Dobrzy Niemcy

Sytuacja dobrych Niemców po drugiej wojnie światowej jest trudniejsza niż była po pierwszej. Hitler wyniszczył materiał ludzki, z którego ta odmiana polityczna może powstawać. Ukształtował jednolity naród samych złych Niemców. Ten naród wraz z nim prowadził wojnę i wraz z nim ją przegrał. Wysoką koniunkturę dla odmiany „dobrego Niemca” stworzył – Stalin. Po przegranym przez Zachód pokoju spostrzeżono że w zapowiadającej się nowej wojnie globalnej, Zachód rozporządza zachodnioeuropejskim przyczółkiem mostowym, niełatwym do skutecznej obrony, i pozbawionym załogi. Wtedy przypomniano sobie o Niemczech, o ich centralnym położeniu, o bitności wojska, o talencie organizacyjnym.

Na miejscu dobrych Niemców nie znaleziono. Próbowano przywieźć ich z Ameryki. Thomas Mann, który dobrze tę rolę spełniał w czasie wojny, bardzo się już postarzał i u schyłku życia skłania się ku komunizmowi. Jako obywatel amerykański mówi o swojej dawnej ojczyźnie w trzeciej osobie. Pozwolił się zawieźć do Niemiec i prędko udał się do strefy sowieckiej, gdzie po wymianie komplementów, otrzymał z rąk komunistów nagrodę Goethego. Liczni profesorowie niemieccy za granicą nie zechcieli wrócić. Przyszedł komuś do głowy rozpaczliwy pomysł przywiezienia w charakterze dobrego Niemca Grzegorza Strassera, dlatego że pokłócił się kiedyś z Hitlerem. Ale Strasser powiedział, że może powrócić tylko jako zły Niemiec, więc siedzi dalej w Kanadzie. Przeszukiwania obozów koncentracyjnych także nie dały dobrego wyniku. Najgłośniejsze nazwiska ludzi z tych obozów, to pastor Niemöller i przywódca socjalistyczny Schumacher. Obaj autentyczni męczennicy i z obu więcej jest kłopotu, niż pociechy. Niemöller jest czymś w rodzaju niemieckiego Dean of Canterbury, niedawno bawił w Moskwie, skąd wyniósł najlepsze wrażenia. To samo czyni Schumacher, przy zastosowaniu frazeologii socjalistycznej. Pozostaje Adenauer. Trzeba się było cofnąć o dwa pokolenia wstecz, aby znaleźć to reprezentacyjne wykopalisko. Cała reszta rządzącego zespołu w Niemczech zachodnich, z nielicznymi i podrzędnymi wyjątkami, została po prostu, w drodze niepisanego dekretu anglosaskiego, uznana za dobrych Niemców. Obowiązujący dziś slogan brzmi: wszyscy Niemcy są dobrymi Niemcami; złych powieszono, reszta wydobrzała.

Louis Hagen napisał książkę*) właśnie o tych, którzy wydobrzeli. Zmuszony do emigracji w r. 1936, z przyczyn rasowych, osiedlił się w Ameryce i podobnie jak Thomas Mann, pisze o swojej dawnej ojczyźnie z dalekiego dystansu. Ale zna dobrze kraj i ludzi i umie obserwować. Doszedł do przekonania, że o stanie moralnym dzisiejszego Niemca nie można wnosić ani z wypowiedzi ludzi którzy zajmowali kiedyś stanowiska wybitne, ani tych którym system hitlerowski wyrządził krzywdy. Najbliższy rzeczywistości obraz można sobie wytworzyć przez przyjrzenie się tym, którzy w okresie Hitlera po prostu żyli i przeżyli jego upadek. Powstało w ten sposób dziewięć życiorysów, z tych cztery dotyczą hitlerowców niższych kondycji, trzy nie-hitlerowców, współpracujących z reżymem, oraz dwa – antyhitlerowców. Z tych dwu jeden był rasowo nieczysty. Hagen znał tych ludzi przeważnie od dzieciństwa, a w każdym razie jeszcze w okresie republiki weimarskiej, ma więc możność oceny ich rozwoju duchowego. Życiorysy podaje w formie ich własnych opowiadań, na podstawie zeznań, spisywanych i sprawdzonych. Zmienił tylko nazwiska.

Wystarczy podać trzy opowiadania, szeregowca S.A.-Manna, oraz samca i samicy nowego gatunku ludzkiego, wyhodowanego całkowicie w ustroju hitlerowskim.

