Dwie koncepcje winy niemieckiej

Fryburg, we wrześniu 1947.

Werdykt norymberski, uznając winnymi uchwytnych przywódców b. Trzeciej Rzeszy, zwolnił faktycznie od odpowiedzialności naród niemiecki. Dlatego też przeciętny obywatel Rzeszy, choćby należał nawet kiedyś do partii (wiemy, że partia liczyła ok. 11 milionów członków), nie poczuwa się do winy za okres władztwa Niemiec w Europie. Czuje się nawet rozgrzeszony z popełnionych zbrodni, zakładając, że albo nie brał w nich bezpośrednio udziału, albo działał na rozkaz; że wreszcie odpowiedzialni są twórcy systemu a nie zwykłe, szare pionki.

Może dlatego w dyskusji nad zagadnieniami winy Niemiec udział zainteresowanych jest powściągliwy i raczej rzadki. Niemcy trzymają się takiej formuły: system narodowo-socjalistyczny był tworem niemieckim; narodowy socjalizm niszczył wrogów swego systemu, ergo niszczył wrogów Niemiec, czyli że dobrze się stało iż zniszczył, bo w przeciwnym razie wrogowie niszczyliby Niemcy.

Nic też dziwnego, że gdy spotka się głos niemiecki, który stawia sprawę uczciwie, jest to głos wołającego na puszczy. Bodaj pierwszym Niemcem podejmującym dyskusję na temat winy Niemiec jest prof. Friedrich Wilhelm Foerster. Słynny pedagog niemiecki, bojownik o pokój w świecie i twórca nowoczesnych systemów wychowania w duchu chrześcijańskim, w artykule w „Neue Zürcher Zeitung” z 27 października 1946 p.t. „Warnung vor Illusionem in der deutschen Frage (Ostrzeżenie przed złudzeniami w sprawie niemieckiej)”, polemizuje z zürichską mową Churchilla. Mowa ta, jak pamiętamy, była wyrazem ciągotek federacyjnych panujących w niektórych kołach politycznych. Foerster, od lat przebywający za granicą, uznał za stosowne ostrzec przed próbą wciągnięcia Niemiec do współpracy międzynarodowej. Tezą Foerstera jest że Niemcy niczego się nie nauczyli i z niczego nie zrezygnowali, lecz w dalszym ciągu dążą do urzeczywistnienia swych celów, choć innymi sposobami i z innymi sprzymierzeńcami. Po pierwszej wojnie światowej świat niemiecki reorganizował swe siły pod firmą republiki i odrzucił ją gdy już mu nie była potrzebna. Istniała jedynie szczupła grupa osób, którym można było zaufać: jedna z tych osób mówiła w r. 1940 opuszczającemu Europę Foersterowi: „Niech pan nie wyciąga fałszywych wniosków z naszego istnienia. Jesteśmy małą łupiną na morzu szalejącej głupoty”.

Foerster nie wierzy w istnienie t.zw. „dobrych Niemców”. Nic tak, zdaniem jego, nie przyśpieszyło katastrofy drugiej wojny jak, niezależnie od nacjonalizmu niemieckiego, ślepy międzynarodowy pacyfizm. Pacyfizm ten uśpił świat i osłabił czujność na to co się działo w Niemczech. W r. 1929 prof. Reimann mówił na kongresie historyków niemieckich w Godesberg: „Odnosimy się z odrazą do pacyfistów, lecz pacyfizm międzynarodowy jest naszym najlepszym sprzymierzeńcem”. Stworzenie federacji europejskiej z nienawróconymi i niepoprawnymi Niemcami byłoby pierwszym krokiem do powstania nie Paneuropy ale Pangermanii. Ideę denazyfikacji przygotowali emigranci niemieccy, którzy zaszczepili wyobrażenie, że naród niemiecki został zgwałcony przez mniejszość zbrodniarzy. A przecież zbrodniarze ci byli wytworem niemieckiego ducha.

Za popełnione zbrodnie odpowiedzialny jest cały naród niemiecki. Jeśli bowiem pokolenia uwielbiają bezwstydnie wojnę, jeśli siłę brutalną podnoszą do godności sensu życia, wtedy w takim narodzie pojawia się demon, który z piekielną jasnością i bezwstydem wypowiada to, co inni odważyli się mówić tylko szeptem. Gdy się zjawił, padł na nich strach, lecz gdy zdobywał Wiedeń, Pragę i Warszawę, krzyczeli: „Heil Hitler!”.

Należy odrzucić fałszywą emigrancką teorię i zabrać się do wychowania Niemców, lecz jest to praca na lata. Foerster kończy słowami niemieckiego poety Jean Paula:

„Jeśli nie będziecie używali waszych oczu po to by widzieć, będziecie ich używali po to by płakać”.

Artykuł wywołał oczywiście burzę protestów w Niemczech, szczególnie w kołach profesorów uniwersytetów (prawdopodobnie tych samych, którzy w r. 1933 uznali Hitlera za męża opatrznościowego). Pośrednio z tezą Foerstera polemizował Karl Jaspers, jeden z najwybitniejszych współczesnych filozofów niemieckich, uczestnik „Rencontres Internationales” w Genewie w r. 1946 (por. nr 30 „Wiadomości”), w ogłoszonej w Szwajcarii broszurce „O palącej kwestii winy Niemiec w drugiej wojnie światowej”*). Jaspers rozróżnia cztery pojęcia winy niemieckiej:

1) winę kryminalną, o której decydują sędziowie w myśl kodeksu karnego;

2) winę polityczną przywódców;

3) winę moralną, o której decyduje sumienie jednostki (nie ma tutaj zastosowania tłumaczenie się rozkazem, gdyż przestępstwo zostaje przestępstwem, nawet jeśli jest wykonane na rozkaz; jedynie jako okoliczności łagodzące mogą być brane pod uwagę: przymus, groźba i terror);

4) winę metafizyczną, pod którą rozumie brak solidarności między ludźmi; solidarność ta jest naruszona z chwilą tolerowania niesprawiedliwości, lub gorzej – przestępstwa, przy czym Jaspers idzie jeszcze dalej i przypisuje ten rodzaj winy wszystkim Niemcom, którzy pozostali przy życiu.

