzo szczegółowo: brał w nim udział. Zjazd trwał cztery miesiące i odbywał się w miejscowości oddalonej od Moskwy o 60 km, w budynkach N.K.W.D. Uczestnicy zjazdu nie mieli prawa opuszczać tej miejscowości bez zezwolenia przedstawiciela władzy sowieckiej. Delegaci na zjazd, obywatele polscy, otrzymali fałszywe paszporty od aparatu sowieckiego.

Jak powiedziano wyżej, Moskwa zaopatrywała polskich komunistów w środki pieniężne. Kiedy komuniści w Polsce przystąpili do akcji wyborczej w r. 1928, „budżet na kampanię wyborczą dla Zachodniej Ukrainy ustalono w wysokości 30.000 dolarów. Charków zatwierdził tę kwotę i Kaganowicz, sekretarz generalny kompartii na Ukrainie, doniósł depeszą, że pierwsze 10.000 dolarów już przekazano. Ja miałem wziąć ze sobą część tej kwoty a pozostałość miała mi być przesłana do Lwowa przez kuriera partyjnego”.

Z własnego mego doświadczenia, w charakterze radcy prawnego socjalistycznego (i antykomunistycznego) żydowskiego ruchu robotniczego w Polsce, mogę stwierdzić, że kierownictwo moskiewskie niesłychanie demoralizowało polski komunizm. Tak np. Moskwa dała pieniądze na wydawanie w Warszawie żydowskiego (idysz) pisma codziennego „Frajnd”, a kierownik policji politycznej na miasto Warszawę, kpt. Stefan Runge, udzielił licencji na nie pod warunkiem że będzie ono atakowało socjalistów polskich i żydowskich oraz ich przywódców. Kiedy w r. 1934 komuniści żydowscy w Warszawie – w wykonaniu poleceń Moskwy – zwrócili się do Żydowskiej Partii Robotniczej „Bund” o utworzenie jednolitego frontu robotniczego na terenie ruchu zawodowego, „Bund” odmówił w ogóle prowadzenia jakichkolwiek rozmów z ugrupowaniem, które w tak niski i kłamliwy sposób atakuje i ruch bundowski i jego przywódców. Wówczas ataki „Frajnda” ustały. Po trzech tygodniach dowiedzieliśmy się że Runge wezwał do siebie trzech redaktorów „Frajnda” i czynił im ostre wymówki za to że od kilku tygodni nie było już wymyślania na „Bund” i zażądał by w cztery dni po tym spotkaniu umieszczono kolejny paszkwil, przy czym sam podał trzy tematy, które mają zostać w nim rozwinięte. Żądania kpt. Rungego ściśle wykonano.

Niespodziewanie dla nikogo, a najmniej dla polskich komunistów, Komunistyczna Międzynarodówka, t.zn. Moskwa, ogłosiła w marcu 1938 w swoim organie „International Press Correspondence (Inprecor)”, że K.P.P. rozwiązano gdyż do jej ciał kierowniczych przedostały się elementy obce i że partia jest przeżarta prowokacją.

Nie zwrócono wówczas uwagi na fakt pominięcia w tym obwieszczeniu Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi i Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. W związku z tym co pisał o tych partiach Minc, pominięcie to jest znamienne.

Zarówno ludzie, którzy mieli w pamięci aferę „Frajnda” jak w ogóle ludzie zorientowani politycznie, nie uwierzyli w prawdziwość podanej przyczyny rozwiązania partii.

Każdy z nas był świadom tego że stary konspirator Stalin doskonale wiedział że tam gdzie istnieje podziemna, nielegalna organizacja, zawsze będą elementy pozostające na usługach władz legalnych. Tak było zawsze, i inaczej być nie może. Jednakże nić łącząca te elementy z władzami policyjnymi jest zazwyczaj tak słaba że łatwo ją zerwać można bez zniszczenia samej organizacji. Dlatego też np. własna partia Stalina przeżyła bez zasadniczej dla siebie szkody aferę wielkiego prowokatora Romana Malinowskiego, inna partia, socjaliści-rewolucjoniści rosyjscy, przetrzymała też nieźle aferę Azefa. Pamiętać też należy że do kierownictwa K.P.P. nie mógł się przedostać nikt, kto nie był akceptowany przez Moskwę i samego Stalina.