1

Fritz Mühlebach był marynarzem. W r. 1932 stracił pracę. Kolega marynarz zaprowadził go do Sturmlokalu S.A. i nauczył polityki. Wskazał mu że to Żydzi międzynarodowi w r. 1914 napadli na Niemcy, a potem przerzucili winę za wojnę na naród niemiecki. Teraz bojkotują Niemcy gospodarczo, wskutek czego jest sześć milionów bezrobotnych. S.A. w 90% składała się właśnie z bezrobotnych. W Sturmlokalu dostawał bezpłatny obiad, często dziczyznę z dóbr wschodniopruskich Parteigenossen. Brał udział w bitkach na wiecach, w nocy malował hasła hitlerowskie na murach. Był „żołnierzem politycznym” Hitlera. Powiedziano mu że myśli za niego Führer. Czasami rozmawiał z przyjacielem o polityce, ale po kryjomu. W r. 1933 w jego kompanii było 40% ex-komunistów, 10% takichże socjalistów, 30% Deutsch-Nationale, reszta starzy hitlerowcy. Wspomina o paradzie przed szefem sztabu, Röhmem, z przykrością dowiedział się później, że Röhm zdradził Führera i że musiano go zastrzelić wraz z kilkoma tysiącami współzdrajców. Po tym zdarzeniu S.A. usunięta została w cień przez S.S. On sam zniechęcił się tym bardzo ale zachował wiarę w Führera. Führer przecie przebudował Niemcy, skasował stany, zniósł bezrobocie, przywrócił wojsko i, co najważniejsze, zapewnił krajowi samowystarczalność gospodarczą. To właśnie sprawiło, że Żydzi amerykańscy, od których Niemcy przestały kupować naftę i kauczuk, zaczęli podżegać świat do nowej wojny. Führera to nie zraziło. Co więcej, zaczął on troszczyć się o los Niemców, żyjących poza Rzeszą. Ułatwił Austrii przyłączenie się do Rzeszy, obronił Niemców sudeckich, roztoczył nad nimi opiekę i zajął się mniejszością niemiecką w Polsce. Polacy zaczęli wtedy strzelać poprzez granicę, co trwało długie miesiące.

Ludzie odetchnęli wreszcie, gdy Führer obwieścił 31 sierpnia 1939 że dłużej tego nie ścierpi i że każe odtąd odpowiadać żołnierzom niemieckim na napaści polskie. Gdy w kilkanaście dni po tym oświadczeniu Polska się rozsypała, wszyscy byli przekonani, że na tym się skończy, zwłaszcza że Führer miał wobec Francji i Anglii zamiary jak najbardziej pokojowe. Byli też bardzo rozczarowani że Francuzi i Anglicy nie chcą pokoju, choć Polska przestała już istnieć. Słuszną karę poniosła Francja za mieszanie się do nieswoich spraw. Wojna z Rosją była przykrą niespodzianką, ale Mühlebach rychło przekonał się że i tym razem Führer miał słuszność. Wyjaśniono mu mianowicie, że żydowscy komisarze chcieli napaść na Niemcy i że Führer ich uprzedził. Z frontu rosyjskiego przychodziły złe wiadomości. Opowiadali mu je żołnierze na urlopie i ranni. Donosił o tym natychmiast do Gestapo, broniąc w ten sposób „moral” zaplecza wojsk. Sam znalazł się w wojsku dopiero w r. 1942. Był w Danii. Tam dowiedział się, o klęskach na froncie. Jednocześnie wszakże przyszły wiadomości o nowych cudownych broniach, które przyniosą ostateczne zwycięstwo. Wiadomość o zamachu na Hitlera w lipcu 1944 wyjaśniła mu przyczynę klęsk na froncie: sabotaż reakcyjnych generałów. Führer zawsze mówił prawdę. Raz jeszcze wszyscy przekonali się o tym, gdy pojawiła się pierwsza cudowna broń V-1. Już po kilku dniach cały Londyn stanął w płomieniach i panika ogarnęła Anglię. Potem przyszło V-2, które zniszczyło porty brytyjskie.