Nie można Niemców osądzać zbyt pochopnie, nie rozpatrzywszy okoliczności łagodzących. Na pierwszym miejscu Jaspers wymienia terror. Do r. 1938 w obozach koncentracyjnych znajdowali się wyłącznie Niemcy. W r. 1944 ilość aresztowań politycznych wynosiła około 4000 miesięcznie. Jest to najlepszy przykład istnienia opozycji w Niemczech. Niemcy postawieni byli wobec alternatywy: mordować albo być mordowanymi. Dalszymi okolicznościami łagodzącymi jest położenie geograficzne i historia Niemiec. Otwarte granice kraju zmuszały Niemcy do utrzymywania sił wojskowych, Niemcy nigdy nie czuły się tak bezpiecznie, jak np. Anglia lub Stany Zjednoczone.

Winę, którą obciąża się Niemcy, należy także rozciągnąć na innych. Jaspers oskarża tutaj politykę zwycięzców z r. 1918 oraz ich stanowisko wobec Niemiec hitlerowskich. Następstwem traktatu wersalskiego były narodziny narodowego socjalizmu. Tolerowanie przez Ligę Narodów Japonii po napaści na Chiny i jej niezdecydowanie podczas konfliktu abisyńskiego poważnie obciążają państwa europejskie. W r. 1925 Wielka Brytania zawarła z Niemcami układ morski, w r. 1939 Rosja podpisała traktat przyjaźni. „Jeśli stawia się nam zarzuty – konkluduje Jaspers – że byliśmy zupełnie bierni wobec panującego zła i terroru, czym przyczyniliśmy się do utrwalenia régim’u, musimy podobny zarzut postawić innym, którzy bez żadnego przymusu także pozostali bierni”…

Kończąc swe rozważania Jaspers nawołuje Niemców do pokory i umiarkowania, których to cech brakło zawsze narodowi niemieckiemu.

Zestawienie wypowiedzi Foerstera i Jaspersa daje jasny obraz tendencji autorów. Foerster przestrzega ludzi mających jeszcze jakiekolwiek złudzenia co do narodu niemieckiego: „pomijając te miliony Niemców, które ślepo szły za Hitlerem i doskonale wiedziały czego chciały, nie ma niczego poza cieniami i bezkształtną mgławicą, na czym by można budować”… Polemizując z często używanymi argumentami, że Niemcy są podstawą odbudowy Europy, Foerster zapytuje: jakie Niemcy należy odbudować? czy tamte, stanowiące ośrodek federacji europejskiej, czy te, które zmieniły Europę w jeden poligon i okryły imię Niemiec wieczną hańbą, czy też republikę niemiecką, która by stanowiła fasadę dla reorganizacji militarystycznej? Reedukacja narodu niemieckiego nie da się zamknąć w ramach deklaracji poczdamskiej. Jest to zadanie delikatne, wymagające dużo cierpliwości i rozumu. Trzeba pamiętać że nawet członkowie partii, odnoszący się krytycznie do jej polityki wewnętrznej, żywo oklaskiwali politykę zagraniczną i rola przedstawicieli narodu panów nie napawała ich wstrętem. Także większość katolików niemieckich potępiała Hitlera tylko z powodu jego polityki kościelnej, a była poganami w sprawach polityki zagranicznej. Naród niemiecki, zanim pojedna się ze światem, pojednać się powinien z prawdą.

Wywody Jaspersa są przykładem ogólnie panujących w Niemczech nastrojów i nadziei. Naród niemiecki bynajmniej nie zrezygnował ze swoich celów. Znakomitą pomocą w ich urzeczywistnieniu jest niezgoda w łonie państw okupujących i próby wygrywania przez nie karty niemieckiej. Nikt głośniej nie przyklasnął idei zjednoczenia Europy Churchilla niż sami Niemcy. Przypomnijmy sobie, że ruch paneuropejski Coudenhowe – Kalergi największą popularnością cieszył się w Niemczech. „Paneuropa – pisze w zakończeniu swego „ostrzeżenia” Foerster – będzie ostatnią szansą wybicia się, i można być pewnym, że w wypadku urzeczywistnienia takiego planu odbudowa Europy pozbawiona będzie jakiejkolwiek solidnej podstawy. Ci zaś, co dla złudnego sukcesu odrzucili zasady, na których podstawie jedynie można by było wyleczyć Niemców z choroby, natrafią na trudności nie do pokonania i po trzykroć żałować będą, że nie słuchali ostrzeżeń. Kto zagadnienie rosyjskie chce rozwiązać przy pomocy niemieckiego potencjału wojennego, ten zginie, wywołuje bowiem na scenę świata nieobliczalne moce, które w końcu użyją bomby atomowej i w ten sposób zainscenizują ostatni akt tragedii ludzkiej na tym padole”.

Zbigniew Małecki.

—–
*) Schriften zur Zeit. Karl Jaspers, Dr. med., o. o. Prof. der Philosophle. Die Schuldfrage. Ein Beitrag zur deutschen Frage. Zürich, Artemis – Verlag, (1947); str. 95 i 1nl.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close