• Wiadomości
  • / 21.10.1956
  • / Londyn
  • / Rok 11, Nr 43 (551)

Dochody Mickiewicza

Z interesującej gawędy Teofila Sygi „Sprawy wydawnicze Mickiewicza” („Twórczość”, nr 7) wynika że nakłady książek wielkiej emigracji wyrażały się cyframi zbliżonymi do dzisiejszych londyńskich a „Pan Tadeusz” nie stanowi pod tym względem wyjątku, bo odbito go po raz pierwszy w 3.000 egz., z których zadziwiająco wiele dochowało się w dobrym stanie do dni naszych.

Syga, autor „Pierścienia z lirą” (por. „Szkiełko i oko” w nr. 525 „Wiadomości”), zajął się tym razem dochodami pisarskimi Mickiewicza i pokazał je na interesującym tle porównawczym. Syga przypomina że Mickiewicz zaczął ogłaszać swe utwory w okresie gdy honoraria autorskie niemal nie istniały, prawo nie chroniło autorów a książki ukazywały się na koszt twórców lub w najlepszym razie z wpływów uzyskanych ze sprzedaży „biletów” subskrypcyjnych w kole znajomych. Na tym tle dochody Mickiewicza oceniać należy jako bardzo wysokie. Tak np. poznańskie wydanie Muczkowskiego przyniosło Mickiewiczowi około 1.500 talarów, sumę znaczną na owe czasy. Syga zadał sobie trud ustalenia relacji jednostek monetarnych i określił że talar równa się 6 zł, a dukat, zawierający 3,5 grama czystego złota, stanowił równowartość ówczesnych 18 zł. Honorarium poznańskie Mickiewicza równało się więc 1 kg. 750 gr. czystego złota. Kieski wypełnione tym złotem umożliwiły Mickiewiczowi podróż po Europie.

Syga dotyka tylko mimochodem „dużego honorarium” za pierwszą edycję paryską, przygotowaną przez Leonarda Chodźkę. Pisze że „pieniądze te przepadły w banku skutkiem bankructwa i rewolucji”. Ale i ta zwięzła wzmianka rzuca pewne światło na powody zahaczenia o Paryż w drodze do Wielkopolski.

W wyniku żmudnych zestawień Syga dochodzi do wniosku że książki Mickiewicza ukazywały się w nakładach „wielkich”. Nie oznacza to bynajmniej cyfr bardzo wysokich, gdyż nakłady wahają się w granicach 1.000-3.000 egz. Wyjątek stanowią „Księgi pielgrzymstwa” odbite kilkakrotnie w ilości 10.000 egz.

Cyfry te wytrzymują zwycięsko porównanie z nakładami książek najpoczytniejszych współczesnych autorów francuskich. Tak np. dzieła Victora Hugo wydawane były w nakładzie 2.500 egz., Musseta – jedynie 600-900, a interesowały nie tylko rodowitych Francuzów ale i licznych miłośników literatury francuskiej, cudzoziemców.

Mickiewicz otrzymał za „Pana Tadeusza” 4.000 fr. (lub, jak wynika z późniejszych oświadczeń, 6.500 fr.) a za t.zw. drugie francuskie wydanie poezji (Aleksandra Chodźki i Eustachego Januszkiewicza) – 3.000 fr. Victor Hugo pobierał współcześnie honoraria tej samej wysokości.

W latach 1832-1840 wskutek wzrostu poczytności książek i spadku cen papieru zwiększają się nakłady, książki tanieją a honoraria rosną. „Juif errant” przynosi Eugeniuszowi Sue około 100.000 fr. a Balzac zarabia około 25.000 rocznie.

Nakłady i honoraria Mickiewicza wytrzymują więc porównanie z francuskimi. A przecież, jak przypomina Syga, odbiorcami jego pism byli emigranci i „ci szczęśliwi w kraju, do których dotarł egzemplarz książki po wielu przygodach”. I tu nie zadowala się Syga ogólnikami i na podstawie pracowitych obliczeń określa liczbę emigrantów polistopadowych na około 9.000 osób, w tym około 7.000 we Francji. Chłonność rynku czytelniczego była więc kilkadziesiąt razy większa niż obecnie.

Stosunkowo wysokie honoraria Mickiewicza bladły w porównaniu z dochodami Chopina, który za jeden tylko koncert (26 kwietnia 1841) otrzymał 6.000 fr. Syga przypomina że Stefan Witwicki „pokwitował (to) westchnieniem: „Deklamujże swoje wiersze gdzie przez trzy kwadranse, bo pewno dłużej nie grał, i niech ci złożą za to sześć tysięcy”. Zestawia je wreszcie z honorariami Norwida. Najwyższe, za tom „Poezji”, wydany przez Brockhausa w Lipsku, wyniosło 500 fr. i 40 egzemplarzy autorskich.

Z powodzi interesujących szczegółów zestawionych przez Sygę warto wydobyć zalecenia Januszkiewicza z r. 1851, który planowane wówczas wydanie II części „Pana Tadeusza” radził drukować w berlińskiej firmie Behr drobną czcionką i w małym formacie, by łatwo było „przechowywać i przemycać”. I tu nasuwają się gorzkie porównania ze smutną dzisiejszą rzeczywistością, w której emigracyjne czasopisma i książki mają większe szanse ugrzęźnięcia w biurach cenzury pocztowej niż dotarcia do krajowego czytelnika. Ci zaś, co przemycać by je mogli, zginęli w hitlerowskich komorach gazowych, nie zostawiając potomków godnych wileńskich i warszawskich kramarzy z wierszy Mickiewicza i Syrokomli.

Szperacz

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close