Ku końcowi wojny Mühlebach znalazł się w Prusach Wschodnich, brał udział w panicznej ucieczce spod Królewca. Wina za tę klęskę ciąży na reakcyjnych oficerach i na oddziałach rumuńskich i fińskich, które pierwsze uciekły. Po drodze znaleźli nie naruszony od lat magazyn wojskowy i zaopatrzyli się w sardynki, czekoladę, szampana i cygara. Führer na pewno nie wiedział, że tego magazynu nie rozdzielono wcześniej między żołnierzy. W utarczce na moście został ranny i przewieziono go do szpitala w Berlinie. Tam dowiedział się o śmierci Hitlera. Nie zarejestrował się jako dawny członek S.A., więc go skazano na pięć miesięcy aresztu. Teraz czeka na miejsce w więzieniu, by odbyć karę.

2

Erich Dressler miał ojca, którego się wstydził, gdyż był on chrześcijaninem, a chrześcijaństwo jest schyłkową formą ideologii żydowskiej, obcą duszy Niemca. W r. 1934, jako 10-letni chłopiec, w tajemnicy przed ojcem wstąpił do hitlerowskiego Jungvolk. Tam nauczyli go posłuszeństwa, które jest pierwszą cnotą wojownika. Odbywał ćwiczenia polowe z karabinem maszynowym, zrobionym z konewki, rurki gazowej i paska od spodni. W szkole, gdy nie umiał lekcji, zasłaniał się ćwiczeniami polowymi. W 14-m roku życia przyjęto go do Hitlerjugend. Podpalał żydowskie sklepy i synagogi. Szkoły nie skończył, ale się tym nie martwił, gdyż postanowił zostać oficerem, do czego szkoła nie jest potrzebna.

Gdy Polska napadła na Niemcy, odbywały się właśnie manewry w Prusach Wschodnich, więc Führer mógł od razu wszcząć akcję obronną. Potem była wojna we Francji. W Dunkierce Anglicy pozostawili cały sprzęt i uciekli, przy czym niemal wszyscy potonęli. W 17-m roku życia wstąpił do wojska i znalazł się na Sycylii. Tam przekonał się o tchórzliwości Anglików: atakowali dopiero po długim przygotowaniu artyleryjskim i lotniczym, dzięki czemu Niemcy wcale nie mogli zacząć się bić. Musieli się wycofać, bo Anglicy mieli pięciokrotną przewagę lotniczą. Z Sycylii uciekł na łodzi i został ranny, gdyż Anglicy strzelali do bezbronnych żołnierzy na morzu. W szpitalu w Turyngii zobaczył po raz pierwszy zakonnice. Były dla niego dobre i nie pytały, czy wierzy w Boga, pewnie się bały Gestapo. Gdy ze szpitala powrócił do Berlina, Anglicy rozpoczęli ataki lotnicze na kobiety i dzieci w bezbronnej stolicy. Potem był we Francji, tam przekonał się, że kobiety, rasowo mieszane, systematycznie demoralizują żołnierzy niemieckich. Wytrąceni z równowagi przez wino i te kobiety, Niemcy sprzedawali benzynę, samochody i broń i posyłali do domów żywność i odzież. Byli wprowadzeni w błąd, że w kraju wszystkiego brak. W r. 1944, w Normandii, oddział jego otoczyły czołgi nieprzyjacielskie, Niemcy w odwrocie spalili własne czołgi, a samoloty nieprzyjacielskie nękały ich z malej wysokości. Zaczęto już wtedy mówić o klęsce, ale on wierzył w Führera i w nowe cudowne bronie.

Potem posłali go na front wschodni. Po odwrocie spod Lwowa, stracił ochotę do wojowania. Był zmęczony. Był potem ranny na Węgrzech. Leżał w szpitalu w Wiedniu, potem w Pradze. Gdy front się zbliżał z trzech stron, uciekł na własną rękę z miasta. Poddał się Czechom. W niewoli udawał lekarza, co mu trochę pomogło. Uciekł wkrótce i wrócił do Berlina. Dom rodziców zastał zburzony i próbował odszukać ukryte klejnoty. Przy sposobności odkopał także i pogrzebał rodziców. Rozpoczął nowe życie. Znalazłszy dawnych kamratów, uradził wraz z nimi, że o przeszłości myśleć nie należy. Winę za klęskę ponosi reakcyjne dowództwo, które nie umiało prowadzić nowoczesnej wojny totalnej.