Więc jakaż była istotna i prawdziwa przyczyna rozwiązania w r. 1938 Komunistycznej Partii Polski?

Klucz do odpowiedzi na powyższe pytanie znajdujemy w rewelacjach Waltera G. Kriwickiego, byłego szefa kontrwywiadu sowieckiego na zachodnią Europę, zamordowanego w r. 1941 w Waszyngtonie.

Książka Kriwickiego „In Stalin’s Secret Service” (Nowy Jork 1939) otwiera się przedrukowanym z „Saturday Evening Post”artykułem, ogłoszonym na kilka miesięcy przed pamiętną datą 23 sierpnia 1939. Kriwickij stwierdza tu że 30 czerwca 1934 Stalin zwołał nadzwyczajne posiedzenie Politbiura, które uchwaliło „za wszelką cenę skłonić Hitlera do ułożenia się z rządem sowieckim. Stalin zawsze był zdania że z silnym wrogiem należy wcześnie dojść do porozumienia”.

Podczas gdy Hitler zachowywał się wrogo i wyzywająco, Stalin nie ustawał w zabiegach o zbliżenie z nim i w tym celu przedsięwziął szereg manewrów, które Kriwickij ujawnia.

Tak np. Stalin zarządził że „Litwinow udał się na objazd stolic europejskich jakoby w celu przygotowania t.zw. wschodniego Locarno, który to pakt miał za zgodą wszystkich zainteresowanych rządów poręczyć istniejące granice państw Europy wschodniej. Wizyta jego w Genewie wywołała falę pogłosek o zbliżającym się porozumieniu francusko-sowieckim. Równocześnie Stalin uparcie powtarzał na posiedzeniach Politbiura: „Mimo to, musimy dogadać się z Niemcami”.

Nawet fakt zawarcia 26 listopada 1936 antykomunistycznego paktu między Niemcami i Japonią, podpisanego z ostentacyjną pompą w obecności wszystkich zagranicznych przedstawicieli akredytowanych w Berlinie, z wyłączeniem sowieckiego – nie wpłynął na decyzję Stalina dojścia do porozumienia z Hitlerem.

Wreszcie Stalin dopiął swego: 23 sierpnia 1939 stanął pakt sowiecko-nazistowski.

*

Teraz wróćmy do pytania: dlaczego Stalin rozwiązał K.P.P.? I dlaczego w tym samym obwieszczeniu nie było najmniejszej wzmianki o Komunistycznych Partiach Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy?

Hitler doszedł do władzy w Niemczech m.in. dlatego że w r. 1925 komuniści niemieccy z nakazu Moskwy nie poparli kandydata wystawionego wspólnie przez katolików i socjalistów, a właśnie w celu rozbicia głosów i niedopuszczenia do obioru demokratyczego kandydata, wystawili własnego, który otrzymał dwa miliony głosów. Dzięki temu rozbiciu na lewicy, prezydentem został wybrany Hindenburg, który w kilka lat później otworzył Hitlerowi drogę do dyktatury.

Oczywiście, Hitler rozprawił się z przeciwnikami we właściwy sobie sposób. Ponieważ rozprawa ta odbywała się w Niemczech, pod rządami niemieckiego dyktatora, więc „ojciec narodów” Stalin nie mógł się ująć za krzywdy swoich współtowarzyszy i swoich podkomendnych. Gdyby postąpił inaczej, byłoby to mieszanie się do spraw wewnętrznych obcego mocarstwa, co z kolei mogło źle wpłynąć na politykę zagraniczną Związku Sowieckiego. Dlatego z racji tego niemieszania się do procesu likwidacji niemieckiego komunizmu i niemieckich komunistów nikt – nawet wśród komunistów – nie mógł czynić Stalinowi żadnych zarzutów.

Zgoła inaczej wyglądałyby sprawy w Polsce. Jak wynika z rewelacji Kriwickiego Stalin przygotowywał od pewnego czasu podział Polski między Niemcy i Sowiety. Jest rzeczą oczywistą, że Niemcy rządzone demokratycznie nie zgodziłyby się w żadnym przypadku na zawarcie spółki ze Stalinem w celu rozbioru i zagłady Polski. Nowa sytuacja powstała po przewrocie hitlerowskim w Niemczech. Gdy się okazało, że komunistyczny przewrót nie jest możliwy, Stalin począł zabiegać o przyjaźń z Hitlerem.