Okupanci są nadal nieprzyjaciółmi. Obowiązkiem Niemca jest przetrwać klęskę i szkodzić na każdym polu nieprzyjacielowi. Prowadził więc handel z okupantami. Wraz z przyjacielem zorganizowali coś w rodzaju ruchomego domu publicznego dla Murzynów. Kobiety były zarażone, więc był to raczej ośrodek wojny bakteriologicznej. Był potem szoferem u Francuzów i kradł im benzynę. Organizował systematyczne włamania do domów oficerów amerykańskich i sprzedawał zdobycz Rosjanom. Potem organizował włamania w strefie sowieckiej i sprzedawał zdobycz Amerykanom. Handlował fałszowaną penicyliną, prawdziwymi papierosami i prawdziwymi oraz fałszowanymi dolarami. Czasem także kokainą i nylonami. Wrogiem, nadającym się najbardziej do szkodzenia poprzez handel, byli Amerykanie. Anglicy okazali się za głupi. Pogniewał się wreszcie na Francuzów, u których był szoferem, i zadenuncjował ich anonimowo w komendzie placu, że z nim handlują. Ucieszył się bardzo, gdy ich aresztowano. Teraz jest szoferem u Amerykanina, któremu ułatwia nabywanie obrazów, klejnotów i dziewczynek. Gdy rozmawiał z Hagenem, miał jeszcze mundur „Africa Corps”, na szyi krzyż na ciężkim złotym łańcuchu, sygnet i złotą bransoletkę.

3

Hildegard Trutz. Ojciec czeladnik piekarski. Do Bund Deutscher Mädel wstąpiła po obejrzeniu filmu „Hitlerjunge Quex”. Matka sprzeciwiała się, gdyż była reakcyjną chrześcijanką. Ojciec należał od r. 1933 do S.A. i jego zgoda wystarczała, by została przyjęta. Piekarz Stielke, pracodawca ojca, był także reakcjonistą i potępiał bojkotowanie Żydów. Ojciec doniósł o tym gdzie trzeba, Stielkego umieszczono w zakładzie reedukacyjnym, celem uczynienia z niego „dobrego Niemca”. Zakład jego mieścił się w Sachsenhausen. Stielke nie doczekał wyniku reedukacji i w trakcie tej procedury zmarł. Ojciec miał z tym kłopot, gdyż po wywiezieniu Stielkego, musiał przejąć jego piekarnię, co wymagało wiele pracy. Potem kupił tę piekarnię od żony Stielkego, piekarnie były wtedy bardzo tanie. Bund Deutscher Mädel mieścił się w dawnym protestanckim ogródku dziecięcym, zarekwirowanym przez partię. Tam dowiedziała się, że głównymi wrogami Niemiec są Żydzi, masoni, papież i marxiści i że narzędziem ich jest Anglia i Ameryka. Żydów nie lubiła nigdy, gdyż są tłuści, mają płaskie stopy i nie patrzą w oczy. Teraz dowiedziała się, że ta jej niechęć była żywiołowym wyrazem instynktu rasy. Po niejakim czasie zrobiono ją organizatorką sportową. Na paradzie przed Jugendführerem Baldurem von Schirach, stała na czele swojego oddziału. Była bowiem najwyższa, miała blond włosy, niebieskie oczy, długie nogi i szeroką miednicę. Zdała maturę na podstawie egzaminu z żywotów Hitlera i Schlagetera, źle wypadł egzamin z matematyki, ale przewodniczący komisji oświadczył, że matematyka jest właściwa analitycznemu umysłowi żydowskiemu, umysł zaś nordycki jest skłonny raczej do syntezy. Potem była w obozie dziewcząt na Śląsku, a że wyróżniała się wyglądem i zdolnościami, umieszczono ją w kuchni. W tym czasie umarła jej matka. Dobrze, że tak się stało, matka była od dawna chora i była dla społeczności ciężarem.

Z obozu zgłosiła się do S.S. Lebensborn (źródła życia), w zamku pod Tegernsee. Była to stajnia zarodowa przyszłej ulepszonej rasy niemieckiej. Przebywało w niej czterdzieści dziewcząt, jasnowłosych i niebieskookich, pochodzenia „niewątpliwie aryjskiego”. Miały oddzielne pokoje, świetne jedzenie, nie znały wzajemnie swoich nazwisk. Dwudziestu bezimiennych, również jasnowłosych i niebieskookich SS-Mannów towarzyszyło im w zabawach i grach, a wieczorem w tańcu i w kinie. Po tygodniu profesor specjalista z SS-Sanitätskorps wyjaśnił im w odczycie, co i jak. Wybrany chłopiec odwiedzał ją w jej pokoju trzy razy tygodniowo w ciągu dwu tygodni. Gdy szybko znalazła się w odmiennym stanie, ucieszyła się tą oznaką dobrej rasy. Dziecko zaraz jej zabrano, dla dalszej hodowli; proszono, by przyszła ponownie za rok. O dalszym losie dziecka i jego ojca nic nie wie.