Kiedy 12 marca 1938 Hitler zajął Austrię, Stalin zrozumiał że jego godzina się zbliża. Albowiem znaczyło to że zachodzi możliwość wybuchu wojny Niemiec z Francją i Anglią. Neutralność Sowietów stała się towarem na międzynarodowym rynku. Do właściwej i długo oczekiwanej transakcji trzeba było się przygotować i zawczasu usunąć wszelkie przeszkody na drodze do ugody z pożądanym partnerem.

Wiadomo że K.P.P. w dużej części – trudno to określić procentowo – składała się z Żydów. Stalina czekała ta upragniona umowa z Niemcami o podział Polski. Lecz co począć z komunistami polskimi? Zostawić ich na pastwę losu, nie upomnieć się o nich w umowie z Hitlerem? Musiałoby to wywołać reakcję w komunistycznych szeregach w całym świecie. Z drugiej strony Hitler już tak daleko zaszedł w prześladowaniu komunistów i Żydów że na żadne umowne zabezpieczenie nie pójdzie. Stalin znalazł wyjście. Stalin rozwiązuje K.P.P. „z powodu prowokacji” i umywa ręce od krwi, która ma być przelana… Nie ma już w Polsce komunistycznej partii, i Stalin nie ma potrzeby domagać się względów dla jej członków,
swoich gorących, oddanych zwolenników. Tam są tylko prowokatorzy…

Komunistyczne Partie Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy w komunikacie o rozwiązaniu wspomniane nie były. Zostało to zrobione celowo. Tym pominięciem, już w marcu 1938 Stalin wskazywał Hitlerowi, jakie granice podziału Polski przewiduje czy też proponuje. Tereny, na których te partie działały, ukraińska i białoruska, Stalin zastrzegał dla siebie.

Późniejsza umowa z 23 sierpnia 1939 ten proponowany przez Stalina podział państwa polskiego zaakceptowała. Rozbioru dokonano ściśle podług granic, w których działały trzy komunistyczne partie, wszystkie kierowane i finansowane przez Sowiety.

Stwierdzam tu, że o zachowaniu się hitlerowców w stosunku do Polaków i Żydów i o ich rasistowskiej polityce eksterminacyjnej w zajętej przez nich części Polski Sowiety zachowały absolutne milczenie. Nigdy w prasie sowieckiej nie wspomniano o wyczynach hitlerowców. Stalin nie życzył sobie zakłócenia stosunków z Hitlerem z powodu nazistowskich morderstw w Polsce. „Ojciec narodów” mógł przyglądać się obojętnie zbrodniom, popełnianym przez hitlerowców na Polakach i Żydach, nawet na komunistach.

W siedemnaście lat po rozwiązaniu Komunistycznej Partii Polski i w przeszło dziesięć lat po zainstalowaniu w Polsce prosowieckiego rządu, „Prawda”, organ K.C. sowieckiej partii komunistycznej, z 3 września 1955 przyniosła artykuł Dzierżyńskiego p.t. „Polska na drodze budowy socjalizmu” z podtytułem „Polska, artykuł w t. 34 „Wielkiej encyklopedii sowieckiej”.

Referując artykuł czy rozprawę o Polsce, Dzierżyński pisze, że „w 1938, w związku z powstałymi wówczas podejrzeniami, iż do kierownictwa K.P.P. przedostały się liczne elementy wrogiej agentury, Komitet Wykonawczy Komunistycznej Międzynarodówki rozwiązał czasowo tę partię. Podejrzenia te okazały się nieuzasadnione. Polscy komuniści i w tym okresie stali na czele antyfaszystowskiej walki narodu polskiego o wolność i niepodległość Polski i o jej przyjaźń ze Związkiem Sowieckim, przygotowując klasę robotniczą Polski do oczekujących ją wystąpień przeciwko siłom reakcji i faszyzmu”.

Tu bezczelność z nikczemnością walczą o lepsze. Naród polski i polska klasa robotnicza walczą o przyjaźń z Sowietami, czyli o zgotowaną przez Stalina okupację hitlerowską Polski! A co to za instancja ustaliła że „podejrzenia okazały się nieuzasadnione?”. Czy były jakieś badania w tej kwestii? Jakie? Kto badał? Przecież Międzynarodówka Komunistyczna rozwiązała Komunistyczną Partię Polski w r. 1938, a sama została rozwiązana w r. 1943 i to bez jakichkolwiek formalności w postaci kongresu czy czegoś zastępczego. To sowiecki rząd, który wydaje sowiecką encyklopedię, zastąpił wszystkie instancje i wszystkie badania i ogłosił w encyklopedii swoje postanowienie, że „podejrzenia okazały się nieuzasadnione”. Sowiecki rząd przywrócił polskim komunistom swoje zaufanie!

Oświadczenie o rehabilitacji, podpisane przez komitety centralne partii komunistycznych: sowieckiej, włoskiej, bułgarskiej i fińskiej, z doczepioną do nich Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą, ogłoszono w „Trybunie Ludu” dopiero 19 lutego 1956. Innymi słowy, jeszcze jedno międzynarodowe ciało komunistyczne wlecze się w ogonie rządu sowieckiego.

Obecna rehabilitacja K.P.P. jest początkiem pewnego łańcucha zjawisk, którego następnym ogniwem będzie jej „zmartwychwstanie”. Dalszym zaś ogniwem będzie przywrócenie do życia Międzynarodówki Komunistycznej. Chruszczewsko-bułganinowska wizyta u Tita w r. 1955, to też ogniwo w łańcuchu do jej podbudowania.

Przypomnijmy sobie że polska sekcja Międzynarodówki była jedną z najważniejszych, największych, najposłusznieszych części światowego komunizmu, rządzonego autorytatywnie z Moskwy. Trudno sobie wyobrazić Międzynarodówkę bez polskiej sekcji, absolutnie zaś niemożliwe jest zwołanie Komunistycznej Międzynarodówki na zjazd, na którym polską sekcję będzie reprezentował potworek w postaci Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. A przy tym istnienie takiej P.Z.P.R., to żywe świadectwo porażki polskiego komunizmu. To żywe świadectwo tego, że polski masowy ruch robotniczy był, w chwili wojskowej okupacji Polski przez czerwoną armię, przeciwny komunizmowi, był antykomunistyczny. Komuniści w r. 1945 nie odważyli się -nawet pod osłoną moskiewskich bagnetów – na wzięcie odpowiedzialności pod swoją własną firmą za zorganizowanie życia w Polsce.

Powstanie P.Z.P.R. potwierdzało fakt że robotnik polski był socjalistą, popierającym swoją, demokratyczną, Polską Partię Socjalistyczną. Komuniści w oparciu na Moskwie rozpoczęli swoje manewry, matactwa, obiecanki, demoralizacje i doprowadzili do utworzenia tej „zjednoczonej” partii. Po dziesięciu latach maskarady „zjednoczenia” Moskwa dała sygnał do powrotu. Mogła od razu zadekretować zmartwychwstanie K.P.P., lecz to kryje w sobie niebezpieczeństwo: ludzie pamiętający rok 1938 mogli pytać, czy aby wszyscy prowokatorzy zostali przez Moskwę wymordowani. A nuż jeszcze pozostali, więc jak tu odbudowywać partię? Bezpieczniej więc jest oczyścić najpierw pamięć nieboszczki i ożywić ją czystą i bez skazy.

Dlatego obecnie wystawia się świadectwo, że podejrzenia okazały się nieuzasadnione i że polscy komuniści nie byli prowokatorami, lecz stali na czele walki o wolność i niepodległość Polski.

Komuniści polscy nie walczyli o niepodległość Polski, jednakże byli wśród nich tacy, którzy by nie przyjęli biernie sojuszu Stalina z Hitlerem przeciw Polsce, nawet w tej Polsce, którą chcieli gwałtem przerobić na wzór rosyjski. Być może dlatego właśnie zostali w Moskwie i przez Moskwę zamęczeni i zlikwidowani. Lecz w Polsce „demokracji ludowej”, ożywionej „przyjaźnią dla Związku Radzieckiego”, kto zażąda rachunku?

Ludwik Honigwill.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Close