Powróciła potem do Berlina, gdzie poznała swego przyszłego małżonka, podoficera SS, służącego w Gestapo. Powiedział jej że mają oboje typ germański i że chciałby mieć z nią dużo dzieci tegoż typu. Zamieszkali w osiedlu SS w Krumme Lanke. Meble były germańskie, dębowe, krzesła kryte ręczną tkaniną, żyrandol z kutego żelaza, w bawialni portrety Führera Baldura von Schirach i Reichsfrauen-Führerin Frau Scholz-Klink. Ślub odbył się w tymże mieszkaniu, dał go dowódca kompanii małżonka, przed obrazem Führera. Narzeczona miała wianek mirtowy. Nie brakło także ceremonii religijnej: przyszły szwagier przebrał się za księdza, wyśpiewywał hymny i wygłosił kazanie, ku uciesze gości weselnych. Potem życie płynęło gładko, chociaż żony oficerów SS spoglądały na nią z góry, ile że jej mąż był podoficerem. Mówiły że nosi za krótką suknię, bo same miały brzydkie nogi. W roku wojny, gdy Polska, opanowana przez Żydów, napadła na Niemcy, urodził im się synek, nazwali go Norfried. Nie brakło uroczystej ceremonii: ojciec wniósł do bawialni pierworodnego syna, na tarczy z tektury oklejonej złotym papierem, okrytego kołderką z wyhaftowaną swastyką w wieńcu liści dębowych. W obecności oficera SS rodzice przez położenie rąk na główce dziecka wprowadzili go w społeczność germańską. Potem mąż został kurierem i jeździł do Warszawy, Krakowa i Paryża. Przysłał jej dwa futra, kilka par bucików i pończochy. Jeździł później w różne strony świata, ona sama przebywała w Berlinie aż do końca wojny. Gdy Anglicy rzucali bomby na kobiety i dzieci, nie schodziła do schronu, wystarczał jej koniak, który mąż wciąż przywoził.

Wycofała się na zachód z dziećmi w przeddzień upadku Berlina, spotkała męża po drodze i dowiedziała się od niego, że wojna jest przegrana, a on sam wraca do Berlina, gdyż kazano mu pracować w „Wehrwolfie”. Zrobiła mu wtedy awanturę, że był całe życie niedołęgą i nie umiał wybić się jak inni, którzy dziś własnymi samochodami uciekają do Bawarii. Potem przyszli Rosjanie. Zgwałcili ją zanim się opatrzyła. Zorientowała się rychło, że nie trzeba czekać na gwałcenie, i było jej z tym dobrze. Po tygodniu miała pełną walizkę szynek, jaj i masła. Wróciła spokojnie do siebie. Mieszkanie jej było zajęte przez byłych więźniów K.Z., ale przyjaciele sowieccy wyrzucili ich stamtąd. Potem przekonała się, że dobrzy są także Amerykanie, mają kawę i papierosy. Z Amerykanami były jednak trudności, gdyż był na nich wielki popyt. Znalazła wreszcie Murzyna, którego bardzo polubiła.

Miała także kłopoty rodzinne, z mężem i z ojcem. Mąż odnalazł się w więzieniu brytyjskim, chciała się z nim rozwieść, bo sam wszystkiemu był winien, ale Anglicy odmówili zezwolenia. Ojca władze nie chciały uznać za ofiarę hitleryzmu: zgłosiła się wdowa po piekarzu Stielke i wiele zaszkodziła. Mścili się także Żydzi i kłamali, że ojciec odmawiał im sprzedaży chleba. Ojciec pójdzie więc do więzienia a na razie siedzi jej na karku. Jest nadzieja, że przynajmniej mąż pozostanie przez dłuższy czas w więzieniu, nie można przecież zaprzeczyć, że był w SS i w Gestapo. Jedyna rzecz, która jej się świeżo udała, to nowy boy-friend – polski Żyd z U.N.R.A. Bogaty (bo handluje brylantami) i mało wymagający. Synek Norfried Bogu dzięki rośnie.

Pandora.

——–
*) Follow My Leader. By Louis Hagen, Londyn, Allan Wingate, 1951; str. XI i 1nl. i 374 i 2nl.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close